Spalanie węgla i drewna od kuchni

Węgiel i drewno można spa­lić tak samo czy­sto jak gaz ziemny, choć nie jest to rów­nie pro­ste. Wyja­śnimy tu pod­sta­wowe prawa rzą­dzące spa­la­niem węgla i drewna. Bez tej wie­dzy nadal można sypać opał do pieca, lecz dzięki niej zro­zu­miesz czym różni się eko­no­miczne ogrze­wa­nie od pro­wa­dze­nia publicz­nej wędzarni. Dowiesz się cho­ciażby czym jest dym, kto za niego płaci i jak go spa­lić, co tak naprawdę różni górne spa­la­nie od dol­nego oraz czy brak dymu z komina ozna­cza sukces.

Spe­cy­fika węgla i drewna

Trud­ność w spa­le­niu węgla czy drewna tak jak gazu ziem­nego (do czy­sta) wynika z tego, że paliwa te zło­żone są z dwóch rodza­jów składników:

  • czę­ści sta­łych — węgla pier­wiast­ko­wego i popiołu — sub­stan­cji, które nawet w tem­pe­ra­tu­rze ponad 1000st.C nadal pozo­stają cia­łem stałym
  • czę­ści lot­nych — mie­sza­niny smół w rodzaju ropy naf­to­wej (w węglu) lub żywic i gazów uwal­nia­nych w roz­kła­dzie drewna — które to sub­stan­cje odpa­ro­wują już w tem­pe­ra­tu­rze ok. 200st.C

Rodzaj i pro­por­cje zawar­to­ści czę­ści sta­łych i lot­nych w węglu kamien­nym oraz w drew­nie obra­zuje poniż­szy rysunek.

sklad-wegla-i-drewna

Dla­tego wła­śnie węgiel i drewno to dwa kom­plet­nie różne paliwa. W węglu czę­ści lotne są dodat­kiem, pod­czas gdy w drew­nie sta­no­wią one pod­sta­wowy jego składnik.

Wszy­scy lubią koks

O wiele łatwiej i przy­jem­niej jest spa­lać koks, czyli część stałą węgla kamien­nego lub drewna. To czy­sty che­micz­nie węgiel z nie­wielką domieszką popiołu. Świetne paliwo. Spala się bar­dzo czy­sto, długo i sta­bil­nie. Jego spa­la­nie nie wymaga ani grama zaawan­so­wa­nej tech­niki, a jedyna trud­ność to sku­tecz­nie go pod­pa­lić i nie wychła­dzać nad­mier­nie, aby nie wygasł.
Nie­stety koks nie rośnie w lesie ani nie wydo­bywa się go spod ziemi, lecz trzeba go wypro­du­ko­wać z węgla czy drewna.

Dia­bli nadali czę­ści lotne

Skala trud­no­ści pro­blemu rośnie gwał­tow­nie gdy przyj­dzie do roz­prawy z czę­ściami lot­nymi. Obja­wem porażki kotła i pala­cza w tym star­ciu jest dym — to nic innego jak nie­spa­lone czę­ści lotne wyda­lane do atmos­fery. O porażkę tę łatwo, gdyż czę­ści lotne mają sze­reg bar­dzo przy­krych cech:

  • zaczy­nają paro­wać na długo przed osią­gnię­ciem tem­pe­ra­tury zapłonu (już w ok. 200st.C)
  • jako opary mają skłon­ność do nie­kon­tro­lo­wa­nego prze­miesz­cza­nia się tam gdzie zechcą
  • gdy napo­tkają chłod­niej­szą powierzch­nię — kon­den­sują w postaci trudno usu­wal­nej smoły

Mimo tych trud­no­ści czę­ści lotne można spa­lić rów­nie czy­sto jak koks. Wystarczy:

  • pod­grzać je ponad tem­pe­ra­turę zapłonu (400-500st.C)
  • wymie­szać z powietrzem
  • dać nieco czasu na dopalenie

Czy to ozna­cza, że nad ogni­skiem trzeba zawie­sić odku­rzacz, który będzie odsy­sać dym, pod­grze­wać go z uży­ciem ener­gii elek­trycz­nej a potem spa­lać? Wcale nie. Spo­sób na spa­le­nie czę­ści lot­nych jest banal­nie pro­sty. Jak w przy­padku każ­dego pro­stego roz­wią­za­nia, doj­ście do niego zajęło ludz­ko­ści stu­le­cia. Ale o tym w dal­szej czę­ści programu.

Jak prze­biega spa­la­nie kawałka węgla i drewna

To, co potocz­nie rozu­miemy przez spa­la­nie węgla i drewna, składa się z sze­regu nie zawsze łatwo obser­wo­wal­nych i oczy­wi­stych pro­ce­sów. Tak wygląda to z per­spek­tywy poje­dyn­czego kawałka węgla lub drewna:

etapy-spalania-wegla

Odpa­ro­wa­nie wody

Tem­pe­ra­tury poni­żej 100st.C nie robią na węglu wra­że­nia. Dopiero po prze­kro­cze­niu 100st.C nastę­puje cał­ko­wite odpa­ro­wa­nie wody, jed­nak pozo­stała część paliwa nie ulega jesz­cze istot­nym zmia­nom i daleko jej do zapłonu.

Począ­tek odga­zo­wa­nia i zapłon gazów

Po osią­gnię­ciu ok. 200st.C z czar­nej bryłki węgla zacznie się wydo­by­wać siwy dym śmier­dzący asfal­tem. To znak, że zaczęło się odga­zo­wa­nie (piro­liza), czyli zamiana bar­dziej zło­żo­nych węglo­wo­do­rów w mniej zło­żone, które w tej tem­pe­ra­tu­rze odparowują.

Z początku sub­stan­cje lotne zacho­wują się jak tłuszcz na patelni. Są to palne gazy, ale nie ma opcji, by zapa­liły się w ok. 200st.C. Dla­tego będą sobie bez­kar­nie ucie­kać w atmos­ferę jeśli nie stwo­rzy się im warun­ków do spa­le­nia. Tem­pe­ra­tura ich zapłonu bywa bar­dzo różna. Prost­sze sub­stan­cje zapalą się już w oko­li­cach 400st.C, ale te bar­dziej zło­żone mogą potrze­bo­wać tem­pe­ra­tury wyż­szej niż jest potrzebna do zapłonu koksu.

Spa­la­nie koksu

Gdy już wszyst­kie czę­ści lotne odpa­rują, to, co nie­dawno było kawał­kiem węgla lub drewna, staje się kok­sem, który spala się ledwo widocz­nym nie­bie­ska­wym pło­mie­niem. Spa­la­nie koksu trwa długo — tym dłu­żej, im więk­sza jest bryłka — gdyż zacho­dzi wyłącz­nie na powierzchni, w kon­tak­cie z powietrzem.

Koks sam z sie­bie wypali się do zera zosta­wia­jąc jedy­nie popiół (chyba, że palił się naprawdę ostro lub w towa­rzy­stwie izo­la­cji takiej jak sza­mot, wtedy popiół może się sto­pić w żużel). Duże ilo­ści nie­do­pa­lo­nego koksu pozo­sta­ją­cego w popiele mogą mieć kilka przyczyn:

  • ruszt wodny, który schła­dza resztki koksu unie­moż­li­wia­jąc dopalenie
  • sporo prze­wy­mia­ro­wany kocioł, gdzie pale­ni­sko nie osiąga zbyt wyso­kich tem­pe­ra­tur i resztki paliwa sty­gną zanim się wypalą (czę­sto łączy się to z rusz­tem wodnym)
  • w przy­padku kupio­nego koksu może to być koks hut­ni­czy, który potrze­buje do zapłonu znacz­nie wyż­szych tem­pe­ra­tur, więc trudno się zapala i łatwo gaśnie

Spa­la­nie węgla i drewna w warstwie

Spa­la­nie war­stwy węgla lub drewna z jed­nej strony wygląda łudząco podob­nie do tego, co dzieje się z poje­dyn­czą bryłką. Z dru­giej strony docho­dzą tutaj dodat­kowe zja­wi­ska. Zacznijmy od ciut wyide­ali­zo­wa­nego sche­matu ogniska:

spalanie-wegla-drewna-w-warstwie

Nie bez przy­czyny bar­dzo przy­po­mina on rysu­nek z eta­pami spa­la­nia poje­dyn­czego kawałka opału. Te same etapy zacho­dzą w war­stwie opału, i to wszyst­kie naraz. Naj­bar­dziej rzu­ca­ją­cym się w oczy obja­wem tego, że “się pali”, są kłęby gęstego, gry­zą­cego dymu ula­tu­jące znad ogni­ska. To wła­śnie uwal­niane w zupeł­nie nie­kon­tro­lo­wany spo­sób czę­ści lotne paliwa, które nie zostają spalone.

Zwy­kłe ogni­sko jest ilu­stra­cją naj­prost­szego spo­sobu spa­la­nia drewna lub węgla, który jest zara­zem naj­bar­dziej brudny oraz nie­efek­tywny — dla­tego wła­śnie, że nie pozwala spa­lić czę­ści lot­nych paliwa, które w drew­nie sta­no­wią aż 70% jego składu! Tylko nie­wielka część gazów, która zostaje uwol­niona z kawał­ków opału w sąsiedz­twie żaru, prze­bywa przez chwilę w tem­pe­ra­tu­rze umoż­li­wia­ją­cej zapłon. Cała reszta ucieka momen­tal­nie w zimne powie­trze dookoła ogniska.

Cóż począć? Jak ulep­szyć ogni­sko, żeby nie mar­no­wać więk­szo­ści czę­ści lot­nych paliwa?

Wstęp­nie trzeba zde­fi­nio­wać pro­blem: ogni­sko kopci, czyli nie spala czę­ści lot­nych paliwa, ponie­waż działa w taki spo­sób, że nie są one pod­da­wane dzia­ła­niu wyso­kich tem­pe­ra­tur. Fak­tycz­nie — tam, gdzie, są uwal­niane czę­ści lotne, tam zawsze jest zbyt zimno, by mogły się one zapa­lić. Jedy­nie sąsiedz­two żaru wytwa­rza odpo­wied­nio wyso­kie temperatury.

jak-dziala-zwykle-ognisko

Tak działa zwy­kłe ognisko

Nie­stety żar jest pod świe­żym pali­wem, a czę­ści lotne ze swej natury ucie­kają natych­miast w górę — w kie­runku prze­ciw­nym do żaru. Cóż począć? Zawró­cić je? Jakim spo­so­bem? A może łatwiej zro­bić coś z żarem? Otóż to:

Tak działa ognisko rozpalone od góry

Tak działa ogni­sko roz­pa­lone od góry

Roz­pa­le­nie ogni­ska od góry powo­duje, że teraz żar jest nad świe­żym opa­łem, a więc wszyst­kie czę­ści lotne przejdą przez gorącą strefę żaru i zostaną tam spa­lone. Pomysł tyleż pro­sty co genialny. Trudno powie­dzieć, kto i kiedy po raz pierw­szy na to wpadł, ale do tej pory ist­niało po pro­stu ogni­sko, do któ­rego na wierzch dorzu­cano szczapy drewna, a od tego momentu zauwa­żono, że moż­liwa jest różna orga­ni­za­cja pro­cesu spa­la­nia.

Tech­niki spa­la­nia węgla i drewna

Tech­nika spa­la­nia ma decy­du­jący wpływ na efek­tyw­ność i emi­sję z każ­dego pale­ni­ska. Żadne kom­pu­tery i auto­ma­tyka nie pomogą przy złej tech­nice spa­la­nia – kocioł w nie wypo­sa­żony będzie kop­cił lub co naj­wy­żej spa­lał nie do końca czy­sto. Z kolei przy wła­ści­wej tech­nice spa­la­nia brak kom­pu­tera czy podaj­nika nie będzie prze­szkodą, by spa­lać nawet bez grama dymu.

Są dwie główne tech­niki spalania:

  • spa­la­nie prze­ciw­prą­dowebrudne – gdy powie­trze poda­wane jest od gorą­cej strony pale­ni­ska, czyli pro­sto w żar,
  • spa­la­nie współ­prą­doweczy­ste – gdy powie­trze poda­wane jest od zim­nej strony pale­ni­ska, czyli z tego samego kie­runku, skąd poda­wane jest paliwo.

Spa­la­nie przeciwprądowe

Gdy powie­trze poda­wane jest od strony żaru a spa­liny wyla­tują stroną prze­ciwną (z któ­rej poda­wane jest paliwo), ma miej­sce spa­la­nie prze­ciw­prą­dowe.

spalanie-gorne-przeciwpradowe

Spa­la­nie prze­ciw­prą­dowe wydaje się naj­oczy­wist­sze i “zgodne z naturą”:

  • powie­trze ogrzane unosi się z dołu do góry,
  • upusz­czony klo­cek drewna spada do ogni­ska w prze­ciw­nym kie­runku – z góry na dół – a bez­ce­lowe i trudne wyda­wa­łoby się wkła­da­nie go pod spód ogniska.

Taka orga­ni­za­cja spa­la­nia świet­nie spraw­dza się dla koksu i węgla drzew­nego. Wszyst­kie inne natu­ralne paliwa zawie­rają lotne skład­niki, któ­rych w tej tech­nice nie spo­sób dopa­lić, bowiem są wywie­wane z pale­ni­ska przez war­stwę zim­nego paliwa i w więk­szo­ści nie mają oka­zji się dopa­lić. Kop­ce­nie jest tym gor­sze im wię­cej paliwa nało­żyć na raz do ogni­ska, pieca czy kotła spa­la­ją­cego prze­ciw­prą­dowo. War­stwa paliwa jest bowiem zbyt zimna, aby nastą­pił w niej zapłon gazów, skut­kiem czego chmura pal­nych acz nie­wy­ko­rzy­sta­nych gazów ula­tuje w atmos­ferę i od tego momentu zwana jest dymem.

Spa­la­nie współprądowe

Gdy powie­trze poda­wane jest od tej samej strony, co paliwo, ma miej­sce spa­la­nie współ­prą­dowe. Ten genial­nie pro­sty manewr zmie­nia o 180 stopni kul­turę spa­la­nia węgla i drewna.

spalanie-dolne-wspolpradowe

Spa­la­nie współ­prą­dowe wymy­ślono w celu spo­żyt­ko­wa­nia czę­ści lot­nych paliwa. Oka­zuje się, że aby je spa­lić, wystar­czy prze­pu­ścić je przez żar, bo tam jest na tyle gorąco, że wszel­kie żywice czy smoły dopa­lają się do czy­sta. Łatwo się mówi – trud­niej zrobić.

Naj­prost­sza wer­sja — ogni­sko roz­pa­lone od góry — co prawda działa, ale szybko wycho­dzi na jaw man­ka­ment: jak tu doło­żyć opału? Żeby trzy­mać się tech­niki współ­prą­do­wej, trzeba by pod­nieść ogni­sko i wło­żyć opał pod jego spód.

Spo­soby reali­za­cji spa­la­nia współ­prą­do­wego idą trzema drogami:

  • zwy­kły kocioł gór­nego spa­la­nia roz­pa­lany od góry — ponie­waż trudno jest dokła­dać, pali się cyklicz­nie, ale za to wyko­na­nie jest banal­nie proste
  • kocioł zasy­powy dol­nego spa­la­nia — da się dokła­dać, ale część drogi spa­liny muszą poko­ny­wać w dół, czyli wbrew natu­rze, a więc wymaga to siły, która je do tego zmusi (ciąg kominowy)
  • pal­nik retor­towy — tutaj mecha­nicz­nie roz­wią­zano pro­blem dokła­da­nia opału pod war­stwę żaru

Nie­wi­doczny złodziej

Przy spa­la­niu każ­dego paliwa klu­czową sprawą jest wła­ściwa dawka powie­trza. O ile gaz ziemny albo ben­zynę można w miarę łatwo z powie­trzem wymie­szać, to przy węglu i drew­nie sprawa mocno się kom­pli­kuje przez obec­ność koksu. Dla­tego prze­zro­czy­ste spa­liny nie ozna­czają jesz­cze, że w komin nie ucieka nie­do­pa­lone paliwo pod posta­cią tlenku węgla (zna­nego jako czad).

Spa­la­nie węgla i drewna zawsze odbywa się w war­stwie. Mie­sza się w niej wiele rze­czy jed­no­cze­śnie: paliwo w for­mie gazo­wej, pro­dukty spa­la­nia oraz koks. Z tego powodu dzieją się tu różne, nie zawsze pożą­dane zja­wi­ska. Obser­wu­jąc pło­mień palą­cego się gazu ziem­nego widzimy samą reak­cję spa­la­nia, w któ­rej metan zamie­nia się w dwu­tle­nek węgla i parę wodną. Nato­miast w war­stwie żaru reak­cja spa­la­nia jest odwra­calna. Przez obec­ność roz­ża­rzo­nego koksu pale­ni­sko jest tyglem, w któ­rym na prze­mian zacho­dzą dwa rodzaje reak­cji chemicznych:

  • spa­la­nie — reak­cja łącze­nia węgla z tle­nem, z czego powstaje dwu­tle­nek węgla i wydzie­lane jest ciepło
  • reduk­cja - reak­cja odwrotna do spa­la­nia, z któ­rej powstaje tle­nek węgla i sadza, a ener­gia jest odbie­rana z otoczenia

Z tego zestawu korzystna dla nas jest reak­cja spa­la­nia. Reduk­cja jest nie­mi­łym dodat­kiem, wyni­ka­ją­cym z obec­no­ści koksu. Krad­nie ona ener­gię z pale­ni­ska, pro­du­kuje tle­nek węgla i sadzę. Prze­pływ powie­trza przez war­stwę koksu spra­wia, że na początku węgiel zawarty w kok­sie jest spa­lany, a już kawa­łek dalej dwu­tle­nek węgla w kon­tak­cie z kok­sem ulega reduk­cji, by za chwilę znów się spa­lić i tak karu­zela trwa dopóki wystar­czy tlenu na osta­teczne spa­le­nie tlenku węgla i sadzy.

Pro­blem w tym, że tlenu prze­waż­nie nie wystar­cza, dla­tego pale­ni­sko opusz­cza chmura tlenku węgla i sadzy. Taki stan ozna­cza, że 2/3 dostęp­nej ener­gii zostało posłane w komin (tle­nek węgla — poza tym, że jest tru­jący dla ludzi — jest też bar­dzo kalo­rycz­nym paliwem).

warstwa_a_dawka_powietrza

Łatwo poznać, gdy war­stwa żaru jest nie­do­tle­niona i pro­du­kuje tle­nek węgla zamiast cie­pła. Na jej powierzchni nie ma pło­mieni i wygląda jakby przy­ga­sała. Otwar­cie drzwi­czek kotła powo­duje, że po chwili pło­mie­nie nad zasy­pem się poja­wiają. To znak, że w gór­nej war­stwie bra­kuje tlenu i zaczyna tam prze­wa­żać reak­cja reduk­cji. Wciąż jed­nak tem­pe­ra­tura jest na tyle wysoka, że dopływ powie­trza nad zasyp powo­duje zapłon tlenku węgla.

Dobrze napo­wie­trzona war­stwa koksu żarzy się inten­syw­nie w całej obję­to­ści, a na wierz­chu widoczne są nie­mal prze­zro­czy­ste, nie­bie­skawe pło­myki. Tlenu jest dość, dla­tego w całej gru­bo­ści war­stwy górę bie­rze reak­cja spalania.

Powie­trze wtórne na ratunek

Moż­li­wo­ści regu­la­cji dawki powie­trza w kotle zasy­po­wym są mizerne, a jeśli już, to tylko metodą “na oko”. Aby unik­nąć nad­mier­nej pro­duk­cji tlenku węgla, ilość powie­trza musia­łaby być regu­lo­wana bar­dzo pre­cy­zyj­nie i co gor­sza na bie­żąco korygowana.

Aby ogra­ni­czyć pro­duk­cję tlenku węgla, wymy­ślono podział dawki powie­trza na dwie części:

  • powie­trze pier­wotne — główna por­cja poda­wana pod ruszt, dzięki któ­rej zacho­dzi spalanie
  • powie­trze wtórne — dodat­kowe powie­trze poda­wane nad zasyp, dzięki któ­remu moż­liwe jest dopa­la­nie tlenku węgla powsta­ją­cego przez nie­wy­star­cza­jącą dawkę powie­trza pierwotnego

warstwa_powietrze_wtorne

Poda­nie powie­trza wtór­nego pozwala pro­sto napra­wić skutki zbyt małej dawki powie­trza pier­wot­nego. Oczy­wi­ście warun­kiem jego dzia­ła­nia jest poda­nie go tuż nad żar, gdzie wysoka tem­pe­ra­tura pozwoli dopa­lić tle­nek węgla.

Powie­trze wtórne potrzebne jest w każ­dym kotle zasy­po­wym, zwłasz­cza tym pra­cu­ją­cym na natu­ral­nym ciągu, który czę­sto nie jest w sta­nie nale­ży­cie napo­wie­trzyć gru­bej war­stwy drob­nego paliwa.
Kocioł z nadmu­chem prze­pcha powie­trze nawet przez war­stwę miału. On z kolei nie potrze­bo­wałby powie­trza wtór­nego tylko wtedy, gdyby ste­row­nik posia­dał moż­li­wość ana­lizy zawar­to­ści tlenu w spa­li­nach i samo­dziel­nie dobie­rałby dawkę powie­trza do potrzeb. Ponie­waż takie roz­wią­za­nia nie są sto­so­wane, to rów­nież w kotle z nadmu­chem powie­trze wtórne byłoby korzystne, ale nie może być poda­wane spoza kotła tak jak w kotłach bez nadmu­chu (gro­zi­łoby to wydmu­chi­wa­niem spa­lin z kotła przez otwór powie­trza wtór­nego!). Bez­piecz­nym roz­wią­za­niem w takim przy­padku jest poda­wa­nie powie­trza wtór­nego spod rusztu, które bywa spo­ty­kane w kotłach miałowych.

Sporo jest nie­stety kotłów zasy­po­wych, w któ­rych nie ist­nieje żadna forma powie­trza wtór­nego. Być może jego brak jest reak­cją na pro­blemy domo­wych pala­czy, któ­rym wlot powie­trza wtór­nego koja­rzy się z uciąż­li­wymi “fuk­nię­ciami” spo­wo­do­wa­nymi gwał­tow­nym zapło­nem dymu, jaki gro­ma­dzi się w kotle roz­pa­lo­nym od dołu, do któ­rego palacz zarzu­cił wła­śnie całe wia­dro węgla. Jeśli taki pro­blem wystę­puje, to tylko przez sto­so­wa­nie nie­od­po­wied­niej metody pale­nia. Poda­wa­nie powie­trza wtór­nego w kotle gór­nego spa­la­nia roz­pa­la­nym od góry nie powo­duje takich pro­ble­mów, a przy tym popra­wia eko­no­mię i czy­stość spalania.

Mar­no­traw­stwo wpi­sane w projekt

Cały powyż­szy wywód i sta­ra­nia, aby zna­leźć wła­ściwą dawkę powie­trza i dopa­lić tle­nek węgla, mogą się wydać jałowe kiedy zdamy sobie sprawę, że ogra­ni­cza­nie tem­pe­ra­tury wody w kotłach zasy­po­wych polega na celo­wym psu­ciu warun­ków spa­la­nia i dusze­niu kotła, co wiąże się z hur­tową pro­duk­cją tlenku węgla i sadzy.

Ste­ro­wa­nie mocą w kotłach zasy­po­wych opiera się wła­śnie na ogra­ni­cza­niu lub odci­na­niu dopływu powie­trza. Skoro nie daw­kuje się paliwa, to trzeba daw­ko­wać powie­trze. To łatwiej­sze do wyko­na­nia, a dopóki paliwo jest względ­nie tanie, to strata na nie­do­pał jest mniej­szym pro­ble­mem niż trud­no­ści, jakie wyni­kłyby z pro­wa­dze­nia kotła zawsze na peł­nej mocy lub próby daw­ko­wa­nia paliwa (co wymaga zaawan­so­wa­nej mechaniki).

W uję­ciu wyide­ali­zo­wa­nym ste­ro­wa­nie kotłem poprzez dawkę powie­trza nie jest takie złe, pod warun­kiem że dzia­ła­łoby dwustanowo:

  • tryb pracy czyli pełna dawka powie­trza — kocioł dostaje tyle powie­trza, ile potrze­buje dla danej ilo­ści żarzą­cego się paliwa
  • tryb postoju czyli cał­ko­wite odcię­cie powie­trza — kocioł jest her­me­tycz­nie szczelny, nie dostaje w ogóle tlenu

Nie­stety nawet w fabrycz­nie nowych kotłach zamknię­cie wszyst­kich drzwi­czek i kla­pek nie odcina powie­trza cał­ko­wi­cie, a to przez liczne nie­szczel­no­ści kotła. Powo­duje to nie­pełne spa­la­nie, a więc nie­kon­tro­lo­waną pro­duk­cję tlenku węgla, sadzy i nie­wiel­kich ilo­ści ciepła.

W kotle zasy­po­wym wła­ści­wie nie ma mowy o pogo­dze­niu wygody obsługi z moż­li­wo­ścią bez­strat­nej regu­la­cji mocy. Czy­ste i efek­tywne spa­la­nie można osią­gnąć jedy­nie przy cią­głej pracy na mocy nomi­nal­nej. Dla­tego świet­nym dodat­kiem do kotła zasy­po­wego jest bufor cie­pła, który takie wła­śnie warunki pracy zapewnia.

Podobny pro­blem nie­mal nie wystę­puje w kotłach podaj­ni­ko­wych. Mają one moż­li­wość daw­ko­wa­nia zarówno powie­trza jak i paliwa. Obję­tość żaru jest o wiele mniej­sza, dla­tego nie­mal zawsze jest on spa­lany z wła­ściwą dawką powie­trza. Jedy­nie przy pracy na bar­dzo niskich mocach i w pod­trzy­ma­niu opał ulat­nia się nie w pełni spalony.