Jak czytać reklamy kotłów

Na kupu­ją­cego kocioł węglowy czyha mnó­stwo mar­ke­tin­go­wych puła­pek: nie­do­mó­wień, sztucz­nych zalet i ukry­tych wad. Sprawdźmy, jak iden­ty­fi­ko­wać i uni­kać tych naj­pow­szech­niej stosowanych.

Spraw­ność się­ga­jąca 89%

Spraw­no­ści kotłów poda­wane w rekla­mach to kant na pozio­mie przed­szkol­nym. Wymaż te liczby z pamięci, bo nigdy ich nie zoba­czysz. Ten kocioł u cie­bie w piw­nicy dobije do 60% spraw­no­ści jeśli o niego zadbasz. Jeśli nie, może obra­cać się w oko­li­cach 30%.

To tak, jakby o Syrence mówić, że jej pręd­kość mak­sy­malna sięga 250km/h. Zapo­mi­na­jąc przy tym dodać, że tylko w cza­sie swo­bod­nego spa­da­nia po zrzu­ce­niu bez spa­do­chronu z lecą­cego samolotu.

Liczby wyssane z palca

W fol­de­rach rekla­mo­wych kotłów jako-tako pewne są jedy­nie infor­ma­cje tech­niczne: wymiary, moc, wyma­gany ciąg komi­nowy czy pojem­ność wodna kotła. A i to pod warun­kiem, że dane te bywają cza­sem aktualizowane.

Resztę liczb trak­tuj z dystan­sem jako naj­pew­niej wyssane z palca. Doty­czy to oczy­wi­ście spraw­no­ści, wszel­kich obie­cy­wa­nych oszczęd­no­ści wyni­ka­ją­cych z gię­cia blach, lep­szego spa­wa­nia, nowego ste­row­nika itd. Liczby te zazwy­czaj wsta­wione zostały tam z sufitu, byleby ład­nie wyglą­dały, ze świa­do­mo­ścią, że klien­towi nie będzie się nigdy chciało tego wery­fi­ko­wać, ale może ładne liczby skło­nią go do zakupu.

Stal kotłowa

Wielu pro­du­cen­tów chwali się, że do budowy kotłów sto­sują bla­chę kotłową jakie­goś tam typu z jakiejś reno­mo­wa­nej huty. Niby to logiczne, że kocioł powinno się budo­wać z bla­chy kotło­wej. Prze­my­słowe kotły parowe — owszem. Ale domowe — niekoniecznie.

Czym się różni stal kotłowa od zwy­kłej stali węglo­wej? Jedy­nie zwięk­szoną wytrzy­ma­ło­ścią mecha­niczną w wyż­szych tem­pe­ra­tu­rach (kil­ka­set stopni). Pro­blem w tym, że w domo­wym kotle tem­pe­ra­tura wody nie prze­kra­cza 100st.C, a więc tem­pe­ra­tura sta­lo­wych ścian kotła nigdy nie prze­kra­cza stu-kilkudziesięciu stopni, nawet w naj­go­ręt­szych rejo­nach pale­ni­ska. Dla­tego zalety stali kotło­wej pozo­stają niewykorzystane.

Stal kotłowa i zwy­kła węglowa rdze­wieją tak samo. Róż­nica jest tylko w cenie — stal kotłowa jest nieco droższa.

Gru­bość blachy

Mini­malne gru­bo­ści blach usta­lane są nor­mami. Wewnętrzny płaszcz kotła musi mieć min. 5mm gru­bo­ści, a kanały spa­li­nowe — 4mm. Na zewnętrzne ściany kotła wystar­czy bla­cha 3-4mm.

Plu­sem grub­szej bla­chy jest poten­cjal­nie dłuż­sza żywot­ność kotła — nawet jeśli będzie fatal­nie obsłu­gi­wany, to dłu­żej zej­dzie koro­zji, by go prze­żreć na wylot.

Ale ma to swoje koszty. Im bla­cha grub­sza, tym trud­niej­szy i droż­szy pro­ces pro­duk­cji, a jeśli w trak­cie spa­wa­nia coś zosta­nie spa­prane, to więk­sza jest szansa na przed­wcze­sny zgon kotła. Dla­tego 5-6mm to zupeł­nie roz­sądne gru­bo­ści blach. 7-8mm sto­suje się miej­scowo tam gdzie panują naj­wyż­sze temperatury.

Gniotsa nie spawatsa

Nie­które fabryki chwalą się, że pudło kotła gdzie się da jest gięte, a nie spa­wane. Piszą o jakichś Nowych Tech­no­lo­giach Pro­duk­cji, Wyż­szych Szko­łach Spa­wa­nia itp. Fachowcy od obróbki metalu mogliby pew­nie godzi­nami roz­pra­wiać, czy bla­cha bar­dziej lubi gię­cie czy spawanie.

Dla cie­bie to nie ma zna­cze­nia. I tak nie wiesz, jaka jest prawda. Mniej spa­wów nie ozna­cza auto­ma­tycz­nie więk­szej szansy na dłuż­szy żywot kotła.

Wymien­nik pio­nowy czy poziomy

Z punktu widze­nia efek­tyw­no­ści, wymien­nik pio­nowy ma więk­sze moż­li­wo­ści. Ale oba rodzaje mają swoje wady i zalety.

Wymien­nik poziomy jest czę­sto sto­so­wany, ale rów­nie czę­sto ma postać poty­ka­cza dla spa­lin na dro­dze do komina, czyli w zasa­dzie pozo­ruje swoje zada­nie. W kotle zasy­po­wym nie jest on aż tak potrzebny (pro­du­cen­towi). Jeśli komora zasy­powa jest dosta­tecz­nie duża, to pro­du­cent nie sza­leje z wymien­ni­kiem, bo więk­szość cie­pła zosta­nie i tak ode­brana przez kon­takt od hałdy roz­ża­rzo­nego opału. Zja­wi­sko to jest szcze­gól­nie wyraźne w kotłach o mocy poni­żej 10kW. Aby utrzy­mać tak niską moc nomi­nalną bez ogra­ni­cza­nia pojem­no­ści zasy­po­wej, wycina się wymien­nik kon­wek­cyjny nie­mal do zera.

Wymien­nik poziomy wymaga częst­szego czysz­cze­nia, ponie­waż pył i sadza łatwiej odkła­dają się na pozio­mych pół­kach. Ma też niż­szą spraw­ność, bo pro­du­cenci zwy­kle na nim oszczę­dzają. Plu­sem jest krót­sze pudło kotła, bo wymien­nik jest nad pale­ni­skiem, a nie za nim.

Wymien­nik pio­nowy nie bru­dzi się tak łatwo, bo pył trud­niej cze­pia się pio­no­wych ścia­nek. Jest też więk­sze pole do popisu dla odzy­sku cie­pła. Można zasto­so­wać zawi­ro­wy­wa­cze, które polep­szą odbiór cie­pła ze spa­lin. Nie­stety daje on też więk­szą szansę koro­zji che­micz­nej. Spa­liny opły­wają bowiem chłod­niej­sze rejony kotła w oko­li­cach powrotu zim­nej wody i przy zbyt niskiej tem­pe­ra­tu­rze spa­lin może dojść do kon­den­sa­cji żrą­cych substancji.

Po szcze­góły na ten temat zaj­rzyj do zawi­jana.

Powierzch­nia wymiany ciepła

Wciąż zda­rza się, że pro­du­cent obok mocy nomi­nal­nej kotła podaje powierzch­nię wymien­nika w m2. Jed­nak dziwne jest, że u jed­nego pro­du­centa kocioł 15kW ma powierzch­nię wymien­nika 1,7m2, a u innego wystar­cza 1,2m2. O co tu chodzi?

Kie­dyś przyj­mo­wano, że 1m2 wymien­nika daje 10kW mocy. Moż­liwe, że jest to wynik jakichś daw­nych badań, ale naj­starsi gór­nicy nie pamię­tają o co cho­dziło. W każ­dym razie nie jest to uni­wer­salna prawda objawiona.

Wybie­ra­jąc kocioł, należy kie­ro­wać się mocą nomi­nalną. Obecny sys­tem badań kotłów gwa­ran­tuje, że kocioł tę moc nomi­nalną potrafi osią­gnąć. Nie zna­czy to, że nie potrafi osią­gnąć więk­szej. Szcze­gól­nie w kotłach poni­żej 10kW zacho­dzi podej­rze­nie, że fak­tyczne moż­li­wo­ści kotła są nie­kiedy wyż­sze niż mówi to tabliczka zna­mio­nowa. Bie­rze się to stąd, że trudno jest zbu­do­wać kocioł tak małej mocy z zacho­wa­niem sen­sow­nej pojem­no­ści zasy­po­wej i spraw­no­ści jed­no­cze­śnie. Dla­tego zosta­wia się pojem­ność zasy­pową zbli­żoną do kotłów wyż­szych mocy, a wycina wymien­nik kon­wek­cyjny kosz­tem wypusz­cze­nia goręt­szych spalin.

Powierzch­nia wymien­nika może jedy­nie być wska­zówką, że kocioł posiada mniej lub bar­dziej roz­bu­do­wany wymien­nik kon­wek­cyjny. Np. Defro optima kom­fort 10kW ma 1,5m2 wymien­nika, a Ogniwo S6WC 13kW — tylko 1,1m2. Ale nie ma tu pro­stej zasady, że wię­cej metrów wymien­nika to lepiej, ponie­waż na ogólną spraw­ność kotła wpływa wiele czyn­ni­ków, a spraw­ność samego wymien­nika zależy nie tylko od jego metrażu, ale głów­nie od konstrukcji.

Górne/dolne spalanie/rozpalanie

Jeśli pro­du­cent pisze o gór­nym czy dol­nym spa­la­niu bądź roz­pa­la­niu, to nie wierz w to, póki nie zoba­czysz prze­kroju. Mając prze­krój, możesz spraw­dzić co to za rodzaj kotła tak naprawdę jest. Trudno uwie­rzyć, żeby pro­du­cent nie wie­dział, co pro­du­kuje i sprze­daje, więc może błędy na stro­nach inter­ne­to­wych to wina szwa­grów i kuzy­nów, któ­rzy wykle­pali stronę czy ulotkę, prze­krę­ca­jąc po dro­dze kilka słów.

Zwy­kle gdy mowa o dol­nym roz­pa­la­niu, autor miał na myśli pospo­lity kocioł gór­nego spalania.

Jeśli mowa jest jed­no­cze­śnie o dolnym/górnym sys­te­mie rozpalania/spalania, to cho­dzi o kocioł górno-dolny.

Jeśli napi­sane jest ‘dolne spa­la­nie’, to może to być dosłow­nie wszystko.

Naj­bez­piecz­niej będzie, jeśli zdo­bę­dziesz prze­krój kotła i sam porów­nasz go z trzema wystę­pu­ją­cymi w przy­ro­dzie rodza­jami kotłów zasy­po­wych.

Ste­row­nik z PID/Fuzzy Logic/czy co tam jest obec­nie w modzie

Wyda­wa­łoby się, że upchnię­cie kom­pu­tera do każ­dej dzie­dziny życia przy­nosi korzy­ści. Tak, ale trzeba wie­dzieć jak i w jakim zakre­sie to zro­bić. Tak się składa, że kotłom zasy­po­wym ste­row­niki i dmu­chawy są potrzebne jak psu buda na lato.

O isto­cie pro­blemu była już mowa nie­raz. Teraz pochylmy się tylko nad spo­so­bem pracy ste­row­ni­ków w kotłach zasy­po­wych. Zaczęło się od pro­stych dwu­sta­no­wych algo­ryt­mów: dmucha-nie dmu­cha. Szybko zauwa­żono, że jak się nie dmu­cha, to zbiera się w kotle dym, który lubi wybuch­nąć. Więc zaczęto dmu­chać stale, ale ze zmienną inten­syw­no­ścią. Tak powstała moda na PID, czyli algo­rytm ste­ro­wa­nia, który zmie­nia­jąc inten­syw­ność nadmu­chu ma za zada­nie utrzy­my­wać stałą tem­pe­ra­turę wody wycho­dzą­cej z kotła. Nie jest to nowy wyna­la­zek. Bar­dzo podobną pracę od 150 lat wyko­ny­wały regu­la­tory mecha­niczne. W szcze­gól­no­ści sta­ro­świecki miar­kow­nik mecha­niczny.

Po PID przy­szła moda na Fuz­zy­Lo­gic — kolejny fetysz, który pląta się po wszyst­kich rekla­mach ste­row­ni­ków, a tak naprawdę nie wia­domo co to daje i czy w ogóle coś daje. Po pol­sku nazywa się to logiką roz­mytą i nie jest to algo­rytm ste­ro­wa­nia sam w sobie, lecz mody­fi­ka­cja wcze­śniej sto­so­wa­nych algo­ryt­mów, by np. zamiast dwóch sta­nów pracy (dmu­cha — nie dmu­cha), móc mieć kilka (hura­gan — zefir — nie dmucha).

Jakie to ma zna­cze­nie dla zwy­kłego sza­raczka? Wie­lo­krot­nie było wspo­mi­nane, by uni­kać wyboru kotła zasy­po­wego z dmu­chawą, jeśli kocioł nie będzie spa­lał miału. Ste­row­nik elek­tro­niczny rów­nież nie jest potrzebny do szczę­ścia, chyba że potrze­bu­jesz go do ste­ro­wa­nia jaki­miś zawo­rami, pom­pami etc. Wtedy dmu­chawę można zastą­pić elek­trycz­nym miar­kow­ni­kiem ciągu.

Jeśli już kupu­jesz ste­row­nik, wybierz PID czy co tam dają, byle nie dwu­sta­nowy. O jego fak­tycz­nym dzia­ła­niu i tak prze­ko­nasz się dopiero na polu bitwy.

Zasad­niczny pro­blem jest taki, że kocioł zasy­powy jest nie­ste­ro­walny w takim sen­sie, jak byśmy chcieli. Raz roz­pa­lony może tylko pro­du­ko­wać więk­szą bądź mniej­szą ilość cie­pła, kop­cąc mniej lub bar­dziej. Celem pracy kotła nie jest utrzy­ma­nie sta­łej tem­pe­ra­tury wody wycho­dzą­cej z kotła, ale sta­łej tem­pe­ra­tury powie­trza w pomiesz­cze­niach. A to dużo trud­niej­sze i żaden ste­row­nik kotła zasy­po­wego póki co nie jest w sta­nie tego doko­nać. Moż­liwe, że to tech­nicz­nie nie­osią­galne, bo łatwo o momenty z nad­pro­duk­cją cie­pła, a nie spo­sób kocioł ot tak wyga­sić, by za godzinę go znów rozpalić.

Stała tem­pe­ra­tura na kotle to żadna sztuka. To potrafi zwy­kły miar­kow­nik mecha­niczny. Ba, nawet klapka w drzwicz­kach usta­wiona śrubą regu­la­cyjną. Ste­row­nik ma poten­cjal­nie więk­sze moż­li­wo­ści niż miar­kow­nik czy śrubka, by pro­wa­dzić spa­la­nie jak naj­bar­dziej eko­no­micz­nie, ale z rela­cji użyt­kow­ni­ków wynika, że ste­row­niki kotłów zasy­po­wych prze­waż­nie reali­zują filo­zo­fię ‘byle by nie zga­sło’, a ich auto­rzy trak­tują kocioł jako czarną skrzynkę dającą cie­pło, bez dba­nia o opty­ma­li­za­cję samego pro­cesu spalania.

Kocioł dwu­pa­le­ni­skowy

Mon­to­wany w kotłach podaj­ni­ko­wych ruszt awa­ryjny został pomy­ślany do użytku… wła­śnie tak: w razie awa­rii podaj­nika lub ste­row­nika, by klient nie zamarzł nim przy­bę­dzie ser­wis! Tym­cza­sem działy mar­ke­tingu wielu firm kotlar­skich zakli­nają rze­czy­wi­stość nazy­wa­jąc kocioł podaj­ni­kowy z rusz­tem awa­ryj­nym kotłem dwu­pa­le­ni­sko­wym. Jest to wła­ści­wie odpo­wiedź na zapo­trze­bo­wa­nie lud­no­ści, która nie­rzadko użyt­kuje kocioł podaj­ni­kowy odwrot­nie niż został on zapro­jek­to­wany: na co dzień palą na rusz­cie, a pal­nik retor­towy uru­cha­miają awaryjnie.

Ruszt awa­ryjny nie jest peł­no­war­to­ścio­wym pale­ni­skiem! Kocioł podaj­ni­kowy, w któ­rym palone jest na rusz­cie awa­ryj­nym, pra­cuje gorzej niż tani śmie­ciuch — kopci i smoli się, szcze­gól­nie przy spa­la­niu drewna. Jeśli przy­mie­rzasz się do zakupu kotła podaj­ni­ko­wego licząc że czę­sto będziesz palić na rusz­cie awa­ryj­nym, wtedy zakup takiego kotła nie ma dla cie­bie sensu! Po co prze­pła­cać za kocioł, który więk­szość żywota prze­pra­cuje zupeł­nie tak jak dwa-trzy razy tań­szy zasypowiec?

Jeśli masz dostęp do taniego paliwa, np. drewna, znacz­nie lep­szym wyj­ściem będzie zasto­so­wa­nie kotła zasy­po­wego z bufo­rem cie­pła.

Gwa­ran­cja ponad 2–3 lata

Kupu­jąc kocioł nie kie­ruj się tylko dłu­go­ścią gwa­ran­cji. Stan­dar­dem dla bla­sza­nych kotłów są 2–3 lata na szczel­ność kotła. Jeśli gdzieś ofe­ro­wane jest 4–5 lat lub wię­cej, to tylko pod spe­cjal­nymi warun­kami, np. jeśli zain­sta­lu­jesz zawór mie­sza­jący do pod­nie­sie­nia tem­pe­ra­tury wody powra­ca­ją­cej, zle­cisz coroczne kosz­towne prze­glądy ser­wi­sowi pro­du­centa itp. W osta­tecz­nym roz­ra­chunku ta zabawa jest zwy­kle nieopłacalna.

Zawsze żądaj wglądu do warun­ków gwa­ran­cji PRZED zaku­pem kotła. Nie­któ­rzy pro­du­cenci trzy­mają warunki gwa­ran­cji w tajem­nicy, nie publi­ku­jąc instruk­cji i kart gwa­ran­cyj­nych w inter­ne­cie. A bywają tam zaszyte nie­złe kwiatki, jak np. w przy­padku tego kotła Elek­tro­metu, gdzie brak zaworu mie­sza­ją­cego w insta­la­cji ozna­cza cał­ko­witą utratę gwa­ran­cji.

Duża komora spalania

Cecha czę­sto przed­sta­wiana jako zaleta, jest grubą pułapką. Wiel­kie drzwiczki i pojemna komora spa­la­nia wystę­puje czę­sto w kotłach gór­nego spa­la­nia do uty­li­za­cji drewna. Wbrew pro­stej intu­icji, kocioł zasy­powy nie może mieć dowol­nie wiel­kiej komory zasy­po­wej. Jej pojem­ność wyzna­cza moc kotła, a więc zbyt pojemna komora to prze­wy­mia­ro­wany kocioł i masa pro­ble­mów z tym związanych.

Dobrze jest móc wrzu­cić do kotła duże kloce drewna lub węgla — dłu­żej i łagod­niej będą się spa­lać. Ale lepiej, jeśli komora spa­la­nia jest krótka, a wyż­sza, niż długa i niska.

Sys­tem napowietrzania

Zaawan­so­wany owoc inży­nie­rii, naj­le­piej z angiel­ską nazwą, który na pewno działa lepiej niż sta­ro­świecka klapka wpusz­cza­jąca powie­trze pod ruszt. Guzik prawda. Ten szum­nie tytu­ło­wany sys­tem napo­wie­trza­nia to seria otwo­rów w bocz­nych ścia­nach kotła, któ­rymi dmu­chawa tło­czy powie­trze w zasyp.

Ma on sens w przy­padku spa­la­nia miału. To trudne paliwo i taki spo­sób napo­wie­trza­nia jest w tym przy­padku korzystny. Nato­miast dla wszel­kich innych paliw jest to prze­kleń­stwo. Węgiel czy drewno, gdy dostają powie­trze w całej obję­to­ści zasypu, roz­pa­lają się bły­ska­wicz­nie, co ozna­cza nie­moż­li­wość dopa­le­nia olbrzy­mich ilo­ści uwal­nia­nych nagle gazów, a więc dymie­nie i straty.

Tak jest dopóki poziom paliwa jest na tyle wysoki, że więk­szość otwo­rów jest zasło­nięta. Jed­nak w momen­cie, gdy zasyp się wypala i górne otwory są odsła­niane, ucieka tam­tędy więk­szość poda­wa­nego przez dmu­chawę powie­trza (łatwiej­sza droga niż przez resztę zasypu), co powo­duje nad­mierne wie­trze­nie i wychło­dze­nie paleniska.

Powierzch­nia budynku, jaką kocioł może ogrzać

Wielu pro­du­cen­tów nadal podaje orien­ta­cyjną powierzch­nię budynku jaką może ogrzać kocioł danej mocy. Jedni podają kilka warian­tów w zależ­no­ści od stop­nia do docie­ple­nia domu, inni — jedną, war­tość, zakła­da­jąc, że twój dom to pod­szyty wia­trem szałas.

Tak czy ina­czej nie kie­ruj się wska­zów­kami pro­du­centa przy wybo­rze mocy kotła. Pro­wa­dzą one w pole, bo są zbyt na wyrost. Nie jest rze­czą pro­du­centa dobie­rać moc kotła. Zresztą jeśli wczy­tasz się w warunki gwa­ran­cji, to czę­sto jest tam zapi­sane wprost, że za skutki ewen­tu­al­nego błęd­nego doboru mocy pro­du­cent nie odpowiada.

Wię­cej o pra­wi­dło­wym dobo­rze mocy kotła prze­czy­tasz w osob­nym arty­kule.

Cią­głe udoskonalenia

Na stro­nach nie­któ­rych pro­du­cen­tów czy nawet w instruk­cjach obsługi kotłów można zna­leźć infor­ma­cję, że infor­ma­cje o budo­wie i wypo­sa­że­niu kotła mogą odbie­gać od rze­czy­wi­sto­ści. Bo tak szybko pro­du­cent wpro­wa­dza nowe udo­sko­na­le­nia, że nie nadąża z aktu­ali­za­cją strony i instrukcji!

Oczy­wi­ście lawiny udo­sko­na­leń nie ma, a jedy­nie pro­du­cent ma klienta w głę­bo­kim powa­ża­niu. Będzie chciał kupić, to przyj­dzie się pro­sić o aktu­alne dane tech­niczne. Mistrzo­stwo swego czasu osią­gnęła firma West­fa­lia, na któ­rej stro­nie znaj­do­wały się jed­no­cze­śnie wymie­szane trzy wer­sje prze­kro­jów tego samego modelu kotła, bez wyja­śnie­nia który jest aktualny.

Tak nie­stety jest, że kocioł będzie taki, jakiego zasta­niemy w skle­pie, a nie­ko­niecz­nie zgodny z mate­ria­łami pro­mo­cyj­nymi. Więksi pro­du­cenci trak­tują klienta poważ­niej i publi­kują raczej pełne i aktu­alne dane. Im pro­du­cent mniej­szy i lokalny, tym bar­dziej warto podrę­czyć go o aktu­alne dane tech­niczne kotłów lub naj­le­piej pójść do sklepu i obej­rzeć wyrób na miejscu.

Kocioł do pracy tylko z mocą nominalną

Cwa­nym wybie­giem fabryki jest dekla­ra­cja, że kocioł nadaje się tylko do pracy z mocą nomi­nalną i powi­nien być insta­lo­wany wyłącz­nie w zesta­wie z bufo­rem cie­pła. To zagra­nie ujmuje pro­du­cen­towi wiele pro­ble­mów. Przede wszyst­kim odpada pro­blem cer­ty­fi­ka­cji. Zgod­nie z naj­now­szą normą PN-EN 303–5:2012, bada się spraw­ność i emi­sję spa­lin z kotła pra­cu­ją­cego z mocą mini­malną i nomi­nalną. O ile na mocy nomi­nal­nej nie ma więk­szego pro­blemu, by speł­nić wyma­ga­nia tej normy, to już na mini­mal­nej bywa ciężko.

Ale gdy pro­du­cent napi­sze, że jego kocioł nadaje się tylko do pracy z mocą nomi­nalną, to pro­blem znika! Wyrób jest badany wyłącz­nie na mocy nomi­nal­nej, normę speł­nia, stem­pe­lek przy­bity i załatwione.

A jak to wygląda w prze­cięt­nej kotłowni? Oczy­wi­ście mało kto czyta dokład­nie instruk­cję, gdzie ta wzmianka o koniecz­no­ści pracy tylko na mocy nomi­nal­nej jest dopi­sana małym dru­kiem. Insta­luje sobie taki kocioł bez bufora cie­pła i pali tak jak więk­szość, czyli moc nomi­nalną osiąga tylko w stycz­niowe noce. Kocioł się od tego nie roz­pad­nie, ale może kop­cić i poże­rać opał, a pro­du­cent ręce umył: nie latasz na mocy nomi­nal­nej, to twój problem.

Kocioł nisko­tem­pe­ra­tu­rowy

W instruk­cjach obsługi kotłów a nawet w fol­de­rach rekla­mo­wych prze­wija się sfor­mu­ło­wa­nie kocioł nisko­tem­pe­ra­tu­rowy. Czy to jakaś spe­cjalna odmiana kotła, który sła­biej grzeje wodę?

Nic z tych rze­czy. Sfor­mu­ło­wa­nie to jest kopią z języka inży­nie­rii i w zasa­dzie nie­po­trzeb­nie pląta się przed oczyma zwy­kłego czło­wieka. Nisko­tem­pe­ra­tu­ro­wość kotła ozna­cza, że nie jest on kotłem paro­wym, a jedy­nie grzeje wodę do 90-95st.C. Tak więc wszyst­kie domowe kotły są nisko­tem­pe­ra­tu­rowe.

Haki i haczyki w kotłach 5. klasy

Kotły 5. klasy wpro­wa­dziły sze­reg nowych poten­cjal­nych puła­pek zaku­po­wych. Wię­cej o nich we wpi­sie na blogu.