Jak palić czyściej węglem i drewnem

Czy węgiel i drewno są ule­pi­one z dymu i smro­du? Nie – dym i smród pow­sta­je na skutek kiep­skiej tech­ni­ki pale­nia, która nieste­ty jest powszech­na – każdy kopcą­cy komin o tym świad­czy. Ludzie nie wiedzą, że jeśli uży­wać węgla i drew­na poprawnie, mogą to być nieu­ciążli­we źródła ciepła o znikomej emisji. Bo kto im o tym powie? Gazow­n­ia, zieloni ide­olodzy? Tedy mówię ja, człowiek z kotłowni, od 8 lat palą­cy bez kopce­nia.

Każdy, kto ma piec, kocioł albo kominek, naty­ch­mi­ast może zacząć pal­ić w nim prak­ty­cznie bez dymu – to jest, jak pokazu­ją bada­nia, min. o 50% czyś­ciej. I do ok. 30% taniej – bo sko­ro lep­iej dopalasz pali­wo, to masz z niego więcej ciepła. Wystar­czy stosować jed­ną z opisanych poniżej tech­nik pale­nia bez kopce­nia.

Dym i smród to błąd w sztuce

Nigdy mnie nie dzi­wiło ani mi nie przeszkadza­ło, że węgiel kop­ci. Tak było od zawsze i sam bym nigdy nie pomyślał, żeby nad tym myśleć. Wydawało się to prawem przy­rody: są pali­wa “czyste” (jak gaz ziem­ny) a węgiel jest “brud­ny”, więc kop­cić musi. Ewen­tu­al­nie jeśli kop­ci szczegól­nie moc­no, zwykło się mówić, że jest “złej jakoś­ci”. Ale pokop­ci tak 15 min­ut a potem już nie ma dymu. To kopce­nie zwykło się to nazy­wać “roz­palaniem”. Rzeko­mo przy roz­pala­niu chmu­ra dymu to nor­ma. Tak – jeśli sto­su­jesz kiep­ską tech­nikę pale­nia. Pewnie nie wiesz, że w ~15 min­ut takiego “roz­pala­nia” wyrzu­casz nies­paloną 1/3 tego, co do pieca wkładasz – bo dym to nies­palona lot­na część pali­wa, której w każdym węglu jest ~1/3 wag­owo. W poprawnych tech­nikach pale­nia roz­pala­niu nie towarzyszy chmu­ra dymu, bo na bieżą­co się on spala.

Przełóżmy to na bardziej znaną dziedz­inę:

  • Dawniej kopcą­cy i śmierdzą­cy ben­zyną Wart­burg niko­go nie dzi­wił. Moż­na by wtedy sądz­ić, że ben­zy­na musi dymić i śmierdzieć. Ale tak nie jest, bo…
  • …dzisiejsze auta dopala­ją takie samo pali­wo tak dokład­nie, że nie zosta­je za nimi żaden dym a częs­to nawet zapach pali­wa.

W kotłow­n­i­ach jesteśmy wciąż w epoce Wart­bur­ga, i to z rozreg­u­lowanym gaźnikiem.
Ktoś mądry powie: niech sobie stary piec wymieni na nowoczes­ny, to wtedy nie dymi. Oczy­wiś­cie. Ale kto aku­rat wymienić nie może – nie musi kop­cić. Stare piece nie kopcą ze staroś­ci! One też mogły­by spalać prak­ty­cznie bez dymu, jeśli­by zas­tosować w nich najlep­sze możli­we tech­ni­ki pale­nia.

  • Dym i smród pow­sta­je wtedy, gdy dużą ilość węgla lub drew­na pod­palasz od dołu lub wrzu­casz dużą ilość na żar. Choć jest to meto­da powszech­nie znana, zapisana w instrukc­jach obsłu­gi wielu pieców – to naj­gorsze, co moż­na zro­bić. Tak wywołu­jesz pożar – kilka(naście/dziesiąt) kilo węgla czy drew­na szy­bko się pod­grze­wa i uwal­nia ogromne iloś­ci pal­nych gazów, szerzej znanych jako dym. Jest ich za dużo, by nadążyły się spal­ić, więc więk­szość odlatu­je kominem.
    Tracisz na tym 1/3 pali­wa, nien­aw­idzą cię (zazwyczaj skrycie) sąsiedzi a władze lokalne za chwilę w ramach wal­ki ze smo­giem mogą cię przy­mu­sowo przełączyć na gaz. Tyle prob­lemów z tak bła­hej przy­czyny!
  • Ale jeśli w tym samym piecu to samo pali­wo pod­pal­isz od drugiej strony – od góry (tam, gdzie to ma sens) – wtedy to już nie jest pożar: opał zapala się stop­niowo, tak jak świeca. Żar pomału pod­grze­wa pali­wo pod spo­dem, palne gazy uwal­ni­ane są stop­niowo, a warst­wa żaru daje wysoką tem­per­aturę, w której wszys­tko łat­wo dopala się do prze­jrzystych spalin. Na zewnątrz nie widać, że coś pal­isz.
    Taki sposób spala­nia węgla zas­tosowano w nowoczes­nych kotłach poda­jnikowych – tam efekt jest najlep­szy. Ale najprost­szy piec, kominek czy nawet ognisko najczęś­ciej także nada­ją się do zas­tosowa­nia tej lub innych tech­nik.

Dlaczego ostat­nio tak się nakrę­ca tem­at smogu a ty dopiero tutaj dowiadu­jesz się o tak prostym sposo­bie zapo­b­ie­ga­nia mu? Oper­ac­ja smog to żer dla wielu biz­nesów – proste rozwiąza­nia niekoniecznie są mile widziane. Społecz­na odpowiedzial­ność kot­larst­wa węglowego jest na poziomie mułu poniżej dna – niewiele firm infor­mu­je w instrukc­jach, jak pal­ić bez dymu, nato­mi­ast więk­szość zale­ca tę naj­gorszą tech­nikę (ale bard­zo chęt­nie sprzedadzą ci nowoczesne i dro­gie kotły automaty­czne). Zupełnie inaczej jest w światku kominkowym, gdzie pro­du­cen­ci infor­mu­ją swoich klien­tów o poprawnym pale­niu.

Jak zacząć palić bez kopcenia

Zacząłem od roz­pala­nia od góry i o tej metodzie będzie najwięcej mowa, bo poprawnie stosowana może dawać najlep­sze efek­ty. Jed­nak to nieje­dyny sposób, by pal­ić węglem i drewnem czyś­ciej i efek­ty­wniej. Jeszcze proś­ciej jest lekko zmienić sposób dokłada­nia (mały­mi por­c­ja­mi lub od boku). Nie ma takiego pieca, który musi­ał­by kop­cić.

Opisane tu metody pale­nia doty­czą najpowszech­niej spo­tykanego rodza­ju kotłów i pieców (z wylotem spalin u góry paleniska). Jest to znakomi­ta więk­szość domowych kotłów, piece kaflowe i komin­ki. W mniej pop­u­larnych kotłach z wylotem spalin przy rusz­cie roz­palanie na rusz­cie i ład­owanie pali­wa na żar jest poprawnym sposobem pale­nia, ponieważ te kotły są kon­struk­cyjnie odwró­cone “do góry noga­mi” wzglę­dem “nor­mal­nych”.

Rozpalanie od góry

Więk­szość ludzi w pier­wszym odruchu puka się w czoło lub drapie po głowie, bo prze­cież to niemożli­we, żeby węgiel czy drewno zapal­ić od góry! Całe życie uczono nas, że chcąc cokol­wiek pod­pal­ić, ogień pod­kła­da się pod spód, a nawet wtedy bywa trud­no. A jed­nak to dzi­ała, bo ogień grze­je też to, co pod nim, i bez prob­le­mu idzie “pod wia­tr”. Dzi­ała to wol­niej i dzię­ki temu – oraz dzię­ki prze­niesie­niu warst­wy żaru NAD warst­wę zim­nego jeszcze pali­wa – możli­we jest dokład­niejsze, wręcz bezdymne spalanie węgla czy drew­na.

Pali­wo roz­palone od góry wypala się dwue­tapowo: najpierw spala­ją się gazy, czyli cały ten dym i smród a koks zosta­je na później.

W drugim odruchu ludzie pyta­ją: jak dokładać? Po roz­pale­niu nie dokła­da się – jest to pale­nie cyk­liczne więk­szej iloś­ci pali­wa. Owszem, z przy­musu, bo nie ma jak sen­sown­ie wepch­nąć pali­wa pod żar. Ale na co dzień nie jest to tak wiel­ki prob­lem jak się wyda­je, tak samo jak da się jeźdz­ić na row­erze bez bocznych kółek, choć prze­cież powinien się przewracać na bok.
Typowy poprawnie dobrany kocioł grze­je na jed­nym załadunku węgla w naj­gorszym razie około 12 godzin. Prze­ważnie więc cała pra­ca w kotłowni ogranicza się do 10–15 min­ut na załadunek i roz­pale­nie. W sro­gi mróz może być konieczne roz­pale­nie dwa razy na dobę. Wszys­tko zależy od pali­wa (węgiel spala się dłużej, drewno – szy­b­ciej), wielkoś­ci kotła (raczej są za wielkie), izo­lacji budynku i aktu­al­nej pogody. Nie zawsze jest konieczne grzanie na okrągło, aby stale mieć kom­for­tową tem­per­aturę w domu. Poza tym mając jeszcze na rusz­cie resztkę żaru po roz­pale­niu od góry możesz zawsze kon­tyn­uować pale­nie dokłada­jąc niewielki­mi por­c­ja­mi lub sposobem kroczą­cym.

Co daje roz­palanie od góry? Wedle dostęp­nych wyników badań obniża emisję pyłów o pon­ad 50%. Tak banal­nie pros­to zmniejsza­sz o połowę swój wkład do tego, co wisi za oknem – i jeszcze na tym zara­bi­asz, bo spala­jąc dym dosta­jesz więcej ciepła za te same pieniądze!
Ile moż­na oszczędz­ić? Tego na razie nikt ofic­jal­nie nie zbadał, ale na pod­staw­ie wielo­let­nich doświad­czeń ludzi mówimy ori­en­ta­cyjnie o możli­wej oszczęd­noś­ci ok. 30% opału. Są tacy, którzy spala­ją o połowę mniej – ale to tylko świad­czy o tym, jak kolos­alne iloś­ci opału dotąd marnowali.

Same płomie­nie i brak smro­du smoły, bo ona się tu spala! – tak wyglą­da poprawne spalanie węgla.

Takie same budyn­ki, kominy, kotły i pali­wo – a efek­ty różne jak dzień i noc! Właś­ci­ciel kom­i­na po lewej pali czys­to – zobacz, ile w nim sadzy i dymu (tak, właśnie trwa roz­palanie!). Właś­ci­ciel kom­i­na po prawej też właśnie roz­pala.

 

Zale­ty roz­pala­nia od góry to:

  • czyst­sze spalanie czyli brak dymu i smoły, skrom­ni­utkie iloś­ci sadzy,
  • o ~50–80% niższa emis­ja pyłów,
  • ok. 1/3 oszczęd­noś­ci pali­wa,
  • brak potrze­by odwiedza­nia kotłowni po roz­pale­niu przez kil­ka-kilka­naś­cie godzin.

Meto­da ta nie jest jed­nak zło­tym środ­kiem, który w 100% zlik­widu­je smog (ale w 50% – czemu nie?), ani nie da ci bezob­słu­gowej kotłowni (różni­ca między kotłem zasy­powym, nawet roz­palanym od góry, a kotłem poda­jnikowym to wciąż jak między row­erem, może skuterem, a samo­cho­dem).
Jak wszys­tko, ma swo­je wady:

  • trze­ba roz­palać więk­szą ilość pali­wa cyk­licznie – a więc trze­ba się przestaw­ić z dokłada­nia na jed­no-dwukrotne roz­pale­nie w ciągu doby. Czyste pale­nie na okrągło bez ponownego roz­pala­nia umożli­wia­ją kotły dol­nego spala­nia.
  • nie ma tej metody w instrukc­jach obsłu­gi wielu kotłów, w których tech­nicznie da się ją zas­tosować – wyda ci się to nieważne, bo instrukcję dawno użyłeś na roz­pałkę, ale może spraw­iać wraże­nie, że to jak­iś garażowy pomysł, który w każdej chwili może urwać głowę, choć wielu pro­du­cen­tów iden­ty­cznych kotłów dodało tę metodę do swoich instrukcji (nie mówiąc o tym, że pro­mu­ją ją liczne europe­jskie insty­tuc­je rzą­dowe). To dlat­ego eksper­ci węglowego świat­ka nie popier­a­ją pub­licznie pale­nia od góry, bo nie mogą w ciem­no ręczyć, że w dowol­nym kotle zadzi­ała to należy­cie. To powin­no być rolą pro­du­cen­ta, a gdy ten ma nasz interes gdzieś głęboko, pozosta­je nam dzi­ałać na włas­ną rękę.

Oso­by sto­su­jące pale­nie od góry uzna­ją, że powyższe zale­ty przewyższa­ją w ich przy­pad­ku te wady. Dlat­ego właśnie wieść o tej metodzie się szerzy – bo to dzi­ała, ludzie czu­ją oszczęd­ność w kieszeni­ach! Nie poma­ga­ją nam żadne orga­ni­za­c­je – he he – eko­log­iczne, żadne lob­by węglowe ani kot­larskie. Ba, niejed­nokrot­nie przeszkadza­ją. Jesteśmy lob­by domowych palaczy, które próbu­je radz­ić sobie najlepiej jak potrafi.

Rozpalanie od góry –
wyniki badań, najczęstsze pytania

Instrukcja palenia od góry –
krok po kroku

Dokładanie mniejszymi porcjami

Wystar­czy min­i­mal­na zmi­ana nawyków, aby trady­cyjne pale­nie (“od dołu”) uczynić znośnym. Wściekłe kopce­nie przy tym sposo­bie pale­nia jest efek­tem wrzu­ca­nia zbyt wielkiej por­cji pali­wa na zbyt małą por­cję żaru. Najproś­ciej więc będzie pozbyć się kopce­nia dokłada­jąc mniejszy­mi por­c­ja­mi.

metoda-dokladanie-malymi-porcjami

Dokładanie mały­mi por­c­ja­mi

Mała por­c­ja to rzecz względ­na — powin­na być na tyle mała, aby po dorzuce­niu w kotle stale hulał ogień. Im więcej na rusz­cie żaru i im inten­sy­wniej się on pali, tym więcej na raz moż­na dołożyć bez zduszenia płomieni. Póki w kotle hula ogień, naj­gorsze co może wylaty­wać z kom­i­na to półprze­jrzysty czarny dym. Nie ma mowy o gęstej siwej chmurze ani o zas­mole­niu kom­i­na.

obfite-dymienie

Palenie kroczące

Pale­nie kroczące  moż­na nazwać pale­niem od boku, ponieważ w tym przy­pad­ku żar wędru­je w poziomie. Meto­da ta jest nie­jako kom­pro­misem między pale­niem od góry i typowym (od dołu). Umożli­wia ciągłe pale­nie z dokładaniem ale kosztem nie całkiem czys­tego spala­nia (wciąż jed­nak o niebo lep­szego niż przy zasypy­wa­niu żaru grubą warst­wą świeżego pali­wa).

Pale­nie kroczące rozpoczy­na się od roz­pale­nia niewielkiej iloś­ci opału na rusz­cie. Gdy ta por­c­ja porząd­nie się rozżarzy, prze­gar­nia się żar na tył kotła, a obok żaru dosy­pu­je się świeżą por­cję opału, tak by stykała się z żarem bok­iem, ale go nie przykry­wała.

metoda-palenie-kroczace

Pale­nie kroczące

Świeży opał nie jest tutaj gwał­town­ie pod­grze­wany jak przy pale­niu od dołu, gdyż gorące spaliny nie prze­latu­ją przez jego warst­wę. Zami­ast tego żar pomału obe­j­mu­je cały zasyp a uwal­ni­ane z opału sub­stanc­je lotne mają szan­sę spal­ić się w wysok­iej tem­per­aturze.

Zan­im zasyp całkowicie się wypali, gdy na rusz­cie jest jeszcze rozsąd­na ilość żaru, całą pro­ce­durę zaczy­na się od początku. Prze­gar­nia się pozostały żar by usunąć popiół i zgar­nia go na tył rusz­tu, po czym z przo­du dosy­pu­je się nową por­cję opału.

Instrukcja palenia kroczącego –
krok po kroku

Wszystko w jednym krótkim poradniku

Chcesz przekazać te infor­ma­c­je komuś, kto żyje z dala od inter­ne­tu. Ter­az wszys­tko, co najważniejsze, by zacząć pal­ić bez dymu, zna­jdziesz w tej krótkiej broszurze.

Pobierz porad­nik