Rozpalanie od góry — instrukcja krok po kroku

Roz­palanie od góry jest jed­nym ze sposobów na dużo czyst­sze i efek­ty­wniejsze spalanie węgla oraz drew­na w najpop­u­larniejszych piecach/kotłach/kominkach. Jeśli zas­tanaw­iasz się, czy warto stosować ten sposób pale­nia, zajrzyj najpierw do artykułu wyjaś­ni­a­jącego sposób dzi­ała­nia oraz zale­ty i wady roz­pala­nia od góry.

Tutaj nato­mi­ast jest instrukc­ja prak­ty­cz­na, jak zabrać się po raz pier­wszy za pale­nie od góry i pokon­ać najczęś­ciej spo­tykane prob­le­my.

Od czego zacząć

Przed pier­wszą próbą pale­nia od góry warto sprawdz­ić niżej wymienione kwest­ie odnośnie kotła, opału, stanu insta­lacji grzew­czej i kom­i­na. Ta dłu­ga i nud­na lista jest po to, aby uniknąć potenc­jal­nych nieprzy­jem­nych niespodzianek, więc lep­iej prze­jrzyj ją cho­ci­aż jed­nym okiem.

W jakich piecach i kotłach można palić od góry?

Pal­ić od góry moż­na w każdym urządze­niu grzew­czym, które ma wlot powi­etrza pod ruszt a wylot spalin u góry paleniska. Kwal­i­fiku­ją się m.in:

  • ogniska
  • jakieś 90% domowych kotłów,
  • komin­ki
  • te piece kaflowe i kuchenne, które mają dostate­cznie wysok­ie palenisko, by zmieś­ciła się sen­sow­na ilość pali­wa

  • Gdy nie ma wylo­tu spalin u góry, ale jest u dołu przy rusz­cie – wtedy masz kocioł dol­nego spala­nia, w którym ład­owanie pali­wa na żar do peł­na jest zupełnie praw­idłowe – odby­wa się według tej samej zasady co w typowym kotle roz­palonym od góry, tylko że do góry noga­mi.
  • Gdy wylo­ty z paleniska są dwa: i u góry, i u dołu – wtedy masz kocioł górno-dol­ny, w którym praw­dopodob­nie nie uda się roz­pal­ić od góry, zwłaszcza gdy górny wylot jest kilku­cen­tymetrowy.  Co z tym moż­na zro­bić, dowiesz się w artykule o kotłach górno-dol­nych.

Jeśli nadal masz wąt­pli­woś­ci, czy w twoim kotle lub piecu moż­na pal­ić od góry – śmi­ało pisz i pytaj.

Pomył­ka i roz­pale­nie od góry w kotle nie tego rodza­ju zwycza­jnie się nie uda.

Czy da się pal­ić od góry w piecu kaflowym albo kuchen­nym? Tech­nicznie patrząc są to piece górnego spala­nia, ale spala się tam małe por­c­je pali­wa i częs­to nie ma wiele miejs­ca. Wtedy najlep­szą opcją jest pale­nie kroczące. Nato­mi­ast tutaj moż­na obe­jrzeć fotorelację z pró­by pale­nia od góry w piecu kaflowym.

Bez cienia wąt­pli­woś­ci moż­na pal­ić od góry w kominkach – pro­du­cen­ci kominków pro­mu­ją ten sposób pale­nia.

Stan kotła i wyposażenie

Najważniejsza sprawa to względ­na szczel­ność kotła. Roz­pala­jąc od góry ładu­jesz kocioł nawet do peł­na – więc tem­per­atu­ra musi się dać kon­trolować poprzez dopływ powi­etrza:

  • jeśli na co dzień ładu­jesz kocioł do peł­na i nigdy nie było prob­lemów z prze­grze­waniem / gotowaniem wody, to praw­dopodob­nie nie masz się tutaj czym prze­j­mować.
  • ale jeśli zwyk­le pal­isz malutkie ognisko na wielkim rusz­cie, to po załad­owa­niu więk­szej iloś­ci pali­wa możesz mieć prob­le­my z opanowaniem tem­per­atu­ry.

We w miarę “fab­rycznych” kotłach dla poprawy szczel­noś­ci wystar­czy wymienić sznury uszczel­ni­a­jące drzwicz­ki. Nieste­ty w kotłow­n­i­ach są też kotły spawane w garażach, przez które wia­tr hula i nie sposób ich uszczel­nić. Dlat­ego pier­wsze pró­by pale­nia od góry trze­ba zaczy­nać ostrożnie, nie paku­jąc kotła bardziej niż do połowy.

Doprowadze­nie powi­etrza wtórnego – to jest ele­ment przy­dat­ny, ale jeśli go nie będzie, to i tak roz­palanie od góry się uda. Gdy go brak, nieza­leżnie od metody pale­nia do kom­i­na wysyłane są więk­sze iloś­ci palne gazów i sadzy, które nie mają okazji się spal­ić przez niedobór tlenu.

Czy kocioł ma wenty­la­tor (i czy on jest na górze/dole/boku), czy ma miarkown­ik, czy nie ma nic i powi­etrzem steru­je się poprzez klap­kę ze śrubką – to nie ma wpły­wu na samo dzi­ałanie metody.

Jaki opał

Roz­pal­ić od góry moż­na każde pali­wo, z którym dany kocioł sobie ogól­nie radzi i dla którego jest sens to robić: węgiel dowol­nego pochodzenia i ceny, zarówno drob­ny jak i grub­szy, drewno, bryki­ety z czegokol­wiek itd. Potrze­ba tylko i aż tyle, by powi­etrze było w stanie prze­jść przez grub­szą warst­wę opału, dlat­ego w przy­pad­ku bard­zo drob­nych paliw (miał) może być potrzeb­ny nad­much.

Roz­palanie od góry nie ma sen­su w przy­pad­ku węgla sorty­men­tu kost­ka oraz kok­su:

  • węgiel kost­ka pali się pomału, a więc i mało dymi, nawet roz­palony “od dołu”. Roz­pale­nie go od góry może być trudne, bo powi­etrze będzie uciekać duży­mi przestrzeni­a­mi między bryła­mi. Jeśli uszczel­ni się te przestrze­nie drob­niejszy­mi bryłka­mi, to z roz­pale­niem od góry nie będzie prob­le­mu, choć będzie ono prze­b­ie­gać wyjątkowo powoli.
  • w kok­sie nie ma sub­stancji lot­nych, których spale­nie jest celem tej metody roz­pala­nia. Dlat­ego też samo rozżarze­nie warst­wy kok­su od góry będzie trudne, a jeśli się uda, to żar będzie postępował w dół bard­zo powoli a nie da to istot­nego zysku. To bez sen­su – kok­sem możesz pal­ić dokłada­jąc jak tylko chcesz.

Przygotowanie kotłowni

Wymienione tutaj kwest­ie nie są potrzeb­ne wyłącznie przy pale­niu od góry. To ele­men­ty nor­mal­nego utrzy­ma­nia kotłowni, które jed­nak bywa­ją zanied­bane. Piszę tu o nich po to, by cię uświadomić, że jeśli np. po roz­pale­niu od góry zapali ci się komin – to nie będzie wina roz­pale­nia od góry, tylko two­jego zanied­ba­nia w czyszcze­niu kom­i­na.

Prawidłowa wentylacja kotłowni

Sprawdź, czy kotłow­n­ia posi­a­da naw­iew powi­etrza z zewnątrz oraz drożny kanał wenty­la­cyjny. Oba te kanały muszą być zawsze otwarte, nawet w najwięk­szy mróz. W kotłowni może i musi być zim­no – bez powi­etrza nie będzie spala­nia. Gdy brak jest kanału naw­iewnego, za źródło powi­etrza może służyć uchy­lone okno, o ile będzie uchy­lone zawsze gdy kocioł pracu­je. Wenty­lac­ja to nie jakaś pierdół­ka – tu chodzi o życie two­je i domown­ików.

Jeśli i okna brak, dla włas­nego dobra wykon­aj czym prędzej praw­idłowy naw­iew powi­etrza do kotłowni. Kocioł do pra­cy zuży­wa ogromne iloś­ci powi­etrza, które tą czy inną drogą musi zostać zaciąg­nięte z zewnątrz. Jeśli w kotłowni nie ma naw­iewu, to kocioł pod­biera powi­etrze z budynku, a więc napły­wa ono wszelki­mi nieszczel­noś­ci­a­mi okien i drzwi a w ostate­cznoś­ci przez kanały wenty­la­cyjne, co rodzi szereg prob­lemów: od zim­nego wia­tru z kratek aż po groźbę zaczadzenia np. w łazience z piecykiem gazowym.

Sprawny, czyszczony komin

Sprawdź, czy masz drożny i sprawny komin. Zarośnię­ty sadzą lub co gorsza zas­molony komin może zapal­ić się w każdej chwili i puś­cić z dymem cały budynek! Jeśli patrząc od góry u wylo­tu kom­i­na zauważasz warst­wę sadzy na ściankach pon­ad ~2mm to znak, że warto go wyczyś­cić (bo niżej jest już sporo więcej). Jeśli masz skom­p­likowane relac­je z kominiarzem a nie brak ci umiejęt­noś­ci i rozsąd­nej odwa­gi, możesz zro­bić to sam. Ale i tak najlepiej gdy­by komin raz na rok obe­jrzał pro­fesjon­al­ny kominiarz, który wykry­je prob­le­my nie zawsze dla niefa­chow­ca widoczne.

Bezpieczna instalacja grzewcza

Naj­gorsze, co może się stać z insta­lacją grzew­czą i kotłem, to wybuch na skutek prze­grza­nia. Jest to równie groźne, ale i równie mało praw­dopodob­ne, co np. katas­tro­fa lot­nicza. Poprawnie zbu­dowana insta­lac­ja jest prak­ty­cznie stupro­cen­towo przed tym zabez­piec­zona w opar­ciu o pod­sta­wowe prawa fizy­ki, które nie zawodzą. A czy two­ja insta­lac­ja jest poprawnie zbu­dowana? Tego bez jako-takiej wiedzy z hydrauli­ki nie zwery­fiku­jesz, dlat­ego daru­ję sobie opisy.

Tak czy inaczej powin­no się unikać prze­grza­nia kotła. Tutaj pod­stawą jest szczel­ność kotła, o której już była mowa. Następ­na kwes­t­ia to odbiór ciepła. Tu częsty błąd: nie może być ter­mostatów na wszys­t­kich grze­jnikach. Gdzieś trze­ba zostaw­ić 1–2 grze­jni­ki, które zawsze będą otwarte. Odcię­cie wszys­t­kich grze­jników może skutkować prze­grzaniem insta­lacji nawet gdy kocioł nie grze­je szczegól­nie moc­no – ale nagle nie ma co z tym ciepłem zro­bić.

Sprawny, wyczyszczony kocioł

Sprawdź stan tech­niczny kotła i jego połączenia z kominem. Nieszczel­noś­ci samego kotła oraz podłączenia do kom­i­na to najbanal­niejsza przy­czy­na, dla której kocioł kiep­sko dzi­ała.

Rura łączą­ca kocioł z kominem powin­na być solid­nie zamo­cow­ana, tak do kotła jak i do otworu w ścian­ie kom­i­na. Otwór ten powinien być uszczel­niony elasty­cznym niepal­nym mate­ri­ałem, np. sznurem szk­lanym lub wełną min­er­al­ną, a nie obmurowany tylko zaprawą, która spę­ka po pier­wszym roz­pale­niu.

Szy­ber w czop­uchu najlepiej zostaw w pozy­cji otwartej a do sterowa­nia pracą kotła uży­waj klap­ki dopły­wu powi­etrza w dol­nych drzwiczkach. Tak jak samochód kon­trolu­je się pedałem gazu, a nie przy­tykaniem rury wyde­chowej kartoflem, tak kotłem najbez­pieczniej jest sterować przez dopływ powi­etrza, a nie przy­tykanie wylo­tu spalin. Efekt w obu przy­pad­kach jest dokład­nie taki sam – mniej powi­etrza dopły­wa do kotła, ale ograniczanie wlo­tu jest bez­pieczniejsze. Nato­mi­ast do wal­ki ze zbyt sil­nym ciągiem komi­nowym i pod­mucha­mi wia­tru najlepiej nada­je się reg­u­la­tor ciągu komi­nowego.

 

 

Pierwsze rozpalenie od góry

Po zas­tosowa­niu opisanych wyżej dzi­ałań masz już “odgru­zowany” z sadzy, sprawny i bez­pieczny kocioł. Pora na pier­wszą próbę roz­pale­nia od góry. Poniższe kro­ki wyglą­da­ją iden­ty­cznie nieza­leżnie od tego, czy kocioł pracu­je na nat­u­ral­nym ciągu, czy jest wyposażony w nad­much (jedynie tego drugiego nie tyczą się uwa­gi o ustaw­ia­n­iu dopły­wów powi­etrza).

  1. Przy­go­tuj węgiel lub drewno w iloś­ci ok. połowy pojem­noś­ci paleniska, kil­ka szczap suchego drew­na oraz inną roz­pałkę, jakiej zwyk­le uży­wasz w nieco więk­szej iloś­ci (chrust, sło­ma, papi­er — byle nie plas­tik, łat­wopalne płyny ani stare buty).
  2. Na pusty ruszt wrzuć najpierw grub­sze bryły węgla, a potem przesyp drob­niejszy­mi, tak by cała warst­wa była rów­na. Podob­nie gdy pal­isz drewnem — najpierw ułóż cias­no w poziomie grub­sze kawał­ki, a potem drob­niejsze.
  3. Na wierzchu węgla ułóż drewno grube min. na dwa palce, najlepiej żeby przykryło całą powierzch­nię paleniska. Dodaj następ­ną warst­wę drew­na, tym razem już tylko na środ­ku i z patyków gruboś­ci jed­nego pal­ca.
  4. Na środ­ku ułóż stosik z drob­nych patyków nie grub­szych niż kciuk, na wzór poniższego zdję­cia. Dwie-trzy warst­wy po trzy-cztery szcza­py układane “w kratkę”, na koniec w szczeliny pomiędzy nie pow­tykaj bard­zo drob­ne drza­z­gi, kawałek słomy albo papieru, kawałek pod­pał­ki do gril­la itp. — coś, co będzie już moż­na odpal­ić zapałką.

    fot. kaminofenheizen.de

    Ułoże­nie roz­pał­ki przy pale­niu od góry. Fot. kaminofenheizen.de

  5. Zamknij dolne drzwicz­ki. Przy pomo­cy śru­by reg­u­la­cyjnej uchyl klap­kę dol­ną (powi­etrza głównego) na ok. 1cm (jeśli nie masz dmuchawy).
  6. Jeśli w górnych drzwiczkach posi­adasz klap­kę czy otwory doprowadza­jące powi­etrze — otwórz je. Jeśli jest to klap­ka, uchyl ją na ok. 5mm.
  7. Pod­pal roz­pałkę i zamknij górne drzwicz­ki. Chy­ba, że nie ma w nich żad­nych otworów napowi­etrza­ją­cych, wtedy na początku zostaw je niez­nacznie uchy­lone, aby roz­pał­ka mogła się zająć ogniem.
  8. Jeśli kocioł posi­a­da dmuchawę — ustaw ją na ok. 30% mocy. Właś­ci­wą inten­sy­wność nad­muchu powinieneś ustal­ić po obserwacji tego, co wydoby­wa się z kom­i­na, kiedy już węgiel się roz­pali. Gęsty, czarny dym będzie oznaczał zbyt duży nad­much, a gęsty, biały lub siwy — zbyt mało powi­etrza.
  9. Jeśli kocioł posi­a­da sterown­ik — ustaw tem­per­aturę zadaną wstęp­nie na ok. 60 stop­ni nawet jeśli zwyk­le pal­iłeś moc­niej. Będziesz miał mar­gin­es bez­pieczeńst­wa w razie gdy­byś zauważył jakieś prob­le­my.
  10. Kiedy szcza­py drew­na zajmą się ogniem, możesz iść zająć się swoi­mi sprawa­mi. Jed­nak przy pier­wszych kilku próbach może zdarzyć się, że roz­pał­ka zgaśnie, zan­im zajmie się grub­sze drewno i węgiel. Pomóc może dodanie jej w więk­szej iloś­ci i szer­sze uchyle­nie klap­ki w dol­nych drzwiczkach (lub zwięk­sze­nie obrotów dmuchawy).
  11. Przez pier­wsze pół godzin od roz­pale­nia pojawi się zapewne trochę dymu z węgla. Nie będzie go jed­nak tak dużo, jak w przy­pad­ku trady­cyjnego pale­nia. Węgiel będzie się ter­az pal­ił wol­niej i mniej inten­sy­wnie niż zwyk­le (tem­per­atu­ra będzie rosła wol­niej – to nor­malne), a w miarę pow­stawa­nia warst­wy żaru, dymu będzie coraz mniej a tem­per­atu­ra wody w kotle powin­na ros­nąć bez prob­le­mu do nor­mal­nych pułapów.
  12. Gdy cały zasyp rozżarzy się (poz­nasz to po tym, że dolne drzwicz­ki — te mające kon­takt z paleniskiem przy rusz­cie — będą ciepłe), możesz zmniejszyć dopływ powi­etrza od dołu, uchy­la­jąc klap­kę na 1–2mm (lub tyle, ile potrze­ba, by woda wychodzą­ca na grze­jni­ki miała odpowied­nią tem­per­aturę) oraz zamknąć dopływ powi­etrza przez górne drzwicz­ki.
  13. Od tej chwili kocioł nie wyma­ga już obsłu­gi, aż do ponownego roz­pale­nia. Nie musisz odwiedzać kotłowni (choć z początku lep­iej zaglą­daj co jak­iś czas i patrz, czy wszys­tko w porząd­ku), nie musisz prze­gar­ni­ać rusz­tu pogrze­baczem — i tak wszys­tko się wypali.

Oto jak roz­palanie od góry wyglą­da w prak­tyce w 30-let­nim żeli­wnym kotle zasy­powym.

Jak palić w kotle z nadmuchem

W kotłach z nad­muchem roz­palanie od góry wyglą­da niemal iden­ty­cznie jak w wyżej opisanym sce­nar­iuszu. Różni­ca jest głównie w tym, że wszys­tkie drzwicz­ki i klap­ki mają być stale poza­mykane na amen a całoś­cią zaw­iadu­je sterown­ik. Po pod­pale­niu roz­pał­ki wystar­czy go uru­chomić jak zwyk­le i resz­ta dzieje się nieo­mal sama. Korek­ty może wyma­gać siła nad­muchu – jeśli wcześniej było palone mniej pali­wa, a ter­az jest załad­owane pod pełno, to może być konieczne go pod­krę­cić.

Jak sterować kotłem

Od momen­tu roz­pale­nia do chwili aż żar zejdzie do samego rusz­tu kocioł potrze­bu­je najlepiej stałego dopły­wu powi­etrza (pod ruszt). Jest ono niezbędne, by sub­stanc­je lotne z pali­wa były spalane, a nie puszczane z dymem. Jaka powin­na być dawka tego powi­etrza — do tego musisz dojść ekspery­men­tal­nie. Powi­etrza musi być tyle, aby na wierzchu zasy­pu był cały czas żar i płomie­nie. Jeśli powi­etrza będzie za mało, to żar z wierzchu przy­gaśnie, a spod spo­du będzie się wydoby­wał siwy dym. Sytu­ac­ja poprawi się sama dopiero gdy sub­stanc­je lotne skończą się wypalać.

  • w kotle bez nad­muchu wystar­czy ustaw­ić stałe otwar­cie dol­nej klap­ki za pomocą śru­by reg­u­la­cyjnej. Musi ono być wystar­cza­jące do zapewnienia żaru na wierzchu zasy­pu przez cały czas spala­nia sub­stancji lot­nych, a zarazem nie nazbyt duże, by tem­per­atu­ra wody nie poszy­bowała w kos­mos. Zacznij np. od 5mm i obser­wuj jak kocioł zachowu­je się w miarę jak ogień schodzi w dół zasy­pu. Płomie­nie kończą się w wymi­en­niku? Powi­etrza jest za dużo. Płomie­nie są krótkie, czer­wone i czuć smołą? Daj więcej powi­etrza.
  • w kotle z miarkown­ikiem mechan­icznym najlepiej również użyć reg­u­lacji na śrubę, a miarkown­ik pod­piąć dopiero po skok­sowa­niu całego zasy­pu. Jeśli nie chcesz później zaglą­dać do kotłowni, to podep­nij miarkown­ik zaraz po roz­pale­niu, ale za pomocą śru­by ustaw min­i­malne otwar­cie klap­ki powi­etrza głównego, tak by miarkown­ik nie domykał jej do koń­ca.
  • w kotle z nad­muchem wiele zależy od sterown­i­ka. Najlepiej, gdy­by posi­adał on rodzaj algo­ryt­mu PID, a więc powoli zmieni­ał obroty wenty­la­to­ra. Najczęś­ciej jed­nak sterown­i­ki mają wklepa­ny prost­szy od cepa algo­rytm dwus­tanowy, gdzie nad­much wyłączany jest naty­ch­mi­ast gdy kocioł dojdzie do tem­per­atu­ry zadanej. Takie gwał­towne odci­nanie dopły­wu powi­etrza może skutkować “czkawką” (wybucha­mi gazów w kotle) a na pewno skończy się dymie­niem, bo gazy nie przes­taną się wydzielać ot tak na zawołanie.

Po dojś­ciu żaru do rusz­tu, gdy cały zasyp został skok­sowany, moż­na dużo swo­bod­niej reg­u­lować dopływ powi­etrza a także odci­nać go całkowicie (to nadal straty, ale nie będzie już dymu/smoły, a inaczej się nie da).

Nie trak­tuj tem­per­atu­ry zadanej jak świę­toś­ci. Cza­sem lep­iej prze­bić ją o 5–10 stop­ni przez godz­inę, a potem obniżyć po skok­sowa­niu zasy­pu, ale za to spal­ić sub­stanc­je lotne czys­to niż trzy­mać się jej kur­czowo za cenę kiszenia zasy­pu i zaras­ta­nia kotła sadzą.

W insta­lacji z pom­pą moment załączenia pompy nie wyma­ga spec­jal­nej zmi­any. Nieza­leżnie od metody pale­nia powin­na ona star­tować co najm­niej przy 40st.C a nic się nie stanie jeśli tem­per­atu­ra star­tu pompy będzie wyższa. Moc­niejsze nagrzanie wody w kotle przed startem pompy pozwala na roz­pale­nie w lep­szych warunk­ach, bez kon­den­sacji wilgo­ci na ściankach kotła, co może łat­wo nastąpić jeśli pom­pa rusza za wcześnie i studzi kocioł gdy ogień jest jeszcze wątły.

Ile sypać na raz?

Przede wszys­tkim ilość zasy­panego pali­wa należy dobrać do warunk­ów pogodowych i potrzeb domu. Nie ma sen­su pakować kotła do peł­na gdy na zewnątrz jest +10 stop­ni. Znowuż pozosta­je odwołać się do wprawy — po kilku tygod­ni­ach wyczu­jesz, ile trze­ba spal­ić przy jakich tem­per­at­u­rach na zewnątrz. Pamię­taj tylko, że dom styg­nie według tem­per­atu­ry odczuwal­nej, a nie tej, którą widać na ter­mometrze. Cza­sa­mi przy tem­per­aturze około zera odczuwal­na wynosi -5 do -10 stop­ni i zuży­cie opału będzie wtedy właś­ci­we dla tych tem­per­atur.

grubosc-warstwy

Jak palić bez wygaszania

Choć pale­nie od góry z natu­ry jest cyk­liczne, to jed­nak małym wysiłkiem moż­na pal­ić w ten sposób bez wygasza­nia. Jed­ną z opcji jest ponowne roz­pale­nie z uży­ciem reszt­ki żaru z poprzed­niego zasy­pu. Jest to o wiele łatwiejsze i wygod­niejsze niż zim­ny start.

Trze­ba jed­nak dzi­ałać ostrożnie i z zachowaniem zdrowego rozsąd­ku. Żar może nie tylko poparzyć lub wywołać pożar, ale także wydziela tlenek węgla (czad), dlat­ego nie może pozostać na otwartym powi­etrzu — na czas załadunku nowego zasy­pu należy prze­chować go w popiel­niku.ponowne-rozpalenie

Jeśli ta pro­ce­du­ra z jakichś względów nie przy­pad­nie ci do gus­tu, wypróbuj pale­nie kroczące.

Doświadczenia i wnioski

Licz się z tym, że nie wszys­tko za pier­wszym razem się uda. Być może będziesz potrze­bować kilku prób, by w ogóle udało ci się roz­pal­ić. Nie zrażaj się tym i próbuj dalej, bo warto. Wiele zależy od konkret­nego kotła, pali­wa oraz twoich umiejęt­noś­ci, przez co ogól­ną recep­tą nie da się pokryć wszys­t­kich możli­wych prob­lemów. Poniżej krót­ka rada na niek­tóre początkowe prob­le­my.

Rozpałka natychmiast gaśnie

Jeśli masz węgiel groszek lub grub­szy, podłączyłeś kocioł do kom­i­na, który nie jest niczym zatkany oraz otworzyłeś choć niez­nacznie klap­kę powi­etrza głównego albo włączyłeś dmuchawę, to nie ma możli­woś­ci, by nie udało ci się roz­pal­ić od góry, jeśli z pale­niem trady­cyjnym nie było prob­lemów. Dro­ga płomienia — od góry w dół — wyda­je się tu mniej nat­u­ral­na, ale dla ognia to nie przeszko­da. Spróbuj z więk­szą iloś­cią suchej pod­pał­ki i z więk­szym dopły­wem powi­etrza. Roz­palanie bard­zo ułatwia dopływ powi­etrza wtórnego przez drzwicz­ki zasy­powe (nie w każdym kotle jest). Jeśli nie masz tam żad­nych otworów, a wier­tar­ka nie jest ci obca, to wyko­nanie tam dopły­wu powi­etrza wraz z tzw. kierown­icą powi­etrza wtórnego było­by bard­zo wskazane — tylko pod warunk­iem że nie kocioł nie ma dmuchawy. Nie jest to jed­nak warunek konieczny dla udanego pale­nia od góry, choć czyni je znacznie czyst­szym.

Nadal mocno się dymi

Początkowy dym powinien stop­niowo zanikać i 15–30 min­ut po roz­pale­niu spalanie sta­je się właś­ci­wie bezdymne (obser­wować należy koniec włas­nego kom­i­na a nie palenisko przez otwarte drzwicz­ki, bo to nie daje prawdzi­wego obrazu!). Przy czym nie należy brać abso­lut­nego braku dymu za dog­mat. Niek­tóre pali­wa spala­ją się ide­al­nie czys­to (grub­sze drewno liś­ci­aste, węgiel typu 31), inne praw­ie zawsze dają lek­ki czarny dym (węgiel typ 32, drewno iglaste). Nie mówiąc o węglach typu 33 i wyższych, które nawet roz­palone od góry mogą kop­cić sro­go. Na taki węgiel moż­na się nadzi­ać zwłaszcza na Śląsku, ale i węgiel rosyjs­ki bywa sprzedawany jako kra­jowy, a jego właś­ci­wa natu­ra wychodzi dopiero w pra­niu.

Po czym poz­nać, że dym przy pale­niu od góry mieś­ci się w normie? Powinien być rzad­ki i raczej czarny niż siwy. Czarny dym świad­czy o tym, że w kotle hula­ją płomie­nie. Siwy dym oznacza­ł­by, że tem­per­atu­ra spadła i zami­ast spala­nia trwa wędze­nie. Ale taka sytu­ac­ja przy pale­niu od góry jest możli­wa w zasadzie tylko wtedy, gdy kocioł dosta­je o wiele za mało powi­etrza i gas­ną płomie­nie na wierzchu zasy­pu.

Kocioł bardzo wolno nagrzewa instalację

Przy roz­pale­niu od góry na pewno nie nagrze­jesz insta­lacji w pięć min­ut. W eko­nom­icznym ogrze­wa­niu chodzi o utrzy­manie możli­wie stałej tem­per­atu­ry w domu, a nie o reko­rdy szy­bkoś­ci grza­nia kalo­ryfer­ów. Dojś­cie do tem­per­atu­ry ok. 50st.C na grze­jnikach będzie trwało bard­zo różnie, zależnie od danego kotła, pali­wa i budynku, ale ok. 30 min­ut jest tu rozsąd­ną granicą.
Na szy­bkość nagrze­wa­nia kotła masz duży wpływ — wystar­czy podać mu więcej powi­etrza pier­wot­nego (pod ruszt). Ale ten kij ma dru­gi koniec: szyb­sze roz­pale­nie oznacza, że za chwilę kocioł dobi­je do wyższych tem­per­atur, być może niepotrzeb­nie, jeśli pogo­da tego nie wyma­ga.

Zaskaku­ją­co częs­to pow­tarza się teo­ria jako­by ich kotły odbier­ały ciepło niemal wyłącznie przez ruszt i to z racji braku kon­tak­tu żaru z rusztem kocioł grze­je z początku tak słabo. To nie tak, a przy­czy­na jest inna.
Przy pale­niu od dołu następu­je gwał­towny zapłon całego załadunku kotła, stąd też grze­jni­ki szy­bko robią się gorące. Z kolei przy roz­pale­niu od góry najpierw pali się bard­zo mała część pali­wa a zapłon resz­ty następu­je stop­niowo. Tem­per­atu­ra wody wychodzącej z kotła wzras­ta wraz z pow­ięk­szaniem się obję­toś­ci rozżar­zonego pali­wa.

Kocioł zbytnio się rozgrzewa

Zwłaszcza w momen­cie, gdy rozżarzy się już cały wrzu­cony węgiel i jest go dużo, tem­per­atu­ra na kotle może zacząć ros­nąć. Należy wtedy ograniczyć dopływ powi­etrza głównego. Gdy kocioł jest szczel­ny, to przy min­i­mal­nym, ale stałym dopły­wie powi­etrza tem­per­atu­ra powin­na być stała.

Jeśli sum­i­en­nie wykon­ałeś przy­go­towa­nia, jesteś zabez­piec­zony przed prze­grzaniem kotła. Nieza­leżnie bowiem od siły ciągu w kominie, mocy pali­wa itp. możesz zawsze zamknąć dopływ powi­etrza i kocioł jeśli nie zgaśnie całkowicie, to przy­na­jm­niej nieco przestyg­nie. Dlat­ego tak waż­na jest (względ­na) szczel­ność kotła. Ogranicze­nie dopły­wu powi­etrza to jedy­na popraw­na meto­da kon­troli inten­sy­wnoś­ci spala­nia. Dlat­ego nie powinieneś w ogóle uży­wać prze­pust­ni­cy w rurze prowadzącej do kom­i­na. Powin­na ona być zawsze w pozy­cji otwartej. Sytu­ac­ja podob­na jak w samo­chodzie — by jechać wol­niej, puszcza­sz pedał gazu, a nie zatykasz rurę wyde­chową.

Oczy­wiś­cie nawet mając w pełni sprawny, szczel­ny kocioł, musisz posi­adać dobrze wyko­naną, bez­pieczną insta­lację, która nawet w razie awarii kotła i zago­towa­nia wody zapewni ci bez­pieczeńst­wo. To jed­nak jest obow­iązkiem nieza­leżnie od sposobu pale­nia.

Z czasem znikają płomienie

Początkowo roz­palanie prze­b­ie­ga praw­idłowo — na wierzchu zasy­pu jest żar i płomie­nie — ale z cza­sem żar przy­gasa, a na wierzchu pojaw­ia się mnóst­wo siwego dymu. Tem­per­atu­ra spa­da i wyglą­da, jak­by miało wygas­nąć. Zwyk­le nie wygasa, tylko tli się tak do momen­tu, aż żar obe­jmie cały zasyp. Potem węgiel (ter­az już koks) pali się nor­mal­nie.

Jeśli tak się dzieje, znaczy że poda­jesz za mało powi­etrza pod ruszt albo jego dopływ jest prz­ery­wany. Wystar­czy nieco szerzej uchylić dol­ną klap­kę (jeśli reg­u­lu­jesz ją tylko za pomocą śrub­ki) lub pod­nieść tem­per­aturę zadaną do cza­su skok­sowa­nia całego zasy­pu. Nie warto w tym cza­sie kisić kotła na ~50st.C czy niżej, lep­iej niech godz­inę popracu­je na wyższej tem­per­aturze i spali sub­stanc­je lotne zami­ast brudz­ić nimi kocioł i powi­etrze. To niezbyt wygodne, wyma­ga dodatkowej wiz­y­ty w kotłowni, ale alter­naty­wą jest przy­dymi­an­ie.

Szansa na wys­tąpi­e­nie w/w prob­le­mu jest tym więk­sza im grub­sza warst­wa i drob­niejsze pali­wo. Jeśli nawet mimo poda­nia więk­szej iloś­ci powi­etrza sytu­ac­ja się pow­tarza, znaczy to, że warst­wa nie prze­puszcza dość powi­etrza — trze­ba sypać mniej lub prze­jść na grub­sze uziarnie­nie pali­wa.

Czy muszę rozpalać dwa-trzy razy dziennie od nowa?

Wszys­tko zależy od pogody, mocy kotła i kalo­rycznoś­ci pali­wa. Jeśli kocioł jest praw­idłowo dobrany do potrzeb budynku (ani za “duży” ani za “mały”), to w skra­jnym przy­pad­ku dłu­gotr­wałego mrozu poniżej -20st. nie powin­no być potrze­by roz­pala­nia więcej niż dwa razy dzi­en­nie z pełnym zasypem prze­cięt­nego pol­skiego węgla (tj. o kalo­rycznoś­ci ok. 26MJ/kg).

Ilość pali­wa trze­ba dos­tosować do potrzeb. Jeśli przy tem­per­aturze około zera, zasy­pu­jąc kocioł w 1/3 czas pale­nia wyniósł 6h, a konieczne jest grzać przez 12h, należy zasy­pać kocioł w 2/3. Ale gdy tem­per­atu­ra na zewnątrz spad­nie, aby uzyskać taki sam czas pale­nia (i niezmienioną tem­per­aturę w domu), zasyp trze­ba dalej zwięk­szyć. To wyda­je się skom­p­likowane, ale po paru tygod­ni­ach prak­ty­ki wyczu­jesz, jak budynek reagu­je na zmi­any pogody i ile węgla sypać, by utrzy­mać stałą tem­per­aturę w domu.

Trzeba dołożyć? Dołóż od boku

Nier­az zdarzy się, że kocioł roz­palony od góry zacznie gas­nąć nieco za wcześnie. Co ter­az? Nie dokładać i pal­ić od nowa? Szko­da zachodu, potrze­ba góra dwóch szufelek dodatkowo. Nic prost­szego: przerusz­tuj pozostały żar i dołóż od boku.

 

Tak właśnie dzi­ała pale­nie kroczące. Jest to całkiem niezłe rozwiązanie pośred­nie między roz­palaniem od góry a trady­cyjnym zasypy­waniem żaru świeżym opałem. W nat­u­ral­ny sposób nada­je się na kon­tynu­ację grza­nia w sytu­acji gdy nie ma sen­su ponown­ie roz­palać od góry.

Pale­nie kroczące moż­na zmody­fikować o prz­erzuce­nie żaru na wierzch zasy­pu, tak jak na filmie poniżej.

Zbyt często muszę zaglądać do kotłowni

Jak w każdej dziedzinie, nau­ka może nie być łat­wa i przy­jem­na, ale kiedy już złapiesz wprawę, obsłu­ga kotłowni zajmie znacznie mniej cza­su niż dotąd.

Roz­pale­nie w dowol­nym kotle (wybranie popi­ołu, wyczyszcze­nie kotła, zasy­panie węgla, roz­pale­nie, ustaw­ienia) nie powin­no łącznie zająć więcej jak pół godziny. Po roz­pale­niu nie ma potrze­by więcej zaglą­dać do kotłowni, chy­ba że np. w celu wyreg­u­lowa­nia miarkown­i­ka. Niebawem z uśmiechem poli­towa­nia będziesz wspom­i­nać cza­sy, gdy trze­ba było wstawać w nocy i dokładać.

Zostaw ten pogrzebacz

Raz odpalony od góry zasyp wypali się do zera bez potrze­by usuwa­nia popi­ołu. Pogrze­bacza czy też ruchomego rusz­tu użyj dopiero jeśli zamierza­sz dalej pal­ić, dokłada­jąc od boku.

Dalsze kroki

Po czym poz­nasz, że już pal­isz praw­idłowo? Wystar­czy, że wyjdziesz przed dom i spo­jrzysz na swój komin jakieś 10 min­ut po roz­pale­niu. Jeśli robisz wszys­tko dobrze, nie ujrzysz tam kłębów szaro­brunatnego, gryzącego dymu jak dawniej, a co najwyżej rzad­ki, szary lub biały dymek (ew. rzad­ki czarny, jeśli masz bardziej kalo­ryczny węgiel). Jeśli będziesz tak patrzyć dostate­cznie częs­to, sąsiedzi mogą zacząć się pytać, czego tam wypa­tru­jesz. Wyjaśnij im wtedy, że też mogą spróbować pal­ić lep­iej 🙂

Co jeśli nadal mi nie wychodzi?

Każdy dom jest inny, różne kotły z różny­mi pali­wa­mi zachowu­ją się inaczej. Niekiedy dro­ga do dzi­ała­jącego rozwiąza­nia bywa krę­ta, ale warto próbować, bo efekt może być tylko lep­szy niż dotąd prak­tykowane kopce­nie.

Pomo­cy możesz szukać np. na forum jed­nym czy drugim lub kon­tak­tu­jąc się z nami. Wal śmi­ało, nie ma głupich pytań, pamię­tamy jak byliśmy cielę­ta­mi. Jeśli po przeczy­ta­niu powyższej instrukcji nie dowiesz się czegoś istot­nego, znaczy to że coś jest nie tak z instrukcją a nie z tobą i two­je uwa­gi pomogą ją nam ulep­szyć.