Co za dużo to niezdrowo. Dobór mocy kotła węglowego

Naj­więk­szą krzywdą, jaką można sobie wyrzą­dzić kupu­jąc kocioł węglowy, jest wybór o wiele zbyt dużej mocy — czyli prze­wy­mia­ro­wa­nie kotła. Dziś budo­wane 150-metrowe domy w naj­więk­szy mróz potrze­bują góra 5kW mocy do ogrze­wa­nia (słow­nie: pięć kilo­wa­tów), a 20-letnie budynki — ok. 10kW. W takim domu kocioł o mocy 20-25kW, jak nie­rzadko zale­cają fachowcy, będzie skraj­nie nie­efek­tywny - zamieni w cie­pło mniej niż 30% opału, który przez niego przerzucisz.

Moc kotła węglo­wego musi być dopa­so­wana do potrzeb budynku. Nie do widzi­mi­się sprze­dawcy, insta­la­tora ani czy­je­goś prze­czu­cia w kisz­kach. Należy ją wyli­czyć zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cymi nor­mami budow­la­nymi. Im dokład­niej się to zrobi, tym lżej­sze i tań­sze będzie ogrzewanie.

Co za róż­nica 10 czy 25kW? Czemu nie wziąć na zapas?

Tkwiący men­tal­nie w póź­nym Gierku fachowcy zaczy­nają dobór mocy kotła od 25kW. Także zdrowy roz­są­dek pod­po­wiada, że lepiej mieć te 10-20kW mocy w zapa­sie, bo a nuż trafi się sybe­ryj­ska zima i co wtedy?
Taki pomysł może wpaść do głowy tylko komuś, kto nie ma zie­lo­nego poję­cia o dzia­ła­niu kotłów węglo­wych (nie o tym, jak w nich palić, ale jak wygląda ich efek­tyw­ność w zależ­no­ści od obciążenia).

Moc kotła dobrana zgod­nie z nor­mami uwzględ­nia już w sobie tę ewen­tu­alną sybe­ryj­ską zimę. Gdy zapo­trze­bo­wa­nie budynku na cie­pło wyli­czone zgod­nie z nor­mami wynosi np. 10kW, to jest to liczone na naj­gor­szy przy­pa­dek — sytu­ację, gdy przez bite 24h tem­pe­ra­tura na zewnątrz wynosi od –18st.C do –24st.C (zależ­nie od strefy kli­ma­tycz­nej kraju). Taka sytu­acja prak­tycz­nie nigdy się nie zda­rza, ale mimo to należy być na nią przy­go­to­wa­nym.
W naj­mroź­niej­sze dni naj­sroż­szej zimy, nawet gdy tem­pe­ra­tura nocą spada do –25st.C, to za dnia wzra­sta o kilka(naście) stopni, więc śred­nia dobowa wycho­dzi w oko­li­cach –15st.C. To wciąż daleko od naj­gor­szego przy­padku, na który dobrana jest moc kotła. A nawet gdyby został on osią­gnięty, to kocioł o mocy 10kW ma jesz­cze kilka kilo­wa­tów zapasu mocy.
Zobacz jak będzie wyglą­dała sytu­acja, gdy nasta­nie zima tysiąclecia.

Po co komu zapas mocy kotła, który nigdy nie zosta­nie wyko­rzy­stany? To zbrod­nia na wła­snym port­felu. Więk­szy kocioł zawsze spala wię­cej, nawet gdy oddaje do domu tyle samo cie­pła. Jeśli posta­wić obok sie­bie kotły 10kW i 25kW, oba pra­cu­jące z mocą 5kW, to kocioł 25kW zje nie­mal dwa razy wię­cej paliwa, a da tyle samo cie­pła.

Kocioł o mocy wła­ści­wej i taki 2,5 raza za duży ogrzeją twój dom tak samo. Tyle że ten pierw­szy zużyje do tego 3 tony węgla, a drugi — 5 ton. O tym, z czego dokład­nie to wynika, dowiesz się z dal­szej czę­ści artykułu.

Niedź­wie­dzia porada fachowców

Smutne to, że kupu­jąc kocioł węglowy, czę­sto nie możesz pole­gać na wie­dzy sprze­daw­ców i insta­la­to­rów, a wła­ściwą poradę — czę­sto już po wdep­nię­ciu w pro­blem — znaj­du­jesz w Inter­ne­cie. W zatrwa­ża­jąco wielu przy­pad­kach fachowcy dora­dzają dwu-trzykrotnie prze­wy­mia­ro­wane kotły, co jest nie­zgodne z nor­mami i sztuką budow­laną oraz jest dzia­ła­niem na twoją szkodę.

moc_grzewcza_rzeczywistosc_vs_fachowce

Skąd takie podej­ście? Przy­czyn może być kilka:

  • brak wie­dzy o efek­tyw­no­ści kotłów węglo­wych — ani insta­la­tor, ani tym bar­dziej szary czło­wie­czek mogą nie wie­dzieć, że kocioł węglowy, pra­cu­jąc z 1/3 mocy, wydala nie­spa­lone 2/3 paliwa. Nikt tej wie­dzy nie upo­wszech­nia, bo nikomu to nie jest na rękę. Cier­pią na tym użyt­kow­nicy, któ­rzy spa­lają o wiele za dużo opału i wszy­scy, któ­rzy ten zbęd­nie wyrzu­cony komi­nem opał wdy­chają. Facho­wiec, któ­remu pła­cisz za dobrze wyko­naną usługę, powi­nien wie­dzieć, że kocioł 25kW pra­cu­jąc z mocą 10kW zje dużo wię­cej węgla niż kocioł 10kW pra­cu­jąc z mocą 10kW.
  • chęć zysku twoim kosz­tem - nie­uczciwi sprze­dawcy kotłów kie­rują się wyso­ko­ścią marży a nie dobrem klienta, a czę­sto przy oka­zji nie mają dość wie­dzy, by dora­dzić uczci­wie, więc chro­nią swoje tyły dobie­ra­jąc moc kotła z dużym zapasem
  • przy­zwy­cza­je­nie ponad rze­telną wie­dzę - insta­la­tor z 30-letnim sta­żem może uwa­żać, że skoro tyle lat pod­łą­czał kotły 25kW i nikt nie przy­szedł z pre­ten­sjami, że moc za duża, to będzie tak robił do emerytury
  • tyło­chron - aby rze­tel­nie dobrać moc kotła, trzeba by wyko­nać choćby pobieżny bilans cieplny budynku. Nie­któ­rzy fach­mani albo nie mają do tego wie­dzy, albo chęci. Łatwiej jest zaapli­ko­wać każ­demu klien­towi 25kW. Na pewno nie przyj­dzie z pre­ten­sjami, że kocioł jest za słaby (czego się fach­mani oba­wiają). A jeśli nawet się poka­puje, w jaki kanał został wpusz­czony, przyj­dzie z pre­ten­sjami że kocioł żre 60kg węgla dzien­nie, to fach­man postuka się w czoło mówiąc że tak ma być, węgiel musi kop­cić i śmier­dzieć — i czu­łym gestem wskaże klien­towi drzwi.

W roz­mo­wie ze sprze­dawcą czy insta­la­to­rem musisz być twardy i wie­dzieć, czego chcesz. Tu cho­dzi o twoje pie­nią­dze — setki zło­tych co roku przez następne lata.
Punk­tem wyj­ścia dla doboru mocy kotła powi­nien być 1kW na 10m2 budynku, a więc np. 10kW na 100m2 ogrze­wa­nej powierzchni miesz­kal­nej (wyjąt­kiem są kotły mia­łowe!). Wię­cej mocy potrze­bują tylko naprawdę stare, nijak nie­ocie­plone i zanie­dbane budynku. Wszystko, co zbu­do­wane po 1990 roku, będzie potrze­bo­wało dużo mniej mocy, nie­rzadko o połowę mniej. Ile dokład­nie — to powinno się usta­lić jedną z metod opi­sa­nych w sek­cji “Jak pra­wi­dłowo dobrać moc kotła węglo­wego”.

Popu­larne chłyty marketingowe

Weź pan więk­szy piec, bo tam jest więk­szy wymien­nik i spa­liny chłod­niej­sze i pan oszczędzasz

Fach­man rzu­ca­jący takim argu­men­tem zapewne nie wie, że w kotle węglo­wym klu­czowa jest spraw­ność spa­la­nia węgla, a nie spraw­ność odbioru cie­pła. Nic nie pomoże naj­więk­szy nawet wymien­nik, jeśli na 20% mocy nomi­nal­nej prze­ro­śnięty kocioł nie będzie pro­du­ko­wał cie­pła, lecz ulat­niał nie­spa­lone paliwo. A w kwe­stii odbioru cie­pła: powierzch­nia wymien­nika jest dobrana przez pro­du­centa do mocy kotła na ogół pra­wi­dłowo, tak by spa­liny nie były ani za gorące, ani — co gor­sza — za zimne. Jeśli już, warto wybie­rać takie kotły, które fabrycz­nie mają dużą powierzch­nię wymien­nika w sto­sunku do mocy nomi­nal­nej, co też bar­dzo bie­rzemy pod uwagę w ran­kingu kotłów.

Weź pan więk­szy piec, bo jak będzie cie­plej, to pan sobie skrę­cisz zaworkiem/ustawisz niż­szą tem­pe­ra­turę na ste­row­niku i będzie pan zadowolony

Znów to samo: brak poję­cia o mar­nej efek­tyw­no­ści kotłów węglo­wych na niskich mocach. Żaden ste­row­nik ani zawo­rek tego pro­blemu nie roz­wią­zuje. Usta­wiasz sobie niż­szą tem­pe­ra­turę, przy­krę­casz zawo­rek — i masz mniej cie­pła, ale paliwa nadal zuży­wasz podobną ilość, tyle że więk­szość leci w komin niespalona.

Ostat­nio były cie­płe zimy, a jak przyj­dzie porządny mróz to co pan zrobisz?

Tak wygląda żero­wa­nie na nie­pew­no­ści klienta. Nie­pew­ność zawsze będzie, bo nikt nie chce zmar­z­nąć zimą i to jest nor­malne. Sęk w tym, by wyle­czyć ją jak naj­do­kład­niej­szym bilan­sem ciepl­nym budynku, a nie wiel­gach­nym zapa­sem mocy, bo to będzie o wiele droż­sze i bar­dziej bolesne.

Jak dzia­łają kotły

Spró­bu­jemy wyja­śnić, dla­czego ści­sły dobór mocy kotła węglo­wego do potrzeb budynku jest tak istotny, a przy kotle gazo­wym można sobie pozwo­lić na zapas mocy. Aby do tego dojść, musimy zacząć od spraw­dze­nia, jak dzia­łają kotły węglowe i gazowe, i jakie to ma skutki dla ich efektywności.

Każdy kocioł na dowolne paliwo robi dwie rzeczy:

  • spala paliwo
  • odbiera cie­pło ze spa­la­nia i prze­ka­zuje je do wody

Efek­tyw­ność każ­dego z tych pro­ce­sów jest inna w kotle gazo­wym jak i węglo­wym. Dla­tego inne zasady rzą­dzą dobo­rem ich mocy.

Kotły gazowe

Kocioł gazowy zawsze spala gaz w stu pro­cen­tach, do dwu­tlenku węgla i pary wod­nej. Spa­liny z gazu są czy­ste — nie osiada sadza, która pogar­sza­łaby odbiór cie­pła. Róż­nica w efek­tyw­no­ści odbioru cie­pła wynika tylko z tem­pe­ra­tury wody w insta­la­cji - im woda chłod­niej­sza, tym efek­tyw­niej odbiera cie­pło. Dla­tego kotły gazowe, zwłasz­cza kon­den­sa­cyjne, naj­le­piej pra­cują z tem­pe­ra­turą wody powra­ca­ją­cej do kotła poni­żej ~60st.C. Przy tej tem­pe­ra­tu­rze moż­liwa jest kon­den­sa­cja pary wod­nej ze spa­lin, a więc dodat­kowy odzysk cie­pła — rzędu kil­ku­na­stu procent.

Spraw­ność kotła gazo­wego nie zależy tak bar­dzo od dopa­so­wa­nia jego mocy nomi­nal­nej do potrzeb budynku. Dużo więk­sze zna­cze­nie ma takie skon­stru­owa­nie insta­la­cji grzew­czej, by tem­pe­ra­tura wody nie prze­kra­czała 60 st.C. Wpływa na to głów­nie powierzch­nia grzej­ni­ków — im więk­sza, tym niż­szej tem­pe­ra­tury wody potrzeba, by ogrzać dom.
Moc nomi­nalna jest kwe­stią wtórną. Kotły gazowe potra­fią bez strat zmniej­szać moc, z jaką pra­cują. W prze­ci­wień­stwie do kotłów węglowych.

Kotły węglowe

W kotle węglo­wym róż­nice tem­pe­ra­tur wody są kwe­stią pomi­jalną. Praw­dziwe pro­blemy to efek­tyw­ność samego pro­cesu spa­la­nia węgla (mocno zależna od chwi­lo­wej mocy kotła oraz efek­tyw­ność odbioru cie­pła, która także może zna­cząco spa­dać, gdy spa­la­nie prze­biega nie­pra­wi­dłowo lub kocioł nie jest czysz­czony i zara­sta sadzą oraz pyłem.
Spa­la­nie węgla daje wię­cej ener­gii, kiedy węgiel pali się w wyso­kiej tem­pe­ra­tu­rze i z dużą dawką powie­trza. Gdy ledwo się tli, nie­spa­lone gazy ucie­kają w komin jako dym, nie dając ciepła.

Popa­trzmy, jak zmie­nia się spraw­ność zasy­po­wego kotła węglo­wego o mocy dobra­nej pra­wi­dłowo do zapo­trze­bo­wa­nia budynku.

Moc a sprawnosć kotła węglowego

Wykres opiera się o doświad­cze­nia użyt­kow­ni­ków prze­wy­mia­ro­wa­nych kotłów, a nie pro­fe­sjo­nalne bada­nia, ponie­waż mało kto takie wyko­nuje. A jeśli wyko­nuje, to ich nie publi­kuje, bo klienta nie zachę­ci­łaby infor­ma­cja, że kocioł, który zamie­rza kupić, na co dzień będzie pra­co­wał ze spraw­no­ścią poni­żej 50%.

Wnio­sek z wykresu jest pro­sty: im niż­sza chwi­lowa moc, tym niż­sza spraw­ność kotła. I to dra­stycz­nie. Dopiero w oko­li­cach mocy nomi­nal­nej spraw­ność osiąga obie­cy­wane w fol­de­rach rekla­mo­wych oko­lice 70–80%, a po jej prze­kro­cze­niu zaczyna z wolna maleć, ponie­waż wymien­nik kotła nie radzi już sobie z odbio­rem nad­miaru ciepła.

Nie­stety pra­wi­dłowo dobrany kocioł węglowy pra­cuje w oko­li­cach mocy nomi­nal­nej przez co naj­wy­żej 1/3 sezonu grzew­czego, w cza­sie naj­więk­szych mro­zów. Przez resztę zimy jego spraw­ność nie prze­kra­cza 60%. To zna­czy, że realna śred­nia roczna spraw­ność prze­cięt­nego pra­wi­dłowo dobra­nego mocą zasy­po­wego kotła węglo­wego to oko­lice 50–60%. To przy opty­mi­stycz­nym zało­że­niu, że kocioł jest utrzy­my­wany w czy­sto­ści, a z komina nie widać śladu dymu.

Jak ma się to do spraw­no­ści rzędu 70–85% w ulot­kach rekla­mo­wych? To, czym tak chwalą się pro­du­cenci, to mak­sy­malna moż­liwa spraw­ność chwi­lowa, usta­lana w warun­kach labo­ra­to­ryj­nych, na czy­stym nowym kotle i wzor­co­wym pali­wie. W domo­wych warun­kach nie spo­sób się do niej zbliżyć.

Dla­czego to ważne

Kocioł gazowy pra­cuje naj­efek­tyw­niej, gdy insta­la­cja grzew­cza jest prze­wy­mia­ro­wana (duża powierzch­nia grzej­ni­ków, pod­ło­gówka), czyli do ogrza­nia domu potrzeba zawsze wody o niskiej tem­pe­ra­tu­rze (naj­le­piej grubo poni­żej 60 st.C). Jego efek­tyw­ność zależy od tem­pe­ra­tury wody grzew­czej, a nie wprost od mocy nomi­nal­nej czy chwi­lo­wej (choć więk­sza moc chwi­lowa zwy­kle ozna­cza wyż­szą tem­pe­ra­turę wody).

Kocioł węglowy pra­cuje naj­efek­tyw­niej, gdy jego aktu­alna moc jest jak naj­bliż­sza mocy nomi­nal­nej. Czyli wtedy, gdy moc nomi­nalna została dobrana pra­wi­dłowo do zapo­trze­bo­wa­nia na cie­pło danego budynku, a insta­la­cja grzew­cza jest nie­do­wy­mia­ro­wana (tra­dy­cyjne grzej­niki o mniej­szej powierzchni, a co za tym idzie wyż­sza tem­pe­ra­tura wody w instalacji).

Z tego wynika, że wybór mię­dzy gazem a węglem wymaga decy­zji już na eta­pie pro­jek­to­wa­nia insta­la­cji grzew­czej, a zbyt dużej mocy nomi­nal­nej kotła węglo­wego nie da się przy­pu­dro­wać wkrę­ce­niem zaworu trój­droż­nego. Takie roz­wią­za­nie pod­nie­sie tem­pe­ra­turę wody w kotle, ale nie zmieni jego spraw­no­ści, bo nie zmieni się jego moc chwi­lowa, która o spraw­no­ści decyduje.

Czym grozi zbyt duża moc kotła

Prze­wy­mia­ro­wa­nie kotła to sytu­acja, gdy moc nomi­nalna kotła jest więk­sza od potrzeb budynku i nigdy nie zosta­nie wyko­rzy­stana. Prze­wy­mia­ro­wa­nie nie­sie mnó­stwo pro­ble­mów, które nie­kiedy bie­rzemy za natu­ralne cechy ogrze­wa­nia węglowego:

  • gigan­tyczne zuży­cie opału, np. 5 ton węgla rocz­nie na 100m2 domu
  • duże ilo­ści węgla pozo­sta­łego w popiele
  • nie­ustanne “kisze­nie” opału — sadza, smoła i smród jak przy ukła­da­niu asfaltu

Skąd te pro­blemy? Prze­wy­mia­ro­wany kocioł zawsze pra­cuje na bar­dzo niskiej mocy — czyli z fatalną spraw­no­ścią rzędu 20–30%. To tak, jakby autem jeź­dzić zawsze na 1–2. biegu i dzi­wić się, czemu pali 30l/100.

Im nad­miar mocy jest więk­szy, tym gorzej. Tym­cza­sem ludzie kupują kotły 25kW do nowo­bu­do­wa­nych par­te­ro­wych domów o powierzchni ~150m2. To daje trzy-czterokrotny nad­miar mocy, a efek­tem jest praw­dziwa kata­strofa finan­sowa i gehenna w kotłowni, którą odczu­wają na wła­snej skó­rze już pierw­szej zimy.

Zobaczmy przy­pa­dek współ­cze­śnie zbu­do­wa­nego domku o powierzchni 100m2. Taki dom bez więk­szego docie­ple­nia osią­gnie mak­sy­malne zapo­trze­bo­wa­nie na cie­pło rzędu 60W/m2, co narzuca moc kotła max. 6kW. Do tego domu wsta­wiono kocioł węglowy o mocy 18kW. Jaki będzie efekt?

Sprawność kotła przewymiarowanegoWidzimy, że nawet w naj­więk­szy mróz kocioł nie prze­kro­czy nigdy spraw­no­ści 40%, ponie­waż szczy­towe zapo­trze­bo­wa­nie budynku — czyli 6kWto zale­d­wie 30% mocy nomi­nal­nej kotła.

Przez więk­szość zimy węgiel w tym kotle będzie się tlił, dymił i smo­ło­wał, a 3/4 ener­gii uciek­nie komi­nem. Palacz spę­dzi więk­szość żywota w kotłowni lub na czysz­cze­niu komina, z któ­rego dodat­kowo zaczną wypły­wać dziwne cie­cze. A w domu będzie +16 stopni, bo do utrzy­ma­nia kom­for­to­wej tem­pe­ra­tury trzeba by zaku­pić dwa razy wię­cej opału.

Co można zro­bić w takim przy­padku? Naj­le­piej zapo­bie­gać — kupu­jąc kocioł według rze­czy­wi­stego zapo­trze­bo­wa­nia na cie­pło, czyli o mocy nomi­nal­nej w oko­li­cach 6kW.
Nie­stety zna­leźć kocioł węglowy o takiej mocy jest trudno. Pro­du­cenci dopiero zaczęli zauwa­żać, że ist­nieją ocie­plone domy i pomału wpro­wa­dzają modele o mocy poni­żej 10kW.

Czym grozi zbyt mała moc kotła

Dobór zbyt dużej mocy kotła to tra­ge­dia. Rów­nież zbyt słaby kocioł to pro­blemy, choć dziś kupić kocioł zbyt słaby dla współ­cze­snego budow­nic­twa staje się powoli niemożliwością.

W przy­padku opi­sa­nego powy­żej budynku, który w naj­gor­szym razie potrze­buje 6kW mocy, naj­mniej­szy dostępny kocioł węglowy o mocy 5kW zdo­łałby ogrzać taki dom korzy­sta­jąc przez naj­zim­niej­sze 2 tygo­dnie z posia­da­nej nad­wyżki ponad moc nomi­nalną. Oczy­wi­ście zakła­da­jąc, że wystąpi naj­gor­szy sce­na­riusz brany pod uwagę przy dobo­rze mocy, czyli śred­nia dobowa tem­pe­ra­tura poni­żej –20st.C, co w prak­tyce jest bar­dzo rzadkie.

Kocioł o zbyt małej mocy nie zdoła ogrzać pomiesz­czeń do wyma­ga­nej tem­pe­ra­tury w cza­sie naj­więk­szych mro­zów, nawet jeśli będzie pra­co­wał powy­żej mocy nomi­nal­nej. W domu będzie więc przez ten czas o kilka stopni chłod­niej. Nikomu z domow­ni­ków nie zagrozi raczej śmierć przez zamar­z­nię­cie, ale nie każdy musi lubić cha­dza­nie po domu w kufajce.
Jeśli chcesz wie­dzieć, jakie mogą być skutki zbyt małej mocy kotła w razie sro­giej zimy, to sprawdź ten wpis na blogu, gdzie zba­da­li­śmy przy­pa­dek naj­su­row­szej z zim, jaką dotąd odno­to­wano na zie­miach polskich.

Zbyt mała moc kotła (w roz­sąd­nych gra­ni­cach) jest mniej szko­dliwa dla kie­szeni niż prze­wy­mia­ro­wa­nie. Skut­kuje bowiem wyż­szą spraw­no­ścią pracy kotła, czyli niż­szym kosz­tem ogrze­wa­nia, a przy tym może być dokucz­liwa przez 2–3 naj­zim­niej­sze tygo­dnie, pod­czas gdy prze­wy­mia­ro­wa­nie jest odczu­walne o wiele bole­śniej i przez całą resztę sezonu.

Jak wła­ści­wie dobrać moc kotła węglowego

Odpo­wiedź jest pro­sta: moc nomi­nalna kotła węglo­wego powinna być zbli­żona do ilo­ści ener­gii, jakiej będzie potrze­bo­wał budy­nek do utrzy­ma­nia sta­łej wybra­nej tem­pe­ra­tury w pomiesz­cze­niach w hipo­te­tyczny naj­mroź­niej­szy dzień sezonu grzew­czego (wyjąt­kiem są kotły mia­łowe — opi­sane poni­żej).

Jako hipo­te­tyczny naj­mroź­niej­szy dzień przyj­muje się — zależ­nie od regionu kraju — dzień ze śred­nią dobową tem­pe­ra­turą na pozio­mie –18st.C do –24st.C. Dla­tego jest on hipo­te­tyczny, ponie­waż takie dni się raczej nie zda­rzają. Zwy­kle nawet gdy nocą jest –25st.C, to za dnia tem­pe­ra­tura pod­nosi się do np. –10st.C, więc śred­nia to ok. –15st.C.

Punk­tem wyj­ścia w sytu­acji doboru mocy kotła — w tro­sce o wła­sne zdro­wie psy­chiczne, kom­fort i pie­nią­dze — powinno być sza­co­wane zapo­trze­bo­wa­nie na ener­gię do ogrze­wa­nia, a nie “widzi­mi­się” sprze­dawcy czy instalatora. 

Skąd uzy­skać taką informację?

Pro­jekt domu

Pierw­sze moż­liwe źró­dło to pro­jekt domu. W przy­padku domów z ostat­nich 20 lat, czę­sto podane bywa w pro­jek­cie zapo­trze­bo­wa­nie na cie­pło. Dla typo­wego domu ~150m2 będzie to nie wię­cej jak 10kW.

Tu trzeba uwa­żać, bo cza­sem pro­jek­tant pój­dzie na łatwi­znę i bez wyli­czeń wpi­sze 25-30kW, zakła­da­jąc że ogrze­wa­nie będzie gazowe. Kocioł gazowy o takiej mocy nie sta­no­wiłby pro­blemu. Taka moc kotła węglo­wego byłaby nato­miast katastrofą.

Audyt ener­ge­tyczny

Jeśli nie ma takiej infor­ma­cji w pro­jek­cie domu lub nie ma pro­jektu, możemy wyko­nać audyt ener­ge­tyczny budynku (tzw. OZC). Polega on na obli­cze­niu zapo­trze­bo­wa­nia ciepl­nego według dość skom­pli­ko­wa­nych pro­ce­dur, na pod­sta­wie dokład­nej zna­jo­mo­ści kon­struk­cji budynku. Osoba bez wie­dzy z zakresu budow­nic­twa ma małe szanse pora­dzić sobie samo­dziel­nie z takim zada­niem, a wyko­na­nie audytu przez fachowca kosz­tuje kil­ka­set do tysiąca złotych.

Warto wydać te pie­nią­dze, bowiem koszt prze­wy­mia­ro­wa­nia kotła w oba­wie przed zamar­z­nię­ciem będzie wyż­szy już po pierw­szej zimie. Tylko mając w gar­ści wyniki audytu, można wła­ści­wie dobrać moc kotła, bez opie­ra­nia się na domy­słach i sza­cun­kach, które zawsze są przy­bli­żone, a co gor­sza pozo­sta­wiają nie­pew­ność i chęć nabra­nia kilo­wa­tów na zapas.

Osza­co­wa­nie z grubsza

Zuży­cie ener­gii można osza­co­wać na pod­sta­wie wieku budynku i stop­nia jego docie­ple­nia. Normy obo­wią­zu­jące w cza­sach jego budowy i dostępne mate­riały dają przy­bli­żone poję­cie o jego energochłonności.

  • 60-80W mocy kotła na 1m2 powierzchni ogrze­wa­nej (licząc po pod­ło­gach) dla dobrze ocie­plo­nego współ­cze­snego domu. Np. dla domu o powierzchni ogrze­wa­nej 150m2, potrzeba kotła o mocy nomi­nal­nej od 150 x 60 = 9kW do 150 x 80 = 12kW.
  • 80-100W/m2 w przy­padku domu 30-letniego i star­szego, bez ocie­ple­nia ścian, ale z drob­nymi ulep­sze­niami typu nowe okna. Tym razem daje to 12-15kW.
  • 100-120W/m2 w przy­padku star­szego budynku, zupeł­nie nie­ocie­plo­nego, co dla domu 150m2 daje 15-18kW mocy kotła.

Natu­ral­nie jest to osza­co­wa­nie bar­dzo przy­bli­żone, ale pozwala zmie­ścić się z mocą kotła w roz­sąd­nych granicach.

Zuży­cie gazu

Innym, bar­dzo dokład­nym przy­bli­że­niem, może być zuży­cie gazu do ogrze­wa­nia w naj­mroź­niej­sze dni, o ile oczy­wi­ście ogrze­wa­nie gazowe się posiada. Przy­kła­dowo, gdy przy śred­niej dobo­wej tem­pe­ra­tu­rze zewnętrz­nej –10st.C kocioł spa­lił 25m3 gazu, zna­czy to że jego moc mak­sy­malna wynio­sła 25m3/24h = ok. 1m3/h = ok. 10kWh/h = 10kW. Dzię­ląc tę moc przez róż­nicę tem­pe­ra­tur (np. 30 stopni), otrzy­mamy war­tość 333W/st.C.

Aby dowie­dzieć się, jakiej mocy będzie potrzeba przy śred­niej –20st.C, wystar­czy pomno­żyć wyli­czoną wiel­kość przez róż­nicę tem­pe­ra­tur wewnątrz — na zewnątrz (-20 a +20, czyli 40 stopni) i już wiemy, że 13,4kW to potrzebna nam moc nomi­nalna kotła.

Przy­bli­żony audyt ener­ge­tyczny — CiepłoWłaściwie.pl

Powyż­sze spo­soby bywają kosz­towne, kło­po­tliwe lub nie­do­kładne. Dla­tego powstało roz­wią­za­nie dar­mowe, pro­ste (siłą rze­czy nie tak dokładne jak pro­fe­sjo­nalny audyt ener­ge­tyczny),  dające dobre przy­bli­że­nie potrzeb grzew­czych budynku. Mowa o stro­nie CiepłoWłaściwie.pl.

Poda­jąc pod­sta­wowe para­me­try kon­struk­cyjne two­jego domu, otrzy­masz tam nie tylko infor­ma­cję o potrzeb­nej mocy grzew­czej, ale także (jeśli podasz aktu­alne zuży­cie opału) o efek­tyw­no­ści two­jego ogrze­wa­nia i pro­po­zy­cjach inwe­sty­cji, które naj­niż­szym kosz­tem obniżą twój rachu­nek za ogrzewanie.

Ile mocy na potrzeby CWU

Jeśli kocioł, oprócz ogrze­wa­nia domu, ma także grzać boj­ler z cie­płą wodę użyt­kową, wtedy trzeba doli­czyć mu pewien zapas mocy na tę oko­licz­ność. Od razu trzeba zazna­czyć, że zapas ten pra­wie nigdy nie będzie wyko­rzy­sty­wany. Jest on prze­wi­dziany po to, by w sytu­acji naj­sroż­szego mrozu sybe­ryj­skiego, gdy zapo­trze­bo­wa­nie na cie­pło budynku będzie naj­więk­sze, kocioł miał nadal wolne moce prze­ro­bowe dla pod­grza­nia CWU.

Ile dokład­nie kilo­wa­tów zare­zer­wo­wać na grza­nie CWU? Odpo­wie­dzi rzu­cane są różne — od 0,5kW do ponad 5kW. Roz­rzut ten bie­rze się stąd, że ów doda­tek mocy na potrzeby CWU trzeba usta­lić w zależ­no­ści od tego, jak dużo wody i jak szybko chcemy zagrzać w ciągu doby.

Do ogrza­nia 100l wody o 50 stopni (od 10st.C do 60st.C) potrzeba nie­całe 6kWh ener­gii. Można więc pod­grzać tę ilość wody w ciągu 1 godziny — wtedy trzeba grzać z mocą 6kW. Mając do dys­po­zy­cji 12kW mocy, zagrzeje się tę samą ilość wody w pół godziny. Można też roz­ło­żyć grza­nie w cza­sie i przez 12 godzin grzać z mocą 500W — jeśli w każ­dym przy­padku przez ten czas nie będzie poboru wody, efekt będzie taki sam (różne straty pomijamy).

Dla kotła węglo­wego grza­nie CWU to małe piwo. Na bie­żące utrzy­my­wa­nie tem­pe­ra­tury w boj­le­rze potrzebne są śmiesz­nie małe moce typu kil­ka­set watów. Kiedy z jakie­goś powodu chcemy, by woda była zawsze grzana szyb­ciej, wtedy trzeba wyli­czyć potrzebną moc jak wyżej.

Cią­gle jed­nak trzeba pamię­tać, że zapas ten jest po to, aby mieć czym zagrzać wodę w cza­sie trza­ska­ją­cego mrozu. Gdy szu­kasz kotła podaj­ni­ko­wego, a zapo­trze­bo­wa­nie domu na cie­pło wynosi np. 10kW + potrze­bu­jesz grzać 200l boj­ler, to nie ma sensu z tego powodu kupo­wać wyż­szej mocy, tj. ok. 17kW. W zupeł­no­ści wystar­czy 10kW, który zawsze ma zapas mocy nawet 30% ponad nomi­nalną (co jest wyka­zane w DTR kotła i wynika z zapasu mocy pal­nika). Na co dzień dom będzie potrze­bo­wał 2-3kW, a pozo­stałe 7-8kW będzie można wyko­rzy­stać do szyb­kiego pod­grza­nia boj­lera. Nato­miast w naj­więk­szy mróz pozo­sta­nie wciąż te 2-3kW “ukry­tego” zapasu mocy kotła.

Wyją­tek dla kotłów miałowych

O ile kocioł węglowy, gazowy, na drewno czy pel­let powi­nien mieć moc nomi­nalną zbli­żoną do mak­sy­mal­nego zapo­trze­bo­wa­nia na cie­pło budynku, to nie doty­czy ta zasada kotłów miałowych.

Kocioł mia­łowy dobiera się według mocy śred­niej, a nie nomi­nal­nej. Dla­czego tak? Ponie­waż miał jest pod­łym pali­wem — nisko­ka­lo­rycz­nym, zapo­pie­lo­nym, które nie pozwala na ostre grza­nie. Dla­tego aby obsługa kotła mia­ło­wego nie urą­gała czło­wie­czeń­stwu pala­cza, taki kocioł powi­nien mieć sta­ło­pal­ność ok. 24 godzin. Aby to osią­gnąć, trzeba go “przewymiarować”.

Przy­kła­dowo jeśli dom potrze­buje max. 15kW mocy grzew­czej, to kocioł węglowy do tego domu powi­nien mieć moc nomi­nalną 14-16kW, ale kocioł mia­łowy do tego samego domu musi mieć ok. 30kW, ponie­waż gdy ma on zakres mocy 5-30kW, to śred­nia wypada ok. 16kW, co odpo­wiada zapo­trze­bo­wa­niu domu.

Ta zasada ma poważne kon­se­kwen­cje. Ozna­cza ona, że kocioł mia­łowy nie może być opa­lany węglem. To musi zabo­leć rze­sze rado­snych pala­czy kupu­ją­cych sobie kocioł ‘na wszystko’, z nadzieją że popalą sobie w nim mia­łem, a jak im się znu­dzi, to prze­sko­czą na węgiel. Nic z tego. Nie ist­nieje samo­chód, który rów­nie wygod­nie i eko­no­micz­nie prze­wie­zie dwie osoby, 20 osób albo 10 ton ładunku. Podob­nie nie ist­nieje kocioł na wszystko, który zawsze będzie pra­co­wał ekonomicznie.

Jeśli zaczniesz palić węglem w kotle mia­ło­wym, to dosta­niesz wszyst­kie pro­blemy zwią­zane z prze­wy­mia­ro­wa­niem. Bo kocioł mia­łowy napchany węglem jest prze­wy­mia­ro­wany. Opa­lany mia­łem ma słab­sze osiągi, dosto­so­wane do potrzeb domu i dla­tego działa prawidłowo.

Jeśli zechcesz palić mia­łem w kotle węglo­wym, to będziesz miesz­kać w kotłowni i zamar­z­niesz w więk­sze mrozy. Przede wszyst­kim kocioł, który jest dobrany mocą nomi­nalną, w sytu­acji opa­la­nia mia­łem będzie za słaby, by ogrzać dom. Poza tym jego pojem­ność zasy­powa pozwoli na sta­ło­pal­ność rzędu kilku-kilkunastu godzin, co wymusi roz­pa­la­nie po 2–3 razy na dobę.

Co zro­bić z prze­wy­mia­ro­wa­nym kotłem

Prze­wy­mia­ro­wa­nie kotła nie bie­rze się tylko ze złego zakupu. Czę­sto to wynik ocie­ple­nia budynku. Wystar­czy obło­że­nie domu sty­ro­pia­nem, by zapo­trze­bo­wa­nie domu na cie­pło spa­dło nawet o połowę — i już kocioł staje się prze­wy­mia­ro­wany. Oszczęd­no­ści z ocie­ple­nia zostaną pożarte przez straty opału z tytułu przewymiarowania.

Ale na szczę­ście nie trzeba od razu łożyć pie­nię­dzy na nowy kocioł. Da się dość pro­sto i sku­tecz­nie ogra­ni­czyć jego moc z uży­ciem cegieł sza­mo­to­wych i spe­cjal­nej zaprawy. Koszt to w pory­wach 50zł.

W kotle gór­nego spalania

Ograniczenie mocy kotła górnego spalaniaTaki zabieg pozwala dopro­wa­dzić prze­wy­mia­ro­wany kocioł do stanu uży­wal­no­ści. Dobór ilo­ści cegieł będzie zale­żał od nad­wyżki mocy, jakiej chcemy się pozbyć. Można przy­jąć, że zamu­ro­wu­jąc 1/3 rusztu, redu­kuje się moc kotła także o 1/3.

Oto kolejne kroki tej operacji:

  • Zaopatrz się w kilka cegieł sza­mo­to­wych peł­no­wy­mia­ro­wych i kilka pła­skich, szli­fierkę kątową z tar­czą do cię­cia cera­miki oraz min. 5kg zaprawy sza­mo­to­wej. Znaj­dziesz to wszystko w pierw­szym lep­szym mar­ke­cie budowlanym.
  • Zacznij od uło­że­nia bez zaprawy stosu z cegieł na sze­ro­kość całego rusztu, dłu­gość 15cm (sze­ro­kosć jed­nej cegły) i do wyso­ko­ści mak­sy­mal­nego zasypu (w prak­tyce pra­wie pod drzwiczki zasy­powe). Jeśli cegły nie miesz­czą się tak, by szczel­nie blo­ko­wać ruszt lub wystę­pują szcze­liny ponad 1cm, przy­tnij bra­ku­jące kawałki lub nad­miary uży­wa­jąc szli­fierki (z zacho­wa­niem środ­ków bez­pie­czeń­stwa typu oku­lary ochronne — sza­mot tnie się nie­ła­two). Blok sza­motu powi­nien się­gać nie­mal na wyso­kość dol­nej kra­wę­dzi drzwi­czek zasy­po­wych.
    Cegły powinny być spa­so­wane moż­li­wie ści­śle. Zaprawa będzie peł­nić tylko rolę uszczel­nia­cza. Cały blok sza­motu ma przy­le­gać do ścian kotła. Bez obaw — roz­sze­rzal­ność cieplna sza­motu jest mniej­sza niż stali czy żeliwa i po nagrza­niu nie uszko­dzi on kotła roz­sze­rza­jąc się.
  • Wstęp­nie możesz zamo­co­wać cegły bez zaprawy, uszczel­nia­jąc prze­strze­nie mię­dzy nimi gliną lub choćby popio­łem. Taka kon­struk­cja wytrzyma kilka prze­pa­leń, a pozwoli spraw­dzić, czy zain­sta­lo­wana ilość sza­motu jest pra­wi­dłowa. Jeśli tak — będziesz mógł spo­koj­nie wkleić cegły na zaprawę. Jeśli nie — łatwo wyj­miesz / dodasz nowe cegły.
  • Prze­pal kilka razy i sprawdź, jak działa kocioł, naj­le­piej przy umiar­ko­wa­nych mro­zach. Powi­nien wol­niej nagrze­wać wodę, mniej dymić i smo­ło­wać, a sza­mot będzie się roz­grze­wał do czer­wo­no­ści. Jeśli zasyp wystar­czy na min. 12h, a poprawa jako­ści spa­la­nia jest widoczna, to możesz pozo­stać przy tej ilo­ści sza­motu. Jeśli zbyt­nio nie widać róż­nicy, a nad­miar mocy jest jesz­cze spory — dołóż wię­cej cegieł. Jeśli zasyp star­cza na mniej niż 12h — sza­motu jest zbyt dużo.
  • Gdy już usta­lisz pra­wi­dłową pro­por­cję rusztu, którą musisz zablo­ko­wać sza­mo­tem, wklej cegły na zaprawę. For­mal­nie potrzeba ok. 24h na jej zwią­za­nie, ale prze­pa­lić ostroż­nie możesz już po kilku godzi­nach, gdy zaprawa prze­staje być ela­styczna. Zaprawa nie musi zwią­zać na kamień. Wystar­czy, że wyschnie i nie będzie się wykru­szać. W każ­dym razie do muro­wa­nia lepiej wybrać dzień, w któ­rym przez ten czas będziesz mógł prze­żyć bez ogrzewania.

Po takiej ope­ra­cji odczu­jesz zna­czącą poprawę w kul­tu­rze pracy kotła oraz zmniej­szone zuży­cie opału. Oczy­wi­ście jest to tylko pro­teza mniej­szego kotła, ale tania i dość skuteczna.

W kotle dol­nego spalania

Idea jest podobna jak w wyżej opi­sa­nym przy­padku, tylko wyko­na­nie ciut odmienne. Nadal cho­dzi o ogra­ni­cze­nie ilo­ści palą­cego się węgla i powierzchni odbioru cie­pła, ale w kotle dol­nego spa­la­nia robi się to nieco inaczej:

  • zmniej­sza­jąc prze­lot pod pierw­szym wymien­ni­kiem, czyli sze­ro­kość i/lub wyso­kość tzw. pal­nika przez zamu­ro­wa­nie go czę­sciowo szamotem
  • przez wyło­że­nie sza­mo­tem dol­nej czę­ści ścian komory zasy­po­wej — aby ogra­ni­czyć tam odbiór cie­pła z roz­pa­lo­nego czę­ściowo zasypu

Ograniczenie mocy kotła dolnego spalania

Tak jak w przy­padku kotła gór­nego spa­la­nia, ilość, gru­bość oraz miej­sce insta­la­cji sza­motu należy dobrać eks­pe­ry­men­tal­nie. Pamię­tać należy jedy­nie, by sza­mot był roz­miesz­czony syme­trycz­nie wzglę­dem podłuż­nej osi kotła, tj. gdy okle­jamy ścianę z pra­wej strony, to tyle samo sza­motu idzie na lewą ścianę. To wszystko w celu zapew­nie­nia rów­no­mier­nego nagrze­wa­nia kotła.
Jeśli kocioł ma ruszt ruchomy, to usta­wia­jąc cegły sza­mo­towe na rusz­cie, trzeba roz­mie­ścić je tak, aby nie blo­ko­wały rusztu ruchomego.

Scho­wać cie­pło na później

Na pro­blem nad­miaru mocy kotła można spoj­rzeć z góry, z poziomu całego domu. A gdyby tak ener­gię odbie­raną stale z kotła pra­cu­ją­cego na pozio­mie 30% mocy nomi­nal­nej, zastą­pić ener­gią wypro­du­ko­waną co jakiś czas, ale z mocą 90% nomi­nal­nej? Ilość ener­gii ta sama, ale spraw­ność jej odbioru — o wiele większa.

To prze­cież kla­syczne prze­pa­la­nie. Nie­eko­no­miczne, a do tego kto lub takie huś­tawki zimno-ciepło? Kom­bi­nujmy więc dalej. Przy­dałby się jakiś aku­mu­la­tor dla tej nad­wyżki ener­gii. Współ­cze­sny dom w tej roli spraw­dza sie słabo. Dołóżmy więc dobrze zaizo­lo­waną beczkę z wodą i grzejmy ją z dużą mocą przez kilka godzin, by następ­nie przez kil­ka­na­ście godzin odbie­rać zgro­ma­dzone w niej ciepło.

I tak docho­dzimy do kolej­nego spo­sobu na prze­wy­mia­ro­wany kocioł: to bufora cie­pła. Po pro­stu beczka z wodą grzana z insta­la­cji cen­tral­nego ogrze­wa­nia, maga­zy­nu­jąca nad­miar ener­gii. Gene­ral­nie sto­suje się go w celu pod­nie­sie­nia śred­niej mocy kotła, a więc pod­nie­sie­nia spraw­no­ści jego pracy. Do niwe­lo­wa­nia skut­ków prze­wy­mia­ro­wa­nia jak znalazł.

Jest tylko sze­reg pro­ble­mów. Przede wszyst­kim taki bufor musi być naprawdę duży. Setki, nawet parę tysięcy litrów, zależ­nie od ilo­ści ener­gii, jaką chcemy zma­ga­zy­no­wać. Za tym idą trud­no­ści wyko­naw­cze i koszty. A co za to zysku­jemy? Tań­sze ogrze­wa­nie, pale­nie w kotle raz na parę dni.
Tema­tyka bufo­rów cie­pła została dogłęb­nie roz­pra­co­wana np. w tym wątku na forum Mura­tora.

Fał­szywa nadzieja w automatyce

Pew­nie znajdą się i tacy, co na pro­blem nad­miaru mocy kotła par­skną śmie­chem, a gdy już zła­pią oddech, powie­dzą, że prze­cież wystar­czy zamon­to­wać ste­row­nik jeden, drugi i piąty, do tego zawór mie­sza­jący, wie­lo­dro­gowy, pompkę, minia­tu­rową fon­tannę i neony oraz kom­pu­ter nad­zo­ru­jący całość — i kocioł zacznie pra­co­wać eko­no­micz­nie, a do tego jak nowocześnie!

Nie trzeba wcho­dzić w szcze­góły tech­niczne, by oba­lić takie myśle­nie u samych pod­staw. Takie twier­dze­nia mogą wysu­wać jedy­nie osoby nie­ma­jące poję­cia o isto­cie dzia­ła­nia kotłów węglo­wych, trak­tu­jące je jak czarną skrzynkę wyplu­wa­jącą cie­pło w zamian za opał, zdolną do natych­mia­sto­wej i bez­strat­nej regu­la­cji mocy w zakre­sie 0–100% mocy nominalnej.

Opi­sana wcze­śniej zależ­ność spraw­no­ści pracy kotła od jego aktu­al­nej mocy wynika z samej istoty jego kon­struk­cji. Spo­sób ste­ro­wa­nia — nie­ważne czy pro­sty miar­kow­nik mecha­niczny, czy ste­row­nik z fuzzy PID disco laz­zers (czy co tam jest teraz w modzie) — jak i sama insta­la­cja grzew­cza (zawory mie­sza­jące i inne cuda hydrau­liki) nie mają tu nic do powie­dze­nia, bo odpo­wia­dają jedy­nie za nad­zór nad warun­kami pracy kotła i dys­try­bu­cję ener­gii.
Nad­rzęd­nym ogra­ni­cze­niem pozo­staje zapo­trze­bo­wa­nie cieplne budynku. Gdy zostaje ono zaspo­ko­jone, to kocioł prze­cho­dzi w pod­trzy­ma­nie, a za tym idzie spa­dek spraw­no­ści. Nie da się zatrzy­mać w miej­scu spa­la­nia węgla, a potem w dowol­nym momen­cie go wznowić.

Co zro­bić ze zbyt sła­bym kotłem

Oprócz zakupu nowego kotła o wła­ści­wej mocy, cie­kawą opcją może być zasto­so­wa­nie dodat­ko­wego źró­dła cie­pła do wspo­ma­ga­nia kotła węglo­wego w naj­zim­niej­szym okre­sie. Nie musi to być tylko roz­wią­za­nie pro­te­tyczne. Po odpo­wied­nim prze­kal­ku­lo­wa­niu może się oka­zać, że taki manewr pozwoli na zakup kotła węglo­wego o niż­szej mocy, który będzie pra­co­wał z wyż­szą spraw­no­ścią śred­nio­roczną, co wyge­ne­ruje kon­kretne oszczędności.

Weźmy przy­kła­dowy dom o powierzchni ogrze­wa­nej 200m2 i mak­sy­mal­nym zapo­trze­bo­wa­niu na ener­gię rzędu 80W/m2 (czyli np. 30-letni dom z prze­cięt­nie docie­plo­nymi ścia­nami i nowymi oknami). W kotłowni stoi kocioł 10kW. Mak­sy­mal­nie wycią­gnie on 11kW, ale dom potrze­buje 16kW. Bra­kuje 5kW w naj­zim­niej­szym 3-tygodniowym okresie.

Sprawność kotła niedowymiarowanego

Dobrym wyj­ściem może być dogrze­wa­nie domu w tym cza­sie np. kotłem gazo­wym. Kocioł ten mógłby być nawet zabyt­kiem tech­niki, nie­uży­wa­nym przez resztę sezonu, nie­ko­niecz­nie nowo­cze­snym kotłem kon­den­sa­cyj­nym. Potrzebne max. 5kW i tak by z sie­bie wydu­sił. Tym­cza­sem kocioł węglowy dzia­łałby w tym cza­sie w oko­li­cach mocy nomi­nal­nej, a więc na mak­sy­mal­nej sprawności.

Ale czy to się opłaci? Policzmy. Kocioł gazowy pra­co­wałby z mocą 1-6kW przez 3 tygo­dnie, co daje 21 dni * 24 godziny * 6kW = 3000kWh, a z tego bie­rzemy połowę: 1500kWh, zakła­da­jąc liniowy wzrost wyko­rzy­sta­nia mocy kotła gazo­wego. 1m3 gazu GZ-50 to ok. 10kWh ener­gii, więc spa­lamy 150m3 gazu po 2,5zł/m3. Koszt imprezy wynosi w naj­gor­szym razie 375zł.
Odej­mu­jemy cenę wytwo­rze­nia tej ener­gii z węgla, gdy­by­śmy mieli kocioł o dosta­tecz­nej mocy. Rado­śnie zakła­damy spraw­ność 80%, więc musie­li­by­śmy spa­lić 240kg dobrego węgla (28MJ/kg). To daje koszt ok. 200zł. Na razie jeste­śmy 175zł do tyłu.

Ale sprawdźmy korzy­ści z niskiej mocy kotła. Gdyby był dobrany pra­wi­dłowo, śred­nio­roczna spraw­ność wyno­si­łaby ok. 45%. Dzięki niskiej mocy kotła, pra­cuje on na wyż­szym pro­cen­cie mocy nomi­nal­nej, a tym samym osiąga wyż­szą śred­nią spraw­ność: ok. 60%. To daje ok. 10–15% oszczęd­no­ści na kosz­tach opału. Zamiast 7,5t spa­lamy 6t. Odej­mu­jąc dodat­kow 175zł za gaz, jeste­śmy wciąż 1000zł do przodu. Jeśli nadal czy­tasz i coś z tego rozu­miesz, to widzisz: opła­ciło się, i to konkretnie.

Jak żyć

Jak zwy­kle nie­świa­domy niczego klient nie ma lekko. Nie­któ­rzy pro­du­cenci i sprze­dawcy bez waha­nia wci­sną mu kocioł o zbyt dużej mocy, z któ­rym będzie się męczył i słono pła­cił za stra­cony opał, a jego los nikogo nie będzie obcho­dził. Ba, nawet on sam czę­sto nie będzie świa­dom, że się męczy i prze­płaca, myśląc że z węglem tak po pro­stu być musi.

Z dru­giej strony trudno jest zigno­ro­wać fachow­ców by zaufać jakimś gościom z inter­ne­tów i wziąć mały kocioł. Co jeśli okaże się za mały? Czło­wiek kom­plet­nie zie­lony w tema­cie ma prawo czuć się zagu­biony. Do czy­jejś opi­nii musi się przy­chy­lić, a jej kon­se­kwen­cje i tak spadną na jego głowę. Nie­mal cał­ko­witą pew­ność pra­wi­dło­wego doboru mocy kotła może dać tylko pro­fe­sjo­nalny audyt ener­ge­tyczny (OZC).

Naj­lep­sze wyj­ście to porzu­ce­nie syn­dromu sybe­ryj­skiego i zakup kotła o mocy odpo­wia­da­ją­cej zapo­trze­bo­wa­niu budynku. Ale współ­cze­sne ener­go­osz­czędne budow­nic­two spra­wia, że coraz trud­niej kupić kocioł węglowy, któ­rego moc nie będzie za wysoka.

Wtedy należy poże­gnać się z dogma­tem o tanim węglu i na poważ­nie roz­wa­żyć też inne spo­soby ogrze­wa­nia, które wyma­gają inwe­sty­cji na wstę­pie, ale w dłuż­szym okre­sie są dużo tań­sze — począw­szy od naj­prost­szego roz­wią­za­nia: buforu cie­pła.