Jak sterować kotłem zasypowym

Odpo­wiedni spo­sób roz­pa­la­nia w kotle to nie wszystko. Kiedy roz­pa­lić, jak długo palić, na jakich tem­pe­ra­tu­rach, z nadmu­chem, miar­kow­ni­kiem czy bez niczego — to wszystko też wpływa na efekt ogrze­wa­nia domu, jakim powinno być utrzy­ma­nie moż­li­wie sta­łej kom­for­to­wej tem­pe­ra­tury kosz­tem jak naj­mniej­szego zuży­cia opału.

Ile ucie­kło tyle trzeba dowieźć

Żeby utrzy­mać stałą zadaną tem­pe­ra­turę w domu, ide­al­nie nale­ża­łoby dostar­czać do budynku aku­rat tyle cie­pła, ile ucieka z niego na zewnątrz. Przy­kła­dowo gdy budy­nek potrze­buje mocy grzew­czej 10kW, a obec­nie jest około zera, to w każ­dej godzi­nie na zewnątrz ucieka 5kWh cie­pła. Trzeba więc cią­gle grzać z mocą 5kW, aby utrzy­mać w domu stałą tem­pe­ra­turę. Nie jest to pro­blem przy ogrze­wa­niu elek­trycz­nym lub gazo­wym. Czło­wiek nawet nie musi zaprzą­tać sobie tym głowy, bo robi to za niego auto­mat ste­ru­jący ogrzewaniem.

W przy­padku kotła zasy­po­wego sprawa się komplikuje:

  • nie ma zwy­kle ste­row­nika, który czu­wałby nad utrzy­my­wa­niem z grub­sza sta­łej tem­pe­ra­tury w domu a nie tylko na kotle
  • nawet gdy taki ste­row­nik jest, to kocioł zasy­powy jest trud­niej ste­ro­walny: raz roz­pa­lony grzeje cią­gle dopóki ma paliwo i nie daje się włą­czyć albo wyłą­czyć na zawo­ła­nie. Kiep­sko mu też idzie praca na niskich mocach rzędu paru-kilku kilowatów.

Dla­tego grze­jąc takim kotłem zwy­kle nie da się utrzy­my­wać ide­al­nie sta­łej tem­pe­ra­tury w domu, skoro trudno jest utrzy­mać stałą, odpo­wied­nią do chwi­lo­wych potrzeb moc.
Co w takim razie da się tu popra­wić? Można tak dobrać czas pale­nia i obję­tość zasypu, aby waha­nia tem­pe­ra­tury w domu były jak naj­mniej­sze a dopływ powie­trza do kotła nie musiał być zbyt czę­sto dławiony.

Wra­ca­jąc więc do powyż­szego przy­kładu, aby grze­jąc kotłem zasy­po­wym (zwłasz­cza gór­nego spa­la­nia) utrzy­mać stałą tem­pe­ra­turę w domu, który traci na zewnątrz 5kWh co godzinę, można:

  • grzać przez 12 godzin z mocą ~10kW a pozo­stałe 12 godzin nie grzać wcale — co da śred­nią moc 5kW, przy­zwo­itą jakość spa­la­nia (o ile kocioł nie ma 25kW), ale waha­nia tem­pe­ra­tury w domu będą kilkustopniowe
  • grzać na okrą­gło z mocą ~5kW — można, ale im więk­szy kocioł, tym gorzej kocioł będzie pra­co­wał na takiej mocy
  • roz­pa­lić dwa razy w odstę­pie 12 godzin — tym spo­so­bem kosz­tem dodat­ko­wego roz­pa­le­nia wyrówna się tem­pe­ra­turę w domu w ciągu doby utrzy­mu­jąc efek­tywne spa­la­nie (bo palić się będzie mniej opału na raz)

Tem­pe­ra­tura w domu — jaka i gdzie?

Celem pale­nia powinno być utrzy­ma­nie moż­li­wie sta­łej śred­niej dobo­wej tem­pe­ra­tury w domu. Trzeba tę tem­pe­ra­turę mie­rzyć, a nie pole­gać na wła­snym odczu­ciu chłodu, które bywa bar­dzo zmienne. Roz­pa­lać należy według wska­zań ter­mo­me­tru, a nie dopiero gdy dom wychło­dzi się do reszty i zacznie być to wyraź­nie odczuwalne.

Do tego przy­datny jest ter­mo­metr o dokład­no­ści co naj­mniej 0,5st.C. Należy zawie­sić go w jed­nym z ogrze­wa­nych pokoi, w poło­wie wyso­ko­ści pomiesz­cze­nia, naj­le­piej na ścia­nie naprze­ciw grzej­nika, a w każ­dym razie jak naj­da­lej od niego. Ter­mo­metr nie powi­nien wisieć np. w kuchni, gdzie tem­pe­ra­tura wzra­sta na sku­tek gotowania.

Mając taki ter­mo­metr, wystar­czy odczy­ty­wać wska­za­nie w dwóch momentach:

  • tuż przed rozpaleniem
  • gdy kocioł wygasa

Śred­nia z tych dwóch odczy­tów to uprosz­czona śred­nia dobowa tem­pe­ra­tura w domu (zakła­da­jąc, że roz­pa­lane jest raz na dobę). Tem­pe­ra­tura tuż przed roz­pa­le­niem powinna być codzien­nie mniej wię­cej taka sama. Wtedy ozna­cza to, że spa­lasz dokład­nie tyle opału, aby pokryć straty budynku — i tak jest naj­le­piej. Jeśli z dnia na dzień tem­pe­ra­tura ta się obniża, zna­czy to że trzeba sypać wię­cej paliwa na raz, bo widocz­nie tem­pe­ra­tura na zewnątrz zaczyna spadać.

Wia­trak, szy­ber, miar­kow­nik czy śrubka?

Spo­so­bów na regu­la­cję dopływu powie­trza do kotła jest co naj­mniej kilka:

  • śrubka regu­la­cyjna w klapce dolotu powietrza
  • szy­ber w czopuchu
  • miar­kow­nik mechaniczny
  • miar­kow­nik elektroniczny
  • dmu­chawa + sterownik

Błę­dem będzie intu­icyjne zało­że­nie, że urzą­dze­nie bar­dziej skom­pli­ko­wane i zasi­lane prą­dem lepiej wyko­nuje swoje zadanie.

Śrubka regu­la­cyjna

Naj­prost­szym spo­so­bem regu­la­cji mocy kotła jest usta­wie­nie sta­łego otwar­cia klapki dopro­wa­dza­ją­cej powie­trze przy pomocy śruby regu­la­cyj­nej. Choć spo­sób wydaje się pry­mi­tywny, to jed­nak są przy­padki, gdzie okaże się zaska­ku­jąco dobry.

W sta­rych, zwłasz­cza nie­ocie­plo­nych domach z insta­la­cją gra­wi­ta­cyjną wystar­czy raz usta­wić za pomocą śrubki odpo­wied­nią dawkę powie­trza, roz­pa­lić a reszta dzieje się sama. Kocioł na pewno nie wybie­gnie poza roz­sądny zakres tem­pe­ra­tury wody, bo budy­nek stale odbiera cie­pło i nigdy nie ma potrzeby ogra­ni­cza­nia mocy kotła. Żadne inne roz­wią­za­nie nie spraw­dzi się tu lepiej, bo w tych warun­kach kocioł zwy­czaj­nie nie wymaga żad­nego ste­ro­wa­nia.

Spo­sób ten nie spraw­dzi się jed­nak w nowym, dobrze ocie­plo­nym domu. Tutaj zapo­trze­bo­wa­nie na cie­pło jest nie­wiel­kie i zmienne. Roz­pa­le­nie kotła z usta­wioną na sztywno dawką powie­trza skoń­czy się po jakimś cza­sie nad­mier­nym nagrza­niem wody, może nawet jej zago­to­wa­niem. W tych warun­kach kocioł wymaga ste­ro­wa­nia mocą, a więc ten pro­sty śro­dek się nie sprawdzi.

Szy­ber w czopuchu

Ste­ro­wa­nie mocą kotła za pomocą szy­bra w czo­pu­chu jest jed­nym z tych głu­pich przy­zwy­cza­jeń, które dziś już sensu nie mają, ale mimo to ludzie kur­czowo się ich trzy­mają, bo zawsze tak robili.

Daw­niej kotły były dziu­rawe i koślawe. Teraz — jakby mniej. Daw­niej drzwiczki i wyczystki nie były uszczel­niane, więc wlot powie­trza do kotła odby­wał się dość swo­bod­nie. Jedyną opcją, by zapa­no­wać nad tem­pem spa­la­nia opału, było przy­dła­wie­nie wylotu spa­lin — do tego wła­śnie uży­wano szy­bra w czopuchu.

Nie trzeba wiel­kiej wyobraźni, by zdać sobie sprawę, z jakim ryzy­kiem wiąże się dła­wie­nie wylotu spa­lin. Pale­ni­sko nie od razu reaguje na zmniej­szoną dawkę powie­trza po przy­mknię­ciu szy­bra. Ilość powsta­ją­cych spa­lin przez jakiś czas jest więk­sza niż moż­li­wo­ści ich odpro­wa­dze­nia do komina przez przy­mknięty szy­ber. Jest spora szansa, że tru­jące gazy spa­li­nowe znajdą łatwiej­sze ujście przez nie­szczel­no­ści kotła do kotłowni. Nie­ko­niecz­nie musi być to dym o wyczu­wal­nym zapa­chu. Jeśli w kotłowni nie ma czuj­nika czadu, to nigdy nie masz pew­no­ści, że wcho­dząc do tego pomiesz­cze­nia, wyj­dziesz z niego żywy.

Lepiej i bez­piecz­niej jest ogra­ni­czać wlot powie­trza do kotła niż dła­wić wylot spa­lin. Współ­cze­sne kotły są na tyle uszczel­nione, że zamknię­cie wlotu powie­trza nie­mal cał­ko­wi­cie odcina dopływ tlenu do pale­ni­ska, hamu­jąc spa­la­nie. Szy­ber w czo­pu­chu nigdy nie zamyka się szczel­nie, więc kocioł nadal pra­cuje, ale jest duszony na mini­mal­nej dawce powie­trza i wypusz­cza opał komi­nem. Nawet jeśli kocioł nie będzie ide­al­nie szczelny, to zamknię­cie wlotu powie­trza nie spo­wo­duje nigdy wydo­sta­nia się spa­lin do kotłowni, lecz przez ewen­tu­alne nie­szczel­no­ści powie­trze będzie zasy­sane do kotła.

Dla­tego jeśli twój kocioł ma szy­ber w czo­pu­chu — otwórz go cał­ko­wi­cie i tak pozo­staw, a zaj­mij się ste­ro­wa­niem wlo­tem powie­trza do kotła. Pro­blem zbyt sil­nego czy nie­rów­nego ciągu komi­no­wego roz­wią­zuje zaś regu­la­tor ciągu komi­no­wego.

Dmu­chawa i sterownik

W wielu dzie­dzi­nach życia zasto­so­wa­nie elek­tryki i elek­tro­niki ma raczej pozy­tywne skutki. Nie­stety nie w kotłach zasy­po­wych. Tutaj poja­wie­nie się wen­ty­la­to­rów nadmu­cho­wych otwo­rzyło moż­li­wo­ści kop­ce­nia na nie­znaną dotąd skalę.

Co jest nie tak z nadmuchem

Co złego jest w nadmu­chu? Wła­śnie to, że… dmu­cha, na ślepo, dla­tego czę­sto o wiele moc­niej niż to jest potrzebne. Efekty zbyt inten­syw­nego nadmu­chu świet­nie ilu­struje poniż­szy film.

Czy to nie wygląda zna­jomo? To w zasa­dzie zwy­kłe ogni­sko, do któ­rego ktoś wrzu­cił dużą por­cję (dowol­nego) świe­żego paliwa i roz­dmu­chuje je dmu­chawą do liści. Sytu­acja zbli­żona do tego, co może mieć miej­sce w domo­wym kotle z nadmu­chem.
Inten­sywny nadmuch robi swoje. U dołu pale­ni­ska widać świe­cący jasno żar. Tak wła­śnie spala się koks przy dużej dawce powie­trza. A co w tych warun­kach dzieje się ze świe­żym pali­wem leżą­cym na roz­pa­lo­nym do bia­ło­ści kok­sie? Momen­tal­nie uwal­niają się z niego wszyst­kie sub­stan­cje lotne, two­rząc kosz­marne ilo­ści smo­li­stego dymu.

Czy można coś takiego powtó­rzyć w domo­wym kotle? Wyj­rzyj zimą za okno, a zoba­czysz. Wystar­czy roz­pa­lić od dołu w kotle gór­nego spa­la­nia z nadmu­chem. Im więk­sza wydaj­ność dmu­chawy, im wię­cej opału wrzu­cone na raz, tym moc­niej­sze dymienie.

Mecha­niczny nadmuch nie­po­trzeb­nie przy­spie­sza pro­ces odga­zo­wa­nia paliwa. Nie ma to żad­nego prak­tycz­nego sensu. Co z tego, że koks roz­grzeje się szybko do bia­ło­ści, gdy nie­mal wszyst­kie lotne skład­niki paliwa wysy­łane są w atmos­ferę? A prze­cież w drew­nie jest ich aż 70%!

Kiedy nadmuch jest potrzebny

Pro­ble­mem mecha­nicz­nego nadmu­chu w kotle zasy­po­wym jest wła­śnie łatwa moż­li­wość poda­wa­nia o wiele za dużej dawki powie­trza. Ste­row­nik prze­waż­nie polega na usta­wie­niach poda­nych przez ser­wis bądź samego pala­cza, a te wcale nie muszą być odpo­wied­nie do sto­so­wa­nego paliwa.

W więk­szo­ści przy­pad­ków mecha­niczny nadmuch w kotle zasy­po­wym nie jest w ogóle potrzebny! Natu­ralny ciąg działa zna­ko­mi­cie, w dodatku za darmo i sam dosto­so­wuje dawkę powie­trza do potrzeb paleniska.

Czę­sty pro­blem pt. “nie chce się palić” ludzie usi­łują roz­wią­zać wła­śnie za pomocą nadmu­chu, a praw­dziwa przy­czyna leży gdzie indziej:

  • komin jest zakle­jony sadzą/smołą
  • brak jest nawiewu powie­trza do kotłowni
  • mocno nie­szczelne jest połą­cze­nie kotła z komi­nem lub sam kocioł

Komin w dobrym sta­nie (który ma choć ~5m wyso­ko­ści), dopro­wa­dze­nie powie­trza do kotłowni oraz w miarę szczelny kocioł — te trzy warunki zawsze zapew­niają bez­pro­ble­mowe spa­la­nie dowol­nego paliwa (prócz naj­drob­niej­szego typu miał, flot, tro­ciny) na natu­ral­nym ciągu.

Jedyne przy­padki, gdzie nadmuch lub wyciąg spa­lin w kotle zasy­po­wym może być konieczny to:

Co ze sterownikami?

Elek­tro­niczne ste­row­niki wystę­pu­jące w kotłach zasy­po­wych tak naprawdę dzia­łają w spo­sób bar­dzo zbli­żony do mecha­nicz­nego miar­kow­nika ciągu. Przy­czyna jest pro­sta: żaden wyra­fi­no­wany algo­rytm nie polep­szy pracy takiego kotła.

War­to­ścią dodaną ste­row­nika jest moż­li­wość ste­ro­wa­nia pom­pami i róż­nymi zawo­rami. Jeśli tego potrze­bu­jesz — wtedy warto zaopa­trzyć się w ste­row­nik. Ale w przy­padku pro­stej insta­la­cji grzew­czej, w któ­rej nie ma czym ste­ro­wać, ste­row­nik elek­tro­niczny jest zbęd­nym wydatkiem.

Mecha­niczny miar­kow­nik ciągu

Tam, gdzie nadmuch jest zbędny, sto­suje się urzą­dze­nia kon­tro­lu­jące dopływ powie­trza do kotła. Naj­prost­szym z nich jest mecha­niczny miar­kow­nik ciągu.

Kocioł Camino, fot. rcgeo@forum.info-ogrzewanie.pl

Mecha­niczny miar­kow­nik ciągu w kotle Camino, fot. rcgeo, forum.info-ogrzewanie.pl

Miar­kow­nik ciągu za pomocą pro­stego mecha­ni­zmu (waj­cha z łań­cusz­kiem) uchyla klapkę powie­trza głów­nego pro­por­cjo­nal­nie do róż­nicy mię­dzy aktu­alną tem­pe­ra­turą wody w kotle a tem­pe­ra­turą zadaną (usta­wianą na pokrę­tle). Gdy tem­pe­ra­tura wody zbliża się do tem­pe­ra­tury zada­nej, miar­kow­nik stop­niowo przy­myka dopływ powie­trza. Może zamknąć go cał­ko­wi­cie, ale nie musi. Mini­malne stałe otwar­cie klapki można usta­wić za pomocą śruby regulacyjnej.

Miar­kow­nik przez swoją pro­stotę wydaje się urzą­dze­niem sta­ro­świec­kim, ale wbrew pozo­rom ste­ruje on tem­pe­ra­turą wody w kotle rów­nie dokład­nie co ste­row­niki elektroniczne.

Cena takiego urzą­dze­nia to ok. 80zł. Wadą może być koniecz­ność wkrę­ce­nia go w płaszcz wodny kotła, a więc:

  • potrzebne jest sto­sowne przy­łą­cze w przed­niej czę­ści kotła
  • nie obej­dzie się bez opróż­nie­nia insta­la­cji grzew­czej z wody (lub przy­spie­szo­nego kursu prak­tycz­nego na kartę pływacką)

Elek­tro­niczny miar­kow­nik ciągu

Ist­nieje roz­wią­za­nie łączące zalety mecha­nicz­nego miar­kow­nika ciągu i ste­row­nika elek­tro­nicz­nego z nadmu­chem. To elek­tro­niczny miar­kow­nik ciągu.

Ist­nieją dwa modele tego typu urządzenia:

  • miar­kow­nik Uni­ster — który jest jed­no­cze­śnie miar­kow­ni­kiem elek­tro­nicz­nym i ste­row­ni­kiem kotła
  • TECH ST-322 — ste­row­nik kotła ste­ru­jący dopły­wem powie­trza poprzez regu­la­cję otwar­cia prze­pust­nicy mon­to­wa­nej na wlot powie­trza pod ruszt.

Był jesz­cze swego czasu elek­tro­niczny miar­kow­nik MCI Bolec­kiego - wichaj­ster pod­łą­czany do ste­row­ni­ków zamiast dmu­chawy, ale znik­nął z rynku na początku 2016 roku. Popyt oka­zał się nie­wy­star­cza­jący, aby pro­duk­cja była opłacalna.

Prze­waga miar­kow­nika elek­tro­nicz­nego nad mecha­nicz­nym to moż­li­wość współ­pracy ze ste­row­ni­kiem elek­tro­nicz­nym przy jed­no­cze­snym pro­wa­dze­niu kotła na natu­ral­nym ciągu. Algo­rytm pracy ste­row­nika może być ciut bar­dziej wyra­fi­no­wany niż spo­sób dzia­ła­nia miar­kow­nika mecha­nicz­nego. Np. ist­nieje moż­li­wość zamknię­cia klapki powie­trza głów­nego po wyga­śnię­ciu kotła, aby zapo­biec jało­wemu jego wychła­dza­niu (czego nie potrafi miar­kow­nik mechaniczny).

Koszt miar­kow­nika Uni­ster to oko­lice 350zł. Podob­nie kosz­tuje TECH ST-322.

Powie­trze wtórne — swój czy wróg?

Star­sze kotły posia­dały w drzwicz­kach zasy­po­wych małą klapkę, rozetę czy inny luf­cik. Dla wielu jego prze­zna­cze­nie sta­no­wiło zagadkę. Część ludzi w ogóle go nie ruszała, dla nie­któ­rych robił za wizjer.

Doprowadzenie powietrza wtórnego w kotle Camino

Klapka w drzwicz­kach zasy­po­wych — dopro­wa­dze­nie powie­trza wtór­nego w kotle Camino

Jeśli ktoś z jakiejś przy­czyny zde­cy­do­wał się go uchy­lić, to prędko zauwa­żał, że nie­kiedy cofa się prze­zeń na kotłow­nię dym, a nawet docho­dzi do eks­plo­zji i z luf­cika strzela fon­tanna ognia.

Ten luf­cik to dopro­wa­dze­nie powie­trza wtór­nego. Jest ono potrzebne dla dopa­la­nia war­to­ścio­wych gazów powsta­ją­cych w kotle i każdy kocioł pra­cu­jący na natu­ral­nym ciągu powi­nien je posia­dać. Jeśli zda­rzają się kotły, które go nie mają, to tylko przez źle zro­zu­miane wysłu­cha­nie potrzeb klien­tów, któ­rzy doświad­cza­jąc tego typu eks­plo­zji wymo­gli na nie­któ­rych pro­du­cen­tach pozby­cie się luf­cika. Dzięki temu nie nie­po­ko­jeni eks­plo­zjami wypusz­czają nie­spa­lony opał w komin.

Eks­plo­zje takie wyni­kały jed­nak nie z samej obec­no­ści luf­cika, ale ze złego spo­sobu pale­nia w kotle, przez który w komin wysy­łane były hur­towe ilo­ści pal­nych gazów. Można to zaob­ser­wo­wać na poniż­szym nagra­niu, które przed­sta­wia wła­śnie zły spo­sób pale­nia w kotle bez luf­cika. Wystar­czy wpu­ścić w tę chmurę dymu świeże powie­trze i zaraz nastę­puje wybuch.

Przy pale­niu od góry powie­trze wtórne jest wyłącz­nie dobro­dziej­stwem i koniecz­no­ścią, a pro­blem eks­plo­zji w więk­szo­ści przy­pad­ków znika. Po pro­stu nie ma już co wybu­chać. Roz­pa­le­nie od dołu powo­duje pro­duk­cję pal­nych gazów, które łatwo two­rzą z powie­trzem mie­szankę wybu­chową jeśli tylko znajdą się aku­rat w wystar­cza­jąco wyso­kiej temperaturze.

Nato­miast przy pale­niu od góry gazy te są spa­lane. W kotle stale hulają pło­mie­nie, a powie­trze wtórne odpo­wiada za dopa­le­nie gazów, bez moż­li­wo­ści powsta­nia mie­szanki wybu­cho­wej. Może jed­nak i tutaj dojść do “fuk­nię­cia” gdy zamknie się dopływ powie­trza pod ruszt a pło­mie­nie nad zasy­pem zga­sną. M. in. dla­tego powinno się uni­kać koniecz­no­ści odci­na­nia dopływu powie­trza do kotła, bo zawsze, nie­za­leż­nie od metody pale­nia, wiąże się to z dusze­niem kotła i gro­ma­dze­niem się wewnątrz pal­nych gazów.

Jaka powinna być tem­pe­ra­tura wody w kotle?

Czę­sto spo­ty­kany jest dyle­mat co do wła­ści­wej tem­pe­ra­tury wody w kotle:

  • pro­du­cent kotła zaleca, by utrzy­my­wać co naj­mniej 55st.C, bo ina­czej kocioł zbyt szybko przerdzewieje
  • palacz jest w sta­nie utrzy­my­wać stale co naj­wy­żej 50st.C bo ina­czej w domu szybko robi się za cie­pło, a ide­alne byłoby nawet 40st.C

Co wybrać? Ska­zać kocioł na prze­gni­cie w zbyt niskich tem­pe­ra­tu­rach czy zro­bić z domu saunę?

Zacznijmy od tego, że pro­du­cent kotła ma rację: stała praca z tem­pe­ra­turą wody poni­żej ok. 50st.C ma fatalne skutki:

  • w przy­spie­szo­nym tem­pie wykoń­czy kocioł z powodu kon­den­sa­cji pro­duk­tów nie­peł­nego spa­la­nia (ten punkt nie doty­czy kotłów żeliwnych)
  • nie pozwala osią­gnąć sen­sow­nych warun­ków pracy, a więc opał ledwo się tli, kopci i smoli
  • niskie tem­pe­ra­tury pale­ni­ska i pro­duk­cja smoły to pro­sta droga do znisz­cze­nia komina

Jeśli nie jesteś w sta­nie dłu­żej palić z tem­pe­ra­turą wody choćby tylko 50st.C, bo w domu robi się zbyt cie­pło, zna­czy to że pro­blem tkwi w insta­la­cji grzew­czej. A dokład­niej: grzej­niki są zbyt duże. Albo zostały źle dobrane, albo stały się zbyt duże wraz z ocie­ple­niem budynku.

Są z tego dwa wyjścia:

  • prze­li­czyć zapo­trze­bo­wa­nie budynku na cie­pło i dobrać do każ­dego z pomiesz­czeń nowe, mniej­sze grzej­niki w taki spo­sób, by mak­sy­malną potrzebną moc osią­gały dopiero przy tem­pe­ra­tu­rze wody min. 70st.C — w ten spo­sób na co dzień insta­la­cja będzie pra­co­wać z tem­pe­ra­turą 50-60st.C
  • zain­sta­lo­wać zawór czte­ro­drożny — wtedy kocioł będzie pra­co­wał w małym obiegu z wyż­szą tem­pe­ra­turą wody, a do grzej­ni­ków powę­druje woda chłod­niej­sza (coś jak mały i duży obieg w ukła­dzie chło­dze­nia sil­nika spa­li­no­wego). Wadą zaworu czte­ro­droż­nego jest jedy­nie koniecz­ność rezy­gna­cji z gra­wi­ta­cyj­nej pracy układu i zamon­to­wa­nia pompy obiegowej.

Wra­ca­jąc do wstęp­nego pyta­nia: tem­pe­ra­tura wody wycho­dzą­cej z kotła w trak­cie nor­mal­nej pracy nie powinna być niż­sza niż ok. 50st.C. Mniej prze­waż­nie ozna­cza, że opał kisi się zamiast palić. Jeśli mimo to w domu jest za cie­pło, to musisz napra­wić swoją insta­la­cję grzew­czą, bo to w niej leży pro­blem.
Oczy­wi­ście im wyż­sza tem­pe­ra­tura wody tym zdro­wiej dla kotła, ale bez zasto­so­wa­nia zaworu czte­ro­droż­nego czy bufora cie­pła nie spo­sób stale utrzy­my­wać choćby 60st.C.

Lepiej palić cią­gle czy przepalać?

Tak­tyka pale­nia to także pole star­cia wygody z eko­no­mią. Nie brak takich, któ­rzy do wiel­kiego kotła sypią ile wle­zie, pod­pa­lają i usta­wiw­szy mini­malny dopływ powie­trza kiszą kocioł przez całą dobę. Jesz­cze inni palą na okrą­gło, utrzy­mu­jąc żar na rusz­cie przez całą zimę, dosy­pu­jąc opału co kilka godzin.

Czy takie podej­ście jest słuszne? A może bar­dziej eko­no­miczne jest prze­pa­la­nie? Nie ma jed­nego słusz­nego podej­ścia! Wybór zależy od jako­ści docie­ple­nia budynku.

W sta­rych, nie­ocie­plo­nych domach pale­nie na okrą­gło jest wręcz koniecz­no­ścią i roz­sądną stra­te­gią. Czę­sto bowiem nawet kil­ku­go­dzinna prze­rwa w grza­niu powo­duje nie­zno­śne wychło­dze­nie pomiesz­czeń.
Cią­głe pale­nie nie ozna­cza wcale, że trzeba kop­cić w kotle gór­nego spa­la­nia paląc od dołu!. Świetną opcją łączącą względ­nie czy­ste spa­la­nie i moż­li­wość cią­głej pracy kotła jest pale­nie kro­czące.

W budyn­kach nowych lub docie­plo­nych cią­głe pale­nie nie zadziała. Zapo­trze­bo­wa­nie na cie­pło jest tam na tyle nie­wiel­kie, że żaden kocioł zasy­powy nie jest w sta­nie sen­sow­nie pra­co­wać w tych warun­kach. Wtedy naj­le­piej spraw­dza się prze­pa­la­nie 1–2 razy na dobę.

Pro­blem stra­te­gii grza­nia został sze­rzej prze­wał­ko­wany w innym arty­kule.