Wojna z ekogroszkiem: zieloni atakują wadliwymi badaniami

W ramach walki z węglem w domach zieloni najpierw wykłócali się na niwie semantyki, jakoby ekogroszek nie był "eko" – a teraz postanowili to udowodnić badaniami. Problem w tym, że owe badania fałszują obraz ogrzewania ekogroszkiem. Popełniono w nich elementarne błędy a następnie na podstawie uzyskanego patologicznego obrazu wydano generalny wyrok: węgiel nie jest ekologiczny. To tak, jakby wziąć nowy samochód EURO 6, jeździć po mieście cały czas na drugim biegu – i osiągnąwszy emisje zbliżone do Wartburga podsumować, że benzyna "nie jest ekologiczna".

Wiadomo, że i w motoryzacji, i w kotłowni, parametry eksploatacyjne osiągane przez zwykłego człowieka rzadko będą zgodne z laboratoryjnymi. Jednak w tym przypadku dalece przeholowano: przez mocno nieprawidłową regulację osiągnięto emisje i sprawności niczym z najgorszego starego smolucha.

Mam w tym momencie deja vu z czasów, gdy w identyczny sposób zaatakowano temat poprawnego palenia w starych kotłach. Przekonałem się wtedy, że wypaczone badania naukowe to prawdziwa wunderwaffe:

  • Autorytet nauki jest ogromny a wiara w niego siłą rzeczy ślepa – bo nie damy rady mieć choćby podstawowej wiedzy w więcej niż kilku dziedzinach, aby weryfikować ustalenia specjalistów.
  • Gdyby nawet się znalazł ktoś, kto się zna i wytknie błędy – jeśli sam jest naukowcem, może się narazić środowisku; jeśli jest laikiem, przez sam fakt dyskutowania z naukowcami wyjdzie na oszołoma i foliarza niezależnie od merytorycznej jakości jego wywodu, zresztą będzie gadał głównie sam do siebie.
  • Sukces jest murowany gdy atakuje się branże słabe i niezorganizowane – a tak było w przypadku najtańszych starych kotłów. Nikomu na tej dziurawej, wpół zatopionej już łajbie nie zależało, prócz samych użytkowników, ludzi niezamożnych i niewpływowych.
  • Nikogo nie da się pociągnąć do odpowiedzialności za nierzetelne badania naukowe, chyba że ktoś dysponuje grubym portfelem na odpalenie spraw sądowych.

Zieloni nie mają problemu z pozyskaniem pieniędzy na wszelkie działania uderzające w węgiel. Ja przez ponad 5 lat nie byłem w stanie znaleźć chętnych na badania "w obronie" węgla/drewna. Moja amatorszczyzna i nieudolność ma w tym duży udział, ale też jestem pewien, że gdybym tylko wybrał bardziej zielony temat, to o pieniądze i chętnych do współpracy potykałbym się kilka razy dziennie na drodze do sklepu po bułki.

Kocioł na ekogroszek kopci jak parowóz

Na zlecenie Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi wykonano na Politechnice Warszawskiej pod kierownictwem prof. Artura Badydy badanie parametrów pracy kotła Ecodesign na ekogroszek. Dla koneserów jest dostępny pełny raport.

Na pierwszy rzut oka nie jest źle: godziwy sprzęt pomiarowy, wielokrotne próby na różnych rodzajach węgla, autorzy wydają się mieć pojęcie o temacie.

Ale w wynikach coś jest mocno nie tak: kocioł, który w laboratorium akredytowanym spełnił najostrzejsze wymogi emisyjne Ecodesign – w badaniu przekracza je nie o połowę czy kilkukrotnie, ale nawet paręset razy. To się nie mieści w żadnej klasie emisyjnej i bardziej przypomina starego smolucha niż nawet najkiepściejszy kocioł podajnikowy. Przynajmniej w części prób ten kocioł po prostu kopcił.

Jak to możliwe? Czyżby właśnie zdemaskowano oszustwo węglarzy na miarę afery VW?

Dlaczego to badanie jest fałszywe

Horrendalne emisje osiągnięte w badaniu są wynikiem niewyregulowania parametrów spalania zgodnie z wymogami DTR. Wygląda to tak, jakby w testach samochodu zapomniano o zmienianiu biegów.

W raporcie z badania czytamy:

Inne parametry pracy kotła takie jak: • Czas podawania paliwa; • Czas przerwy w podawaniu paliwa; • Obroty wentylatora spalin; dobierane były przez sterownik kotła w sposób automatyczny.

Wydaje się, jakoby badacze byli święcie przekonani, że kocioł sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Absolutnie tak nie jest. Poszczególne kotły na ekogroszek znacznie różnią się stopniem automatyzacji doboru parametrów spalania – zawsze jednak wymagany jest nadzór operatora i korekta parametrów w przypadku gdyby coś szło nie tak. Opis regulacji zawsze znajduje się w instrukcji (DTR) kotła/sterownika.

Tutaj jest DTR kotła (w sprawozdaniu nie podano marki, ale ze zdjęcia i typu łatwo można zgadnąć, że to Galmet Galaxia KWE). W punkcie 5.2: Dobór powietrza czytamy [wytłuszczenie - jak w oryginale; kolor - mój]:

Proces spalania kontrolowany jest przez regulator kotła, który na podstawie temperatury zadanej oraz ciągłego pomiaru temperatury kotła oraz spalin steruje pracą podajnika oraz wentylatora. Aby paliwo podawane na talerz paleniska uległo całkowitemu spaleniu należy dobrać odpowiednią ilość powietrza. Jest to parametr, który należy dobrać indywidualnie do każdego rodzaju paliwa oraz ciągu w kominie. Po prawidłowym ustaleniu tego parametru, kocioł pracuje automatycznie, a jego obsługa polega na uzupełnianiu paliwa, usuwaniu popiołu oraz okresowym czyszczeniu. Paliwo powinno spalać się na wzgórku powyżej krawędzi wianka palnika. Płomień z palącego się paliwa powinien być jasny, w miarę spokojny i niestrzępiący się na końcach.

Autorzy badania nie wykonali tej regulacji lub nie zrobili tego należycie. Kocioł zrzucał do popielnika straszliwe ilości niedopalonego węgla – udział części palnych w popiele sięgał nawet 67% (!) co jest odnotowane w raporcie i nawet stwierdzono, że wynika to z fatalnego spalania – ale nic z tym nie zrobiono.

W podsumowaniu czytamy:

Wziąwszy pod uwagę powyższe [emisje WWA - dop. red], jak również dodatkowo fakt, iż w pozostałościach stałych po procesie spalania znajdowały się znaczne ilości niedopalonego paliwa (od niemal 40% w przypadku ekogroszku marki [YYY]i od ponad 40% do niemal 70% w przypadku ekogroszku marki [XXX]), co wskazuje na występowanie zjawiska niecałkowitego spalania (o czym świadczy również obliczona w wyniku badania sprawność), można jednoznacznie ocenić, że przedmiotowe paliwo nie jest paliwem przyjaznym dla środowiska. Zdecydowanie nie jest ono również przyjazne dla społeczeństwa, ze względu na znaczące emisje do powietrza zanieczyszczeń stanowiących poważne zagrożenie dla zdrowia ludności. Reasumując zatem przedmiotowe paliwo – ekogroszek marki [XXX] – nie może być uznany za paliwo ekologiczne.

Widzimy wyraźnie, jak autorzy zrzucają winę za w/w problemy na paliwo – podczas gdy to nie paliwo jest odpowiedzialne za w/w problemy.

Normalny użytkownik kotła na ekogroszek w takiej sytuacji (nawet gdyby również nie doczytał DTR) szukałby pomocy jeśli nie u producenta, to w internecie, gdzie instrukcji regulacji kotła na ekogroszek jest na pęczki (przykład poniżej). Szczególnie sytuacja, gdy kocioł wyrzuca do popielnika niespalony węgiel motywuje do błyskawicznej nauki – bo oznacza dramatycznie duże zużycie opału. W tym badaniu też to widać – w jednej z serii pomiarowych osiągnięto sprawność 32%.

Czy ta branża się w końcu obudzi?

Ta publikacja (a bardziej przekaz, jaki na jej podstawie poszedł w media) uderza w całą branżę:

  • producentów i sprzedawców ekogroszku,
  • producentów kotłów (nie tylko węglowych, bo pośrednio podają w wątpliwość uczciwość badań na Ecodesign w ogóle – stawiam tezę, że po pokonaniu węglarzy przyjdzie pora na podobne badania kotłów na pellet)
  • laboratoria akredytowane.

Każda normalna branża takich rozmiarów już by podjęła odpowiednie kroki w swojej obronie. Czy ta branża cokolwiek zrobi? Patrząc na to jak latami dawała sobie w kaszę pluć – nie jestem taki pewien. I póki co żadnej reakcji nie widzę.

Stan dziwnej niemocy branży węglowej trwa od lat. Obraca milionami i miliardami – ale o wizerunek dba gorzej niż wiejski skup złomu.

  • Niby wszyscy wiedzą, że kiedyś z tego węgla trzeba będzie wyjść – zwyczajnie ludzie zaczną wybierać coś innego. Trend zabezpieczania się na te czasy najwyraźniej widać wśród kotlarzy: wielu poszło w pellet, pompy ciepła (choćby tylko oklejone polskim logo chińczyki). Nawet będący przedmiotem badania Galmet KWE zniknął z oferty producenta na rok 2021 – Galmet w ogóle nie oferuje już kotłów na ekogroszek.
  • A jednak cały czas się to wszystko kręci – wciąż węgiel się sprzedaje (i nie jest to bynajmniej segment deficytowy), wciąż są chętni na węgiel i kotły węglowe, i prędko nie będzie tu dużej rewolucji, bo większość Polaków ogranicza skromny domowy budżet. Pamiętajmy, że ekogroszek w ciągu ćwierć wieku zdobył zaledwie ok. 1/3 rynku – 2/3 wciąż smaży grubsze bryły węgla w stalowych pudłach. Owszem, widać silny jak nigdy dotąd trend migracji do gazu i pomp ciepła, napędzany niskimi cenami gazu oraz bliskimi terminami wymiany kotłów – ale to migrują zazwyczaj ludzie bardziej zasobni, którym obsługa kotła podajnikowego już zbrzydła.
  • Nawet jeśli przyjmiemy, że kres ogrzewania węglowego majaczy gdzieś na horyzoncie i w związku z tym nie warto inwestować w istotny rozwój tej gałęzi – to nadal nie tłumaczy niemal całkowitej bierności tej branży wobec kolejnych ataków i braku jakichkolwiek prób poprawy wizerunku węgla.
  • Wyjaśnienia mogą być dwa: albo wszystkie działania antywęglowe jeszcze nie dały istotnego spadku sprzedaży węgla do ogrzewania domów – albo wyniki ekonomiczne nie są w tej branży najistotniejsze.

Pompy ciepła trafiają pod polskie strzechy


Fot. tytułowe: JAL71