Jak palić czysto węglem

Jak palić w piecu

Ogrze­wa­nie węglowe nie musi być śmier­dzące i uciąż­liwe. Aby palić bez dymu i cią­głego bie­ga­nia do kotłowni, nie potrzeba dro­gich tech­no­lo­gii — wystar­czy nauczyć się palić właściwie.

Lep­szą metodą pale­nia w więk­szo­ści kotłów jest roz­pa­la­nie od góry - dzięki któ­remu oszczę­dzisz setki zło­tych każ­dej zimy i wiele godzin sie­dze­nia w kotłowni. A to wszystko za darmo — nie będziesz musiał niczego kupo­wać ani wymie­niać (a nawet okaże się, że stare jest wciąż dobre).

Dla­czego warto roz­pa­lać w piecu od góry?

Wystar­czy, że roz­pa­lisz w swoim sta­rym piecu od góry, a znik­nie dym, smoła i sadza, które zostaną zamie­nione w cie­pło. Tym spo­so­bem zamiast ok. 30% ener­gii z węgla, dosta­niesz ~50–60%. Nie będziesz też musiał czę­sto doglą­dać kotłowni. Wystar­czy 1–2 wizyty dzien­nie, a kocioł będzie grzał 10–12 godzin.

Więk­szość roz­pala “od dołu”, a potem biega dokła­dać. Śmier­dzący efekt tego dzia­ła­nia czu­jemy za oknami. Jest też mniej znana strona tej metody pale­nia: jest ona kosz­mar­nym mar­no­traw­stwem. Dosta­jesz w postaci cie­pła jakieś 30–40% tego, co wrzu­ci­łeś. Więk­szość zapła­co­nego opału ucieka komi­nem jako dym i sadza.

Czy to działa?

Tak. Potwier­dzają to setki tysięcy czy­tel­ni­ków wątku Eko­no­miczne spa­la­nie węgla kamien­nego na forum Mura­tora, któ­rego licz­nik odwie­dzin przez kilka lat prze­kro­czył już 4 miliony. Rów­nież na tej stro­nie kil­ka­set tysięcy ludzi dowie­działo się o tej meto­dzie pale­nia, wypró­bo­wało ją i sto­suje z powodzeniem.

Czy to bezpieczne?

Roz­pa­la­nie od góry nie nie­sie samo w sobie nowych zagro­żeń, jeśli tylko twoja kotłow­nia i insta­la­cja grzew­cza są zbu­do­wane zgod­nie z prze­pi­sami i utrzy­mane w dobrym sta­nie. Jedy­nym ryzy­kiem jest koniecz­ność wsy­pa­nia na raz do kotła więk­szej ilo­ści węgla. Jeśli dotąd pali­łeś sypiąc na raz góra dwie gar­ście węgla, to teraz wsy­pa­nie więk­szej ilo­ści może ujaw­nić wady kotła jak np. nie­szczel­no­ści, które dotąd ucho­dziły płazem.

Kocioł musi być w dobrym sta­nie tech­nicz­nym, czyli przede wszyst­kim posia­dać kom­pletne drzwiczki z uszczel­nie­niami, by unik­nąć nie­kon­tro­lo­wa­nego roz­pa­le­nia całego zasypu i gwał­tow­nego wzro­stu tem­pe­ra­tury. Nawet gdyby doszło do zago­to­wa­nia wody w kotle, to insta­la­cja wyko­nana zgod­nie z prze­pi­sami zapew­nia bez­pie­czeń­stwo w takiej sytu­acji. Jed­nak lepiej tego unikać.

Dla­czego w instruk­cji kotła o tym nie piszą?

Choć sam pomysł roz­pa­la­nia od góry nie jest nowy, to przez lata nie był sze­rzej sto­so­wany. Wyją­tek sta­no­wią kotły mia­łowe, dla któ­rych prze­waż­nie zale­cano roz­pa­la­nie od góry, ponie­waż miał o wiele trud­niej roz­pa­lić od dołu. Dopiero od 2009 roku zaczął roz­prze­strze­niać się w Inter­ne­cie pomysł roz­pa­la­nia w ten spo­sób paliw innych niż miał, a doświad­cze­nia ludzi poka­zały, że to się opłaca.

Sprawa jest więc sto­sun­kowo świeża, a branża kotlar­ska nie należy do tych, które szybko i chęt­nie przyj­mują nowo­ści, zwłasz­cza gdy nie ma z tego dla pro­du­centa szyb­kiego i wymier­nego zysku. O roz­pa­la­niu od góry wspo­mi­nają w swo­ich instruk­cjach póki co nie­liczni pro­du­cenci. Reszta po sta­remu pisze, by palić od dołu. Wynika to także z tego, że ten spo­sób pale­nia został spraw­dzony i kocioł osiąga na nim odpo­wied­nie para­me­try pracy. Pro­du­cent mógłby ana­lo­gicz­nie spraw­dzić i opi­sać w instruk­cji roz­pa­la­nie od góry, ale albo jesz­cze o nim nie sły­szał, albo nie widzi w tym inte­resu na tę chwilę.

Korzy­ści z roz­pa­la­nia od góry

  • oszczę­dzasz pie­nią­dze — twój piec spala węgiel, zamiast wypusz­czać go komi­nem, a więc dosta­jesz wię­cej cie­pła za tę samą cenę
  • oszczę­dzasz czas — roz­pa­lasz raz i masz spo­kój na 12 do 24 godzin. Nie musisz bie­gać i dokła­dać węgla, pil­no­wać aby nie wyga­sło, nie musisz wsta­wać w nocy i dokła­dać, by nie zamar­z­nąć — po pro­stu roz­pa­lasz wie­czo­rem, a rano nadal jest przy­jem­nie cie­pło lub cho­ciaż zno­śnie, a nie podmuch Sybe­rii jak dawniej
  • masz cie­pły dom - zmie­nia­jąc filo­zo­fię ogrze­wa­nia z prze­pa­la­nia na cią­głe grza­nie, masz zawsze kom­fort cieplny w domu za zbli­żoną cenę
  • chro­nisz swoje zdro­wie — prze­sta­łeś pro­du­ko­wać kłęby tru­ją­cego dymu. Sąsie­dzi już ci zazdrosz­czą, bo myślą, że zaczą­łeś grzać gazem.

Zobacz, jakie są efekty roz­pa­la­nia od góry na poniż­szym filmiku.

Minusy roz­pa­la­nia od góry

  • brak moż­li­wo­ści dokła­da­nia opału w trak­cie pale­nia - z początku możesz to trak­to­wać jako sporą wadę, ale potem zoba­czysz, że da się z tym żyć. Oczy­wi­ście nie jest to stu­pro­cen­towo wygodne, ale w zamian otrzy­mu­jesz taki zysk pie­nię­dzy i cie­pła, że zwy­kle warto nauczyć się innej filo­zo­fii pale­nia. Tak już jest z kotłami gór­nego spa­la­nia, że możesz w nich palić eko­no­micz­nie jeśli nie dokła­dasz lub możesz dokła­dać, ale wtedy zapo­mnij o eko­no­mii. Tego pro­blemu nie ma w kotłach dol­nego spa­la­nia, ale ceną za to jest zno­wuż utrata wszyst­ko­pal­no­ści.
  • dłu­żej trwa nagrze­wa­nie kotła — jeśli przy­wy­kłeś, że roz­pa­lasz i po 10 minu­tach kalo­ry­fery parzą, to się zawie­dziesz: przy roz­pa­la­niu od góry nagrza­nie całej insta­la­cji do tem­pe­ra­tury zada­nej trwa (zależ­nie od kotła, insta­la­cji i pogody) około godziny. Nie da się tego pogo­dzić z poli­tyką haj­co­wa­nia ile wle­zie. Ale jeśli poj­miesz filo­zo­fię eko­no­micz­nego ogrze­wa­nia, to nie będzie to dla cie­bie problemem.
  • koniecz­ność naby­cia wprawy - musisz nauczyć się na pró­bach i błę­dach, jak roz­pa­lać sku­tecz­nie i ile opału wsy­pać przy aktu­al­nej pogo­dzie za oknem, aby zasyp nie wypa­lił się za szybko ani nie prze­grzał domu. To przy­cho­dzi samo, ale wymaga praktyki.

Czy w moim piecu to zadziała?

Roz­pa­la­nie od góry sto­suje się tylko w kotłach i pie­cach gór­nego spa­la­nia. Jeśli nie wiesz, jaki masz kocioł, to na 90% jest to wła­śnie górne spa­la­nie, bo takie są naj­po­pu­lar­niej­sze. Dla pew­no­ści możesz spraw­dzić tutaj.

Próba roz­pa­le­nia od góry w kotle dol­nego spa­la­nia skoń­czy się nie­po­wo­dze­niem lub solid­nym zady­mie­niem oko­licy. W tego typu kotłach należy palić zgod­nie z instruk­cją pro­du­centa — tam jest to pra­wi­dłowa metoda.

O ogrze­wa­niu węglem pro­sto i od pod­staw prze­czy­tasz też w porad­niku na temat czy­stego ogrze­wa­nia [PDF 1,4MB]

Czy potrze­buję spe­cjal­nego węgla?

Nie. Roz­pa­lić od góry można nie­mal dowolne paliwo: węgiel dowol­nego pocho­dze­nia, zarówno drobny jak i grub­szy, drewno, bry­kiety z cze­go­kol­wiek itd. W przy­padku bar­dzo drob­nych paliw może się nie udać pale­nie na natu­ral­nym ciągu i konieczny będzie nadmuch.

Roz­pa­la­nie od góry nie ma zbyt­nio sensu w przy­padku węgla kostki oraz koksu. Węgiel kostka pali się pomału, a więc i mało dymi, nawet roz­pa­lony od dołu. Roz­pa­le­nie go od góry może być trudne, bo powie­trze będzie ucie­kać prze­strze­niami mię­dzy dużymi bry­łami. Jeśli uszczelni się te prze­strze­nie drob­niej­szymi brył­kami, to z roz­pa­le­niem od góry nie będzie pro­blemu, ale będzie ono powolne.

Roz­pa­la­nie od góry koksu ma dużo mniej­szy sens niż w przy­padku węgla. Brak tu sub­stan­cji lot­nych, któ­rych spa­le­nie jest celem tej metody roz­pa­la­nia. Dla­tego też samo roz­ża­rze­nie war­stwy koksu od góry będzie trudne, a jeśli się uda, to żar będzie postę­po­wał w dół bar­dzo powoli.

Jak działa roz­pa­la­nie od góry

Jak to się robi po sta­remu: paląc od dołu, naj­pierw wrzu­casz pod­pałkę, roz­pa­lasz, a potem dosy­pu­jesz nieco węgla. Węgiel pali się od dołu do góry. Do komina leci dym i sadza — czyli węgiel, za który zapłaciłeś.

Palenie od dołu, rys. Last Rico

Pale­nie od dołu, rys. Last Rico

Jak roz­pa­lić lepiej: roz­pa­la­jąc od góry, naj­pierw wsy­pu­jesz cały węgiel, potem na wierzch wrzu­casz pod­pałkę i dopiero roz­pa­lasz na górze.
Węgiel pali się od góry do dołu — tak jak świeca. Do komina lecą czy­ste spa­liny, cie­pło zostaje w budynku

Palenie od dołu, rys. Last Rico

Pale­nie od góry, rys. Last Rico

Chcę spró­bo­wać — od czego zacząć?

Aby roz­pa­lić w piecu od góry nie musisz niczego wymie­niać ani kupo­wać, ale dla wła­snej wygody i bez­pie­czeń­stwa musisz spraw­dzić kilka rze­czy. Wszyst­kie te sprawy należą do nor­mal­nego zakresu utrzy­ma­nia kotłowni, ale nie każdy utrzy­muje kotłow­nię w nale­ży­tym sta­nie, co może być groźne.

Wła­ściwy kocioł

Upew­nij się, że to, co stoi w two­jej kotłowni, to kocioł gór­nego spa­la­nia. Nie wiesz, co to zna­czy? Poczy­taj o rodza­jach kotłów, a na pewno zauwa­żysz róż­nicę w budo­wie. Choć prawdę mówiąc bez żad­nej wie­dzy można z 90% pew­no­ścią powie­dzieć, że masz kocioł gór­nego spa­la­nia wła­śnie. Jeśli kupo­wa­łeś nie­świa­do­mie naj­tań­szy dostępny lub odzie­dzi­czy­łeś go po dziad­kach — jest to naj­pew­niej taki wła­śnie piec.

Przy­go­to­wa­nie kotłowni

  1. Sprawdź, czy kotłow­nia posiada nawiew powie­trza z zewnątrz oraz drożny kanał wen­ty­la­cyjny. Oba kanały powinny być otwarte i nigdy nie­za­sło­nięte niczym, nawet w naj­więk­szy mróz. W kotłowni może i musi być zimno! Gdy przy­ło­żysz rękę do nawiewu, powi­nie­neś czuć stru­mień wla­tu­ją­cego powie­trza. Podob­nie w kanale wen­ty­la­cyj­nym powi­nien być wyczu­walny ciąg powie­trza odpro­wa­dza­nego z kotłowni. W przy­padku braku kanału nawie­wo­wego, za źró­dło powie­trza może słu­żyć uchy­lone okno, o ile będzie uchy­lone zawsze gdy kocioł pra­cuje. Wen­ty­la­cja to nie jakaś pier­dółka — tu cho­dzi o życie twoje i domow­ni­ków.
    Jeśli i okna brak, dla wła­snego dobra wyko­naj pra­wi­dłowy nawiew czym prę­dzej, bo w tej chwili kocioł krad­nie powie­trze z reszty domu i zaciąga je przez kanały wen­ty­la­cyjne, co może skut­ko­wać np. zacza­dze­niem w innym pomiesz­cze­niu z pie­cy­kiem czy kuchenką gazową lub w samej kotłowni. W takim przy­padku to, że jesz­cze żyjesz, zawdzię­czasz nie­szczel­nym drzwiom i oknom w resz­cie budynku.
  2. Sprawdź, czy masz czy­sty komin. Czy­sty komin ozna­cza brak sadzy. Jeśli patrząc u jego wylotu na dachu zauwa­żasz war­stwę sadzy na ścian­kach ponad 1-2mm to znak, że warto go wyczy­ścić. Jeśli nie żyjesz w zgo­dzie z komi­nia­rzem, a nie brak ci umie­jęt­no­ści i odwagi, możesz zro­bić to sam.
  3. Sprawdź stan tech­niczny kotła i jego połą­cze­nia z komi­nem. Rura łącząca kocioł z komi­nem powinna być solid­nie zamo­co­wana, tak do kotła jak i do otworu w ścia­nie komina. Otwór ten powi­nien być uszczel­niony ela­stycz­nym nie­pal­nym mate­ria­łem, np. sznu­rem szkla­nym lub wełną mine­ralną, a nie obmu­ro­wany tylko zaprawą, która spęka po pierw­szym roz­pa­le­niu.
    Szy­ber w czo­pu­chu niech będzie zawsze otwarty. Nie służy on do ste­ro­wa­nia kotłem, a przy­my­ka­nie go może być nie­bez­pieczne, dla­tego otwórz go i wię­cej nie ruszaj. Spa­liny mają mieć swo­bodne ujście do komina. “Prze­trzy­ma­nie” ich w kotle nie daje oszczęd­no­ści, lecz osła­bia ciąg i stwa­rza ryzyko, że będą ucho­dzić łatwiej­szymi dro­gami na kotłow­nię i możesz długo nie pożyć.
    Drzwiczki muszą pew­nie trzy­mać się na zawia­sach, z moż­li­wo­ścią szczel­nego zamknię­cia, na obwo­dzie powinny mieć uszczelkę ze sznura szkla­nego. Podob­nie wszel­kie wyczystki.
    Tak wyglą­dają drzwiczki kotła nada­jące się do wymiany (ukru­szone z powodu prze­grza­nia przez brak rusztu pio­no­wego i bez­po­średni kon­takt z gorą­cym kok­sem). Nie można uży­wać kotła z takim uszko­dze­niem, ponie­waż nie masz wtedy żad­nej kon­troli nad kotłem — ile opału zała­du­jesz, tyle się bły­ska­wicz­nie zapali.

Pierw­sze roz­pa­le­nie od góry

Przed pierw­szym roz­pa­le­niem od góry powi­nie­neś spraw­dzić wszyst­kie punkty wymie­nione powy­żej, a szcze­gól­nie szczel­ność wszyst­kich drzwi­czek. Pro­sty test: przy zamknię­tych drzwicz­kach i wszyst­kich klap­kach, wrzu­cona do kotła paląca się gazeta powinna zga­snąć przed wypa­le­niem — z braku tlenu. Jeśli tak nie jest — zapewne gdzieś są nie­szczel­no­ści, i to spore. Przyj­rzyj się temu, bo po roz­pa­le­niu możesz być zasko­czony, że kocioł zago­tuje wodę mimo poza­my­ka­nia mu wszyst­kich kla­pek. Szcze­gól­nie ważne są dolne drzwiczki.

Mając to za sobą, w celu roz­pa­le­nia postę­puj wedle poniż­szej instrukcji.

  1. Przy­go­tuj węgiel lub drewno w ilo­ści ok. połowy mak­sy­mal­nego zała­dunku, nieco suchego drewna w szcza­pach gru­bo­ści przed­ra­mie­nia oraz inną roz­pałkę, jakiej zwy­kle uży­wasz w nieco więk­szej ilo­ści (chrust, słoma, papier — byle nie pla­stik, łatwo­palne płyny ani stare buty).
  2. Na pusty ruszt wrzuć naj­pierw grub­sze bryły węgla, a potem prze­syp drob­niej­szymi, tak by cała war­stwa była równa. Podob­nie gdy palisz drew­nem — naj­pierw ułóż cia­sno grub­sze kawałki, a potem drobniejsze.
  3. Na wierz­chu węgla ułóż grub­sze drewno roz­pał­kowe — kawa­łek przy kawałku. Dodaj jesz­cze jedną war­stwę drewna, ale z paty­ków gru­bo­ści kciuka.
  4. Na środku ułóż sto­sik z drob­nych drzazg i np. gazety, która umoż­liwi jego rozpalenie
  5. Zamknij dolne drzwiczki. Przy pomocy śruby regu­la­cyj­nej uchyl klapkę dolną (powie­trza głów­nego) na ok. 1cm (jeśli nie masz dmuchawy).
  6. Jeśli w gór­nych drzwicz­kach posia­dasz klapkę czy otwory dopro­wa­dza­jące powie­trze — otwórz je. Jeśli jest to klapka, uchyl ją na ok. 5mm.
  7. Pod­pal roz­pałkę i zamknij górne drzwiczki. Chyba, że nie ma w nich żad­nych otwo­rów napo­wie­trza­ją­cych, wtedy na początku zostaw je nie­znacz­nie uchy­lone, aby roz­pałka mogła się zająć ogniem.
  8. Jeśli kocioł posiada dmu­chawę — ustaw ją na ok. 30% mocy. Wła­ściwą inten­syw­ność nadmu­chu powi­nie­neś usta­lić po obser­wa­cji tego, co wydo­bywa się z komina, kiedy już węgiel się roz­pali. Gęsty, czarny dym będzie ozna­czał zbyt duży nadmuch, a gęsty, biały lub siwy — zbyt mało powietrza.
  9. Jeśli kocioł posiada ste­row­nik — ustaw tem­pe­ra­turę zadaną wstęp­nie na ok. 60 stopni nawet jeśli zwy­kle pali­łeś moc­niej. Będziesz miał mar­gi­nes bez­pie­czeń­stwa w razie gdy­byś zauwa­żył jakieś problemy.
  10. Kiedy szczapy drewna zajmą się ogniem, możesz iść zająć się swo­imi spra­wami. Jed­nak przy pierw­szych kilku pró­bach może zda­rzyć się, że roz­pałka zga­śnie, zanim zaj­mie się grub­sze drewno i węgiel. Pomóc może doda­nie jej w więk­szej ilo­ści i szer­sze uchy­le­nie klapki w dol­nych drzwicz­kach (lub zwięk­sze­nie obro­tów dmuchawy).
  11. Przez pierw­sze pół godzin od roz­pa­le­nia pojawi się zapewne tro­chę dymu z węgla. Nie będzie go jed­nak tak dużo, jak w przy­padku tra­dy­cyj­nego pale­nia. Węgiel będzie się teraz palił wol­niej i mniej inten­syw­nie niż zwy­kle (tem­pe­ra­tura będzie rosła powoli — to nor­malne), a w miarę powsta­wa­nia war­stwy żaru, dymu będzie coraz mniej.
  12. Gdy cały zasyp roz­ża­rzy się (poznasz to po tym, że dolne drzwiczki — te mające kon­takt z pale­ni­skiem przy rusz­cie — będą cie­płe), możesz zmniej­szyć dopływ powie­trza od dołu, uchy­la­jąc klapkę na 1-2mm (lub tyle, ile potrzeba, by woda wycho­dząca na grzej­niki miała odpo­wied­nią tem­pe­ra­turę) oraz zamknąć dopływ powie­trza przez górne drzwiczki.
  13. Od tej chwili kocioł nie wymaga już obsługi, aż do ponow­nego roz­pa­le­nia. Nie musisz odwie­dzać kotłowni (choć z początku lepiej zaglą­daj co jakiś czas i patrz, czy wszystko w porządku), nie musisz prze­gar­niać rusztu pogrze­ba­czem — i tak wszystko się wypali.

Doświad­cze­nia i wnioski

Licz się z tym, że nie wszystko za pierw­szym razem się uda. Być może będziesz potrze­bo­wać kilku prób, by w ogóle udało ci się roz­pa­lić. Nie zra­żaj się tym i pró­buj dalej, bo warto. Wiele zależy od kon­kret­nego kotła, paliwa oraz two­ich umie­jęt­no­ści, przez co ogólną receptą nie da się pokryć wszyst­kich moż­li­wych pro­ble­mów. Poni­żej krótka rada na nie­które począt­kowe problemy.

Roz­pałka natych­miast gaśnie

Jeśli masz węgiel gro­szek lub grub­szy, pod­łą­czy­łeś kocioł do komina, który nie jest niczym zatkany oraz otwo­rzy­łeś choć nie­znacz­nie klapkę powie­trza głów­nego albo włą­czy­łeś dmu­chawę, to nie ma moż­li­wo­ści, by nie udało ci się roz­pa­lić od góry, jeśli z pale­niem tra­dy­cyj­nym nie było pro­ble­mów. Droga pło­mie­nia — od góry w dół — wydaje się tu mniej natu­ralna, ale dla ognia to nie prze­szkoda. Spró­buj z więk­szą ilo­ścią suchej pod­pałki i z więk­szym dopły­wem powie­trza. Roz­pa­la­nie bar­dzo uła­twia dopływ powie­trza wtór­nego przez drzwiczki zasy­powe (nie w każ­dym kotle jest). Jeśli nie masz tam żad­nych otwo­rów, a wier­tarka nie jest ci obca, to wyko­na­nie tam dopływu powie­trza wraz z tzw. kie­row­nicą powie­trza wtór­nego byłoby bar­dzo wska­zane - tylko pod warun­kiem że nie kocioł nie ma dmu­chawy. Nie jest to jed­nak waru­nek konieczny dla uda­nego pale­nia od góry, choć czyni je znacz­nie czystszym.

Węgiel mocno dymi

Kiedy już uda ci się roz­pa­lić węgiel, naj­trud­niej­sze masz za sobą. Nie mniej ważne jest jed­nak opa­no­wa­nie jego spalania.

Jeśli w kotle hulają pło­mie­nie pod “sufit”, a mimo to jest dużo dymu, to znak że pali się zbyt inten­syw­nie. Spró­buj przy­mknąć nieco klapkę w dol­nych drzwiczkach.

Jeśli zaś pło­mieni nie ma, za to jest siwy dym, to powie­trza należy podać wię­cej. Opty­malne usta­wie­nie nie jest trudna do wychwy­ce­nia i po paru pró­bach będziesz umiał usta­wić ją tak, by spa­la­nie prze­bie­gało moż­li­wie czy­sto. Pew­nie nie obę­dzie się zupeł­nie bez dymu i sadzy, ale nawet wtedy prze­ko­nasz się, że sadza jest sypka i łatwa do usu­nię­cia, w prze­ci­wień­stwie do twar­dej sadzy lub smoły, którą wcze­śniej produkowałeś.

Kocioł nie nabiera temperatury

Pale­nie od góry nie jest tak gwał­towne jak pale­nie tra­dy­cyjne. Może się zda­rzyć, że z początku po roz­pa­le­niu tem­pe­ra­tura na grzej­ni­kach nie będzie rosła tak szybko, jak daw­niej, ale zosta­nie to zre­kom­pen­so­wane z nawiązką dłuż­szym cza­sem pale­nia. Dla utrzy­ma­nia sta­łej tem­pe­ra­tury w budynku i oszczęd­no­ści jest to dużo korzyst­niej­sze niż jed­no­ra­zowy “strzał” ciepła.

Poda­jąc wię­cej powie­trza możesz przy­spie­szyć roz­pa­la­nie, ale uwa­żaj, by nie prze­sa­dzić, bo przy zbyt dużej dawce powie­trza kocioł może zacząć moc­niej dymić.

Kocioł zbyt­nio się rozgrzewa

Zwłasz­cza w momen­cie, gdy roz­ża­rzy się już cały wrzu­cony węgiel i jest go dużo, tem­pe­ra­tura na kotle może zacząć rosnąć. Należy wtedy ogra­ni­czyć dopływ powie­trza głów­nego. Gdy kocioł jest szczelny, to przy mini­mal­nym, ale sta­łym dopły­wie powie­trza tem­pe­ra­tura powinna być stała.

Jeśli sumien­nie wyko­na­łeś przy­go­to­wa­nia, jesteś zabez­pie­czony przed prze­grza­niem kotła. Nie­za­leż­nie bowiem od siły ciągu w komi­nie, mocy paliwa itp. możesz zawsze zamknąć dopływ powie­trza i kocioł jeśli nie zga­śnie cał­ko­wi­cie, to przy­naj­mniej nieco prze­sty­gnie. Dla­tego tak ważna jest (względna) szczel­ność kotła. Ogra­ni­cze­nie dopływu powie­trza to jedyna poprawna metoda kon­troli inten­syw­no­ści spa­la­nia. Dla­tego nie powi­nie­neś w ogóle uży­wać prze­pust­nicy w rurze pro­wa­dzą­cej do komina. Powinna ona być zawsze w pozy­cji otwar­tej. Sytu­acja podobna jak w samo­cho­dzie — by jechać wol­niej, pusz­czasz pedał gazu, a nie zaty­kasz rurę wydechową.

Oczy­wi­ście nawet mając w pełni sprawny, szczelny kocioł, musisz posia­dać dobrze wyko­naną, bez­pieczną insta­la­cję, która nawet w razie awa­rii kotła i zago­to­wa­nia wody zapewni ci bez­pie­czeń­stwo. To jed­nak jest obo­wiąz­kiem nie­za­leż­nie od spo­sobu palenia.

Na początku jest dobrze, a potem dymi i przygasa

To dość powszechny pro­blem. Obja­wia się tym, że roz­pa­le­nie prze­biega pra­wi­dłowo — na wierz­chu zasypu jest żar i pło­mie­nie — ale z cza­sem żar przy­gasa, a na wierz­chu poja­wia się mnó­stwo siwego dymu. Tem­pe­ra­tura spada i wygląda, jakby miało wyga­snąć. Zwy­kle nie wygasa, tylko tli się tak do momentu, aż żar obej­mie cały zasyp. Potem węgiel (teraz już koks) pali się już normalnie.

Pierw­sza moż­liwa przy­czyna to prze­wy­mia­ro­wany kocioł i/lub dodat­nia tem­pe­ra­tura na zewnątrz. Gdy jest cie­pło, każdy kocioł ma zbyt dużą moc i pra­cuje mniej wydaj­nie. Kiedy zacznie roz­pa­lać się cały zasyp, wtedy budy­nek nie odbiera już rosną­cej ilo­ści cie­pła pro­du­ko­wa­nej przez kocioł i gazy z węgla nie są dopa­lane dokład­nie. Zaczyna się dymie­nie.
Roz­wią­za­niem tutaj będzie wsy­pa­nie mniej­szej ilo­ści węgla oraz dłuż­sze prze­rwy w pale­niu, jeśli na zewnątrz jest bar­dzo ciepło.

Druga opcja to zbyt szyb­kie roz­pa­la­nie. Moż­liwa zwłasz­cza, jeśli palisz dro­bym węglem (grosz­kiem). Po pro­stu poda­jesz zbyt dużo powie­trza dołem. Zasyp roz­pala się szybko, po czym węgle zaczyna dusić się wła­snymi sokami — bra­kuje tlenu i cie­pła do spa­le­nia nagle uwal­nia­nych gazów.
Roz­wią­za­nie to mniej­sze otwar­cie dol­nej klapki powie­trza / mniej­sze obroty dmu­chawy. Cza­sem wystar­czy uchy­le­nie klapki na 1-2mm, zależ­nie od danego pieca. Im wol­niej żar będzie scho­dził w dół zasypu, tym lepiej. Oczy­wi­ście można to przy­spie­szyć w pew­nych gra­ni­cach, ale zbyt dużo powie­trza od dołu może skut­ko­wać wła­śnie takim nie­mi­łym pro­ble­mem, gdy piec będzie się dusił i nie bar­dzo będziesz wie­dzieć co z tym zrobić.

Muszę roz­pa­lać dwa-trzy razy dzien­nie od nowa?

Wszystko zależy od pogody, mocy kotła i kalo­rycz­no­ści paliwa, ale też doboru ilo­ści tego paliwa. Jeśli kocioł jest pra­wi­dłowo dobrany do budynku (ani za “duży” ani za “mały”), to w skraj­nym przy­padku dłu­go­trwa­łego mrozu poni­żej –20st. nie powinno być potrzeby roz­pa­la­nia wię­cej niż dwa razy dzien­nie z peł­nym zasypem.

Począt­kowo dobrze jest użyć nie­wiel­kiej ilo­ści węgla, aby w razie odkry­cia jakich­kol­wiek pro­ble­mów nie dopro­wa­dzić do prze­grza­nia kotła. Póź­niej stop­niowo można zwięk­szać zasyp w miarę potrzeby, aż do “ile się zmie­ści” czyli pod dolną kra­wędź drzwi­czek zasypowych.

Ilość paliwa trzeba dosto­so­wać do potrzeb. Jeśli przy tem­pe­ra­tu­rze około zera, zasy­pu­jąc kocioł w 1/3 czas pale­nia wyniósł 6h, a chcie­li­by­śmy grzać przez 12h, należy zasy­pać kocioł w 2/3. Ale gdy tem­pe­ra­tura na zewnątrz spad­nie, aby uzy­skać taki sam czas pale­nia (i nie­zmie­nioną tem­pe­ra­turę w domu), zasyp trzeba jesz­cze zwięk­szyć. To wydaje się skom­pli­ko­wane, ale po paru tygo­dniach wyczu­jesz, jak budy­nek reaguje na zmiany pogody i ile węgla sypać, by utrzy­mać stałą temperaturę.

Zbyt czę­sto muszę zaglą­dać do kotłowni

Nie przej­muj się, że na początku będziesz w kotłowni sie­dział nawet dłu­żej, niż przy tra­dy­cyj­nym pale­niu. Może tak być z początku, ale w miarę, jak wyczu­jesz spo­sób obsługi swo­jego kotła roz­pa­la­nego od góry, czas ten będzie się skra­cał. Wpraw­nemu ope­ra­to­rowi obsługa jed­no­krot­nego zasypu w dowol­nym kotle (wybra­nie popiołu, wyczysz­cze­nie kotła, zasy­pa­nie węgla, roz­pa­le­nie, usta­wie­nia) nie powinna łącz­nie zająć wię­cej jak pół godziny. Z uśmie­chem wspo­mnisz jesz­cze te trudne czasy, gdy do kotłowni zaglą­da­łeś co godzinę albo nawet wsta­wa­łeś w nocy…

Co mam zro­bić z pogrzebaczem?

Już nie musisz co jakiś czas prze­grze­by­wać rusztu pogrze­ba­czem. Raz odpa­lony zasyp wypali się do zera bez potrzeby żad­nej inter­wen­cji, w szcze­gól­no­ści bez potrzeby usu­wa­nia popiołu. Usu­niesz go przy ponow­nym rozpalaniu.

Dal­sze kroki

Po czym poznasz, że już palisz pra­wi­dłowo? Wystar­czy, że wyj­dziesz przed dom i spoj­rzysz na swój komin w począt­ko­wej fazie pale­nia. Jeśli robisz to dobrze, nie ujrzysz tam kłę­bów sza­ro­bru­nat­nego, gry­zą­cego dymu jak daw­niej, a co naj­wy­żej rzadki, szary lub biały dymek (ew. rzadki czarny, jeśli masz węgiel bar­dziej kalo­ryczny). Jeśli będziesz tak patrzył dosta­tecz­nie czę­sto, sąsie­dzi mogą zacząć się pytać, czego tam wypa­tru­jesz. Wyja­śnij im wtedy, że też mogą spró­bo­wać palić lepiej :)

Jeśli dys­po­nu­jesz warsz­ta­tem i chę­cią ulep­szeń, możesz też poczy­tać o lek­kich mody­fi­ka­cjach kotła, dzięki któ­rym uła­twisz sobie życie jesz­cze trochę.

Co jeśli nadal mi nie wychodzi?

Każdy dom jest inny, różne kotły z róż­nymi pali­wami zacho­wują się ina­czej. Nie­kiedy droga do dzia­ła­ją­cego roz­wią­za­nia bywa kręta, ale uwierz, że warto pró­bo­wać, bo efekt może być tylko lep­szy, niż brudne pale­nie od dołu ;). Prze­czy­taj rela­cje innych. Nie każ­demu poszło łatwo, ale więk­szość jest zado­wo­lona (a reszta póki co sie­dzi cicho ;)