Jak czytać reklamy kotłów

W fold­er­ach pro­du­cen­tów kotłów węglowych – jak pewnie w każdej branży – na nieobez­nanego w tem­at­ach klien­ta czeka sporo chłytów mar­ketingowych. Sprawdźmy, jak ziden­ty­fikować i unikać tych najpowszech­niej wys­tępu­ją­cych.

Stal kotłowa

Wielu pro­du­cen­tów chwali się, że do budowy kotłów sto­su­ją blachę kotłową jakiegoś tam typu z jakiejś renomowanej huty. Niby to log­iczne, że kocioł powin­no się budować z blachy kotłowej. Prze­mysłowe kotły parowe — owszem. Ale domowe — niekoniecznie.

Czym się różni stal kotłowa od zwykłej stali węglowej? Jedynie zwięk­szoną wytrzy­małoś­cią mechan­iczną w wyższych tem­per­at­u­rach (kilka­set stop­ni). Prob­lem w tym, że w domowym kotle tem­per­atu­ra wody nie przekracza 100st.C, a więc tem­per­atu­ra stalowych ścian kotła nigdy nie przekracza stu-kilkudziesię­ciu stop­ni, nawet w naj­goręt­szych rejonach paleniska. Dlat­ego zale­ty stali kotłowej pozosta­ją niewyko­rzys­tane.

Stal kotłowa i zwykła węglowa rdzewieją tak samo. Różni­ca jest tylko w cenie — stal kotłowa jest nieco droższa.

Grubość blachy

Min­i­malne gruboś­ci blach usta­lane są nor­ma­mi. Wewnętrzny płaszcz kotła musi mieć min. 5mm gruboś­ci, a kanały spali­nowe — 4mm. Na zewnętrzne ściany kotła wystar­czy blacha 3–4mm.

Plusem grub­szej blachy jest potenc­jal­nie dłuższa żywot­ność kotła — nawet jeśli będzie fatal­nie obsługi­wany, to dłużej zejdzie korozji, by go przeżreć na wylot.

Ale ma to swo­je kosz­ty. Im blacha grub­sza, tym trud­niejszy i droższy pro­ces pro­dukcji, a jeśli w trak­cie spawa­nia coś zostanie spa­prane, to więk­sza jest szansa na przed­w­czes­ny zgon kotła. Dlat­ego 5–6mm to zupełnie rozsądne gruboś­ci blach. 7–8mm sto­su­je się miejs­cowo tam gdzie panu­ją najwyższe tem­per­atu­ry.

Gniotsa nie spawatsa

Niek­tóre fab­ry­ki chwalą się, że pudło kotła gdzie się da jest gięte, a nie spawane. Piszą o jakichś Nowych Tech­nolo­giach Pro­dukcji, Wyższych Szkołach Spawa­nia itp. Fachow­cy od obrób­ki met­alu mogli­by pewnie godz­i­na­mi rozpraw­iać, czy blacha bardziej lubi gię­cie czy spawanie.

Dla ciebie to nie ma znaczenia. I tak nie wiesz, jaka jest praw­da. Mniej spawów nie oznacza automaty­cznie więk­szej szan­sy na dłuższy żywot kotła.

Wymiennik pionowy czy poziomy

Z punk­tu widzenia efek­ty­wnoś­ci, wymi­en­nik pio­nowy ma więk­sze możli­woś­ci. Ale oba rodza­je mają swo­je wady i zale­ty.

Wymi­en­nik poziomy jest częs­to stosowany, ale równie częs­to ma postać potykacza dla spalin na drodze do kom­i­na, czyli w zasadzie pozoru­je swo­je zadanie. W kotle zasy­powym nie jest on aż tak potrzeb­ny (pro­du­cen­towi). Jeśli komo­ra zasy­powa jest dostate­cznie duża, to pro­du­cent nie sza­le­je z wymi­en­nikiem, bo więk­szość ciepła zostanie i tak ode­brana przez kon­takt od hałdy rozżar­zonego opału. Zjawisko to jest szczegól­nie wyraźne w kotłach o mocy poniżej 10kW. Aby utrzy­mać tak niską moc nom­i­nal­ną bez ogranicza­nia pojem­noś­ci zasy­powej, wyci­na się wymi­en­nik kon­wek­cyjny niemal do zera.

Wymi­en­nik poziomy wyma­ga częst­szego czyszczenia, ponieważ pył i sadza łatwiej odkłada­ją się na poziomych półkach. Ma też niższą sprawność, bo pro­du­cen­ci zwyk­le na nim oszczędza­ją. Plusem jest krót­sze pudło kotła, bo wymi­en­nik jest nad paleniskiem, a nie za nim.

Wymi­en­nik pio­nowy nie brudzi się tak łat­wo, bo pył trud­niej czepia się pio­nowych ścianek. Jest też więk­sze pole do popisu dla odzysku ciepła. Moż­na zas­tosować zawirowywacze, które polep­szą odbiór ciepła ze spalin. Nieste­ty daje on też więk­szą szan­sę korozji chemicznej. Spaliny opły­wa­ją bowiem chłod­niejsze rejony kotła w okoli­cach powro­tu zim­nej wody i przy zbyt niskiej tem­per­aturze spalin może dojść do kon­den­sacji żrą­cych sub­stancji.

Po szczegóły na ten tem­at zajrzyj tam.

Sterownik z PID/Fuzzy Logic/czy co tam jest obecnie w modzie

Wydawało­by się, że upch­nię­cie kom­put­era do każdej dziedziny życia przynosi korzyś­ci. Tak, ale trze­ba wiedzieć jak i w jakim zakre­sie to zro­bić. Tak się skła­da, że kotłom zasy­powym sterown­i­ki i dmuchawy są potrzeb­ne jak psu buda na lato.

O isto­cie prob­le­mu była już mowa nier­az. Ter­az pochylmy się tylko nad sposobem pra­cy sterown­ików w kotłach zasy­powych. Zaczęło się od prostych dwus­tanowych algo­ryt­mów: dmucha-nie dmucha. Szy­bko zauważono, że jak się nie dmucha, to zbiera się w kotle dym, który lubi wybuch­nąć. Więc zaczę­to dmuchać stale, ale ze zmi­en­ną inten­sy­wnoś­cią. Tak pow­stała moda na PID, czyli algo­rytm sterowa­nia, który zmieni­a­jąc inten­sy­wność nad­muchu ma za zadanie utrzymy­wać stałą tem­per­aturę wody wychodzącej z kotła. Nie jest to nowy wynalazek. Bard­zo podob­ną pracę od 150 lat wykony­wały reg­u­la­to­ry mechan­iczne. W szczegól­noś­ci staroświec­ki miarkown­ik mechan­iczny.

Po PID przyszła moda na Fuzzy­Log­ic — kole­jny fetysz, który plą­ta się po wszys­t­kich rekla­mach sterown­ików, a tak naprawdę nie wiado­mo co to daje i czy w ogóle coś daje. Po pol­sku nazy­wa się to logiką rozmytą i nie jest to algo­rytm sterowa­nia sam w sobie, lecz mody­fikac­ja wcześniej stosowanych algo­ryt­mów, by np. zami­ast dwóch stanów pra­cy (dmucha — nie dmucha), móc mieć kil­ka (hura­gan — zefir — nie dmucha).

Jakie to ma znacze­nie dla zwykłego szaracz­ka? Wielokrot­nie było wspom­i­nane, by unikać wyboru kotła zasy­powego z dmuchawą, jeśli kocioł nie będzie spalał miału. Sterown­ik elek­tron­iczny również nie jest potrzeb­ny do szczęś­cia, chy­ba że potrze­bu­jesz go do sterowa­nia jakim­iś zawora­mi, pom­pa­mi etc. Wtedy dmuchawę moż­na zastąpić elek­trycznym miarkown­ikiem ciągu.

Jeśli już kupu­jesz sterown­ik, wybierz PID czy co tam dają, byle nie dwus­tanowy. O jego fak­ty­cznym dzi­ała­niu i tak przekonasz się dopiero na polu bitwy.

Zasad­niczny prob­lem jest taki, że kocioł zasy­powy jest nies­terowal­ny w takim sen­sie, jak byśmy chcieli. Raz roz­palony może tylko pro­dukować więk­szą bądź mniejszą ilość ciepła, kopcąc mniej lub bardziej. Celem pra­cy kotła nie jest utrzy­manie stałej tem­per­atu­ry wody wychodzącej z kotła, ale stałej tem­per­atu­ry powi­etrza w pomieszczeni­ach. A to dużo trud­niejsze i żaden sterown­ik kotła zasy­powego póki co nie jest w stanie tego dokon­ać. Możli­we, że to tech­nicznie nieosią­galne, bo łat­wo o momen­ty z nad­pro­dukcją ciepła, a nie sposób kocioł ot tak wygasić, by za godz­inę go znów roz­pal­ić.

Stała tem­per­atu­ra na kotle to żad­na sztu­ka. To potrafi zwykły miarkown­ik mechan­iczny. Ba, nawet klap­ka w drzwiczkach ustaw­iona śrubą reg­u­la­cyjną. Sterown­ik ma potenc­jal­nie więk­sze możli­woś­ci niż miarkown­ik czy śrub­ka, by prowadz­ić spalanie jak najbardziej eko­nom­icznie, ale z relacji użytkown­ików wyni­ka, że sterown­i­ki kotłów zasy­powych prze­ważnie real­izu­ją filo­zofię ‘byle by nie zgasło’, a ich autorzy trak­tu­ją kocioł jako czarną skrzynkę dającą ciepło, bez dba­nia o opty­mal­iza­cję samego pro­ce­su spala­nia.

Gwarancja ponad 2–3 lata

Kupu­jąc kocioł nie kieruj się tylko dłu­goś­cią gwarancji. Stan­dar­d­em dla blaszanych kotłów są 2–3 lata na szczel­ność kotła. Jeśli gdzieś ofer­owane jest 4–5 lat lub więcej, to tylko pod spec­jal­ny­mi warunk­a­mi, np. jeśli zain­stalu­jesz zawór miesza­ją­cy do pod­niesienia tem­per­atu­ry wody powraca­jącej, zle­cisz coroczne kosz­towne przeglądy ser­wisowi pro­du­cen­ta itp. W ostate­cznym rozra­chunku ta zabawa jest zwyk­le nieopła­cal­na.

Zawsze żądaj wglą­du do warunk­ów gwarancji PRZED zaku­pem kotła. Niek­tórzy pro­du­cen­ci trzy­ma­ją warun­ki gwarancji w tajem­ni­cy, nie pub­liku­jąc instrukcji i kart gwaran­cyjnych w internecie. A bywa­ją tam zaszyte niezłe kwiat­ki, jak np. w przy­pad­ku tego kotła Elek­trome­tu, gdzie brak zaworu miesza­jącego w insta­lacji oznacza całkow­itą utratę gwarancji.

Powierzchnia budynku, jaką kocioł może ogrzać

Wielu pro­du­cen­tów nadal poda­je ori­en­ta­cyjną powierzch­nię budynku jaką może ogrzać kocioł danej mocy. Jed­ni poda­ją kil­ka wari­antów w zależnoś­ci od stop­nia do docieple­nia domu, inni — jed­ną, wartość, zakłada­jąc, że twój dom to pod­szy­ty wia­trem sza­łas.

Tak czy inaczej nie kieruj się wskazówka­mi pro­du­cen­ta przy wyborze mocy kotła. Prowadzą one w pole, bo są zbyt na wyrost. Nie jest rzeczą pro­du­cen­ta dobier­ać moc kotła. Zresztą jeśli wczy­tasz się w warun­ki gwarancji, to częs­to jest tam zapisane wprost, że za skut­ki ewen­tu­al­nego błęd­nego doboru mocy pro­du­cent nie odpowia­da.

Więcej o praw­idłowym doborze mocy kotła przeczy­tasz w osob­nym artykule.

Ciągłe udoskonalenia

Na stronach niek­tórych pro­du­cen­tów czy nawet w instrukc­jach obsłu­gi kotłów moż­na znaleźć infor­ma­cję, że infor­ma­c­je o budowie i wyposaże­niu kotła mogą odb­ie­gać od rzeczy­wis­toś­ci. Bo tak szy­bko pro­du­cent wprowadza nowe udoskonale­nia, że nie nadąża z aktu­al­iza­cją strony i instrukcji!

Oczy­wiś­cie lawiny udoskonaleń nie ma, a jedynie pro­du­cent ma klien­ta w głębokim poważa­niu. Będzie chci­ał kupić, to przyjdzie się prosić o aktu­alne dane tech­niczne. Mis­tr­zost­wo swego cza­su osiągnęła fir­ma West­falia, na której stron­ie zna­j­dowały się jed­nocześnie wymieszane trzy wer­sje przekro­jów tego samego mod­elu kotła, bez wyjaśnienia który jest aktu­al­ny.

Tak nieste­ty jest, że kocioł będzie taki, jakiego zas­taniemy w sklepie, a niekoniecznie zgod­ny z mate­ri­ała­mi pro­mo­cyjny­mi. Więk­si pro­du­cen­ci trak­tu­ją klien­ta poważniej i pub­liku­ją raczej pełne i aktu­alne dane. Im pro­du­cent mniejszy i lokalny, tym bardziej warto podręczyć go o aktu­alne dane tech­niczne kotłów lub najlepiej pójść do sklepu i obe­jrzeć wyrób na miejs­cu.

Kocioł do pracy tylko z mocą nominalną

Cwanym wybiegiem fab­ry­ki jest deklarac­ja, że kocioł nada­je się tylko do pra­cy z mocą nom­i­nal­ną i powinien być instalowany wyłącznie w zestaw­ie z buforem ciepła. To zagranie ujmu­je pro­du­cen­towi wiele prob­lemów. Przede wszys­tkim odpa­da prob­lem cer­ty­fikacji. Zgod­nie z najnowszą nor­mą PN-EN 303–5:2012, bada się sprawność i emisję spalin z kotła pracu­jącego z mocą min­i­mal­ną i nom­i­nal­ną. O ile na mocy nom­i­nal­nej nie ma więk­szego prob­le­mu, by spełnić wyma­gania tej normy, to już na min­i­mal­nej bywa ciężko.

Ale gdy pro­du­cent napisze, że jego kocioł nada­je się tylko do pra­cy z mocą nom­i­nal­ną, to prob­lem zni­ka! Wyrób jest badany wyłącznie na mocy nom­i­nal­nej, nor­mę speł­nia, stem­pelek przy­bity i załatwione.

A jak to wyglą­da w prze­cięt­nej kotłowni? Oczy­wiś­cie mało kto czy­ta dokład­nie instrukcję, gdzie ta wzmi­an­ka o koniecznoś­ci pra­cy tylko na mocy nom­i­nal­nej jest dopisana małym drukiem. Instalu­je sobie taki kocioł bez bufo­ra ciepła i pali tak jak więk­szość, czyli moc nom­i­nal­ną osią­ga tylko w sty­czniowe noce. Kocioł się od tego nie roz­pad­nie, ale może kop­cić i pożer­ać opał, a pro­du­cent ręce umył: nie latasz na mocy nom­i­nal­nej, to twój prob­lem.

Kocioł niskotemperaturowy

W instrukc­jach obsłu­gi kotłów a nawet w fold­er­ach reklam­owych przewi­ja się sfor­mułowanie kocioł niskotem­per­atur­owy. Czy to jakaś spec­jal­na odmi­ana kotła, który sła­biej grze­je wodę?

Nic z tych rzeczy. Sfor­mułowanie to jest kopią z języ­ka inżynierii i w zasadzie niepotrzeb­nie plą­ta się przed oczy­ma zwykłego człowieka. Niskotem­per­atur­owość kotła oznacza, że nie jest on kotłem parowym, a jedynie grze­je wodę do 90–95st.C. Tak więc wszys­tkie domowe kotły są niskotem­per­atur­owe.

Haki i haczyki w kotłach 5. klasy

Kotły 5. klasy wprowadz­iły szereg nowych potenc­jal­nych pułapek zakupowych. Więcej o nich we wpisie na blogu.