cover_04_2016

Moje szkiełko i oko kontra mędrców czucie i wiara

Należy odno­to­wać, że Pol­ski Alarm Smo­gowy upich­cił na nas pasz­kwil pt. “NIE gór­nemu spa­la­niu”. Tytuł zwia­stuje poziom cało­ści – wszak roz­pa­la­jąc od góry, górne spa­la­nie zastę­puje się dol­nym. Do zna­nych od dawna opi­nii eks­per­tów od węgla PAS dodał wła­sne wymy­sły – za wszelką cenę sta­ra­jąc się zgnoić pale­nie od góry, miej­scami tak nie­udol­nie, że aż śmiesz­nie dla każ­dego, kto – w prze­ci­wień­stwie do auto­rów – widział na oczy kocioł węglowy przy pracy. Nie wspo­mi­na­jąc o tych, któ­rzy widzieli pracę ich wła­snych ex-kopciuchów, które po napra­wie tech­niki pale­nia już nie kopcą. Ale dzia­ła­cze liczą, że w ten spo­sób wystra­szą ciemny lud, by kupo­wał nowo­cze­sne kotły albo dalej gnił w smro­dzie zamiast pró­bo­wać napra­wić to, co ma w kotłowniach.

Oto arty­kuł w któ­rym roz­kle­pu­jemy dez­in­for­ma­cję PAS na czyn­niki pierw­sze – ale w opar­ciu o fakty. Wszystko w tym tema­cie już nie­raz zostało powie­dziane. Znane są wyniki zagra­nicz­nych badań, wia­domo dla­czego musimy robić na wła­sną rękę to, co powinno leżeć w gestii pro­du­cen­tów kotłów. Co abso­lut­nie nie prze­szka­dza PAS łżeć w żywe oczy li tylko na pod­sta­wie wła­snych wymy­słów m.in. co do emi­sji pyłów.

W mię­dzy­cza­sie Czy­tel­nik – palacz odgórny z nie­li­chym sta­żem – napi­sał z prośbą o publi­ka­cję jego listu, który wysłał Pol­skiemu Alar­mowi Smo­go­wemu odno­śnie ich pasz­kwilu, ale rzecz jasna nie został zaszczy­cony odpo­wie­dzią. Poni­żej treść listu za zgodą autora.

Sza­nowni Państwo

Pro­szę o opu­bli­ko­wa­nie mojego listu, jako głosu w dys­ku­sji na temat “gór­nego spa­la­nia“
Zamie­ści­li­ście Pań­stwo opi­nie prze­róż­nych naukow­ców negu­ją­cych sens eko­lo­giczny i eko­no­miczny eks­plo­ata­cji kotłów gór­nego spa­la­nia zapa­la­nych spo­so­bem od “góry“
Przez okres 4 lat eks­plo­ato­wa­łem kocioł metodą zapa­la­nia “od dołu”. Prze­pro­wa­dzi­łem próbę zapa­la­nia kotła metodą “od góry” i przez 27 lat (do chwili obec­nej) eks­plo­atuję w ten spo­sób swój kocioł. Dla­czego po pró­bie nie powró­ci­łem już nigdy do spa­la­nia “od dołu”?
Dla­czego tysiące ludzi któ­rzy tak jak ja zmie­nili spo­sób użyt­ko­wa­nia kotłów na “górny” nie powró­ciło do poprzed­niego spo­sobu użyt­ko­wa­nia??? Utrzy­muję kon­takty w wie­loma oso­bami któ­rych namó­wi­łem na górne pod­pa­la­nie, żaden z nich do poprzed­niego spo­sobu spa­la­nia nie powró­cił! Dla­czego???? Prze­cież ludzie są roz­sądni i nigdy (!) nie wybie­rają roz­wią­za­nia nie­ko­rzyst­nego dla sie­bie.
Otóż o ile przy spo­so­bie zapa­la­nia “od dołu” zuży­wa­łem 4,5 tony węgla rocz­nie, tak zapa­la­jąc kocioł “od góry” zuży­wam 3 tony węgla. Wszy­scy któ­rzy zmie­nili spo­sób zapa­la­nia doświad­czyli tego samego!!!! Zuży­cie węgla zmniej­szyło się o ok. 20–30%! I dla­tego nikt kto zmie­nił spo­sób zapa­la­nia kotła na “górny” nigdy już nie powró­cił do zapa­la­nia “dol­nego!!!
I w takiej sytu­acji jakiś pro­fe­sor twier­dzi, że zapa­la­nie “od góry” zwięk­sza zuży­cie węgla! Gdyby ten pro­fe­sor napa­to­czył mi się pod rękę (a wła­ści­wie pod nogę), to (…) gdyż pró­buje zro­bić ze mnie dur­nia!!! Ja mogę nie znać się na kotłach, spa­la­niu, fizyce, itp, ale liczyć pie­nią­dze (zwłasz­cza swoje) na pewno potra­fię! Przy pale­niu “dol­nym” kupo­wa­łem 4,5 tony węgla na sezon, przy pale­niu “od góry” kupuję 3 tony na sezon!
Więc argu­ment, że zapa­la­jąc węgiel” od góry piec spala wię­cej opału, darujmy sobie. Doświad­cze­nie tysięcy użyt­kow­ni­ków kotłów zapa­la­nych “od góry” obala ten pogląd i kom­pro­mi­tuje pro­fe­sora który wbrew fak­tom i doświad­cze­niom (w tym i moim) wpro­wa­dza opi­nię publiczną w błąd!!
Inni pro­fe­so­ro­wie twier­dzą, że kocioł eks­plo­ato­wany poprzez zapa­la­nie węgla “od góry” zwięk­sza emi­sję tru­ją­cych gazów i pyłów. I znów moje doświad­cze­nie (i tysięcy innych użyt­kow­ni­ków kotłów) ten pogląd jed­no­znacz­nie obala. Paląc w kotle “od dołu” z komina wydo­by­wał się gęsty, czarny dym, który zasnu­wał całą oko­licę. Paląc “od góry” z komina wydo­bywa się pra­wie nie­wi­doczna mgiełka! Czy nie­wi­doczna mgiełka zawiera wię­cej tru­ją­cych gazów niż gęste opary czar­nego dymu?
Śmiem wąt­pić, roz­są­dek pod­po­wiada mi, że jed­nak kłęby czar­nego dymu są bar­dziej tru­jące niż nie­wi­doczna mgiełka!
Inni znów pro­fe­so­ro­wie pod­no­szą argu­ment, że zapa­la­nie od góry może być groźne dla użyt­kow­nika, gdyż może wią­zać się w wydo­by­wa­niem się z kotła czadu! Otóż ten argu­ment jest dema­go­giczny!! Każde urzą­dze­nie grzew­cze (bez względu na rodzaj paliwa) może być poten­cjal­nie groźne dla użyt­kow­nika. Co roku traci życie kil­ka­set osób zatru­tych cza­dem wydo­by­wa­ją­cym się z grzej­ni­ków gazo­wych pod­grze­wa­ją­cych wodę w łazien­kach. Dla­czego? Bo szczel­nie poza­ty­kali otwory wen­ty­la­cyjne przez co zatrzy­mali dopływ powie­trza do grzej­nika. Kotły zapa­lane “od góry” stwa­rzają dla użyt­kow­ni­ków takie samo zagro­że­nie (ani mniej­sze ani więk­sze) jak każde inne urzą­dze­nie grzew­cze.
Wszyst­kie argu­menty prze­ciwne “zapa­la­niu “od góry” są nie­praw­dziwe!.
Gdyby “zapa­la­nie od góry” było w jaki­kol­wiek spo­sób nie­ko­rzystne dla użyt­kow­ni­ków kotłów, to nikt by się w taki rodzaj zapa­la­nia nie bawił, tym bar­dziej, że jest ono kło­po­tliwe, wymaga bowiem każ­do­ra­zo­wego pod­pa­la­nia węgla po wypa­le­niu się poprzed­niej por­cji!
Jakiś kolejny domo­ro­sły nauko­wiec pisze, że prze­róbki kotła zwią­zane z zapa­la­niem “od góry” są groźne i nie­do­pusz­czalne, pod­czas gdy kotły nie wyma­gają żad­nych (!!!) prze­ró­bek! I tak dalej i tak dalej!
Pale­nie “od góry” przy­nosi sze­reg zalet (i dla­tego tak wiele osób sto­suje ten spo­sób zapa­la­nia). Oto one:
– zuży­cie opału spada o ok. 30 %. (spraw­dzi­łem to na wła­snym kotle!!)
– kocioł spala bez­dym­nie
– ani kocioł ani prze­wód komi­nowy nie zara­stają smołą i sadzą.
– kotły zapa­lane “od góry” potra­fią pra­co­wać samo­czyn­nie i bez obsłu­gowo nawet 3 doby (mój pra­cuje 1 dobę!)
Pro­szę o publi­ka­cję mojego listu, gdyż nie­świa­do­mie pro­wa­dzi­cie Pań­stwo akcję dez­in­for­ma­cji z udzia­łem nie­do­uczo­nych pseudonaukowców!

Z powa­ża­niem: Antoni Pietraszko

Podob­nie zapewne myśli każdy, kto spró­bo­wał palić od góry, doświad­czył świet­nych efek­tów, a potem prze­czy­tał, że naukowcy albo alarmy smo­gowe mówią mu, że tak jest źle, nie­bez­piecz­nie i dla wła­snego dobra powi­nien dalej kop­cić. Ale naj­le­piej: ma wymie­nić piec! Czuje, że robi się z niego dur­nia, bo on naocz­nie prze­ko­nał się, że jest ina­czej, a pro­fe­sor twier­dzi coś zupeł­nie innego i na popar­cie ma tylko tytuł naukowy. Co to się poro­biło… trzeba prze­krę­cić wiesz­cza: szkiełko i oko sil­niej mówi do mnie niż mędrca czu­cie i wiara.

Fak­tycz­nie sytu­acja wygląda nie­do­rzecz­nie: alarmy smo­gowe gnoją metodę pale­nia zmniej­sza­jącą smog zaś naukowcy w naj­lep­szym razie pod­cho­dzą jak do jeża, a w naj­gor­szym – stra­szą kalec­twem lub śmier­cią. Tym­cza­sem za naszą zachod­nią gra­nicą pale­nie od góry jest pod­sta­wo­wym ele­men­tem kam­pa­nii infor­ma­cyj­nych pro­wa­dzo­nych na pozio­mie pań­stwo­wym i jakoś nikt nie ma z tym pro­blemu. Czyżby tam mieli mniej kuma­tych naukow­ców i nikt im nie powie­dział, że tak nie wolno palić? 😉

Sytu­acja roz­ja­śnia się gdy zro­zu­miemy spo­sób dzia­ła­nia insty­tu­cji i osób pyta­nych o opi­nię nt. pale­nia od góry, ich cele oraz inte­resy. Sze­rzej jest o tym w odpo­wie­dzi na pasz­kwil PAS, ale tutaj stresz­czę pokrótce:

  • Alarmy smo­gowe trak­tują nas jako eko­lo­gów gor­szego sortu bojąc się, że moż­li­wość czyst­szego pale­nia w kotłach zasy­po­wych pod­ko­pie plany uchwał anty­smo­go­wych i wymiany kotłów.
  • Naukowcy oraz poważne urzędy nie powie­dzą, że pale­nie od góry jest lep­sze i tak należy palić (nawet jeśli tak jest), bo tym samym ścią­ga­liby na sie­bie ewen­tu­alne pre­ten­sje tych, któ­rym coś pój­dzie nie tak, gdy spró­bują samo­dziel­nie roz­pa­lić od góry bez dobrego przy­go­to­wa­nia. Co innego gdyby ktoś przy­szedł z teczką i popro­sił eks­perta o opi­nię na potrzeby dobrze zor­ga­ni­zo­wa­nej i sfi­nan­so­wa­nej kam­pa­nii pro­mu­ją­cej pale­nie od góry. Wtedy opi­nia mia­łaby zgoła inną treść. Ale nie ma w tym nic dziw­nego ani złego! Odpo­wie­dzial­ność kosz­tuje. Dla­tego pro­szę nie mie­szać z bło­tem naukow­ców ostroż­nie wyra­ża­ją­cych się o pale­niu od góry ani nie poda­wać w wąt­pli­wość ich wie­dzy i doświad­cze­nia. Choćby pry­wat­nie nas popie­rali (czę­sto tak jest), to publicz­nie nie mogą tego samego mówić.
  • Osobna sprawa to IChPW, któ­remu pod­ko­pu­jemy per­spek­tywy biz­ne­sowe zwią­zane z “błę­kit­nym węglem”. Trudno żeby pisali o pale­niu od góry mniej negatywnie.

Praw­do­po­dob­nie nie ist­nieje stu­pro­cen­towe roz­wią­za­nie tych pro­ble­mów. Nawet gdyby w instruk­cjach wszyst­kich kotłów, które się do tego nadają, zna­la­zła się m.in. metoda roz­pa­la­nia od góry oraz mie­li­by­śmy wyniki kra­jo­wych badań doku­men­tu­jące jej pozy­tywne efekty, to ci, któ­rym wcho­dzimy w szkodę, zawsze znajdą kija, by nas ude­rzyć. Dla­tego bez sensu byłoby kon­cen­tro­wa­nie się na takich wojen­kach pod­jaz­do­wych. Cytu­jąc innego kla­syka: róbmy swoje, może to coś da, kto wie. I daje. Przy­to­czę tu komen­tarz jakich wiele (a i tak zado­wo­lona więk­szość się nie odzywa):

Palę w ten spo­sób węglem i drew­nem drugi sezon grzew­czy w sta­rym nie­ocie­plo­nym, ale z nowo­cze­snymi oknami, domu w jed­nym z gor­szych kotłów jakie są spo­ty­kane (“olsz­tyń­ski” do koksu). Nie ma w nim nawet miar­kow­nika ciągu (cugu), a i tak jestem szczę­śliwy. Zanim odkry­łem ten spo­sób moja rodzina była “nie­wol­ni­kiem” kotłowni. W sezo­nie grzew­czym zawsze ktoś musiał być w domu i bawić się w pala­cza. Nie wspo­mi­na­jąc o tym, że dom i “palacz” zawsze śmier­dział “sadzami”, bo trak­cie doda­wa­nia opału “piec” kop­cił nie­mi­ło­sier­nie przez drzwiczki do uzu­peł­nia­nia opału. Obec­nie zasy­puję piec węglem typu orzech, na wierzch zasypu war­stwa drewna, na to drewno drobne szczapki roz­pał­kowe, a do pod­pa­la­nia sto­suję roz­pałkę gri­lową stałą (nasą­czone naftą tek­turki. NIE STOSOWAĆ ROZPAŁKI PŁYNNEJ!!! bo płyn ściek­nie w dół zasypu i tam go pod­pali. A palić ma się od góry!). Po tym jak się drewno ini­cju­jące zapłon węgla “roz­bu­zuje” przy­my­kam odpo­wied­nio wszel­kie drzwiczki kotła (jakieś dwa tygo­dnie testów) i mogę zmy­kać do pracy. Kocioł zosta­wiam “samo­pas”. Nikt go nie kon­tro­luje. Po powro­cie z pracy 10 godzin póź­niej mam na kotle jakieś 40*C i doga­sa­jący, wytwo­rzony z wypa­lo­nego węgla, koks. Jeśli jest bar­dzo zimno, to wygar­niam ten żar do ocyn­ko­wa­nej węglarki, zasy­puję świe­żym węglem kocioł, wrzu­cam na wierzch tro­chę dre­wien, na to ten żar wyjęty wcze­śniej, otwie­ram dolne drzwiczki kotła, i kar­mię koty :). W cza­sie kar­mie­nia kotów zasyp znów się roz­pala, po czym znowu przy­my­kam drzwiczki, i zapo­mi­nam o kotle do kolej­nego ranka. (A w domciu miłe cie­pełko) Wszystko faj­nie i cudow­nie. Tylko, że czło­wiek szybko przy­zwy­czaja się do dobrego, i zaczyna pra­gnąć cze­goś jesz­cze lep­szego. 🙂 Dla­tego w przy­szłym roku wymie­niam kocioł na sys­tem spa­la­nia dol­nego. Wów­czas będę mógł dokła­dać opał w trak­cie pale­nia, a efekt tego będzie jesz­cze bar­dziej eko­lo­giczny (nie­na­wi­dzę tego słowa — eko-terroryści sku­tecz­nie mi je obrzy­dzili), eko­no­miczny, i ergonomiczny.

Otóż to! Wszy­scy mądrzy mówią, że do wygod­nego i efek­tyw­nego grza­nia nie­zbędny jest nowo­cze­sny drogi kocioł i dobrej jako­ści dro­gie paliwo. A ty bie­daku kiśnij we wła­snym sosie, przy­kuty do szu­fli jak nie chcesz albo nie możesz wziąć kre­dytu ani dotacji.

Nato­miast my za darmo roz­da­jemy jakby bilety do lep­szego świata*. Kto raz zakosz­tuje pale­nia bez smrodu i syfu, ten nie tylko poprawi swoją sytu­ację tu i teraz, ale prędko nabie­rze ape­tytu na coś jesz­cze lep­szego: czy to kocioł dol­nego spa­la­nia (już jest pierw­szy okaz w 5. kla­sie!), czy to kocioł podajnikowy.

* ale żeby nie był to bilet do tam­tego świata, nie można wyj­mo­wać żaru z kotła i trzy­mać go na wol­nym powie­trzu w kotłowni! Od razu musi być scho­wany do popiel­nika! To tak na marginesie.