Klątwa węgla “złej jakości”

Nie pal śmieci, mułu węglo­wego ani węgla “złej jako­ści”, ty zbóju, ty. Dalej kop­cisz? Widocz­nie węgiel za 900zł/t też jest “złej jako­ści”, bo nie ma norm. Wiesz co, naj­le­piej nie bądź biedny i ogrze­waj gazem. Mniej wię­cej tyle są w sta­nie powie­dzieć osoby ucho­dzące za eks­per­tów od smogu o spo­so­bach jego ogra­ni­cze­nia. Ta nar­ra­cja kopio­wana jest dalej, m.in. przez samo­rządy, a potem wszy­scy się dzi­wią, że efekt jest jak gro­chem o ścianę. Ano tak, bo groch roba­czywy i nie ta ściana – w tam­tej obok są drzwi.

Co i jak ludziom powie­dzieć, żeby ich kominy prze­stały kop­cić? Ośmielę się stwier­dzić, że coś o tym wiem, bo – jako jeden z nie­wielu gar­dłu­ją­cych na ten temat – spraw­dzi­łem na sobie, tyle że napra­wia­jąc spo­sób użyt­ko­wa­nia swo­jej kotłowni, a nie nagle się wzbo­ga­ca­jąc. Dosko­nale pamię­tam jak rąba­łem stare meble na opał, wiem dla­czego to robi­łem i co spo­wo­do­wało, że prze­sta­łem. Dla­tego skręca mnie, jak widzę nie­udolne próby zro­bie­nia cze­goś, żeby ludzie nie kop­cili, które z góry ska­zane są na nie­po­wo­dze­nie, bo zła jest dia­gnoza i podej­ście jak do ciem­nego ludu.

Zabi­jasz, zabi­jasz… prze­stań być biedny

Leka­rze” od smogu źle dia­gno­zują przy­czyny cho­roby i w ramach tera­pii okła­dają cho­rych tępym narzę­dziem krzy­cząc: “o ty nic­po­niu, prze­stań być biedny”. Nie­stety tak nie­rzadko wygląda infor­ma­cja o przy­czy­nach smogu i spo­so­bach jego ogra­ni­cza­nia – podaje nie­sku­teczne pla­cebo (bo naj­droż­sze i naj­lep­sze paliwo nie zapewni nie­kop­ce­nia) a całość spro­wa­dza się do kon­klu­zji, że naj­le­piej być boga­tym i wtedy pro­ble­mów nie ma.

Taką ulotkę dosta­wali miesz­kańcy Wro­nek na Pik­niku Eko­lo­gicz­nym tamże.

Ja kogoś zabi­jam? Ale jak to? Prze­cież wszy­scy w rodzi­nie żyją. Poza tymi, co umarli ze sta­ro­ści. Całe życie palę i dotąd nikomu to nie prze­szka­dzało, a teraz nagle zaczęło? Węgiel zawsze naj­droż­szy gruby kupu­jemy. A że się dymi? No jak to węgiel. Zresztą sąsiad naprze­ciwko… ten to dopiero daje w pal­nik, żukiem mu wozi szwa­gier odpad z fabryczki gumo­fil­ców, za niego się naj­pierw weź­cie. (ulotka ląduje w koszu)

Co do tre­ści: ulotka powta­rza komu­nały o rze­ko­mych przy­czy­nach kop­ce­nia, które roz­mi­jają się ze sta­nem faktycznym:

  • spa­la­nie śmieci, jak­kol­wiek jest powszech­nym i kary­god­nym nawy­kiem, ilo­ściowo jest mniej­szym pro­ble­mem niż kop­ce­nie węglem i drew­nem – są na to ofi­cjalne sta­ty­styki Straży Miejskich
  • mułu węglo­wego na 99,9% nie ma w sprze­daży we Wron­kach jak i w całej Wiel­ko­pol­sce, a jeśli jakimś cudem tra­fi­łyby się poje­dyn­cze przy­padki, to nie będzie to dostęp­ność powszechna
  • pisa­nie o węglu “złej jako­ści” utrwala błędne prze­ko­na­nie jakoby tylko “zły węgiel” kop­cił, a “dobry” już nie, pod­czas gdy tak samo kopci każdy jeden węgiel kamienny – jeśli jest nie­po­praw­nie spalany
  • nie podano dokład­nych para­me­trów węgla “złej jako­ści” przez co nawet przy dobrych chę­ciach odbiorcy nie będzie on w sta­nie kupić “dobrego” paliwa a nawet jeśli ktoś sprzeda mu coś, co zin­ter­pre­tuje sobie jako węgiel “dobrej jako­ści”, to (patrz punkt poprzedni) przy złej meto­dzie pale­nia nadal będzie kopcić.

Szcze­gó­łowe uza­sad­nie­nie każ­dego z tych punk­tów – w dal­szej czę­ści programu.

Co do formy: autor chyba nie bar­dzo wie­dział jak do ludzi tra­fić, więc wypa­lił z naj­grub­szej rury: o zabi­ja­niu. Daleko nie trzeba szu­kać przy­kładu, że to nie działa. Stra­szące cho­ro­bami i śmier­cią ostrze­że­nia na pacz­kach papie­ro­sów nie zmniej­szają zauwa­żal­nie liczby pala­czy tyto­niu. Jest nato­miast ryzyko prze­li­cy­to­wa­nia: ktoś trzeźwo myślący może zauwa­żyć, że on wpraw­dzie pali jak pali, ale dookoła wszy­scy zdrowi, więc to pew­nie nacią­gane. Poza tym cie­pło tu i teraz jest waż­niej­sze niż mgli­sta per­spek­tywa złych kon­se­kwen­cji kie­dyś tam.+

Nie żebym miał coś do mia­sta Wronki. Ta ulotka to tylko przy­kład, który aku­rat nawi­nął mi się pod ręce, obra­zu­jący powszechny trend. Mam nadzieję, że auto­rzy takich publi­ka­cji prze­my­ślą moje uwagi, a naj­le­piej jeśli sami zaczną son­do­wać punkt widze­nia kop­cą­cych miesz­kań­ców, by w przy­szło­ści sku­tecz­niej móc tra­fiać do ludzi, bo prze­cież o efekty tu powinno cho­dzić, a nie tylko o odha­cze­nie w urzę­do­wym excelu: ulotki wydru­ko­wano i roz­nie­siono = edu­ka­cja eko­lo­giczna miesz­kań­ców odklepana.

Śmieci to nie jest 100% pro­blemu, ani nawet 50%

Ktoś, kto nie miał nigdy bli­żej do czy­nie­nia z węglem, na widok chmury dymu z komina sąsiada dałby głowę, że tam są palone co naj­mniej opony i kalo­sze, jeśli nie odpady radio­ak­tywne, bo prze­cież – jak mu się zdaje – węgiel tak nie kopci. To musi być coś “bar­dzo złego”.

Jak poka­zują wszyst­kie ofi­cjalne sta­ty­styki Straży Miej­skich, w ok. 90% kon­trole nie wyka­zują spa­la­nia nie­bez­piecz­nych odpa­dów – więk­szość ludzi kopci uczci­wymi pali­wami. Prze­waż­nie jest tak, jak to opi­suje wro­cław­ska Wybor­cza:

- O! Panie od smogu! Już piec poka­zuję — mówi pani Kry­styna na widok straży miej­skiej w drzwiach. — Ja wiem, kto po panie dzwoni. Pro­szę popa­trzeć, nawet teraz przez okno wygląda, cie­szy się pew­nie, że straż do mnie przy­cho­dzi, a ja nic złego nie robię […] Ale wia­domo, jak jest ogień, to musi być dym, więc kiedy roz­pa­lam w piecu, to leci taki czarny z komina. Ten sąsiad to mnie cały czas oskarża, że go truję […]

Nie dziwi jej ta kon­trola w ogóle, już trze­cia tej zimy w jej domu przy ul. Sezam­ko­wej. Tyle się o smogu w tele­wi­zji mówi i o tym spraw­dza­niu pie­ców. Ale ona żad­nych śmieci nie pali. Segre­guje papier, szkło i pla­stik, a na odpady zie­lone ma kom­po­stow­nik. Do ogrze­wa­nia to tylko drewno komin­kowe na pod­pałkę i węgiel. […]

I tak straż­nicy nabi­jają kilo­me­try jałowo odwie­dza­jąc co rusz te same kotłow­nie, gdzie na kop­ce­nie uczci­wym pali­wem nic nie mogą pora­dzić. Owszem, pozby­wa­nie się sta­rych butów, szmat czy innych pal­nych lub nie­pal­nych odpa­dów poprzez piec jest powszech­nym nawy­kiem i takie pato­lo­giczne przy­padki należy zwal­czać. Nie umniej­szam szko­dli­wo­ści tego pro­ce­deru, ale to nie jest pod­sta­wowa przy­czyna kop­ce­nia. Niechby nawet każdy palacz codzien­nie dorzu­cał do pieca kilo kalo­szy lub pam­per­sów. W tym samym cza­sie spala 10-20kg uczci­wego paliwa, z czego min. 1/3 czyli 3-6kg to smoły wykop­cone jako dym. To głów­nie tę smołę widzimy i czu­jemy w powietrzu.

W więk­szo­ści kraju nie ma mułu węglowego!

Następny kozioł ofiarny: muł węglowy. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że to dzia­dow­skie paliwo. Ide­al­nie nadaje się na wroga publicz­nego. Jest tylko jeden pro­blem: jakieś 90% lud­no­ści Pol­ski nigdy nie zoba­czy go na oczy, bo na skła­dach opału w ich oko­licy nie ma i nigdy nie było mułu węglo­wego ani flotu! Nie opłaca się wozić tych paliw na dystanse dal­sze niż woje­wódz­two ślą­skie z przy­le­gło­ściami. Oso­bi­ście nigdy nie spo­tka­łem mułu ani flotu we Wro­cła­wiu i oko­li­cach. Izba Gospo­dar­cza Sprze­daw­ców Pol­skiego Węgla nie ma wpraw­dzie dokład­nych danych na ten temat, ale potwier­dza moją obser­wa­cję, że poza Ślą­skiem i Mało­pol­ską muł i flot wła­ści­wie nie wystę­pują. Nie­mal na 100% nie ma ich we Wron­kach. Wąt­pię więc, czy autor ulotki zadał sobie trud przej­rze­nia oferty oko­licz­nych skła­dów opału.

Przy­bli­żony tery­to­rialny zasięg wystę­po­wa­nia mułu / flotu na tere­nie Polski

Kto na oczy widział węgla nie­wiele lub wcale, czę­sto myli muł z mia­łem. Nazwa podobna: 3–4 litery, oba na “M”, ale róż­nica mię­dzy tymi pali­wami jest ogromna i zasad­ni­cza. Pod­czas gdy muł jest fak­tycz­nie gór­ni­czym odpa­dem popro­duk­cyj­nym, miał i flot są peł­no­praw­nymi pali­wami węglowymi.

  • Flot jest oczysz­czo­nym węglem o para­me­trach porów­ny­wal­nych a nawet lep­szych od grub­szych sortymentów.
  • Miał jest tym, co pozo­staje z urobku po odsia­niu kostki, orze­cha i groszku. Tra­fiają do niego ziarna węgla, w któ­rych jest natu­ral­nie więk­sza domieszka nie­pal­nych dodat­ków, stąd wyż­sza zawar­tość popiołu i siarki, ale i niż­sza cena.

Muł/flot mają gra­nu­la­cję cukru pudru. Miał w naj­gor­szym razie wygląda jak pia­sek a powi­nien co naj­mniej jak żwir.

Miał od mułu różni się przede wszyst­kim tym, że ist­nieje mnó­stwo kotłów fabrycz­nie przy­sto­so­wa­nych do popraw­nego spa­la­nia miału: zarówno auto­ma­tycz­nych jak i zasy­po­wych, z nadmu­chem. Te ostat­nie – roz­pa­lane od góry, zgod­nie z ich instruk­cjami, spa­lają to paliwo bez­dym­nie. To tak, jak z każ­dym innym pali­wem: kop­ce­nie to objaw złej tech­niki pale­nia, a nie wina paliwa. Róż­nica jest dopiero w emi­sji tlen­ków siarki i pyłu z popiołu (ale o tym za chwilę).

Wedle danych poda­wa­nych przez dr. inż. Leona Kur­cza­biń­skiego, miał sta­nowi mniej niż 1/3 węgla sprze­da­wa­nego przez pol­skie kopal­nie do gospo­darstw domo­wych. Zna­ko­mita więk­szość pol­skich domów ogrze­wa­nych węglem używa sor­ty­men­tów od groszku wzwyż.

Dla­czego ludzie palą mokrym drewnem?

Każdy śred­nio roz­gar­nięty palacz wie z doświad­cze­nia, że mokre drewno pali się kiep­sko. Łatwo więc patrząc z góry wydać wyrok, że ci, co to robią, są idio­tami, któ­rych trzeba okła­dać po gło­wach solidną – sezo­no­waną rzecz jasna – żer­dzią. Ale jak tylko wej­dzie się w buty osoby palą­cej drew­nem, per­spek­tywa mocno się zmie­nia. Są bar­dzo kon­kretne przy­czyny spa­la­nia mokrego drewna:

  • nie­któ­rzy nie są dość zapo­bie­gaw­czy, aby z dwu­let­nim wyprze­dze­niem zaopa­trzyć się w wystar­cza­jącą ilość drewna
  • nie każdy ma miej­sce i warunki dla sezo­no­wa­nia odpo­wied­nio dużego zapasu drewna
  • prze­wi­dziany zapas cza­sem oka­zuje się zbyt mały z powodu surowszej/przedłużającej się zimy i trzeba palić tym, co jest
  • w sezo­nie grzew­czym kupić suche drewno bywa trudno – nawet drewno roz­pał­kowe w mar­ke­tach budow­la­nych bywa surowe, o czym zda­rzało nam się prze­ko­nać zaopa­tru­jąc się w roz­pałkę na pokazy
  • drewno z natury spala się szybko i gwał­tow­nie – jego nie­do­su­sze­nie bywa trak­to­wane jako zaleta, takie drewno tli się dłu­żej (pal licho, że mokre drewno w mie­siąc zasmoli komin, a jego war­tość opa­łowa jest nawet połowę niż­sza niż drewna sezonowanego…)

Klą­twa węgla “złej jakości”

Wszy­scy powta­rzają bez­myśl­nie legendę o węglu “złej jako­ści”. Bez­myśl­nie, bo jak pocią­gnąć za język, to nikt nie potrafi powie­dzieć, czym ta zła jakość jest i gdzie zaczyna się węgiel “dobrej jako­ści”. Potocz­nie błęd­nie rozu­mie się “złą jakość” jako “węgiel który kopci”, więc w domy­śle: węgiel “dobrej jako­ści” nie kopci. Dla­tego ludzie myślą: kopcę jak Tita­nic? To nie moja wina, to węgiel “złej jako­ści”. Na lep­szy mnie nie stać.

BE-ZE-DURA! I to wysoce szko­dliwa. O emi­sji zanie­czysz­czeń w domo­wych warun­kach decy­duje zarówno jakość paliwa jak i – w prze­wa­ża­ją­cym stop­niu – jakość jego spa­la­nia. Żadna, choćby naj­gor­sza jakość węgla, nie zmu­sza do kop­ce­nia. Z kolei kiep­ska tech­nika pale­nia powo­duje kop­ce­nie nawet naj­lep­szym węglem.

Mówiąc o jako­ści węgla można i należy bazo­wać na kon­kre­tach, bo poję­cie to jest dosko­nale zde­fi­nio­wane. Tro­chę suchych fak­tów zawie­rają np. te mate­riały dydak­tyczne Poli­tech­niki Ślą­skiej. Naj­kró­cej mówiąc: im wię­cej węgla (pier­wiastka) w węglu kamien­nym, tym mniej w nim nie­pal­nego bala­stu (popiołu, siarki, metali cięż­kich) – tym lep­sza jego jakość. Im lep­sza jakość, tym wyż­sza kalo­rycz­ność i mniej­sza emi­sja nie­pal­nych zanie­czysz­czeń (głów­nie uno­szo­nego popiołu i siarki).

Gdzie zaczyna się “dobra jakość” węgla? Na potrzeby tego arty­kułu przyj­muję, że “dobrej jako­ści” węgiel speł­nia para­me­try podane w pro­po­zy­cji stan­dar­dów dla paliw węglo­wych przed­sta­wio­nej przez Pol­ską Izbę Eko­lo­gii. Oto główne skład­niki węgla kamien­nego i ich udział w węglu sor­ty­mentu orzech z kopalni Mysłowice-Wesoła (który w/w kry­te­ria speł­nia) oraz w miale z kopalni Piast (który kry­te­riów nie speł­nia). Para­me­try zaczerp­nięte ze stron PGG.

Zły” i “dobry” węgiel naj­bar­dziej róż­nią się zawar­to­ścią wody i popiołu. W gor­szym węglu jest dwa razy wię­cej siarki. W obu węglach ilość smoły jest nie­mal równa. W “dobrym” węglu wyraź­nie wię­cej jest koksu.

Jak te para­me­try wpły­wają na emi­sję? Z braku punktu odnie­sie­nia bliż­szego domo­wej kotłowni posłużę się wskaź­ni­kami emi­sji KOBiZE dla kotłów <0,5MW. A stam­tąd można się dowie­dzieć, że spa­le­nie 1 tony w/w węgla “złej jako­ści” spo­wo­duje emisję:

  • 12,8kg tlen­ków siarki (6,4kg z węgla “dobrej jakości”),
  • 10kg pyłów z popiołu (4kg z węgla “dobrej jakości”),
  • podana we wskaź­ni­kach stała ilość emi­to­wa­nego benzo-a-pirenu zakłada dobre spa­la­nie w warun­kach prze­my­sło­wych, nato­miast dla warun­ków domo­wych można jedy­nie sza­co­wać, że kiep­skie spa­la­nie powo­duje emi­sję znacz­nej czę­ści z ok. 300kg smoły zawar­tej w każ­dej tonie węgla.

Emi­sje te nale­ża­łoby sko­ry­go­wać o kalo­rycz­ność paliwa – gor­szego węgla trzeba zużyć wię­cej dla uzy­ska­nia tej samej ilo­ści cie­pła. Ale to nie zmieni powyż­szych pro­por­cji mię­dzy emi­sjami tlen­ków siarki, pyłu z popiołu i smoły.

Docho­dzimy do sedna sprawy jako­ści węgla. Co czuć w powie­trzu i naj­bar­dziej dusi nas zimą na ulicy? Tlenki siarki? Uno­szony ultra­drobny popiół w ilo­ści kilku kilo na tonę paliwa? Czy kil­ka­dzie­siąt, a moż­liwe i kil­ka­set kilo nie­spa­lo­nej smoły fru­wa­ją­cej w powietrzu?

W spra­wie jako­ści paliwa drzewa prze­sła­niają nam las. Owszem, słusz­nie i korzyst­nie jest sto­so­wać jak naj­lep­szej jako­ści węgiel, ale dobry węgiel mało emi­tuje tylko jeśli jest pra­wi­dłowo spa­lany! Wszy­scy krzy­czą o śru­bo­wa­niu jako­ści paliwa a o jako­ści spa­la­nia – cicho-sza. Dopóki nie popra­wimy tech­niki spa­la­nia, na uli­cach będziemy dusić się dymem “dobrej jako­ści”.

Oba piece “kozy” spa­lają węgiel “dobrej jako­ści” – speł­nia­jący stan­dardy jako­ści węgla pro­po­no­wane przez Pol­ską Izbę Ekologii.

Kto nie wie­rzy, że głów­nym skład­ni­kiem widocz­nego dymu jest smoła, niech zaj­rzy do wnę­trza jakie­goś noto­rycz­nie kop­cą­cego komina. Owszem, bada­jąc jego zawar­tość w labo­ra­to­rium na pewno dopa­trzy się pyłu z popiołu i śla­dów związ­ków siarki. A co jest prze­wa­ża­ją­cym skład­ni­kiem – każdy widzi. Łatwo osza­co­wać, że każdy mili­metr takiego osadu w typo­wym ok. 10-metrowym komi­nie to ładne kilka kilo smoły. Przy czym to tylko mały pro­cent tego, co wyle­ciało do atmosfery.

Skon­den­so­wany dym czyli smoła węglowa / drzewna.

W Euro­pie robią to dobrze

Oto przy­kłady, jak w kra­jach Europy Zachod­niej infor­muje się ludzi o spo­so­bach na ogra­ni­cze­nie emi­sji szko­dli­wych sub­stan­cji ze spa­la­nia drewna. Owszem, dowie się czło­wiek, że powi­nien palić sezo­no­wa­nym drew­nem, bo to jest waru­nek konieczny dla efek­tyw­nego spa­la­nia, ale rów­nież i przede wszyst­kim pozna tech­nikę pale­nia dającą bez­dymne spalanie.

Szwaj­car­ska kam­pa­nia anty­smo­gowa luftaus.ch uczy jak zmniej­szać smog na wszel­kie moż­liwe spo­soby, w tym przez czyst­sze pale­nie. Od kilku lat wysta­wiają swoje sto­isko na lokal­nych tar­gach, gdzie poka­zują jak pali się drew­nem bez dymu. Napis w tle: “pra­wi­dłowe roz­pa­la­nie zmniej­sza zapylenie”

Kan­tony wschod­niej Szwaj­ca­rii wydały mate­riały infor­ma­cyjne wyja­śnia­jące jak i czym pra­wi­dłowo palić w domo­wych pie­cach. Wiele gmin w Szwaj­ca­rii, Austrii i Niem­czech wydaje swoje publi­ka­cje tego typu, gdzie wie­dza o pra­wi­dło­wym spo­so­bie pale­nia i odpo­wied­nich pali­wach jest podstawą.

Infor­ma­cje o pra­wi­dło­wym pale­niu drew­nem zamiesz­cza też austriac­kie mini­ster­stwo ds. gospo­darki rol­nej i leśnej.

Jak to zro­bić lepiej? Potrzebna kam­pa­nia prooszczędnościowa!

Dzie­sięć lat temu kop­ci­łem jak każdy, mia­łem to za rzecz natu­ralną i jakby mi ktoś przy­szedł robić z tego zarzut, to naj­pierw grzecz­nie wrę­czył­bym numer konta z prośbą o comie­sięczną dota­cję na eko­lo­giczne ogrze­wa­nie, a gdyby to nie pomo­gło – spu­ścił­bym psa. Dlaczego?

Tak jak wszy­scy byłem abso­lut­nie pewien, że syf i smród to natu­ralna kon­se­kwen­cja taniego ogrze­wa­nia. Jeśli ktoś ata­kuje syf i smród – zna­czy prze­szka­dza mu, że tanio ogrze­wam. Chce, żebym przy­ma­rzał jesz­cze bar­dziej w imię jego wygody. Nie: zre­zy­gno­wał z wcza­sów na Made­rze i dopła­cił do lep­szego opału, ale: miesz­kał w warun­kach chłod­ni­czych, bo jeśli już teraz ledwo wiążę koniec z koń­cem, a tu każą mi jesz­cze wydać wię­cej, to nie­uchron­nie tak to się skończy.

Zdro­wie i życie nie mają ceny – ale mają swoje koszty. Żadna kam­pa­nia anty­smo­gowa nie zadziała jeśli anty­smo­go­wość będzie poda­wana jako walka z ludźmi i per­spek­tywa ogra­ni­cze­nia jed­nego pod­sta­wo­wego dobra (cie­pła) na rzecz innego pod­sta­wo­wego dobra (powietrza).

Potrzebna jest kam­pa­nia pro­osz­częd­no­ściowa, która:

  • Uświa­domi, że kop­ce­nie nie jest nie­unik­nione ani opła­calne – bez tego każdy będzie bro­nił dymu i smrodu jak nie­pod­le­gło­ści. Odkąd zoba­czy­łem i poczu­łem, że kop­cąc tracę ciężko zaro­bione pie­nią­dze, na gło­wie stanę byle jak naj­mniej dymić, bo wiem i doświad­czy­łem już wiele lat z rzędu, że to mi się opłaca!
  • Zamiast stra­szyć śmier­cią, wskaże drob­niej­sze, ale natych­mia­stowe skutki smogu – np. cią­gnące się całą zimę “prze­zię­bie­nie”. W ten spo­sób odbiorca zoba­czy, że to nie jest odle­gła mrzonka ani hum­bug, ale fak­tycz­nie syf w powie­trzu szkodzi.
  • Wyja­śni, że efek­tem spa­le­nia lakie­ro­wa­nej szafy jest “sama che­mia”, któ­rej każdy wystrzega się w żyw­no­ści, a nie jest świa­dom, że dużo gor­sze rze­czy pakuje w sie­bie z powie­trza. To ma szansę zadzia­łać na tych, któ­rzy mogą sobie pozwo­lić na inny opał. Ja pali­łem sta­rymi meblami z koniecz­no­ści a prze­sta­łem kiedy znik­nęła taka koniecz­ność, bo dzięki efek­tyw­niej­szemu spa­la­niu uczci­wego węgla, ta sama jego ilość zaczęła wystar­czać mi na całą zimę.

Nie­po­trzeb­nie tra­cimy kolejne sezony grzew­cze na nie­sku­teczne a nawet kontr­pro­duk­tywne ruchy Browna. Ludzie muszą dowie­dzieć się, że dobrej jako­ści spa­la­nie* jest tym, co daje tań­sze cie­pło – a czy­ste powie­trze zrobi się samo.

* któ­rego roz­pa­la­nie od góry nie jest bynaj­mniej naj­wyż­szą formą – raczej pierw­szym kro­kiem, ale za to dostęp­nym dla każdego.