Archiwa kategorii: Opał niesortowany

Jak producenci kotłów obchodzą normy emisji

Kto się łudz­ił, że normy emisji dla kotłów wprowad­zone Roz­porządze­niem Min­is­tra Roz­wo­ju spowodu­ją zniknię­cie z hand­lu kopcą­cych kotłów – może już odłożyć złudzenia na półkę. Roz­porządze­nie z jed­nej strony jest katas­tro­falne dla kon­sumen­tów (pod­nosi ceny kotłów o 300–400%), z drugiej – chy­ba z założe­nia dzi­u­rawe.

Nie dzi­wi, że pro­du­cen­ci kotłów pomału przes­ta­ją się kryć z wyko­rzysty­waniem tych luk, by jawnie i legal­nie utrzy­mać proste ale tanie pudła w sprzedaży. Mowa rzecz jas­na o co więk­szych fir­ma­ch, bo garażowych spawaczy jak­iś papi­er pod­pisany w Warsza­w­ie się nie ima i może nawet o nim nie wiedzą.

Tak oto rząd zjadł ciastko i ma ciastko: nikt już nie będzie narzekał, że norm emisyjnych nie ma. Są, i to jakie! Czesi z początkiem roku wprowadzili u siebie wymóg raptem 4. klasy, a my już w 5. jesteśmy! To na papierze – a w prak­tyce niewiele się zmienia, bo kto ma głowę na miejs­cu, ten roz­porządze­nie ominie. Znów tak wiele się zmienia, by nie zmieniło się nic.

Poniżej przykłady zmi­an, jakie zaszły na stronach niek­tórych pro­du­cen­tów w związku z roz­porządze­niem. Nie jest to kom­plet­na lista, bo też nie wszyscy już ofer­tę “zak­tu­al­i­zowali”. Kto trafił na podob­ne lub lep­sze smacz­ki, pros­zony jest o podzie­le­nie się w komen­tarzu.

Biomasa niedrzewna

Nagle zaczęły się pojaw­iać kotły na “bio­masę niedrzewną”, których wcześniej nikt spec­jal­nie nie ofer­ował ani nie szukał (za wyjątkiem może kotłów na agro­pel­let, co i tak było egzo­tyką), a które niekiedy do złudzenia przy­pom­i­na­ją mod­ele wcześniej spala­jące węgiel i drewno. Przy­czy­na jest pros­ta: kotły na bio­masę niedrzewną to jeden z wyjątków w roz­porządze­niu, którego normy emisji – nie wiado­mo z jakiej przy­czyny – nie doty­czą.

To chy­ba jed­nak nie są stare mod­ele prze­far­bowane 1:1. Ale czy klien­ci będą w tym pal­ić bryki­etem, w dodatku “niedrzewnym”? Mniejsza o to, prze­cież roz­porządze­nie obow­iązu­je jak gwaranc­ja w warszta­cie w Woli Dzbądzkiej: do bramy, potem się nie znamy.

Wczo­raj spalał węgiel, drewno i miał. Tak też będzie w kotłowni, ale na chwilę trze­ba odstaw­ić szop­kę, żeby go legal­nie sprzedać.

Wczoraj kocioł C.O., dziś: podgrzewacz CWU

Kole­jny wyjątek w roz­porządze­niu to kotły grze­jące nie budynek lecz ciepłą wodę użytkową (CWU). Zamienić w instrukcji słowo “kocioł” na “pod­grzewacz CWU” i kosztem żad­nym otrzy­mu­je­my urządze­nie zgodne z roz­porządze­niem.

Kotły wyłącznie na eksport

U częś­ci pro­du­cen­tów pojaw­iła się lub została rozbu­dowana zakład­ka “kotły tylko na eksport”. To raczej nie jest samo w sobie obe­jś­ciem roz­porządzenia – wiele firm już przedtem eksportowało kotły w różnych kierunk­ach. Ter­az częś­ci z doty­chcza­sowej ofer­ty nie mogą sprzedać w Polsce, ale za wschod­nią granicą – jak najbardziej. Chy­ba, że ist­nieje jakaś furt­ka, która pozwala takie kotły “impor­tować” do Pol­s­ki z pominię­ciem wymogów roz­porządzenia.

Stare dobrze znane mod­ele zasy­powe trafiły do zakład­ki “wyłącznie na eksport”.

Podob­nie tutaj – stare, dobrze znane mod­ele nagle stały się “eksportowe”.

Tu także zasy­pow­ce stały się eksportowe a agro­pel­let niedrzewny w tle to z kolei kocioł z pal­nikiem ryn­nowym.

Nowoczesne tanie kotły? Po co się spieszyć?

Jak na razie nie pojaw­iły się praw­ie żadne nowe kotły zasy­powe speł­ni­a­jące normy emisji – poza Viadrusem U32 (mogę o czymś nie wiedzieć a chęt­nie się dowiem). Pro­du­cen­ci przes­pali ostat­nie lata, gdzie przy­na­jm­niej od dekady moż­na było się spodziewać i przy­go­tować tech­no­log­icznie na normy emisji – i niespec­jal­nie szy­bko się budzą. Właś­ci­wie to po co im tanie kotły, gdy do droższych jest dopła­cane?

Od lat myśle­nie o roz­wo­ju w branży kot­larskiej pole­gało na wyczeki­wa­niu, aż wszyscy prz­erzucą się na kotły automaty­czne. Na kotłach zasy­powych postaw­iono krzyżyk, tam “niedasie” nic popraw­ić. I fak­ty­cznie przez lata nie tyle nie dało się rozwinąć tych kotłów tech­no­log­icznie, co nawet nie dało się zak­tu­al­i­zować ich instrukcji obsłu­gi o tech­ni­ki pale­nia bez kopce­nia – co najlepiej obrazu­je, że to nie jest prob­lem finan­sowy czy tech­niczny, ale men­tal­ny przede wszys­tkim. To kuri­ozum i skan­dal, że niejed­nokrot­nie aby osiągnąć w miarę poprawne spalanie, tj. bez wyrzu­ca­nia chorych iloś­ci pali­wa kominem, trze­ba postępować wbrew instrukcjom pro­du­cen­ta.