Instalacja grawitacyjna — czy warto wymieniać na nową?

fot. t55z@flickr.com

fot. t55z@flickr.com

Insta­la­cje cen­tral­nego ogrze­wa­nia, jakie znamy ze sta­rych domów, to grube rury i żeliwne lub podobne do nich kształ­tem sta­lowe grzej­niki. Tak wyko­ny­wano insta­la­cje jesz­cze ćwierć wieku temu. W obec­nie budo­wa­nych domach sto­suje się zupeł­nie inne roz­wią­za­nia: rury gru­bo­ści kciuka i cien­kie bla­szane grzej­niki pane­lowe, a wodę po takiej insta­la­cji prze­ga­nia pompa obiegowa.

Postęp, nie­wąt­pli­wie, ale czy do przodu? Czy w porów­na­niu z nową insta­la­cją pom­pową, stara insta­la­cja gra­wi­ta­cyjna jest gor­sza? Czy przy­nosi straty finan­sowe albo dys­kom­fort i — jeśli taką posia­dasz w star­szym domu — nale­ża­łoby się jej pozbyć?

Obie­gowa opi­nia głosi, że mniej wody do grza­nia to mniej­sze zuży­cie opału. To prawda, jeśli celem jest zago­to­wa­nie wody w czaj­niku. Gdy cho­dzi o ogrze­wa­nie domu — nic bar­dziej myl­nego! Takie tezy wyni­kają z nie­zro­zu­mie­nia zasad fizyki i śle­pej wiary, że nowe jest lep­sze.

Rodzaj insta­la­cji — o czym decy­duje, o czym nie

Każdy sys­tem cen­tral­nego ogrze­wa­nia wod­nego składa się z 4 naj­waż­niej­szych elementów:

  1. Źró­dła cie­pła, jakim jest kocioł,
  2. Odbior­ni­ków cie­pła, jakimi są róż­nego rodzaju grzejniki,
  3. Ele­men­tów łączą­cych źró­dło z odbior­ni­kami, jakimi są rury,
  4. Nośnika cie­pła, jakim jest woda

Cen­tralne ogrze­wa­nie to sys­tem pro­duk­cji i dys­try­bu­cji cie­pła. Kocioł cie­pło pro­du­kuje, woda w rurach trans­por­tuje je do grzej­ni­ków, skąd odbiera je powie­trze w domu. Ile tego cie­pła potrzeba dla naszego miesz­ka­nia czy domku — a więc ile to będzie kosz­to­wać — o tym nie decy­duje wprost żaden z w/w ele­men­tów, więc tym samym rodzaj insta­la­cji rów­nież nie ma tu zna­cze­nia.

Ilość cie­pła, jaką musimy dostar­czyć do miesz­ka­nia, wynika z aktu­al­nej tem­pe­ra­tury za oknem oraz jako­ści izo­la­cji budynku. Czy zro­bimy to za pomocą insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nej, czy pom­po­wej, czy roz­no­sząc po domu wia­dra z gorącą wodą — to bez zna­cze­nia. Efekt będzie taki sam: cie­pło z kotła prze­mie­ści się do poszcze­gól­nych pomieszczeń.

Gdzie tkwi różnica

Zasad­ni­cza róż­nica mię­dzy insta­la­cją gra­wi­ta­cyjną a pom­pową to szyb­kość roz­pro­wa­dza­nia cie­pła. Naj­wol­niej cie­pło do miesz­ka­nia dostar­czymy posia­da­jąc starą insta­la­cję gra­wi­ta­cyjną i grzej­niki żeliwne. Znacz­nie szyb­ciej jeste­śmy w sta­nie roz­pro­wa­dzić cie­pło za pomocą insta­la­cji pom­po­wej i sta­lo­wych grzej­ni­ków pane­lo­wych, a rekordy pręd­ko­ści należą do grzej­ni­ków aluminiowych.

Pyta­nie w takim razie, czy lepiej cie­pło trans­por­to­wać szyb­ciej czy wol­niej? Wydaje się to pyta­niem na pogra­ni­czu filo­zo­fii ogrzew­nic­twa, o ile taka dys­cy­plina ist­nieje. A sprawa jest z gruntu prosta:

  • stary dom potrze­buje cią­gle dużo cie­pła, więc szyb­kość jego dostar­cze­nia jest mniej ważna — i tak trzeba palić na okrągło
  • nowy dom potrze­buje mało cie­pła, małymi por­cjami — i tu szyb­kość oraz dokład­ność jego dys­try­bu­cji jest kluczowa

Insta­la­cja grawitacyjna

Insta­la­cja gra­wi­ta­cyjna z grzej­ni­kami żeliw­nymi jest z natury powolna. Naj­le­piej spraw­dza się w połą­cze­niu z kotłami opa­la­nymi pali­wami sta­łymi (koks, węgiel, drewno), które też nie lubią szyb­kich zmian poboru cie­pła, w nie­ocie­plo­nych lub słabo ocie­plo­nych domach, gdzie cie­pła do pomiesz­czeń trzeba dostar­czać dużo i w spo­sób ciągły.

I wła­śnie w cza­sach, gdy takie domy prze­wa­żały, została wymy­ślona i była powszech­nie sto­so­wana. Można ją opi­sać jed­nym sło­wem: bez­wład­ność. To jej klu­czowa cecha, która w słabo ocie­plo­nym domu z kotłem węglo­wym jest bło­go­sła­wień­stwem. Zapo­biega bowiem sko­kom tem­pe­ra­tur i zakłó­ce­niom w pracy kotła węglo­wego — a to spra­wia, że kocioł pra­cuje w korzyst­nych warun­kach, bez przestojów.

Wady

  • długi czas nagrze­wa­nia przy roz­ru­chu — to dla­tego ludziom wydaje się, że ktoś krad­nie ich cie­pło, kiedy roz­pa­lają, a mimo ostrego grza­nia muszą dość długo cze­kać, aż grzej­niki staną się ciepłe
  • este­tyka — rury muszą być pro­wa­dzone w okre­ślony spo­sób, co cza­sami unie­moż­li­wia wystrój wnę­trza taki, jaki byśmy sobie życzyli

Zalety

  • długi czas sty­gnię­cia — tak, to zno­wuż ta sama duża bez­wład­ność układu,
  • nie wymaga ener­gii elek­trycz­nej, więc działa za darmo, (co w XXI wieku jest rzad­ko­ścią), a co lep­sze zanik prądu nie spo­wo­duje tu sytu­acji awa­ryj­nej i groźby prze­grza­nia insta­la­cji (chyba że kocioł jest zależny od prądu i nie jest wła­ści­wie zabez­pie­czony na taki wypadek)
  • duży zład wody — sta­bi­li­zuje pracę kotła, szcze­gól­nie mile widziany przy kotłach na paliwo stałe
  • dłu­go­wiecz­ność — grzej­niki żeliwne są prak­tycz­nie nie­znisz­czalne, podob­nie jak grube sta­lowe rury. Jeśli coś się psuje z cza­sem, to uszczel­nie­nia zawo­rów lub gwintów
  • grzej­niki żeliwne oraz rury oddają cie­pło do pomiesz­cze­nia w więk­szo­ści przez pro­mie­nio­wa­nie i nie­znacz­nie przez kon­wek­cję, co prze­kłada się na zmniej­szone uno­sze­nie kurzu, a tym samym lep­sze samo­po­czu­cie miesz­kań­ców, szcze­gól­nie alergików

Insta­la­cja pom­powa z grzej­ni­kami panelowymi

Współ­cze­sna insta­la­cja pom­powa z grzej­ni­kami pane­lo­wymi naj­le­piej spraw­dza się w połą­cze­niu z kotłami gazo­wymi w miesz­ka­niach lub dom­kach dobrze ocie­plo­nych, gdzie zapo­trze­bo­wa­nie na cie­pło jest mniej­sze i konieczne jest cykliczne dostar­cza­nie cie­pła do pomiesz­czeń małymi porcjami.

Zasto­so­wa­nie takich insta­la­cji to kon­se­kwen­cja coraz mniej­szego zapo­trze­bo­wa­nia na cie­pło w nowo­cze­snych budyn­kach. Bez­wład­ność insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nej w takich przy­pad­kach prze­staje być zaletą, a staje się problemem.

Wady

  • małe prze­kroje rur ze względu na znaczne opory hydrau­liczne unie­moż­li­wiają gra­wi­ta­cyjny obieg wody i wyma­gają sto­so­wa­nia dro­gich zabez­pie­czeń — np. zasi­la­czy awa­ryj­nych dla pomp, zawo­rów bezpieczeństwa
  • mały zład wody powo­duje nie­sta­bilną, a przez to nie­efek­tywną pracę kotła zasy­po­wego. Sytu­ację popra­wia powięk­sze­nie pojem­no­ści insta­la­cji, lecz w inny spo­sób — za pomocą bufora cie­pła
  • krótka żywot­ność grzej­ni­ków pane­lo­wych — pro­du­cenci w/w grzej­ni­ków podają prze­waż­nie okres gwa­ran­cyjny na pozio­mie 3 lat dla insta­la­cji w ukła­dzie otwar­tym oraz 7–10 lat w ukła­dzie zamknię­tym. Pro­du­cenci jakiś czas temu nie udzie­lali w ogóle gwa­ran­cji na grzej­niki pane­lowe insta­lo­wane w ukła­dach otwartych.
  • nie­wielka wytrzy­ma­łość mecha­niczna (mało odporne na ude­rze­nia np. rurą od odkurzacza)
  • grzej­niki pane­lowe oddają cie­pło głów­nie przez kon­wek­cję, czyli uno­sze­nie powie­trza, co sprzyja wzbi­ja­niu w powie­trze kurzu, a przy zasi­la­niu ich wodą o tem­pe­ra­tu­rze powy­żej 60st.C kurz przy­pala się, przez co powie­trze podraż­nia drogi odde­chowe i sprzyja chorobom

Zalety

  • duża szyb­kość nagrze­wa­nia i sty­gnię­cia, czyli dobra moż­li­wość regu­la­cji — to koniecz­ność w nowych, dobrze izo­lo­wa­nych domach, ale rzecz wła­ści­wie nie­przy­datna w star­szych, które i tak wyma­gają cią­głego grzania
  • moż­li­wość zupeł­nie dowol­nego pro­wa­dze­nia rur, ukry­cia ich pod pod­łogą czy w ścianie

Insta­la­cja pom­powa z grzej­ni­kami aluminiowymi

Współ­cze­sna insta­la­cja pom­powa z grzej­ni­kami alu­mi­nio­wymi naj­le­piej spraw­dza się w połą­cze­niu z kotłami elek­trycz­nymi i gazo­wymi w małych miesz­ka­niach (30-40m2) bar­dzo dobrze ocie­plo­nych, gdzie można pozwo­lić sobie na cykliczne dostar­cza­nie cie­pła do pomieszczeń.

Wady

  • naj­mniej­szy z moż­li­wych zład wody może unie­moż­li­wiać pra­wi­dłową pracę kotła zasi­la­nego węglem lub kok­sem, który z natury ma dość sporą bez­wład­ność i do pra­wi­dło­wej pracy potrze­buje cze­goś, co będzie bufo­ro­wać ciepło
  • grzej­niki alu­mi­niowe dedy­ko­wane są tylko do insta­la­cji układu zamknię­tego, w ukła­dach otwar­tych nie powinny być w ogóle sto­so­wane (podob­nie jak pane­lowe) ze względu na duży stale utrzy­mu­jący się poziom natle­nie­nia wody. Sto­so­wa­nie inhi­bi­to­rów koro­zji to tylko pół­środki wydłu­ża­jące nieco okres życia insta­la­cji, ale koniec koń­ców koro­zja zała­twi wszystko
  • grzej­niki alu­mi­niowe mają prak­tycz­nie te same wady co pane­lowe, czyli cie­pło oddają głów­nie przez kon­wek­cję i nie­znacz­nie przez pro­mie­nio­wa­nie, co sprzyja to uno­sze­niu się kurzu w powie­trzu, a przy zasi­la­niu ich wodą o tem­pe­ra­tu­rze powy­żej 60st.C — dodat­kowo wdy­chamy przy­pa­lony kurz
  • życzę powo­dze­nia i sta­lo­wych ner­wów przy czysz­cze­niu grzej­ni­ków aluminiowych

Zalety

  • jesz­cze krót­szy czas nagrze­wa­nia insta­la­cji w porów­na­niu do insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nej z grzej­ni­kami żeliw­nymi i pom­po­wej z grzej­ni­kami panelowymi
  • naj­więk­sze moż­li­wo­ści regulacyjne
  • wysoki poziom este­tyki (co kto lubi) jak rów­nież moż­li­wość cał­ko­wi­tego ukry­cia rur pod tynkiem
  • czło­nowa budowa umoż­li­wia zwięk­sze­nie lub zmniej­sze­nie mocy grzej­nika poprzez dołą­cza­nie lub odłą­cza­nie kolej­nych członów

Insta­la­cję gra­wi­ta­cyjną to ty szanuj

Bogatsi o powyż­szą wie­dzę, możemy w maje­sta­cie pod­sta­wo­wej wie­dzy z fizyki orzec, że pomysł wymiany sta­rej insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nej na nową, pom­pową o małej pojem­no­ści pod pozo­rem oszczęd­no­ści na kosz­tach ogrze­wa­nia jest głupi, a w szcze­gól­no­ści pozba­wiony eko­no­micz­nego i prak­tycz­nego sensu. Wła­śnie tak: sprze­dawcy i pro­du­cenci grzej­ni­ków zwy­kle pro­po­nują taki ruch z nie­świa­do­mo­ści lub dla wła­snego zysku, a opi­nia sąsiada to bez­myślne powta­rza­nie za sprze­daw­cami. Prze­czy­taj histo­rię Czy­tel­nika, któ­remu udało się w porę w tym zorien­to­wać i zaosz­czę­dził 10 tysięcy.

Nie wymie­niaj bez potrzeby

Jeżeli posia­dasz dobrze funk­cjo­nu­jącą insta­la­cję gra­wi­ta­cyjną z żeliw­nymi grzej­ni­kami i kotłem węglo­wym, a nie podej­mu­jesz się moder­ni­za­cji budynku do stan­dar­dów domu ener­go­osz­częd­nego — nie zamie­niaj jej na nic innego, ale naucz się wła­ści­wie palić, tak by wyko­rzy­stać zaletę bez­wład­no­ści takiej insta­la­cji. Z insta­la­cją pom­pową lepiej miał nie będziesz, a wręcz prze­ciw­nie — wydasz bez­sen­sow­nie sporo pie­nię­dzy, a możesz sobie utrud­nić życie na wiele lat.

Jeżeli nie pla­nu­jesz grun­tow­nego remontu miesz­ka­nia czy domu, nie pla­nu­jesz zmiany źró­dła cie­pła na gazowe, elek­tryczne czy pompę cie­pła, to nie ma sensu wymie­niać insta­la­cji cen­tral­nego ogrze­wa­nia. Dopóki zapo­trze­bo­wa­nie na cie­pło budynku pozo­staje zna­czące oraz ogrze­wasz dom kotłem węglo­wym, bufo­ru­jąca funk­cja insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nej jest bar­dzo korzystna. Współ­gra ona z dużą bez­wład­no­ścią cieplną ścian — a ta w sta­rym budynku będzie dzia­łać zawsze, chyba że wymie­nisz ściany.

Zepsuło się, to napraw

Zbu­do­wa­nie dobrej insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nej to sztuka. Nie każda działa dobrze. Także z bie­giem czasu mogą poja­wiać się pro­blemy. Jeżeli twoje stare żeliwne grzej­niki nie grzeją rów­no­mier­nie, zdej­mij je i wypłucz wodą. Jeśli to nie pomoże poszu­kaj w swoim regio­nie firm zaj­mu­ją­cych się płu­ka­niem insta­la­cji cen­tral­nego ogrze­wa­nia i poproś ich o ofertę cenową na płu­ka­nie. Dla porów­na­nia cen możesz udać się lub zadzwo­nić do lokal­nego Przed­się­bior­stwa Ener­ge­tyki Ciepl­nej. Tego typu zakłady mają pro­fe­sjo­nalną płu­kal­nię wymien­ni­ków cie­pła róż­nych typów. Po che­micz­nej kąpieli grzej­nik w środku będzie jak nowy i poprawi się jego spraw­ność odda­wa­nia ciepła.

Spraw­nego grzej­nika żeliw­nego nie odda­waj na złom - to nie relikt minio­nych dzie­jów, ale efek­tywny i trwały wymien­nik cie­pła, który także dziś kosz­tuje nie­mało. Jeżeli uszczelki pomię­dzy czło­nami ciekną — wymień je na nowe. W Inter­ne­cie znaj­dziesz je za gro­sze.
Jeśli stare grzej­niki obrzy­dły ci este­tycz­nie i chcesz zmie­nić je na coś innego, to możesz rozej­rzeć się za nowymi np. tutaj, ale ceny nie­któ­rych modeli mogą przy­pra­wić o zawrót głowy.

Naucz się uży­wać insta­la­cji grzewczej

Jeśli bez­wład­ność insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nej odbie­rasz jako wadę, to zna­czy, że nie­umie­jęt­nie ogrze­wasz — prze­pa­la­jąc co kilka godzin dzien­nie. W takim razie mamy dla cie­bie złą wia­do­mość: zawsze będziesz mar­z­nąć.

Lep­szą alter­na­tywą dla prze­pa­la­nia jest cią­głe grza­nie. Przy takiej filo­zo­fii ogrze­wa­nia czas roz­grze­wa­nia insta­la­cji do tem­pe­ra­tury zada­nej nie ma abso­lut­nie żad­nego zna­cze­nia. Paląc cią­gle, nagrze­wamy ogromne masy murów budynku, które sta­no­wią naj­więk­szy aku­mu­la­tor cie­pła, a powie­trze w pomiesz­cze­niach ogrzewa się tylko przy oka­zji. To, że kocioł będzie roz­grze­wał wodę w insta­la­cji przez godzinę czy dwie, dla tem­pe­ra­tury w domu jest prak­tycz­nie bez zna­cze­nia, ponie­waż cie­pło zgro­ma­dzone w murach pozwoli w tym cza­sie utrzy­mać tem­pe­ra­turę powie­trza na nie­mal sta­łym pozio­mie — nawet w naj­więk­szy mróz. Z tej samej przy­czyny prze­pa­la­niem nie da się zapew­nić sta­łego cie­pła w domu, ponie­waż mury pozo­stają zimne i dają odczu­cie zimna nawet gdy powie­trze jest nagrzane.

Zauważ, że wie­trząc pomiesz­cze­nia przy –15st.C na zewnątrz otwie­ramy okna na oścież, tem­pe­ra­tura powie­trza wewnątrz obniży się momen­tami nawet do 12-13st.C, ale po zamknię­ciu okien i odcze­ka­niu około kwa­dransu wraca do stanu sprzed otwar­cia okien. Cuda? Nie, to świeże powie­trze ogrzało się od murów, mebli i wszyst­kich innych gra­tów znaj­du­ją­cych się w pomiesz­cze­niu, które wcze­śniej wygrza­li­śmy paląc w spo­sób cią­gły. Ogrza­nie całego powie­trza w pomiesz­cze­niu nawet o 40 stopni wymaga nie­po­rów­na­nie mniej ener­gii niż pod­grza­nie ścian o 1 stopień.

Wra­ca­jąc do tematu: insta­la­cja gra­wi­ta­cyjna jest powol­niej­sza niż współ­cze­sne pom­powe nie dla­tego, że nie ma w niej pompy, lecz dla­tego, że dawne domy oraz zasy­powe kotły węglowe wyma­gały takiego zacho­wa­nia insta­la­cji. Duży zład wody oraz masy rur i żeliwa to bufor cie­pła, dzięki któ­remu kocioł pra­cuje sta­bil­nie — nie robi nam nie­spo­dzia­nek w postaci szyb­kich i nie­kon­tro­lo­wa­nych wzro­stów tem­pe­ra­tury, co może mieć miej­sce w przy­padku nowej insta­la­cji o małej pojem­no­ści. Duży zład wody umoż­li­wia spa­la­nie paliwa w spo­sób cią­gły z wysoką efek­tyw­no­ścią bez tzw. okre­sów pod­trzy­ma­nia, kiedy opał kisi się zamiast spa­lać i ucieka z dymem w komin, a wraz z nim twoje pieniądze.

Koronny argu­ment uczo­nych inaczej

Ktoś powie: no chwi­leczkę, prze­cież grze­jąc wię­cej wody muszę wło­żyć wię­cej ener­gii, niż gdy­bym grzał jej mniej, przez co kosz­to­wało będzie to dro­żej. To prawda, tyle że poło­wiczna i źle rozu­miana. Nie ogrze­wasz insta­la­cji, tylko budy­nek! To całe dro­gie cie­pło gro­ma­dzi się prze­cież w wodzie, cięż­kich grzej­ni­kach i gru­bych rurach, które póź­niej odda­dzą je całe nie gdzie indziej jak do wnętrz ogrze­wa­nych pomiesz­czeń. Cie­pło, które dostar­czymy do wody, nie jest więc stra­cone, tylko odro­czone w cza­sie (znowu ta bezwładność).

W przy­padku insta­la­cji z małą ilo­ścią wody kocioł węglowy szybko nagrzeje całą insta­la­cję i przej­dzie w stan uśpie­nia, dusząc „roz­pę­dzony” węgiel i gene­ru­jąc straty w postaci np. nie­spa­lo­nego tlenku węgla, a dodat­kowo przy nie­szczel­no­ściach kotła (zawsze są) docho­dzą straty w postaci nie­spa­lo­nych czę­ści lot­nych węgla (dym), któ­rych jest około 30% i za które rów­nież słono pła­cimy na skła­dzie węgla.

I to jest niby ta pozorna oszczęd­ność, do któ­rej sprze­dawcy, insta­la­to­rzy czy sąsie­dzi nas zachę­cają — zmniejsz ilość wody w insta­la­cji, nagrze­jesz ją szyb­ciej i wyj­dzie to taniej. Ale nie mówią, że grze­jąc kotłem węglo­wym mniej wody, wię­cej pie­nię­dzy wywa­lisz do komina, a nic nie zyskasz!

Budy­nek upo­mni się o swoje

Zasad­ni­czo uży­cie nowej insta­la­cji pom­po­wej z kotłem węglo­wym w sta­rym, nie­ocie­plo­nym domu nie jest zbrod­nią (chyba, że na wła­snym port­felu), ale budy­nek zemści się prę­dzej czy póź­niej. Jest to bowiem walka z jego bez­wład­no­ścią cieplną, a to jest kosz­towne oraz zupeł­nie zbędne, bo lepiej grzać łagod­nie, a ciągle.

Zauważ jesz­cze jedną rzecz, a mia­no­wi­cie: pro­du­cenci zachę­cają nas do zmiany sta­rych insta­la­cji gra­wi­ta­cyj­nych na współ­cze­sne pom­powe o małych pojem­no­ściach poda­jąc wyssane z palca oszczęd­no­ści, a póź­niej naka­zują czy zale­cają mon­taż dro­gich (kilka tysięcy zło­tych) bania­ków z wodą pięk­nie nazy­wa­nych zbior­ni­kami aku­mu­la­cyj­nymi lub bufo­ro­wymi. To nic innego jak pro­teza zładu wody zna­nego z insta­la­cji grawitacyjnej!

W przy­padku kotłów zga­zo­wu­ją­cych drewno są one wręcz nie­zbędne do pra­wi­dło­wej pracy kotła ze względu na jego ogra­ni­czone moż­li­wo­ści regu­la­cji mocy (raz zapa­lone drewno musi się palić nie nie­po­ko­jone przez nikogo, bo jeśli odciąć mu powie­trze, to straty są kolo­salne). Pro­du­cenci podają, że baniak bufor musi mieć pojem­ność 25–50 litrów na każdy kilo­wat mocy kotła. Czyli dla zobra­zo­wa­nia: kocioł o mocy 20kW (mniej­szych prak­tycz­nie nie ma) powi­nien mieć baniak o pojem­no­ści 500‑1000 litrów.

Decy­zja należy do ciebie

Sta­ra­li­śmy się przed­sta­wić prawa rzą­dzące dzia­ła­niem insta­la­cji grzew­czej, byś zro­zu­miał, jakie czyn­niki zwią­zane z jej budową fak­tycz­nie decy­dują o kosz­tach i wygo­dzie ogrze­wa­nia, a tym samym aby mądrość ludowa lub nie­uczciwi fachowcy nie spro­wa­dzili cię na manowce.

Nie jeste­śmy fana­tycz­nymi wyznaw­cami sta­rych rur i grzej­ni­ków. Do cie­bie należy decy­zja, jak zago­spo­da­ru­jesz swoje pie­nią­dze. Ważne, byś zro­bił to na pod­sta­wie racjo­nal­nych prze­sła­nek i z korzy­ścią dla sie­bie. Jeśli chcesz wyrzu­cić stare grzej­niki tylko ze względu na este­tykę — zrób to. Ważne, abyś był świa­dom, że ten wyda­tek w naj­lep­szym razie nie zmieni kosz­tów ogrze­wa­nia, a nawet może je pod­nieść, jeśli kocioł zasy­powy pozba­wiony zosta­nie zładu wody sta­bi­li­zu­ją­cego jego pracę.

– Szponi (+Juzef)