Jak palić koksem

Jesz­cze w latach 80. i 90. XX wieku koks był powszech­nie sto­so­wany w ogrze­wa­niu domów. Dziś cią­gle znaj­dziemy go w ofer­cie wielu skła­dów opału, ale uży­wany jest raczej mar­gi­nal­nie i samo słowo więk­szo­ści ludzi koja­rzy się już tylko z napcha­nym ana­bo­li­kami kafa­rem na siłowni. Co takiego się stało, że koks zniknął?

Po pierw­sze cena. W ostat­niej deka­dzie koks zna­cząco podro­żał, do ponad 1000zł/t. To spra­wiło, że pale­nie kok­sem stało się nie­opła­calne w poró­wa­niu do ceny gazu. Jed­no­cze­śnie na świe­cie wzmógł się popyt na stal, a co za tym idzie popyt ze strony hut na paliwo, czyli koks wła­śnie. Część kra­jo­wych kok­sowni padła, a reszta prze­szła z pro­duk­cji koksu opa­ło­wego na hut­ni­czy.
Cza­sem tylko hutom zda­rzy się zastój i ceny koksu pikują w dół, jak to miało ostat­nio miej­sce w latach 2008–2009, gdzie cena koksu na skła­dach zrów­nała się chwi­lowo z cenami węgla (nie­stety był to czę­sto koks hut­ni­czy, trudny do spa­le­nia w domo­wych warunkach).

Po dru­gie zmie­niły się domy. Nawet gdyby koks nie podro­żał, nie zmieni to faktu, że nie nadaje się on do ogrze­wa­nia domów dobrze zaizo­lo­wa­nych z nie­wielką ilo­ścią wody w insta­la­cji grzew­czej. Wciąż są jed­nak budynki, dla któ­rych jest on dobrym roz­wią­za­niem. O ile tylko przy­mknie się oko na cenę.

Co ofe­ruje koks?

Koks, w prze­ci­wień­stwie do węgla, nie bru­dzi i nie kurzy tak inten­syw­nie. To nie­mal czy­sty che­micz­nie węgiel. W trak­cie pale­nia nie dymi, bo nie zawiera już smo­li­stych sub­stan­cji lot­nych. Jego war­tość opa­łowa to ok. 30MJ/kg. Kocioł opa­lany kok­sem można roz­pa­lić w paź­dzier­niku i wyga­sić w kwiet­niu, ponie­waż nie wymaga on roz­pa­la­nia od góry jak to jest w przy­padku węgla czy drewna. Można dosy­py­wać koks na żar i nie nie­sie to więk­szej szkody dla pro­cesu spa­la­nia — wła­śnie z uwagi na brak sub­stan­cji lot­nych, które w przy­padku węgla są tra­cone, jeśli surowy węgiel w gru­bej war­stwie wylą­duje na żarze.

Dla kogo koks?

Koks nie jest pali­wem dla każ­dego kotła i każ­dego domu. Bar­dziej niż inne paliwa wymaga on nie­prze­rwa­nego dopływu powie­trza. Z tego powodu kok­sem da się ogrze­wać głów­nie stare, nie­ocie­plone domy, gdzie cią­gle potrzeba dużo cie­pła i kocioł pra­cuje stale z dużą mocą.

Dusze­nie koksu i odci­na­nie mu powie­trza przy pracy na natu­ral­nym ciągu skoń­czy się po pro­stu wyga­śnię­ciem kotła. To spra­wia, że pale­nie kok­sem robi się pro­ble­ma­tyczne już przy dodat­nich tem­pe­ra­tu­rach za oknem. Pomocny w zmu­sze­niu koksu do spa­la­nia się może być nadmuch, ale przy dłuż­szych prze­sto­jach nawet wia­trak może nie być już w sta­nie odgrzać pale­ni­ska, które łatwo sty­gnie od płasz­cza wod­nego. Dodat­kowo wymu­szony nadmuch wytwa­rza bar­dzo wysoką tem­pe­ra­turę w pale­ni­sku, stąd lepiej nie pró­bo­wać tego w żad­nym kotle stalowym.

Odpo­wied­nia instalacja

Koks jest wręcz stwo­rzony do dużych, sta­rych budyn­ków ze starą gra­wi­ta­cyjną insta­la­cją miesz­czącą setki litrów wody. Duży zład wody bar­dzo pomaga przy spa­la­niu koksu. Dzięki niemu kocioł pra­cuje dłu­żej na sta­łym dopły­wie powietrza.

Insta­la­cja musi być zapro­jek­to­wana pod pracę na wyso­kich tem­pe­ra­tu­rach na grzej­ni­kach (ok. 60 st.C i wię­cej) albo konieczny jest mon­taż zaworu czte­ro­droż­nego. Koksu nie da się kisić na 40-50st.C. Owszem, będzie się palił, ale pozo­stawi mnó­stwo nie­do­pału. Dla­tego nawet wymiana grzej­ni­ków w sta­rej insta­la­cji na nowe bla­szane może spo­wo­do­wać pro­blemy z pale­niem kok­sem, bo nowe grzej­niki będą osią­gać taką samą moc jak stare już przy niż­szych tem­pe­ra­tu­rach wody zasi­la­ją­cej (to kwe­stia doboru mocy grzej­ni­ków w sumie). Zmniej­szy się też pojem­ność insta­la­cji, ponie­waż grzej­niki sta­lowe czy alu­mi­niowe są mniej pojemne od żeliwnych.

Kocioł na koks

Nie mniej ważny jest wła­ściwy kocioł. Z tym nie jest wcale tak pro­sto. Jeśli masz żeliwne Camino — karm go kok­sem śmiało. W przy­padku bla­sza­nych kotłów sprawdź naj­pierw, czy pro­du­cent zaleca koks jako paliwo pod­sta­wowe czy choćby zastęp­cze. Jeśli nie, to jest ku temu jakaś prze­słanka. Kocioł na koks musi być do niego przy­sto­so­wany, tj. musi wytrzy­my­wać tem­pe­ra­tury rzędu 1000st.C wystę­pu­jące przy spa­la­niu koksu.

Tech­nika palenia

Tutaj filo­zo­fii nie ma. Jak było wspo­mniane, nie trzeba koksu roz­pa­lać od góry i można śmiało dosy­py­wać w trak­cie pale­nia, lecąc nawet cały sezon grzew­czy bez prze­rwy. Moż­li­wie wysoka tem­pe­ra­tura wody w kotle oraz stały odbiór cie­pła - to gwa­ran­cja bez­pro­ble­mo­wego spa­la­nia koksu. Warunki z pozoru pro­ste do speł­nie­nia, ale to wła­śnie z tym są naj­więk­sze pro­blemy w nowych, małych i dobrze ocie­plo­nych domach.

Uwa­żaj na koks hutniczy

Kupu­jąc koks łatwo się nie­świa­do­mie wro­bić w koks hut­ni­czy. Zgod­nie z nazwą jest to koks dla hut, ale zna­jąc poziom uczci­wo­ści pol­skiego rynku opa­ło­wego należy przy­pusz­czać, że cza­sem nad­wyżki z huty mogą wylą­do­wać na skła­dzie opału.

Koks hut­ni­czy w domo­wym kotle pali się jesz­cze gorzej niż koks opa­łowy. Wymaga jesz­cze wyż­szej tem­pe­ra­tury do zapłonu i pod­trzy­ma­nia spa­la­nia, a więc będzie pozo­sta­wiał dużo nie­do­pału. Jeśli już wdep­niesz w taką nie­spo­dziankę, to ratun­kiem może być prze­mie­sza­nie go z węglem.

Jak unik­nąć koksu hut­ni­czego? Pew­no­ści nigdy nie ma, bo wygląda on iden­tycz­nie jak koks opa­łowy, ale pewną wska­zówką może być gra­nu­la­cja: koks opa­łowy jest gruby, ma kali­ber bliż­szy orze­cha a nawet kostki, zaś koks hut­ni­czy to prze­waż­nie groszek.

Błę­kitny Węgiel — koks 2.0 czy koks gor­szego sortu?

Insty­tut Che­micz­nej Prze­róbki Węgla w Zabrzu lan­suje ostat­nimi czasy swój nowy wyrób — “Błę­kitny węgiel”. Ma to być bez­dymne paliwo podobne do kla­sycz­nego koksu. Gdzie są podo­bień­stwa a gdzie różnice?

Koks, który można kupić na skła­dzie opału powstaje z węgla kok­su­ją­cego. Taki węgiel jest droż­szy od zwy­kłego węgla opa­ło­wego, bowiem koks z niego wytwo­rzony jest dobrej jako­ści: wytrzy­mały i wyso­ko­ka­lo­ryczny. Jed­nak ma też wady wymie­nione powy­żej, tj. trudno się zapala przez brak czę­ści lot­nych i wymaga spe­cjal­nych pale­nisk odpor­nych na bar­dzo wyso­kie temperatury.

Błę­kitny węgiel” to pół­koks ze zwy­kłego węgla opa­ło­wego. Pół­koks, bowiem zosta­wiono w nim mały pro­cent czę­ści lot­nych, aby łatwiej się zapa­lał. Pro­du­ko­wany jest ze zwy­kłego węgla, bowiem taki koks spala się w niż­szych tem­pe­ra­tu­rach i nadaje się do każ­dego pale­ni­ska - jest to dokład­nie taki sam koks, jaki powstaje w tym pale­ni­sku przy spa­la­niu w nim węgla, tyle że nie­wy­edu­ko­wany palacz kopci przy tym nie­mi­ło­sier­nie. “Błę­kitny węgiel” jest nato­miast odga­zo­wany w warun­kach prze­my­sło­wych, gdzie sub­stan­cje lotne muszą zostać zago­spo­da­ro­wane w lep­szy spo­sób. Przy­czyna, dla któ­rej taki pro­dukt jak koks z węgla opa­ło­wego nie ist­niał dotąd w han­dlu, jest pro­sta: to jest kiep­ski koks, przede wszyst­kim kru­chy, a więc trudny w trans­por­cie. Ale w przy­padku “Błę­kit­nego węgla” atu­tem rekom­pen­su­ją­cym ten pro­blem ma być bez­dymne spalanie.

Póki co (luty 2016) “Błę­kitny węgiel” pozo­staje w fazie testów. Z rela­cji, jakie otrzy­mu­jemy od osób go testu­ją­cych wynika, że jest to dobre paliwo na tem­pe­ra­tury powy­żej zera, jed­nak w cza­sie mro­zów szybko się wypala. Roz­pa­le­nie go nie jest takie pro­ste jak w zamy­śle twór­ców a gra­nu­la­cja zbli­żona jest do grub­szego groszku z zauwa­żal­nym udzia­łem drob­niej­szej frak­cji, która prze­sy­puje się przez ruszt.

Błę­kitny węgiel” praw­do­po­dob­nie nigdy nie będzie miał sensu eko­no­micz­nego z punktu widze­nia Kowal­skiego. Już teraz cena tony tego paliwa sza­co­wana jest na ok. 1000zł. Ale też nie jest to pro­dukt skie­ro­wany do Kowal­skiego. Z wypo­wie­dzi przed­sta­wi­cieli IChPW wynika, że ma to być szybki i pro­sty spo­sób dla samo­rzą­dów na pora­dze­nie sobie z pro­ble­mem kop­cą­cych domo­wych komi­nów, gdy pojawi się pre­sja i znaczne środki finan­sowe na ten cel. To gminy mia­łyby zama­wiać to paliwo dla swo­ich miesz­kań­ców, jed­no­cze­śnie dokła­da­jąc do inte­resu tyle, aby cena tony była do przy­ję­cia dla odbiorcy.
Kowal­ski bez pro­blemu może wypro­du­ko­wać sobie iden­tyczne paliwo za mniej­sze pie­nią­dze po pro­stu paląc w typo­wym kotle gór­nego spa­la­nia od góry, bądź kupu­jąc porządny kocioł dol­nego spa­la­nia. Gdyby ktoś się jesz­cze zasta­na­wiał, czemu IChPW co naj­mniej dystan­suje się od metody pale­nia od góry, tutaj ma odpo­wiedź - zagraża ona bowiem zło­to­no­śnej kurze Insty­tutu, jaką ma być “Błę­kitny węgiel”.