Archiwa autora: Wojciech Treter

O Wojciech Treter

Redaktor naczelny (bo jedyny)

Pseudobadania z Gliwic

"Czy palenie od góry jest bardziej ekologiczne?" – tak zatytułowany jest film, który od dwóch lat wisi na znanym serwisie z filmami. Nie to żebym go wcześniej nie znał, ale 2017 rok to był taki wysyp FUD-u na palenie od góry, że nie miałem sił komentować każdego przypadku z osobna. A komentarza to wymaga.

Film jak i całe pseudobadanie powstały na zlecenie Urzędu Miejskiego w Gliwicach. Najpierw obejrzyjmy, co się tam dzieje, a potem ocenimy, ile to warte.

W filmie w roli badacza występuje przedstawiciel firmy Testo (producenta analizatorów spalin), p. Michał Brodzik.

Scenariusz jest następujący:

  • Najpierw kocioł żeliwny (wygląda na któregoś Viadrusa) zostaje rozpalony od dołu. Z filmu nie wynika, ile paliwa zasypano. Pokazane są odczyty chwilowe z analizatora przy rozpalaniu od dołu. P. Brodzik mówi, że jest to 40 minut od rozpalenia. W międzyczasie widzimy obrazki kopcącego komina.
  • Następnie operator kotła ładuje węgiel w celu rozpalenia od góry. Na wierzch węgla daje gazetę i przysypuje ją drewnem, czyli podpala drewno od dołu. W kilku kadrach w filmie widać, że rozeta powietrza wtórnego pozostaje zamknięta.
  • Widzimy przebitki dymienia podobnego do poprzednio pokazywanego. Można to rozumieć jakoby obrazki dotyczyły rozpalania od góry, choć nie jest to wprost powiedziane, ale tak wynika z chronologii nagrania. Jeżeli by tak faktycznie było – rozpalanie od góry wykonano fatalnie lub palono węglem typu 33 / 34.
  • Gdzieś po drodze pojawia się ekran analizatora, na którym chwilowe wartości są 2-3 razy wyższe niż te pokazane przy paleniu od dołu. Temperatura spalin jest bardzo podobna.
  • Słyszymy wyjaśnienie, że emisje generalnie były tak ogromne, że analizator odmówił współpracy. Z tego względu dla obu metod palenia pomiary zaczęto dopiero 40 minut po rozpaleniu. Mimo to nie udało się dokończyć 15-minutowego cyklu pomiarowego.

W międzyczasie dowiadujemy się, że kocioł został wyprodukowany w 2009 roku i ma jakiś certyfikat akredytowanego laboratorium. Domyślam się którego. Domyślam się także, że mógł on zostać zakupiony w ramach dotacji, gdyż jeszcze pod koniec ubiegłej dekady na Śląsku można było dostać dotację na taki właśnie kocioł – żeliwny bez podajnika, górnego spalania.

  • Badany na koksie lub rozpalany w poprawny sposób w laboratorium, gdzie pracował na pełnej mocy
  • W rzeczywistości eksploatowany na węglu, źle rozpalany, ćmiony na ułamku mocy bez bufora ciepła, bo nikt tego nie egzekwował.

To było bezczelne przepalanie publicznych pieniędzy. O tym nikt już nie chce pamiętać. Tylko ja czasem wyciągnę. Ale spokojnie, i tak nie umiem nikogo pociągnąć do odpowiedzialności.

Komentarz do filmu

Wydarzenia przedstawione na filmie nie noszą znamion badania naukowego ani nawet rzetelnego porównania, jak można by się spodziewać po tytule. Popełniono tam kardynalne błędy. Aż dziw bierze, że marka Testo coś takiego firmuje.

  • Przede wszystkim do badania użyto analizatora, którego zakresy pomiarowe zarówno pyłów jak i tlenku węgla są dalece niewystarczające jak na wartości, jakich należy oczekiwać w tego typu kotłach. Pyłomierz Testo 380 ma zakres pomiarowy pyłu 0-300mg/m3. W filmie na wyświetlaczu pojawiają się wartości ponad dziesięciokrotnie przekraczające zakres pomiarowy. Nie może być tu mowy o jakiejkolwiek dokładności i wiarygodności tych liczb. Co nie oznacza, że emisje nie były horrendalnie wysokie. Owszem, na pewno tak było w sytuacji gdy z komina leciał widoczny gęsty dym.
  • Mało tego: nawet w swoim właściwym zakresie metoda pomiaru zastosowana w tym pyłomierzu obarczona jest znaczną niepewnością. Jedyną referencyjną metodą pomiaru pyłu jest metoda grawimetryczna, którą stosują laboratoria akredytowane badające kotły. Niestety jest to metoda skomplikowana i potrzeba do niej drogiego sprzętu, stąd taka popularność urządzeń tańszych, prostszych, ale mniej dokładnych. Dotyczy to również pomiarów zapylenia powietrza.
  • Aspirujące do rzetelności porównanie efektów obu metod palenia wymagałoby pomiaru z całego cyklu palenia (i to niejednego!). Wystarczy obejrzeć pierwszy lepszy filmik porównujący wizualnie obie metody palenia aby zauważyć, że największe dymienie występuje w zupełnie różnych momentach. Arbitralny wybór krótkiego okresu pomiaru zawsze będzie wypaczał wynik dla którejś z metod.
  • Należy także wziąć pod uwagę doświadczenie palacza. Osoba, która po raz pierwszy w życiu rozpala od góry lub robiła to może kilka razy i dawno, nie jest dobrym materiałem na operatora kotła w badaniu porównawczym, aspirującym do oceny skuteczności metody palenia jako takiej. Chyba, że pokażemy kilka-kilkanaście prób w wykonaniu tej samej osoby, co będzie miało wartość taką, że zobrazuje jej proces uczenia.

Film nie dostarcza wielu istotnych informacji, ale widać na pewno:

  • błędne podpalenie rozpałki przy rozpalaniu od góry – ale to kocioł z nadmuchem, więc ostatecznie jakoś się musiał pozbierać
  • niewiadomy rodzaj i typ użytego węgla – na Śląsku należałoby wykluczyć typ 33/34, bo to znacznie wypaczyłoby wyniki badania
  • kadry z dokładania do prawie pustego kotła, więc nie jest pewne, czy rozpalenie od dołu polegało na zasypaniu takiej samej ilości węgla na żar na raz, czy może na paleniu o wiele mniejszego ogniska z częstszym dokładaniem (wtedy nie są to rozpalenia porównywalne – mniej opału na żar to mniejsze emisje, rozłożone w czasie).

Nie wiadomo, jak wykonywano próby: czy obie zaczynały się przy zimnej instalacji, czy też warunki początkowe były istotnie różne – w takim wypadku pomiary byłyby niewarte funta kłaków.

Co nieco w tej sprawie może zdradzić data i godzina z analizatora. Pierwszy widok ekranu analizatora pokazuje datę 3. lutego 2017, godz. 11.43. Pozostałe są niewyraźne.  Na 99% to ten sam dzień. Zgadywać godziny się nie podejmuję. Nie wiem, czy widzę to, co widać faktycznie, czy to, co chcę widzieć. Może ktoś ma sokole oko? Ale czytelnicy w komentarzach dostrzegają tam mniej więcej to samo, czego ja się domyślałem: najwyższe pokazane wartości zdają się pochodzić z próby palenia od dołu, mimo że z kontekstu filmu wydaje się jak gdyby było to z próby rozpalania od góry.

Już tylko wiedząc, że oba badania były w ten sam dzień mam duże wątpliwości co do porównywalności warunków startu w obu próbach. Jeśli faktycznie rozpalanie od góry było drugą próbą a dom był już wygrzany, to przy kotle z nadmuchem oznaczać to musiało (przynajmniej od jakiegoś momentu) mniejszą ilość dostarczanego powietrza do kotła, a więc siłą rzeczy gorsze spalanie i emisje wyższe niż to być powinno.

Znaków zapytania jest tu więcej niż odpowiedzi – ciągle zakładając czyste intencje autorów filmu, że wszystko było przeprowadzone uczciwie i tak też jest pokazane na filmie.

Szkoda strzępić...

Jak ja to widzę: Urząd Miasta Gliwice wypuścił paszkwil na palenie od góry i kotły zasypowe w ogóle żeby wybić ludziom z głów wszelkie argumenty przeciw wymianie staroci. Wszelkie publikacje obrzydzające palenie od góry mają właśnie taki cel: ukazać rzecz tak, aby laików odstraszyć – czy to brakiem efektów, czy groźbą wybuchu, czy jakichś innych uciążliwości prawdziwych lub urojonych.

Tak, są samorządy, które przeszkadzają w szybkiej poprawie jakości powietrza na swoim terenie. Ja się już w tym cyrku nie śmieję.

W Europie też są stare kominki i piece, ale ich użytkownicy mają dostęp do wiedzy o ich poprawnej eksploatacji – i daje to efekty w postaci poprawy kultury ich eksploatacji i stanu powietrza. U nas zielony lobbing dąży do eliminacji węgla, jednocześnie krzycząc o straszliwych liczbach ofiar smogu i torpedując próby zmniejszania tej liczby, jeśli nie uderzają one w węgiel. Jak pokazały ostatnie lata, jako garstka amatorów jesteśmy bezsilni wobec profesjonalnego dobrze odżywionego działaczostwa.

Ci, którym z uwagi na perspektywy dalszego bytu i zarobku powinno na poprawie fatalnego wizerunku węgla zależeć – przez lata nie kiwają palcami w tych sprawach. Dlaczego mnie – programiście – ma bardziej zależeć na przyszłości węgla w domach niż producentom tego paliwa, jego sprzedawcom, producentom urządzeń do jego spalania? Oni nie rozumieją, że natychmiastowa i powszechna poprawa jakości pracy starych kotłów jest w ich żywotnym interesie i jest kluczowa dla dalszego istnienia węgla w ogrzewaniu domów. Erupcje dymu z kominów jak kraj długi i szeroki to jest młyński kamień u szyi całej branży, coraz cięższy z każdym rokiem. Kto nie wierzy, niech zobaczy na poniższy obrazek, który rozszedł się lotem błyskawicy po social media i na reakcje ludzi: my też chcemy być zieloni jak Kraków, ZRÓBCIE U NAS TEŻ ZAKAZ WĘGLA!!1 

Wracając do tematu. Skoro przedstawiciel firmy Testo tak chętnie powołuje się w filmie na Niemców, my zróbmy to samo. Niemiecki instytut TFZ Straubing poleca rozpalanie od góry, gdyż jak sami zbadali pozwala ta metoda palenia zmniejszyć emisję pyłów o połowę. Na poniższym filmie tłumaczą zasady palenia w kominku. Szkoda, że w Polsce nie ma takich instytutów...

W Szwajcarii z kolei od 10 lat trwa kampania edukacyjna z poprawnego palenia "Fair feuern". U jej podstaw są liczne badania emisji tamże przeprowadzone.

Porównanie emisji pyłów przy spalaniu drewna od dołu (lewo) i od góry (prawo) – jedne z badań szwajcarskich.

Ten sam sposób palenia działa i daje dobre efekty w Europie – ale już na wschód od Odry przestaje działać a nawet szkodzi...

A jak tam nasze badania?

Być może niektórzy jeszcze pamiętają, że w 2017 roku uruchomiliśmy zbiórkę na przeprowadzenie badań emisyjnych rozpalania od góry. Zebraliśmy kwotę 4040zł (cztery tysiące czterdzieści złotych). Kłaniam się w pas każdemu, kto wspomógł wtedy ten cel choćby złotówką. Niestety jest to kwota niewystarczająca na cokolwiek a przez kolejne lata nie byłem w stanie zorganizować kwoty wystarczającej. Dlaczego?

  • albo temat nie jest nikomu potrzebny – co jest bardzo możliwe, bo od początku tak to wygląda,
  • albo ja nie potrafię znaleźć/przekonać nikogo, kto byłby skłonny pieniądz wyłożyć – co też jest bardzo możliwe, bo nie jestem szkolony ani nie widzę u siebie cienia zdolności w tym kierunku.

Mimo to nawiązaliśmy kontakt z doświadczonym konstruktorem kotłów, który w wolnych chwilach prowadzi badania porównawcze rozpalania od dołu i od góry na jednym kotle. W/w kwota została przeznaczona jako symboliczne honorarium za te badania. Wyniki ukażą się prawdopodobnie do końca roku. Z uwagi na budżet rozmiarów listka figowego nie będzie to nic spektakularnego, ale pewne ciekawe wnioski już się rysują.