Jak palić czysto węglem i drewnem

Jak palić w piecu

Ogrze­wa­nie węglowe nie musi być śmier­dzące i uciąż­liwe. Nawet w naj­star­szym piecu możesz palić bez dymu i cią­głego bie­ga­nia do kotłowni. Wystar­czy nauczyć się palić właściwie.

Lep­szą metodą pale­nia w więk­szo­ści kotłów jest roz­pa­la­nie od góry. Likwi­duje ona nie­mal cał­ko­wi­cie dym, nie wymaga cią­głego doglą­da­nia kotłowni i daje dużo wię­cej cie­pła z tej samej ilo­ści opału.

Jak działa roz­pa­la­nie od góry

Jak to się robi po sta­remu: paląc od dołu, naj­pierw wrzu­casz pod­pałkę, roz­pa­lasz, a potem dosy­pu­jesz węgla. Węgiel pali się z dołu do góry.
Gdy­byś sie­dział i dorzu­cał po pół szu­felki co 10 minut, to pali­łoby się oszczęd­nie i czy­sto. Ale kto ma na to czas? Dla­tego więk­szość ludzi sypie od razu całe wia­dro na żar. Do komina leci wtedy nie­spa­lony gęsty, śmier­dzący dym i sadza. Mar­nu­jesz w ten spo­sób opał, za który słono zapłaciłeś.

Palenie od dołu, rys. Last Rico

Pale­nie od dołu, rys. Last Rico

Jak roz­pa­lić lepiej: roz­pa­la­jąc od góry, naj­pierw wsy­pu­jesz więk­szą ilość węgla, potem wrzu­casz pod­pałkę i roz­pa­lasz na wierz­chu.
Węgiel pali się odwrot­nie niż dotąd, z góry do dołu. Dym wydo­sta­jący się z węgla musi teraz przejść przez war­stwę żaru, gdzie ulega spa­le­niu, więc do komina lecą czy­ste spa­liny. Zamiast dymu powstaje wię­cej ciepła.

Palenie od dołu, rys. Last Rico

Pale­nie od góry, rys. Last Rico

Na tej samej zasa­dzie dzia­łają pal­niki w kotłach podaj­ni­ko­wych i dla­tego kotły te spa­lają węgiel czy­sto i efektywnie.

Palnik retortowy z podajnikiem ślimakowym, rys. zawijan.wordpress.com

Pal­nik retor­towy z podaj­ni­kiem śli­ma­ko­wym, rys. zawijan.wordpress.com

Jak roz­pa­la­nie od góry wygląda w prak­tyce w 30-letnim żeliw­nym kotle zasy­po­wym, zoba­czysz na poniż­szym filmiku.

Czy to działa?

Tak — potwier­dzają to setki tysięcy czy­tel­ni­ków wątku na forum Mura­tora, któ­rego licz­nik odwie­dzin przez kilka lat prze­kro­czył już 5 milio­nów. Rów­nież na tej stro­nie tysiące ludzi dowie­działo się o tej meto­dzie pale­nia, wypró­bo­wało ją i sto­suje z powo­dze­niem. Nikt nie obie­cuje, że od początku będzie łatwo, ale to jak z jazdą na rowe­rze: gdy nabę­dziesz wprawy, nie będziesz żałować.

Roz­pa­la­nie od góry jest znane za gra­nicą i pole­cane np. przez pro­du­cen­tów komin­ków, a RPA pro­wa­dzona jest na dużą skalę kam­pa­nia edu­ka­cyjna dla upo­wszech­nie­nia tej metody palenia.

Czy to bezpieczne?

Roz­pa­la­nie od góry nie nie­sie nowych zagro­żeń jeśli tylko twoja kotłow­nia i insta­la­cja grzew­cza są zbu­do­wane zgod­nie z prze­pi­sami i utrzy­mane w dobrym sta­nie. Jeśli tak nie jest, to ryzy­ku­jesz pro­blemy obo­jęt­nie jakim spo­so­bem palisz.

Głów­nym ryzy­kiem przy roz­pa­la­niu od góry jest wsy­pa­nie na raz więk­szej ilo­ści węgla. Jeśli kocioł jest bar­dzo nie­szczelny, to może to być oka­zja do nie­kon­tro­lo­wa­nego wzro­stu tem­pe­ra­tury, a nawet zago­to­wa­nia wody (w popraw­nie wyko­na­nej insta­la­cji nie jest to groźne, ale lepiej tego uni­kać). Naj­waż­niej­sza jest względna szczel­ność dol­nych drzwi­czek i popielnika.

  • wszyst­kie drzwiczki powinny mieć uszczel­nie­nie ze sznura szkla­nego wymie­niane cho­ciaż raz na 2 lata
  • klapka powie­trza głów­nego w dol­nych drzwicz­kach powinna domy­kać się szczel­nie, a jeśli nie przy­lega równo, to trzeba ją doszli­fo­wać. Klapki tej niczym się nie uszczelnia!
  • w kotle z rusz­tem rucho­mym warto spraw­dzić miej­sce przej­ścia jego mecha­ni­zmu przez obu­dowę — zwy­kle wymaga ono doszczel­nie­nia, by kocioł nie łapał tam­tędy lewego powietrza.

Jeśli wia­dro węgla ledwo zakrywa ruszt w twoim kotle, a roz­pa­le­nie w nim wię­cej niż dwóch szu­fe­lek na raz powo­duje saunę w domu, to naj­pew­niej twój kocioł jest prze­wy­mia­ro­wany. Aby palić w nim w spo­sób godny czło­wieka, musisz naj­pierw roz­wią­zać ten pro­blem.

Ile można zyskać?

Wszystko zależy od tego, jak dużo opału teraz mar­nu­jesz. A na to może skła­dać się kilka czyn­ni­ków: nie­wła­ściwy spo­sób pale­nia, zbyt duża moc kotła oraz nie­wła­ściwy dobór grzej­ni­ków.
Nie­rzadko w 100-metrowym nowym domu ludzie potra­fią prze­rzu­cić przez kocioł 6 ton węgla! Takie zuży­cie opału byłoby nor­malne w sta­rym 200-metrowym domu, ale w nowym, małym domku to dwa-trzy razy wię­cej niż potrzeba!

Usu­wa­jąc w/w przy­czyny nie­efek­tyw­nego pale­nia, można od razu zejść ze zuży­ciem opału do nor­mal­nego dla takiego budynku poziomu 2–3 ton. Nie jest to cudo­twór­stwo ani nacią­ga­nie zasady zacho­wa­nia ener­gii, lecz efek­tyw­niej­sze wyko­rzy­sta­nie cie­pła dostęp­nego w paliwie.

Labo­ra­to­ryj­nie jak dotąd nikt nie porów­nał pale­nia od dołu i od góry. Cza­sami tylko ktoś z cie­pło­mie­rzem prze­pro­wa­dzi eks­pe­ry­ment u sie­bie (np. tutaj wyszło 50% wię­cej cie­pła przy pale­niu od góry).

Dla­czego w instruk­cji obsługi o tym nie piszą?

Choć sam pomysł roz­pa­la­nia od góry nie jest nowy, to przez lata sto­so­wany był tylko w kotłach mia­ło­wych, ponie­waż pale­nie mia­łem od dołu jest okrop­nie uciąż­liwe. Dopiero od 2008 roku zaczął roz­prze­strze­niać się w Inter­ne­cie pomysł roz­pa­la­nia w ten spo­sób paliw innych niż miał, a doświad­cze­nia ludzi poka­zały, że to się opłaca.

Sprawa jest więc sto­sun­kowo świeża, a branża kotlar­ska nie należy do tych, które szybko i chęt­nie przyj­mują nowo­ści, zwłasz­cza gdy nie ma z tego dla pro­du­centa szyb­kiego i wymier­nego zysku. O roz­pa­la­niu od góry wspo­mi­nają w swo­ich instruk­cjach póki co nie­liczni pro­du­cenci. Reszta po sta­remu pisze, by palić od dołu. Wynika to także z tego, że ten spo­sób pale­nia został spraw­dzony i kocioł osiąga na nim odpo­wied­nie para­me­try pracy.

Pro­du­cent mógłby ana­lo­gicz­nie spraw­dzić i opi­sać w instruk­cji roz­pa­la­nie od góry, ale albo jesz­cze o nim nie sły­szał, albo nie widzi w tym inte­resu na tę chwilę. Jed­nak pomału sytu­acja się zmie­nia — roz­pa­la­nie od góry zostało już opi­sane np. w instruk­cji obsługi kotłów PEREKO.

Korzy­ści z roz­pa­la­nia od góry

  • oszczę­dzasz pie­nią­dze — spa­lasz drogi opał efek­tyw­niej, więc zuży­jesz go dużo mniej
  • oszczę­dzasz czas — roz­pa­lasz raz i masz spo­kój na 12 do 24 godzin. Nie musisz bie­gać i dokła­dać węgla, pil­no­wać aby nie wyga­sło, nie musisz wsta­wać w nocy i dokła­dać aby nie zamar­z­nąć — po pro­stu roz­pa­lasz wie­czo­rem, a rano nadal jest przy­jem­nie cie­pło lub cho­ciaż zno­śnie, a nie podmuch Sybe­rii jak do tej pory
  • masz stale cie­pły dom — zmie­nia­jąc filo­zo­fię ogrze­wa­nia z prze­pa­la­nia na cią­głe grza­nie, masz zawsze kom­fort cieplny w domu przy zbli­żo­nym zuży­ciu opału
  • chro­nisz swoje zdro­wie — prze­sta­łeś pro­du­ko­wać kłęby tru­ją­cego dymu. Sąsie­dzi będą się zasta­na­wiać, czemu nie palisz w piecu, albo skąd masz pie­nią­dze na ogrze­wa­nie gazowe

Minusy roz­pa­la­nia od góry

  • dokła­da­nie opału w trak­cie pale­nia nie­za­le­cane — z początku możesz to trak­to­wać jako sporą wadę, ale potem zoba­czysz, że to tylko pro­blem two­ich nawy­ków. Oczy­wi­ście nie jest to stu­pro­cen­towo wygodne, ale w zamian otrzy­mu­jesz taki zysk pie­nię­dzy i cie­pła, że zwy­kle warto nauczyć się innej filo­zo­fii pale­nia.
    Tak już jest z kotłami gór­nego spa­la­nia, że możesz w nich palić eko­no­micz­nie jeśli nie dokła­dasz wcale lub dokła­dasz czę­sto acz małymi por­cjami (co nie jest zbyt wygodne). Tego pro­blemu nie ma w kotłach dol­nego spa­la­nia, ale tam nie spa­lisz np. miału.
  • dłu­żej trwa nagrze­wa­nie insta­la­cji — jeśli przy­wy­kłeś, że roz­pa­lasz i po 10 minu­tach kalo­ry­fery są czer­wone, to się zawie­dziesz: przy roz­pa­la­niu od góry nagrza­nie całej insta­la­cji do tem­pe­ra­tury zada­nej trwa (zależ­nie od kotła, insta­la­cji i pogody) 30–60 minut. Tyle że szyb­kość nagrze­wa­nia insta­la­cji nie jest naj­waż­niej­sza. Pozna­jąc filo­zo­fię eko­no­micz­nego ogrze­wa­nia zro­zu­miesz, że istotne jest utrzy­ma­nie w miarę sta­łej, kom­for­to­wej tem­pe­ra­tury w domu, a do tego bły­ska­wiczne nagrze­wa­nie insta­la­cji nie jest potrzebne.
  • koniecz­ność naby­cia wprawy — musisz nauczyć się na pró­bach i błę­dach, jak roz­pa­lać sku­tecz­nie i ile opału wsy­pać przy aktu­al­nej pogo­dzie za oknem, aby zasyp nie wypa­lił się za szybko ani nie prze­grzał domu. Podob­nie jak przy nauce pale­nia “od dołu”, tak i tutaj trzeba poświę­cić tro­chę czasu na zdo­by­cie wprawy. Nie jest to tech­nika dużo bar­dziej skom­pli­ko­wana, lecz nieco inna, przez co nie­które dawne nawyki trzeba zmienić.

Czy w moim piecu to zadziała?

Roz­pa­la­nie od góry sto­suje się w kotłach i pie­cach gór­nego spa­la­nia. Nazwa ich bie­rze się stąd, że spa­liny są w nich kie­ro­wane do góry, a więc ujście spa­lin jest u góry komory zasy­po­wej (w kotłach dol­nego spa­la­nia jest na dole, przy ruszcie).

gorne-spalanie-po-czym-poznac

 

Na 90% w two­jej kotłowni stoi taki kocioł, bo takie są naj­po­pu­lar­niej­sze. Po czym dokład­niej roz­po­znać ten rodzaj kotła — możesz spraw­dzić tutaj.

Kocioł może być nawet przed­wo­jenny, z nadmu­chem i ste­row­ni­kiem bądź bez — byle był sprawny i w miarę szczelny. Kocioł bez dmu­chawy powi­nien mieć dopro­wa­dze­nie powie­trza wtórnego.

Próba roz­pa­le­nia od góry w kotłach innego rodzaju, np. w kotle dol­nego spa­la­nia skoń­czy się nie­po­wo­dze­niem lub zady­mie­niem oko­licy jak przy pale­niu w kotle gór­nego spa­la­nia “od dołu”. W kotłach dol­nego spa­la­nia należy palić zgod­nie z instruk­cją pro­du­centa — tam roz­pa­la­nie na rusz­cie jest wła­ściwą metodą pale­nia, bo kocioł ten jest z natury “odwró­cony do góry nogami”.

Czy da się palić od góry w piecu kaflo­wym? Tech­nicz­nie patrząc jest to piec gór­nego spa­la­nia, więc metoda powinna zadzia­łać. Tutaj można obej­rzeć rela­cję z próby pale­nia od góry w piecu kaflowym.

O ogrze­wa­niu węglem pro­sto i od pod­staw prze­czy­tasz też w porad­niku na temat czy­stego ogrze­wa­nia [PDF 1,4MB]

Czy potrze­buję spe­cjal­nego węgla za 1000zł?

Nie. Roz­pa­lić od góry można nie­mal dowolne paliwo: węgiel dowol­nego pocho­dze­nia i jako­ści, zarówno drobny jak i grub­szy (także flot i muł węglowy), drewno, bry­kiety z cze­go­kol­wiek itd. Warun­kiem jest tylko prze­pcha­nie powie­trza przez war­stwę opału, dla­tego w przy­padku bar­dzo drob­nych paliw może być potrzebny kocioł z nadmuchem.

Roz­pa­la­nie od góry nie ma więk­szego sensu w przy­padku węgla kostki oraz koksu. Węgiel kostka pali się pomału, a więc i mało dymi, nawet roz­pa­lony “od dołu”. Roz­pa­le­nie go od góry może być trudne, bo powie­trze będzie ucie­kać dużymi prze­strze­niami mię­dzy bry­łami. Jeśli uszczelni się te prze­strze­nie drob­niej­szymi brył­kami, to z roz­pa­le­niem od góry nie będzie pro­blemu, ale będzie ono powolne.
Roz­pa­la­nie od góry koksu ma dużo mniej­szy sens niż w przy­padku węgla. Brak tu sub­stan­cji lot­nych, któ­rych spa­le­nie jest celem tej metody roz­pa­la­nia. Dla­tego też samo roz­ża­rze­nie war­stwy koksu od góry będzie trudne, a jeśli się uda, to żar będzie postę­po­wał w dół bar­dzo powoli.

Chcę spró­bo­wać — od czego zacząć?

Aby roz­pa­lić w piecu od góry nie musisz niczego wymie­niać ani kupo­wać, ale dla wła­snej wygody i bez­pie­czeń­stwa musisz spraw­dzić kilka rze­czy. Wszyst­kie te sprawy należą do nor­mal­nego zakresu utrzy­ma­nia kotłowni, ale nie każdy utrzy­muje kotłow­nię w nale­ży­tym sta­nie, co może być groźne.

Wła­ściwy kocioł

Upew­nij się, że to, co stoi w two­jej kotłowni, to kocioł gór­nego spa­la­nia. Nie wiesz, co to zna­czy? Poczy­taj o rodza­jach kotłów, a na pewno zauwa­żysz róż­nicę w budo­wie. Choć prawdę mówiąc bez żad­nej wie­dzy można z 90% pew­no­ścią powie­dzieć, że masz kocioł gór­nego spa­la­nia wła­śnie. Jeśli kupo­wa­łeś nie­świa­do­mie naj­tań­szy dostępny lub odzie­dzi­czy­łeś go po dziad­kach — jest to naj­pew­niej taki wła­śnie piec.

Przy­go­to­wa­nie kotłowni

  1. Sprawdź, czy kotłow­nia posiada nawiew powie­trza z zewnątrz oraz drożny kanał wen­ty­la­cyjny. Oba kanały powinny być otwarte i nigdy nie­za­sło­nięte niczym, nawet w naj­więk­szy mróz. W kotłowni może i musi być zimno! Gdy przy­ło­żysz rękę do nawiewu, powi­nie­neś czuć stru­mień wla­tu­ją­cego powie­trza. Podob­nie w kanale wen­ty­la­cyj­nym powi­nien być wyczu­walny ciąg powie­trza odpro­wa­dza­nego z kotłowni. W przy­padku braku kanału nawie­wo­wego, za źró­dło powie­trza może słu­żyć uchy­lone okno, o ile będzie uchy­lone zawsze gdy kocioł pra­cuje. Wen­ty­la­cja to nie jakaś pier­dółka — tu cho­dzi o życie twoje i domow­ni­ków.
    Jeśli i okna brak, dla wła­snego dobra wyko­naj pra­wi­dłowy nawiew czym prę­dzej, bo w tej chwili kocioł krad­nie powie­trze z reszty domu i zaciąga je przez kanały wen­ty­la­cyjne, co może skut­ko­wać np. zacza­dze­niem w innym pomiesz­cze­niu z pie­cy­kiem czy kuchenką gazową lub w samej kotłowni. W takim przy­padku to, że jesz­cze żyjesz, zawdzię­czasz nie­szczel­nym drzwiom i oknom w resz­cie budynku.
  2. Sprawdź, czy masz drożny komin. Jeśli patrząc u jego wylotu na dachu zauwa­żasz war­stwę sadzy na ścian­kach ponad ~2mm to znak, że warto go wyczy­ścić (bo niżej jest wię­cej). Jeśli nie żyjesz w zgo­dzie z komi­nia­rzem, a nie brak ci umie­jęt­no­ści i roz­sąd­nej odwagi, możesz zro­bić to sam.
  3. Sprawdź stan kotła i jego połą­cze­nia z komi­nem. Rura łącząca kocioł z komi­nem powinna być solid­nie zamo­co­wana, tak do kotła jak i do otworu w ścia­nie komina. Otwór ten powi­nien być uszczel­niony ela­stycz­nym nie­pal­nym mate­ria­łem, np. sznu­rem szkla­nym lub wełną mine­ralną, a nie obmu­ro­wany tylko zaprawą, która spęka po pierw­szym roz­pa­le­niu.
    Tak jak samo­chód kon­tro­luje się peda­łem gazu, a nie przy­ty­ka­niem rury wyde­cho­wej kar­to­flem, tak kotłem naj­bez­piecz­niej jest ste­ro­wać przez dopływ powie­trza, a nie przy­ty­ka­nie wylotu spa­lin. Szy­ber w czo­pu­chu niech będzie zawsze otwarty. Przy­my­ka­nie go może być nie­bez­pieczne, dla­tego otwórz go raz i wię­cej nie ruszaj. Spa­liny mają mieć swo­bodne ujście do komina. “Prze­trzy­ma­nie” ich w kotle nie daje oszczęd­no­ści, lecz osła­bia ciąg i stwa­rza ryzyko, że będą ucho­dzić łatwiej­szymi dro­gami na kotłow­nię i możesz długo nie pożyć.
    Drzwiczki muszą pew­nie trzy­mać się na zawia­sach, z moż­li­wo­ścią szczel­nego zamknię­cia, na obwo­dzie powinny mieć uszczelkę ze sznura szkla­nego. Podob­nie wszel­kie wyczystki.
    Tak wyglą­dają drzwiczki kotła nada­jące się do wymiany (ukru­szone z powodu prze­grza­nia przez brak rusztu pio­no­wego i bez­po­średni kon­takt z gorą­cym kok­sem). Nie można uży­wać kotła z takim uszko­dze­niem, ponie­waż nie masz wtedy żad­nej kon­troli nad kotłem — ile opału zała­du­jesz, tyle się bły­ska­wicz­nie zapali.

Pierw­sze roz­pa­le­nie od góry

Przed pierw­szym roz­pa­le­niem od góry powi­nie­neś spraw­dzić wszyst­kie punkty wymie­nione powy­żej, a szcze­gól­nie szczel­ność wszyst­kich drzwi­czek. Pro­sty test: przy zamknię­tych drzwicz­kach i wszyst­kich klap­kach, wrzu­cona do kotła paląca się gazeta powinna zga­snąć przed wypa­le­niem — z braku tlenu. Jeśli tak nie jest — zapewne gdzieś są nie­szczel­no­ści, i to spore. Przyj­rzyj się temu, bo po roz­pa­le­niu możesz być zasko­czony, że kocioł zago­tuje wodę mimo poza­my­ka­nia mu wszyst­kich kla­pek. Szcze­gól­nie ważne są dolne drzwiczki.

Mając to za sobą, w celu roz­pa­le­nia postę­puj wedle poniż­szej instrukcji.

  1. Przy­go­tuj węgiel lub drewno w ilo­ści ok. połowy mak­sy­mal­nego zała­dunku, nieco suchego drewna w szcza­pach gru­bo­ści przed­ra­mie­nia oraz inną roz­pałkę, jakiej zwy­kle uży­wasz w nieco więk­szej ilo­ści (chrust, słoma, papier — byle nie pla­stik, łatwo­palne płyny ani stare buty).
  2. Na pusty ruszt wrzuć naj­pierw grub­sze bryły węgla, a potem prze­syp drob­niej­szymi, tak by cała war­stwa była równa. Podob­nie gdy palisz drew­nem — naj­pierw ułóż cia­sno grub­sze kawałki, a potem drobniejsze.
  3. Na wierz­chu węgla ułóż grub­sze drewno roz­pał­kowe — kawa­łek przy kawałku. Dodaj jesz­cze jedną war­stwę drewna, ale z paty­ków gru­bo­ści kciuka.
  4. Na środku ułóż sto­sik z drob­nych drzazg i np. gazety, która umoż­liwi jego rozpalenie
  5. Zamknij dolne drzwiczki. Przy pomocy śruby regu­la­cyj­nej uchyl klapkę dolną (powie­trza głów­nego) na ok. 1cm (jeśli nie masz dmuchawy).
  6. Jeśli w gór­nych drzwicz­kach posia­dasz klapkę czy otwory dopro­wa­dza­jące powie­trze — otwórz je. Jeśli jest to klapka, uchyl ją na ok. 5mm.
  7. Pod­pal roz­pałkę i zamknij górne drzwiczki. Chyba, że nie ma w nich żad­nych otwo­rów napo­wie­trza­ją­cych, wtedy na początku zostaw je nie­znacz­nie uchy­lone, aby roz­pałka mogła się zająć ogniem.
  8. Jeśli kocioł posiada dmu­chawę — ustaw ją na ok. 30% mocy. Wła­ściwą inten­syw­ność nadmu­chu powi­nie­neś usta­lić po obser­wa­cji tego, co wydo­bywa się z komina, kiedy już węgiel się roz­pali. Gęsty, czarny dym będzie ozna­czał zbyt duży nadmuch, a gęsty, biały lub siwy — zbyt mało powietrza.
  9. Jeśli kocioł posiada ste­row­nik — ustaw tem­pe­ra­turę zadaną wstęp­nie na ok. 60 stopni nawet jeśli zwy­kle pali­łeś moc­niej. Będziesz miał mar­gi­nes bez­pie­czeń­stwa w razie gdy­byś zauwa­żył jakieś problemy.
  10. Kiedy szczapy drewna zajmą się ogniem, możesz iść zająć się swo­imi spra­wami. Jed­nak przy pierw­szych kilku pró­bach może zda­rzyć się, że roz­pałka zga­śnie, zanim zaj­mie się grub­sze drewno i węgiel. Pomóc może doda­nie jej w więk­szej ilo­ści i szer­sze uchy­le­nie klapki w dol­nych drzwicz­kach (lub zwięk­sze­nie obro­tów dmuchawy).
  11. Przez pierw­sze pół godzin od roz­pa­le­nia pojawi się zapewne tro­chę dymu z węgla. Nie będzie go jed­nak tak dużo, jak w przy­padku tra­dy­cyj­nego pale­nia. Węgiel będzie się teraz palił wol­niej i mniej inten­syw­nie niż zwy­kle (tem­pe­ra­tura będzie rosła powoli — to nor­malne), a w miarę powsta­wa­nia war­stwy żaru, dymu będzie coraz mniej.
  12. Gdy cały zasyp roz­ża­rzy się (poznasz to po tym, że dolne drzwiczki — te mające kon­takt z pale­ni­skiem przy rusz­cie — będą cie­płe), możesz zmniej­szyć dopływ powie­trza od dołu, uchy­la­jąc klapkę na 1-2mm (lub tyle, ile potrzeba, by woda wycho­dząca na grzej­niki miała odpo­wied­nią tem­pe­ra­turę) oraz zamknąć dopływ powie­trza przez górne drzwiczki.
  13. Od tej chwili kocioł nie wymaga już obsługi, aż do ponow­nego roz­pa­le­nia. Nie musisz odwie­dzać kotłowni (choć z początku lepiej zaglą­daj co jakiś czas i patrz, czy wszystko w porządku), nie musisz prze­gar­niać rusztu pogrze­ba­czem — i tak wszystko się wypali.

Jak ste­ro­wać kotłem

Od momentu roz­pa­le­nia do skok­so­wa­nia całego zasypu (czyli aż żar zej­dzie do samego rusztu) kocioł potrze­buje sta­łego dopływu powie­trza głów­nego (pod ruszt). Jest ono nie­zbędne, by sub­stan­cje lotne z paliwa były spa­lane, a nie pusz­czane z dymem. Jaka powinna być dawka tego powie­trza — do tego musisz dojść eks­pe­ry­men­tal­nie. Powie­trza musi być tyle, aby na wierz­chu zasypu był cały czas żar i pło­mie­nie. Jeśli powie­trza będzie za mało, to żar z wierz­chu przy­ga­śnie, a spod spodu będzie się wydo­by­wał siwy dym. Sytu­acja poprawi się sama dopiero gdy sub­stan­cje lotne skoń­czą się wypalać.

  • w kotle bez nadmu­chu wystar­czy usta­wić stałe otwar­cie dol­nej klapki za pomocą śruby regu­la­cyj­nej. Musi ono być wystar­cza­jące do zapew­nie­nia żaru na wierz­chu zasypu przez cały czas spa­la­nia sub­stan­cji lot­nych, a zara­zem nie nazbyt duże, by tem­pe­ra­tura wody nie poszy­bo­wała w kosmos. Zacznij np. od 5mm i obser­wuj jak kocioł zacho­wuje się w miarę jak ogień scho­dzi w dół zasypu. Pło­mie­nie koń­czą się w wymien­niku? Powie­trza jest za dużo. Pło­mie­nie są krót­kie, czer­wone i czuć smołą? Daj wię­cej powietrza.
  • w kotle z miar­kow­ni­kiem mecha­nicz­nym naj­le­piej rów­nież użyć regu­la­cji na śrubę, a miar­kow­nik pod­piąć dopiero po skok­so­wa­niu całego zasypu. Jeśli nie chcesz póź­niej zaglą­dać do kotłowni, to pode­pnij miar­kow­nik zaraz po roz­pa­le­niu, ale za pomocą śruby ustaw mini­malne otwar­cie klapki powie­trza głów­nego, tak by miar­kow­nik nie domy­kał jej do końca.
  • w kotle z nadmu­chem wiele zależy od ste­row­nika. Naj­le­piej, gdyby posia­dał on rodzaj algo­rytmu PID, a więc stale dostar­czał powie­trze do spa­la­nia. Praca dwu­sta­nowa, pole­ga­jąca na ostrym dmu­cha­niu, a potem odci­na­niu dopływu powie­trza, będzie skut­ko­wała nad­mier­nym dymie­niem. Tutaj rów­nież siłę nadmu­chu trzeba dobrać tak, aby stale utrzy­mać żar na powierzchni zasypu, przy czym dymie­nie na czarno będzie ozna­czało nad­miar powietrza.

Po doj­ściu żaru do rusztu, gdy cały zasyp został skok­so­wany, można dużo swo­bod­niej regu­lo­wać dopływ powie­trza a także odci­nać go cał­ko­wi­cie (to nadal straty, ale nie będzie już dymu/smoły, a ina­czej się nie da).

Nie trak­tuj tem­pe­ra­tury zada­nej jak świę­to­ści. Cza­sem lepiej prze­bić ją o ~10 stopni przez godzinę, a potem obni­żyć po skok­so­wa­niu zasypu, ale za to spa­lić sub­stan­cje lotne czy­sto niż trzy­mać się jej kur­czowo za cenę kisze­nia zasypu i zara­sta­nia kotła sadzą.

Ile sypać na raz?

Gru­bość war­stwy węgla nie powinna być więk­sza niż dzie­się­cio­krot­ność śred­nicy ziarna. Gdy gru­bość war­stwy rośnie ponad to, wtedy w komin będzie ucie­kać w nad­mia­rze nie­wi­doczny, ale bar­dzo war­to­ściowy opa­łowo tle­nek węgla (który zawsze w pale­ni­sku powstaje i wła­śnie dla jego dopa­le­nia podaje się powie­trze wtórne).
Ale nie tak łatwo to ogra­ni­cze­nie prze­kro­czyć. Wyso­kość komory zasy­po­wej w domo­wych kotłach to zazwy­czaj ok. 30-35cm i nie zwięk­sza się zbyt­nio wraz z mocą, więc dopiero sypiąc węgiel gro­szek można ufor­mo­wać war­stwę grub­szą niż zalecana.

Przede wszyst­kim ilość zasy­pa­nego paliwa należy dobrać do warun­ków pogo­do­wych i potrzeb domu. Nie ma sensu pako­wać kotła do pełna gdy na zewnątrz jest +10 stopni. Zno­wuż pozo­staje odwo­łać się do wprawy — po kilku tygo­dniach wyczu­jesz, ile trzeba spa­lić przy jakich tem­pe­ra­tu­rach na zewnątrz. Pamię­taj tylko, że dom sty­gnie według tem­pe­ra­tury odczu­wal­nej, a nie tej, którą widać na ter­mo­me­trze. Cza­sami przy tem­pe­ra­tu­rze około zera odczu­walna wynosi –5 do –10 stopni i zuży­cie opału będzie wtedy wła­ściwe dla tych temperatur.

Doświad­cze­nia i wnioski

Licz się z tym, że nie wszystko za pierw­szym razem się uda. Być może będziesz potrze­bo­wać kilku prób, by w ogóle udało ci się roz­pa­lić. Nie zra­żaj się tym i pró­buj dalej, bo warto. Wiele zależy od kon­kret­nego kotła, paliwa oraz two­ich umie­jęt­no­ści, przez co ogólną receptą nie da się pokryć wszyst­kich moż­li­wych pro­ble­mów. Poni­żej krótka rada na nie­które począt­kowe problemy.

Roz­pałka natych­miast gaśnie

Jeśli masz węgiel gro­szek lub grub­szy, pod­łą­czy­łeś kocioł do komina, który nie jest niczym zatkany oraz otwo­rzy­łeś choć nie­znacz­nie klapkę powie­trza głów­nego albo włą­czy­łeś dmu­chawę, to nie ma moż­li­wo­ści, by nie udało ci się roz­pa­lić od góry, jeśli z pale­niem tra­dy­cyj­nym nie było pro­ble­mów. Droga pło­mie­nia — od góry w dół — wydaje się tu mniej natu­ralna, ale dla ognia to nie prze­szkoda. Spró­buj z więk­szą ilo­ścią suchej pod­pałki i z więk­szym dopły­wem powie­trza. Roz­pa­la­nie bar­dzo uła­twia dopływ powie­trza wtór­nego przez drzwiczki zasy­powe (nie w każ­dym kotle jest). Jeśli nie masz tam żad­nych otwo­rów, a wier­tarka nie jest ci obca, to wyko­na­nie tam dopływu powie­trza wraz z tzw. kie­row­nicą powie­trza wtór­nego byłoby bar­dzo wska­zane - tylko pod warun­kiem że nie kocioł nie ma dmu­chawy. Nie jest to jed­nak waru­nek konieczny dla uda­nego pale­nia od góry, choć czyni je znacz­nie czystszym.

Węgiel mocno dymi

Kiedy już uda ci się roz­pa­lić węgiel, naj­trud­niej­sze masz za sobą. Nie mniej ważne jest jed­nak opa­no­wa­nie jego spalania.

Jeśli w kotle hulają pło­mie­nie pod “sufit”, a mimo to jest dużo dymu, to znak że pali się zbyt inten­syw­nie. Spró­buj przy­mknąć nieco klapkę w dol­nych drzwiczkach.

Jeśli zaś pło­mieni nie ma, za to jest siwy dym, to powie­trza należy podać wię­cej. Opty­malne usta­wie­nie nie jest trudna do wychwy­ce­nia i po paru pró­bach będziesz umiał usta­wić ją tak, by spa­la­nie prze­bie­gało moż­li­wie czy­sto. Pew­nie nie obę­dzie się zupeł­nie bez dymu i sadzy, ale nawet wtedy prze­ko­nasz się, że sadza jest sypka i łatwa do usu­nię­cia, w prze­ci­wień­stwie do twar­dej sadzy lub smoły, którą wcze­śniej produkowałeś.

Kocioł nie nabiera temperatury

Pale­nie od góry nie jest tak gwał­towne jak pale­nie tra­dy­cyjne. Może się zda­rzyć, że z początku po roz­pa­le­niu tem­pe­ra­tura na grzej­ni­kach nie będzie rosła tak szybko, jak daw­niej, ale zosta­nie to zre­kom­pen­so­wane z nawiązką dłuż­szym cza­sem pale­nia. Dla utrzy­ma­nia sta­łej tem­pe­ra­tury w budynku i oszczęd­no­ści jest to dużo korzyst­niej­sze niż jed­no­ra­zowy “strzał” ciepła.

Poda­jąc wię­cej powie­trza możesz przy­spie­szyć roz­pa­la­nie, ale uwa­żaj, by nie prze­sa­dzić, bo przy zbyt dużej dawce powie­trza kocioł może zacząć moc­niej dymić.

Kocioł zbyt­nio się rozgrzewa

Zwłasz­cza w momen­cie, gdy roz­ża­rzy się już cały wrzu­cony węgiel i jest go dużo, tem­pe­ra­tura na kotle może zacząć rosnąć. Należy wtedy ogra­ni­czyć dopływ powie­trza głów­nego. Gdy kocioł jest szczelny, to przy mini­mal­nym, ale sta­łym dopły­wie powie­trza tem­pe­ra­tura powinna być stała.

Jeśli sumien­nie wyko­na­łeś przy­go­to­wa­nia, jesteś zabez­pie­czony przed prze­grza­niem kotła. Nie­za­leż­nie bowiem od siły ciągu w komi­nie, mocy paliwa itp. możesz zawsze zamknąć dopływ powie­trza i kocioł jeśli nie zga­śnie cał­ko­wi­cie, to przy­naj­mniej nieco prze­sty­gnie. Dla­tego tak ważna jest (względna) szczel­ność kotła. Ogra­ni­cze­nie dopływu powie­trza to jedyna poprawna metoda kon­troli inten­syw­no­ści spa­la­nia. Dla­tego nie powi­nie­neś w ogóle uży­wać prze­pust­nicy w rurze pro­wa­dzą­cej do komina. Powinna ona być zawsze w pozy­cji otwar­tej. Sytu­acja podobna jak w samo­cho­dzie — by jechać wol­niej, pusz­czasz pedał gazu, a nie zaty­kasz rurę wydechową.

Oczy­wi­ście nawet mając w pełni sprawny, szczelny kocioł, musisz posia­dać dobrze wyko­naną, bez­pieczną insta­la­cję, która nawet w razie awa­rii kotła i zago­to­wa­nia wody zapewni ci bez­pie­czeń­stwo. To jed­nak jest obo­wiąz­kiem nie­za­leż­nie od spo­sobu palenia.

Na początku jest dobrze, a potem dymi i przygasa

Począt­kowo roz­pa­la­nie prze­biega pra­wi­dłowo — na wierz­chu zasypu jest żar i pło­mie­nie — ale z cza­sem żar przy­gasa, a na wierz­chu poja­wia się mnó­stwo siwego dymu. Tem­pe­ra­tura spada i wygląda, jakby miało wyga­snąć. Zwy­kle nie wygasa, tylko tli się tak do momentu, aż żar obej­mie cały zasyp. Potem węgiel (teraz już koks) pali się normalnie.

Pierw­sza moż­liwa przy­czyna to prze­wy­mia­ro­wany kocioł i/lub dodat­nia tem­pe­ra­tura na zewnątrz. Gdy jest cie­pło, każdy kocioł ma zbyt dużą moc i pra­cuje mniej wydaj­nie. Kiedy zacznie roz­pa­lać się cały zasyp, wtedy budy­nek nie odbiera już rosną­cej ilo­ści cie­pła pro­du­ko­wa­nej przez kocioł i gazy z węgla nie są dopa­lane dokład­nie. Zaczyna się dymie­nie.
Roz­wią­za­niem tutaj będzie wsy­pa­nie mniej­szej ilo­ści węgla oraz dłuż­sze prze­rwy w pale­niu, jeśli na zewnątrz jest bar­dzo cie­pło. Trzeba też stale poda­wać powie­trze główne, jeśli trzeba to w więk­szej ilo­ści, nawet kosz­tem prze­kro­cze­nia przez jakiś czas tem­pe­ra­tury zadanej.

Druga opcja to bar­dzo kalo­ryczny i/lub drobny węgiel. Oba potrze­bują dużo powie­trza, a nie zawsze komin jest w sta­nie zapew­nić odpo­wiedni ciąg przez cały czas pale­nia (zapo­trze­bo­wa­nie na tlen rośnie wraz z powięk­sza­niem się war­stwy żaru).
Taki opał musi dosta­wać dużo powie­trza i palić się ostro od samego startu. W ten spo­sób pale­ni­sko samo wywto­rzy odpo­wiedni ciąg i siłą roz­pędu zdoła zapew­nić sobie dość tlenu w póź­niej­szym eta­pie spa­la­nia gazów.

Muszę roz­pa­lać dwa-trzy razy dzien­nie od nowa?

Wszystko zależy od pogody, mocy kotła i kalo­rycz­no­ści paliwa, ale też doboru ilo­ści tego paliwa. Jeśli kocioł jest pra­wi­dłowo dobrany do budynku (ani za “duży” ani za “mały”), to w skraj­nym przy­padku dłu­go­trwa­łego mrozu poni­żej –20st. nie powinno być potrzeby roz­pa­la­nia wię­cej niż dwa razy dzien­nie z peł­nym zasypem.

Począt­kowo dobrze jest użyć nie­wiel­kiej ilo­ści węgla, aby w razie odkry­cia jakich­kol­wiek pro­ble­mów nie dopro­wa­dzić do prze­grza­nia kotła. Póź­niej stop­niowo można zwięk­szać zasyp w miarę potrzeby, aż do “ile się zmie­ści” czyli pod dolną kra­wędź drzwi­czek zasypowych.

Ilość paliwa trzeba dosto­so­wać do potrzeb. Jeśli przy tem­pe­ra­tu­rze około zera, zasy­pu­jąc kocioł w 1/3 czas pale­nia wyniósł 6h, a chcie­li­by­śmy grzać przez 12h, należy zasy­pać kocioł w 2/3. Ale gdy tem­pe­ra­tura na zewnątrz spad­nie, aby uzy­skać taki sam czas pale­nia (i nie­zmie­nioną tem­pe­ra­turę w domu), zasyp trzeba jesz­cze zwięk­szyć. To wydaje się skom­pli­ko­wane, ale po paru tygo­dniach wyczu­jesz, jak budy­nek reaguje na zmiany pogody i ile węgla sypać, by utrzy­mać stałą temperaturę.

Zbyt czę­sto muszę zaglą­dać do kotłowni

Nie przej­muj się, że na początku będziesz w kotłowni sie­dział nawet dłu­żej, niż przy tra­dy­cyj­nym pale­niu. Może tak być z początku, ale w miarę, jak wyczu­jesz spo­sób obsługi swo­jego kotła roz­pa­la­nego od góry, czas ten będzie się skra­cał. Wpraw­nemu ope­ra­to­rowi obsługa jed­no­krot­nego zasypu w dowol­nym kotle (wybra­nie popiołu, wyczysz­cze­nie kotła, zasy­pa­nie węgla, roz­pa­le­nie, usta­wie­nia) nie powinna łącz­nie zająć wię­cej jak pół godziny. Z uśmie­chem wspo­mnisz jesz­cze te trudne czasy, gdy do kotłowni zaglą­da­łeś co godzinę albo nawet wsta­wa­łeś w nocy…

Co mam zro­bić z pogrzebaczem?

Już nie musisz co jakiś czas prze­grze­by­wać rusztu pogrze­ba­czem. Raz odpa­lony zasyp wypali się do zera bez potrzeby żad­nej inter­wen­cji, w szcze­gól­no­ści bez potrzeby usu­wa­nia popiołu. Usu­niesz go przy ponow­nym rozpalaniu.

Dal­sze kroki

Po czym poznasz, że już palisz pra­wi­dłowo? Wystar­czy, że wyj­dziesz przed dom i spoj­rzysz na swój komin w począt­ko­wej fazie pale­nia. Jeśli robisz to dobrze, nie ujrzysz tam kłę­bów sza­ro­bru­nat­nego, gry­zą­cego dymu jak daw­niej, a co naj­wy­żej rzadki, szary lub biały dymek (ew. rzadki czarny, jeśli masz węgiel bar­dziej kalo­ryczny). Jeśli będziesz tak patrzył dosta­tecz­nie czę­sto, sąsie­dzi mogą zacząć się pytać, czego tam wypa­tru­jesz. Wyja­śnij im wtedy, że też mogą spró­bo­wać palić lepiej :)

Jeśli dys­po­nu­jesz warsz­ta­tem i chę­cią ulep­szeń, możesz też poczy­tać o lek­kich mody­fi­ka­cjach kotła, dzięki któ­rym uła­twisz sobie życie jesz­cze trochę.

Co jeśli nadal mi nie wychodzi?

Każdy dom jest inny, różne kotły z róż­nymi pali­wami zacho­wują się ina­czej. Nie­kiedy droga do dzia­ła­ją­cego roz­wią­za­nia bywa kręta, ale uwierz, że warto pró­bo­wać, bo efekt może być tylko lep­szy, niż brudne pale­nie od dołu ;). Prze­czy­taj rela­cje innych. Nie każ­demu poszło łatwo, ale więk­szość jest zado­wo­lona (a reszta póki co sie­dzi cicho ;)