Jak pozbyć się smoły i sadzy

Palący węglem i drew­nem dziel­nie wal­czą z sadzą, smołą, prze­cie­kami cuch­ną­cej cie­czy z komina. Wszyst­kie te plagi biorą sie z nie­pra­wi­dło­wego spo­sobu pale­nia, rza­dziej z samego paliwa (np. mokrego drewna). Walka z nimi na zasa­dzie usu­wa­nia skut­ków, pozo­sta­wia­jąc bez zmian przy­czyny, to nie­koń­cząca się mor­dęga. Recepta na stałe pozby­cie się tych pro­ble­mów jest jedna: trzeba palić tak, aby jak naj­mniej dymić.

Przy­kład z życia? Zobacz stu­dium przy­padku: asfalt w komi­nie.

Dla­czego domowy komin dymi?

Dopóki jako-tako się pali a dym nie cofa się na kotłow­nię, wielu ludzi nie przej­muje się tym, co ma w komi­nie. To bar­dzo źle, bo każ­dej zimy notuje się tysiące poża­rów zanie­dba­nych komi­nów. W wielu przy­pad­kach koń­czy się na doszczęd­nym spa­le­niu domu i ofia­rach w ludziach. Cza­sem pro­blem cią­gnie się latami, a cza­sem poja­wia się znie­nacka po zaku­pie nowego, błysz­czą­cego i mru­ga­ją­cego dio­dami kotła. Naj­go­rzej, gdy na ścia­nie komina w pokoju poja­wiają się brą­zowe, śmier­dzące wykwity. Wtedy pro­blemu nie da się już igno­ro­wać i trzeba z nim walczyć.

Wyciek z komina

Wyciek z komina — zwia­stun pro­ble­mów i kosztów

Dym, sadza i smoła to w zasa­dzie to samo — różne postaci węgla — a więc to sub­stan­cje palne. Nie powinny zna­leźć się w komi­nie ani w powie­trzu, lecz zostać zamie­nione w cie­pło. Jeśli ucie­kają komi­nem, to zna­czy, że część paliwa jest stra­cona. Jak dużo?W węglu kamien­nym sub­stan­cje lotne sta­no­wią ok. 30% jego składu, nato­miast w drew­nie — aż 70%.

Ucieczka w komin lot­nych skład­ni­ków paliwa, pro­wa­dząca do powsta­nia smoły i sadzy, ma trzy główne przyczyny:

  • nie­wła­ściwy spo­sób pale­nia — czyli popu­larne dorzu­ca­nie opału na żar w kotłach gór­nego spalania
  • kiep­ska kon­struk­cja kotła, która nie pozwala na osią­gnię­cie wystar­cza­jąco wyso­kich tem­pe­ra­tur i poda­nie powie­trza we wła­ści­wym miej­scu i cza­sie, aby spa­lić wszystko, co spa­le­nia wymaga
  • nie­do­su­szone drewno — nad­miar wil­goci w drew­nie krad­nie ener­gię z pale­ni­ska, obniża tem­pe­ra­turę spa­la­nia, a to spra­wia, że uży­tecz­nego cie­pła jest mniej, za to pro­du­kuje się mnó­stwo dymu i smoły. Wil­goć sprzyja two­rze­niu się smoły, a jej nad­miar kon­den­suje w koń­co­wej czę­ści komina, powo­du­jąc prze­cieki do pomiesz­czeń miesz­kal­nych i nisz­cze­nie ścian.

W mediach utrwala się pogląd, że dymie­nie jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zane z pale­niem węglem i drew­nem (czę­sto jest mowa o węglu złej jako­ści, na doda­tek ruskim), czę­sto także śmie­ciami. Jako spo­sób na walkę z dymem przed­sta­wia się przej­ście na ogrze­wa­nie gazowe lub nowo­cze­sne kotły węglowe za 10 000 zł.

Tym­cza­sem jest inna droga. Każde paliwo — od naj­gor­szego mułu węglo­wego przez dowolny węgiel, pol­ski, ruski czy austra­lij­ski, po drewno — można spa­lić bez dymu. Trzeba tylko odro­biny chęci.

Czy jest się czym przejmować?

Czę­ste jest prze­ko­na­nie, że dym po pro­stu śmier­dzi tak jak obor­nik, sadza to pro­blem tylko ze względu na zaty­ka­nie się komina, a śmier­dzące wykwity na ścia­nie komi­no­wej można zama­sko­wać zatyn­ko­wu­jąc w niej szybę. Wielu udaje się żyć wedle tych zasad, ale część z nich pew­nego dnia budzi się bez domu i połowy rodziny. Bo syf w komi­nie to nie wyłącz­nie pro­blem estetyczny.

  • Skład­niki dymu węglo­wego i drzew­nego są szko­dliwe dla zdro­wia. Wie­lo­let­nie wdy­cha­nie ich powo­duje szkody na zdro­wiu podobne do tych, jakich doświad­czają pala­cze tyto­niu, lecz słab­sze i rzadko koja­rzone z brud­nym powie­trzem. Przy­kła­dowo drobny pył zawarty w dymie (PM 2,5, PM10) o śred­nicy ułamka ludz­kiego włosa wnika do orga­ni­zmu przez płuca i z bie­giem lat przy­czy­nia się do roz­wi­nię­cia np. astmy czy cho­rób układu krą­że­nia, które nie są od razu śmier­telne, ale skra­cają i pogar­szają jakość życia.
  • Dym i sadza są oznaką mar­no­traw­stwa spo­rej czę­ści paliwa. Kop­cąc pod­no­sisz sobie rachu­nek za ogrze­wa­nie co naj­mniej o 30%. Ucząc się palić bez dymu, możesz te pie­nią­dze zaoszczędzić.
  • Nad­miar wil­goci w spa­li­nach powo­duje powsta­wa­nie kwa­sów, które wykra­plają się u ujścia komina i stop­niowo nisz­czą go. Komin zwy­czaj­nie się roz­pada i roz­sz­czel­nia. Koszty naprawy tak znisz­czo­nego muro­wa­nego komina idą w tysiące złotych.
  • Maga­zyn smoły i sadzy w komi­nie to zagro­że­nie dla życia. Zaki­to­wany komin to bomba z opóź­nio­nym zapło­nem. 5mm sadzy w komi­nie par­te­ro­wego domu to 100kg czy­stego węgla. Wystar­czy jedno ostre prze­pa­le­nie, gdy tem­pe­ra­tura u wlotu do komina osią­gnie ok. 300 stopni i ten zapas węgla w komi­nie może się zapa­lić. A wtedy komin staje się samo­na­pę­dza­ją­cym reak­to­rem, w któ­rego wnę­trzu panuje tem­pe­ra­tura jak w piecu hut­ni­czym. Od tego gorąca komin może pęk­nąć, a wtedy ciesz się, jeśli zdo­łasz ujść z życiem, bo na rato­wa­nie dobytku nie będzie czasu. Jeśli sta­nie się to w środku nocy, to i życia możesz nie uratować.

Zgi­nęli przez zawa­lony smołą komin

Czy można zgi­nąć bar­dziej bez­sen­sow­nie niż przez nie­czysz­czony komin? Takich przy­pad­ków jest mnó­stwo każ­dej zimy, a mimo to wciąż zda­rzają się kolejne. Bo nie u mnie, nie dziś, nie teraz. Cmen­ta­rze są pełne tych, któ­rzy mieli pierw­szeń­stwo i tych, któ­rzy byli pewni, że pożar komina lub zacza­dze­nie to nie u nich, a naj­wy­żej u sąsiada.

24. wrze­śnia 2014 roku nastą­piło pierw­sze kil­ku­dniowe ochło­dze­nie tej jesieni. Ludzie po raz pierw­szy roz­pa­lili w pie­cach, aby na wie­czór mieć cie­pło, bo nocą było poni­żej 5 stopni.
We wsi Dury k. Morąga w Warmińsko-Mazurskiem w jed­nym domu miesz­kały cztery rodziny — w sumie 14 osób. Dom był ogrze­wany jed­nym kotłem opa­la­nym drew­nem, bo to tani i dostępny w oko­licy opał. Wie­czo­rem ktoś prze­pa­lił krótko, bo noc miała być chłodna. Domow­nicy poło­żyli się spać.

Prze­pa­le­nie musiało być ostre, bo ok. godz. 22.00 tego samego dnia zapa­lił się komin w tym domu. Wie­kowa kon­struk­cja nie wytrzy­mała tem­pe­ra­tury. Komin pękł od gorąca na wyso­ko­ści klatki scho­do­wej. Ponie­waż schody były drew­niane, bły­ska­wicz­nie zajęły się ogniem, a po nich pożar roz­prze­strze­nił się na poddasze.

Więk­szość loka­to­rów domu w porę zauwa­żyła pożar i zdą­żyła uciec oraz wezwać straż. Tyle szczę­ścia nie miała zamiesz­ku­jąca pod­da­sze matka z czwórką dzieci. Dwoje star­szych obu­dziło się w porę i ucie­kło przez okno na dach, skąd zostały zabrane przez stra­ża­ków. Matka i dwoje młod­szych dzieci — 1,5 roku i 3 lata — zgi­nęły przez zatru­cie cza­dem, zanim pożar dotarł na pod­da­sze. Trzy nie­przy­tomne osoby wydo­byli stra­żacy. Lekarz mógł już tylko stwier­dzić zgon…

Pożar w Durach k. Morąga, 24 września 2014. Trzy ofiary śmiertelne nieczyszczonego komina.

Pożar w Durach k. Morąga, 24 wrze­śnia 2014. Trzy ofiary śmier­telne nie­czysz­czo­nego komina.

Choć w mediach nie podano usta­lo­nej ofi­cjal­nej przy­czyny pożaru, to wieść gminna wska­zuje wła­śnie na zawa­lony smołą drzewną komin, który miał wyglą­dać jak zebrane tutaj nie­chlubne okazy.

Leni­stwo i głu­pota kosz­to­wały życie trzech osób, a mogło skoń­czyć się znacz­nie gorzej, gdyby w bez­po­śred­nim zasięgu komina znaj­do­wało się wię­cej pomiesz­czeń miesz­kal­nych a sam pożar wyda­rzyłby się w środku nocy, a nie wie­czo­rem, gdy sporo osób pew­nie jesz­cze nie spało.

Życie domow­ni­ków mógł ura­to­wać prze­gląd komi­niar­ski za jakieś 100zł, przy­naj­mniej raz na rok. Nawet gdy już doszło do pożaru, ofiary uszłyby z życiem, gdyby przy ich łóżku stał czuj­nik czadu za nie­całe 100zł, który w porę ostrzegłby śpiące osoby o poża­rze, bo nie zgi­nęły one w pło­mie­niach, lecz od zatru­cia cza­dem, zanim w ogóle zorien­to­wały się, co się dzieje.

Próby zale­cze­nia objawów

Zanim smoła i sadza dopro­wa­dzą do tra­ge­dii, są jedną z codzien­nych upier­dli­wo­ści przy obsłu­dze kotła węglo­wego, przez co wymaga on mozol­nego czysz­cze­nia. Ponie­waż ludz­kość uwiel­bia drogi na skróty, wyna­le­ziono wiele łatwych pół­środ­ków masku­ją­cych pro­blem sadzy i smoły, które prze­waż­nie nie likwi­dują przy­czyn ani nie zawsze dają jakiś efekt.

Wkład komi­nowy

Na śmier­dzące prze­cieki z komina wielu han­dlow­ców pew­nie poleci sta­lowy wkład do komina. Owszem, pomaga on w taki spo­sób, że cała cuch­nąca breja, zamiast wgryźć się w mur komina, spły­nie pro­sto do kotłowni. Wkład chroni komin przed znisz­cze­niem, ale cała istota pro­blemu nie znik­nie, tylko prze­nie­sie się w inne miejsce.

Szu­waks na kurzajki, lum­bago i smołę w kominie

Na skle­po­wych pół­kach nie brak spe­cy­fi­ków do usu­wa­nia sadzy i smoły. Wie­rze­nia ludowe podobne wła­ści­wo­ści przy­pi­sują obier­kom z ziem­nia­ków. Sku­tecz­ność tych pre­pa­ra­tów rzadko kiedy potwier­dzona jest wyni­kami badań (jesz­cze rza­dziej wyni­kami rze­tel­nych badań), ale szanse na dzia­ła­nie czę­ści z nich wyni­kają z wie­dzy che­micz­nej. Mają one głów­nie za zada­nie zapo­bie­ga­nie two­rze­niu się smoły oraz wydzie­la­nie gazów, które w kon­tak­cie ze smołą już zgro­ma­dzoną w komi­nie będą pod­bie­rać z jej składu wodę, dzięki czemu ów lepik z cza­sem sta­nie się kru­chy i da się usu­nąć mecha­nicz­nie. Nie­stety efek­tem koń­co­wym nie będzie komin nie­wy­ma­ga­jący żad­nego czysz­cze­nia, a zaob­ser­wo­wa­nie jakie­go­kol­wiek efektu będzie wyma­gało dłu­go­trwa­łego sto­so­wa­nia środka.
W arty­kule o suple­men­tach opału znaj­dziesz wię­cej infor­ma­cji o popu­lar­nych rodza­jach popra­wia­czy spa­la­nia. Wyna­lazki usu­wa­jące smołe opie­rają się zwy­kle na podob­nych składnikach.

Od wypa­la­nia komina ucho­waj nas rozsądku

Są też spo­soby eks­tre­malne, sto­so­wane przez domo­ro­słych kotłow­nia­nych Rambo: czysz­cze­nie komina moc­niej­szym prze­pa­le­niem.

To nic innego jak wywo­ła­nie pożaru komina, co jest głu­pim i samo­bój­czym dzia­ła­niem. Póki wyko­nuje się takie akcje regu­lar­nie, zapas sadzy jest mały i jego wypa­le­nie może fak­tycz­nie prze­bie­gać spo­koj­nie. Ale jeśli zanie­dba się takich prak­tyk na jakiś czas, a potem je wznowi, to zapas sadzy może być już więk­szy, co spo­wo­duje nie­kon­tro­lo­wany pożar komina, czyli w naj­lep­szym razie koniecz­ność roz­biórki komina, a w naj­gor­szym — utratę dorobku całego życia albo i samego życia.

Pod­pa­la­nie komina od dołu jest zawsze nie­skoń­cze­nie głu­pim roz­wią­za­niem! Jedyną bez­pieczną metodą czysz­cze­nia komina ogniem jest stop­niowe wypa­la­nie sadzy OD GÓRY komina, przez wyspe­cja­li­zo­waną ekpię komi­niar­ską i pod nad­zo­rem straży pożar­nej. Nie jest to łatwe ani tanie, dla­tego sto­suje się to wyj­ście tylko w osta­tecz­no­ści, gdy nie da się wyczy­ścić komina inną metodą.

Mam nowy kocioł a jest jesz­cze gorzej

Wyda­wa­łoby się, że to stary, pry­mi­tywny kocioł pro­du­kuje smołę, więc jeśli kupię nowy, z miga­ją­cymi dio­dami, to pro­blem zniknie.

Nie­spo­dzianka! Smoły może być jesz­cze wię­cej! To dla­tego, że nie każdy nowy kocioł jest nowo­cze­sny. Więk­szość nie jest. Część to po pro­stu pola­kie­ro­wane skrzynki do zdy­mia­nia paliwa o pry­mi­tyw­nej kon­struk­cji, nie­zmien­nej od stu lat. Ale współ­cze­sna (nie mylić z “nowo­cze­sna”) tech­nika dodaje do nich swój akcent: nadmuch za pomocą wen­ty­la­tora.

Wymu­szony nadmuch to bło­go­sła­wień­stwo i prze­kleń­stwo zara­zem. W kon­tek­ście smoły i sadzy to nie­za­wodny śro­dek wzma­ga­jący ich produkcję.

Dla­czego? Prze­cież dmu­chawa dostar­cza dużo powie­trza, więc dymy powinny się zna­ko­mi­cie dopalać.

Nie­stety to nie takie pro­ste. Do spa­la­nia owszem, potrzeba powie­trza, ale dmu­chawa zwy­kle już na 20% swo­jej mocy ma wydaj­ność znacz­nie prze­kra­cza­jącą potrzeby pale­ni­ska. A już na pewno nie­umie­jętny palacz może ją usta­wić na dużo wyż­szą moc niż potrzeba. Ba, czę­sto fabryczne usta­wie­nia są prze­sa­dzone. To powo­duje gwał­towne roz­pa­le­nie dużej masy węgla i wywie­wa­nie nad­miaru dymu z kotła, nim zdążą się dopalić.

Zado­wo­lony palacz widzi świe­cący na biało żar na rusz­cie i myśli, że dobrze pali. Tym­cza­sem dymu jest wię­cej niż by było bez nadmu­chu, a więc sadzy i smoły także musi być więcej.

Regu­lar­nie czyść komin

Nie­za­leż­nie od tempa zara­sta­nia two­jego komina — czyść go regu­lar­nie, tak czę­sto jak trzeba. I nie cze­kaj, aż zaro­śnie na tyle, że pogor­szy się ciąg. Już 2-3mm sadzy widoczne u wylotu komina to powód do jego wyczysz­cze­nia. Jeśli musisz czy­ścić czę­ściej niż dwa razy do roku, to coś jest nie tak z twoim spo­so­bem palenia.

Jeśli z jakie­goś powodu nie chcesz zle­cać tego komi­nia­rzowi — nie ole­waj sprawy total­nie, bo to wyle­zie i się zemści, ale wtedy będzie drogo kosz­to­wać. Kto wie, czy nie naj­wyż­szą cenę…

Przy zacho­wa­niu zdro­wego roz­sądku w oce­nie wła­snych moż­li­wo­ści i umie­jęt­no­ści można wyczy­ścić komin samemu — jak się do tego zabrać krok po kroku prze­czy­tasz w osob­nym arty­kule “Czysz­cze­nie komina”. Mimo to raz na jakiś czas warto zapro­sić komi­nia­rza, bo jego praca to także fachowy ogląd stanu komina.

Czę­sto czyść kocioł

Na wymien­niku kotła (czyli wszyst­kich ścia­nach, za któ­rymi jest woda) nie powinno być nawet mili­me­tra sadzy czy pyłu, o smole nie wspo­mi­na­jąc. Każdy mili­metr brudu kosz­tuje wyż­szą tem­pe­ra­turę spa­lin i stratę do ok. 5% paliwa.
Róż­nicę w tem­pe­ra­tu­rze spa­lin w kotle świeżo wyczysz­czo­nym i takim zaro­śnię­tym przez tydzień możesz łatwo spraw­dzić insta­lu­jąc ter­mo­metr w czo­pu­chu (wystar­czy zwy­kły wędzar­ni­czy do 300 stopni za ~20zł). Będzie to dobre kil­ka­dzie­siąt stopni.

Jeśli twój kocioł jest zaki­to­wany smołą — czym prę­dzej zacznij w nim palić pra­wi­dłowo, bo czysz­cze­nie kotła ze smoły jest tyle nie­wdzięczne co bez­sen­sowne, skoro po następ­nym pale­niu znowu zaro­śnie total­nie. Naj­sku­tecz­niej­szą metodą usu­nię­cia smoły z kotła jest wypię­cie go z insta­la­cji, spusz­cze­nie wody i ogrze­wa­nie zasmo­lo­nych ścia­nek kotła pal­ni­kiem gazo­wym, zdra­pu­jąc jed­no­cze­śnie smołę szpa­chelką. Ale taki zabieg ma sens tylko wtedy, jeśli zmieni się metodę pale­nia, bo nie ma sensu powta­rzać go co tydzień.

Gdy palisz w pra­wi­dłowy dla danego kotła spo­sób, wtedy wnę­trze powinno pokry­wać się jedy­nie sypką, suchą sadzą, którą można zmieść zwy­kłą zmiotką. Z usu­nię­ciem takiej sadzy nie ma pro­blemu. Dla­tego warto cho­ciaż co parę dni przed roz­pa­le­niem prze­cią­gnąć szczotką dru­cianą wnę­trze kotła, by wymien­nik pozo­stał czy­sty. Nie­wiele pracy, a kilka pro­cent cie­pła wię­cej zosta­nie w domu.

Jak pozbyć się sadzy i smoły na dobre

Walka z sadzą i smołą przez ich usu­wa­nie nie należy do łatwych, sku­tecz­nych ani przy­jem­nych. Dużo łatwiej­sze i sku­tecz­niej­sze jest napra­wie­nie pro­cesu spa­la­nia tak, aby sadza nie powstawała.

Paląc tra­dy­cyj­nie

Trudno pozbyć się sadzy trzy­ma­jąc się tra­dy­cyj­nego roz­pa­la­nia od dołu, ponie­waż jest ono samo w sobie przy­czyną jej pro­duk­cji. Nie wie­rzysz? Zobacz porów­na­nie stanu kilku komi­nów opa­la­nych w różny spo­sób. Ogra­ni­czyć pro­blem można tylko przez poda­wa­nie węgla czę­sto, ale w małych por­cjach oraz sto­so­wa­nie sor­ty­mentu kostka. W ten spo­sób pro­duk­cja sub­stan­cji lot­nych będzie ogra­ni­czona i wiek­szość ule­gnie spa­le­niu nawet w nie­umie­jęt­nie wyre­gu­lo­wa­nym kotle. Tylko po co zmu­szać się do miesz­ka­nia w kotłowni, kiedy można palić jesz­cze czy­ściej i bez czu­wa­nia przy kotle?

Paląc czy­sto

Czy­ste pale­nie w swo­jej isto­cie ma za zada­nie usu­nię­cie pro­blemu sadzy i smoły przez ich spa­le­nie, zanim zdążą ule­cieć w komin. Przy pra­wi­dło­wym sto­so­wa­niu metody roz­pa­la­nia od góry dymu jest nie­wiele, ponie­waż czę­ści lotne węgla są uwal­nia­nie stop­niowo i od razu spa­lane, a więc nie ma mate­riału do powsta­nia sadzy.

Zmia­nia spo­sobu pale­nia jest więc naj­prost­szym i naj­sku­tecz­niej­szym spo­so­bem na pozby­cie się pro­blemu sadzy i smoły.
Dla porów­na­nia poni­żej próbki sadzy z pale­nia tra­dy­cyj­nego i czystego.

Próbki sadzy, fot. Last Rico

Próbki sadzy, fot. Last Rico

  1. próbka to lotny popiół z dna komina, który opa­lano metodą “od góry”.
  2. próbka to sadza z w/w komina.
  3. to próbka sadzy z komina opa­la­nego tradycyjnie

Z powyż­szego widać, że zawar­tość komina przy czy­stym pale­niu ma nie­wiele wspól­nego z nie­do­pa­lo­nym węglem, a bar­dziej przy­po­mina popiół. Im mniej sadzy i im mniej jest ona czarna, tym wię­cej paliwa zostało zamie­nione w cie­pło i ogrzało twój dom, zamiast bez­pro­duk­tyw­nie ule­cieć kominem.

Odpo­wied­nie paliwo

W zasa­dzie każdy rodzaj węgla i drewna można spa­lić przy­zwo­icie czy­sto. Cza­sem tylko trzeba umieć dobrać wła­ściwe dla danego paliwa warunki spalania.

Suchy węgiel

Wbrew wie­rze­niom ludo­wym, pole­wa­nie węgla wodą nie popra­wia, nie wydłuża ani nie uła­twia spa­la­nia. Co prawda nie­wielka dawka wody fak­tycz­nie polep­sza pro­ces spa­la­nia, ale są to ilo­ści kil­ku­pro­cen­towe, które są obecne nawet w węglu trzy­ma­nym w suchym oto­cze­niu przez kilka mie­sięcy. Więk­sza ilość wody w pali­wie utrud­nia zapłon i powo­duje straty cie­pła na rzecz odpa­ro­wa­nia wody.
Mocze­nie węgla ma sens jedy­nie w przy­padku pale­nia mia­łem, flo­tem i mułem — ma na celu zbry­le­nie paliwa i spo­wol­nie­nie pro­cesu spa­la­nia, aby unik­nąć gwał­tow­nego zapłonu całej obję­to­ści czy nad­mier­nego wydzie­la­nia pyłu węglo­wego, który w skraj­nym przy­padku może gro­zić wybuchem.

Węgiel kamienny nie nasiąka zbyt mocno. Gorzej z węglem bru­nat­nym. Tutaj trzeba bar­dzo uwa­żać, by nie kupić dro­giej wody. Potrafi on mieć fabrycz­nie do 50% wil­got­no­ści, a wor­ko­wane mie­szanki dostępne w mar­ke­tach mają jaw­nie wpi­saną zawar­tość wody rzędu 25%. Dla­tego węgiel bru­natny wymaga zakupu wcze­snym latem i susze­nia na wol­nym powie­trzu, a jeśli węgiel wor­ko­wany za 600zł/t zawiera tyle wil­goci, to zwy­czaj­nie nie opłaca się go kupować.

Suche drewno

W przy­padku drewna konieczne jest sezo­no­wa­nie go mini­mum przez 2 lata (drewno igla­ste ok. roku), aby nada­wało się do pale­nia. Powinno mieć wil­got­ność poni­żej 20%. Świeże drewno zawiera tyle wody, że jego pale­nie nie tylko jest skraj­nie nie­efek­tywne ener­ge­tycz­nie, ale rów­nież spo­wo­duje pro­duk­cję smoły i kon­den­satu w komi­nie w ilo­ściach tak dużych, że po jed­nym czy dwóch sezo­nach komin będzie wyma­gał posta­wie­nia od nowa, a to koszt kil­ku­na­stu tysięcy.

Sezo­no­wa­nie drewna nie wymaga skła­do­wa­nia go pod dachem, choć jest to wska­zane. Dobrym pomy­słem jest uło­że­nie pocię­tych szczap pod ścianą zewnętrzną domu, osło­nię­tych od góry oka­pem dachu budynku. Cho­dzi bowiem nie o wysu­sze­nie drewna z zewnątrz, ale o usu­nię­cie wil­goci nagro­ma­dzo­nej we włók­nach, a ten pro­ces trwa do 2 lat w przy­padku twar­dego drewna liścia­stego i ok. 1,5 roku dla mięk­kiego liścia­stego oraz igla­stego. Dopiero na kilka mie­sięcy przed uży­ciem drewna do pale­nia trzeba dobrze zabez­pie­czyć je od wil­goci z zewnątrz i umoż­li­wić obeschnięcie.

Pale­nie drew­nem wymaga też odpo­wied­niej tech­niki: w żad­nym razie nie można ogra­ni­czać ani odci­nać dopływu powie­trza do pale­ni­ska. Dmu­chawa w kotle spa­la­ją­cym drewno to wiel­kie nie­po­ro­zu­mie­nie. Opa­lany drew­nem kocioł powi­nien pra­co­wać na jak naj­wyż­szej tem­pe­ra­tu­rze wody wycho­dzą­cej z kotła. Jed­nak nawet mimo trzy­ma­nia się tych zasad, w przy­padku drewna o spo­rej zawar­to­ści żywic może docho­dzić do wytrą­ca­nia się smoły czy kon­den­satu w komi­nie.
Pro­ste kotły zasy­powe gór­nego spa­la­nia służą co naj­wy­żej do uty­li­za­cji drewna, a nie do jego efek­tyw­nego spa­la­nia. Choć mając tanie drewno, mimo wszystko może to być opła­calne. Dużo efek­tyw­niej­szym roz­wią­za­niem będzie dobry kocioł dol­nego spa­la­nia, naj­le­piej w połą­cze­niu z bufo­rem cie­pła pozwa­la­ją­cym na pracę kotła z wysoką mocą przez krótki czas, zamiast kisze­nia drewna przez pół dnia na mocy minimalnej.

Smoła w kotle dol­nego spalania

Jest jeden przy­pa­dek, w któ­rym smoła w kotle jest rze­czą nor­malną i nie należy się nią przej­mo­wać: to smoła w komo­rze zasy­po­wej kotła dol­nego spalania.

Zasmo­le­nie komory zasy­po­wej w kotle dol­nego spa­la­nia jest rze­czą natu­ralną. Wynika z powol­nego pod­grze­wa­nia znaj­du­ją­cego się w niej opału, który uwal­nia sub­stan­cje smo­li­ste. Jako gorące gazy, uno­szą się one w górę komory, a ponie­waż w pra­wi­dłowo skon­stru­owa­nym dol­niaku nie powinna ona być wen­ty­lo­wana — osia­dają na ściankach.

Jest to pro­blem wyłącz­nie este­tyczny i nie ma naj­mniej­szego wpływu na efek­tyw­ność pracy kotła. Powo­dem do nie­po­koju powinna być nato­miast smoła w jakim­kol­wiek innym miej­scu kotła, zwłasz­cza na wymien­niku, bo to ozna­cza mar­no­traw­stwo opału przez nie­pra­wi­dłowe spalanie.