NIE kłamstwom alarmów smogowych na temat palenia od góry

Od bycia igno­ro­wa­nymi pomału prze­cho­dzimy do etapu zwal­cza­nia nas przez alarmy smo­gowe przy pomocy naukow­ców od węgla. Pol­ski Alarm Smo­gowy już jakiś czas temu zamie­ścił obszerny arty­kuł: NIE” gór­nemu spa­la­niu, w któ­rym mie­sza z bło­tem wszystko, co gło­simy, a ustami naukow­ców stra­szy kalec­twem i śmier­cią podą­ża­ją­cych za naszymi instruk­cjami. Lito­ści­wie prze­milczmy myle­nie gór­nego spa­la­nia z roz­pa­la­niem od góry a odnie­śmy się do meri­tum sprawy.

Kon­flikt interesów

Nie od dziś mamy “kosę” z alar­mami smo­go­wymi ste­ro­wa­nymi z Kra­kowa – z ini­cja­tywy Kra­kowa wła­śnie. Mimo, że nasze cele wyda­wa­łyby się podobne, kra­kow­ski alarm widzi w nas zagro­że­nie. Jaki­kol­wiek śro­dek spra­wia­jący, że “kop­ciu­chy” będą ciut mniej złe, łamie mono­pol nar­ra­cji o koniecz­no­ści – wcze­śniej zaka­zów, a ostat­nio – maso­wej wymiany kotłów na “ekologiczne”.

Cyto­wani eks­perci od węgla w swo­ich publi­ka­cjach piszą pozy­tyw­nie o samej meto­dzie spa­la­nia współ­prą­do­wego wedle któ­rej działa roz­pa­la­nie od góry, choć oczy­wi­ście nie pochwa­lają jej samo­dziel­nego wdra­ża­nia i to jest zupeł­nie natu­ralne. Nato­miast zabrzań­ski IChPW inten­syw­nie pro­muje bez­dymne paliwo “Błę­kitny węgiel”, więc w oczy­wi­sty spo­sób pod­ko­pu­jemy jego interesy.

Najlepsze podsumowanie tematu

Na zdję­ciu zesta­wie­nie efek­tów pracy dwóch takich samych kotłów na takim samym pali­wie w bar­dzo podob­nych budyn­kach. Alar­mom smo­go­wym zależy, aby stan jak po pra­wej likwi­do­wać wyłącz­nie wymianą kotłów na nowe. Ponie­waż ta wymiana z uwagi na koszty zawsze będzie wol­niej­sza niż potrzeba, ozna­cza to że wiele komi­nów ma dalej kop­cić latami. My zamie­niamy stan po pra­wej na stan po lewej przez zmianę nawy­ków obsługi. W ten spo­sób każdy komin może prze­stać kop­cić od zaraz. Jed­nak alarmy smo­gowe uwa­żają, że łatwiej cisnąć na wymianę kop­cą­cego kop­ciu­cha niż tego samego kotła, który nie kopci. To wąsko­to­rowe myśle­nie (koleje wąsko­to­rowe – bez urazy). Alarmy nie dostrze­gają, że naszym “tar­ge­tem” są głów­nie ci, któ­rzy ani na dota­cje, ani samo­dzielną wymianę kotłów się nie łapią finan­sowo. Czyst­sze pale­nie nie blo­kuje moż­li­wo­ści wymiany kotła w przy­szło­ści. Kocioł zasy­powy pozo­staje kotłem zasy­po­wym, nadal wymaga ręcz­nej obsługi. Kogo stać lub kto zała­pie się na dota­cję, w każ­dej chwili może przejść na kocioł auto­ma­tyczny lub inne źró­dło ciepła.

alarmy-streszczenie

Nasza pięta achillesowa

Jest nas bar­dzo łatwo sko­pać, bo z koniecz­no­ści dzia­łamy wbrew instruk­cjom obsługi znacz­nej czę­ści kotłów (tych, które te instruk­cje w ogóle mają), ale od razu pod­kreślmy z całą mocą: tylko w tym jed­nym punk­cie, tj. w spo­so­bie roz­pa­la­nia od góry. Bo innego wyj­ścia nie mamy! To pro­du­cenci kotłów zasy­po­wych powinni zak­tu­ali­zo­wać instruk­cje o pale­nie od góry, ale ponie­waż obser­wu­jemy, że en masse mają oni swo­ich klien­tów we rzyci, to my – chcąc lepiej palić – musimy upra­wiać partyzantkę.

A teraz odnie­śmy się do poszcze­gól­nych punk­tów z arty­kułu PAS.

Czy pale­nie od góry z prze­rób­kami kotła jest bezpieczne?

Czy „górne spa­la­nie” reali­zo­wane przy pomocy wła­sno­ręcz­nych prze­ró­bek sta­rego kotła na paliwa stałe jest bez­pieczne? Nie jest. Prze­róbki kotła powinny być wyko­ny­wane przez zakłady lub osoby dys­po­nu­jące doświad­cze­niem oraz wie­dzą tech­niczna w zakre­sie pro­jek­to­wa­nia i budowy kotłów. Prze­pro­wa­dza­nie zmian w kotle na wła­sną rękę, bar­dzo czę­sto może skut­ko­wać nie­szczę­śli­wymi wypad­kami, włącz­nie z dużym ryzy­kiem zacza­dze­nia – tak brzmi opi­nia dr Dr inż. Kry­styna Kubicy z Insty­tutu Tech­niki Ciepl­nej Poli­tech­niki Śląskiej.

Roz­pa­la­nie od góry w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści kotłów nie wymaga żad­nych prze­ró­bek. Owszem, samo pale­nie od góry można uznać za prze­róbkę. Tak, to też powi­nien spraw­dzić i udo­ku­men­to­wać pro­du­cent. Nie­stety w rze­czy­wi­stym świe­cie pro­du­cenci mają to gdzieś, dla­tego musimy tak palić na wła­sną rękę. Jed­no­cze­śnie nikt nikogo do niczego nie zmu­sza a moż­liwe pro­blemy wypunk­to­wu­jemy już na wstępie.

Warto pod­kre­ślić, że moż­li­wość pale­nia od góry w kotle gór­nego spa­la­nia jest nie­mal wyłącz­nie pro­ble­mem men­tal­no­ścio­wym a nie tech­nicz­nym. Przy­kła­dem niech będzie DTR kotła Defro Optima Kom­fort, gdzie na stro­nie 14. nie tylko dopusz­cza się, ale wyraź­nie zaleca roz­pa­la­nie od góry. Podob­nie postę­puje jesz­cze kilka, może kil­ka­na­ście firm jeśli cho­dzi o kotły bez nadmu­chu. Kotły mia­łowe i z nadmu­chem znacz­nie czę­ściej mają roz­pa­la­nie od góry zapi­sane w DTR.

Czy wolno samemu kotły przerabiać?

Czy samo­dzielne prze­róbki kotłów grzew­czych są dopusz­czalne? Nie można doko­ny­wać w tego typu urzą­dze­niu jakich­kol­wiek nie­au­to­ry­zo­wa­nych zmian. Kocioł jest urzą­dze­niem ciśnie­nio­wym, które jest nara­żone na wybuch w przy­padku nie­kon­tro­lo­wa­nego wzro­stu ciśnie­nia. Taką opi­nię potwier­dza rów­nież sta­no­wi­sko samych pro­du­cen­tów kotłów wyra­żane publicz­nie przez Plat­formę Pro­du­cen­tów Urzą­dzeń Grzew­czych na Paliwa Stałe. Zgod­nie ze sta­no­wi­skiem kon­sul­tanta ds. eko­lo­gicz­nego ogrze­wa­nia pali­wami sta­łymi p. Pawła Arczyń­skiego wszyst­kie kotły powinny być eks­plo­ato­wane zgod­nie z instruk­cją zawartą w Doku­men­ta­cji Techniczno-Ruchowej, co gwa­ran­tuje ich bez­pieczną eksploatację.

W żad­nym miej­scu nie pole­camy inge­ro­wa­nia w płaszcz wodny kotła ani prze­ró­bek mogą­cych skut­ko­wać utratą gwa­ran­cji. Ele­men­tem zabez­pie­cza­ją­cym przed wybu­chem kotła jest pra­wi­dłowo wyko­nana i utrzy­mana insta­la­cja grzewcza.

Oczy­wi­ście nikt publicz­nie nie poprze nawet drob­nych odstępstw od DTR a już zwłasz­cza osoby zwią­zane ze wspo­mnianą Plat­formą, tj. zrze­sze­niem pro­du­cen­tów naj­lep­szych i naj­droż­szych kotłów, któ­rzy też pew­nie widzą w nas zagro­że­nie dla popytu na swoje wyroby.
My tym bar­dziej na każ­dym kroku przy­po­mi­namy zasady pra­wi­dło­wej eks­plo­ata­cji kotłów i koniecz­ność prze­strze­ga­nia norm, prze­pi­sów i instruk­cji. Fakt, że roz­pa­la­nie od góry nie mie­ści się w więk­szo­ści DTR kotłów gór­nego spa­la­nia, jest wadą tych instruk­cji i pro­ble­mem pro­du­cen­tów, któ­rym powiewa to, jak ich wyroby wpły­wają na kie­sze­nie użyt­kow­ni­ków i płuca ludzi na chodnikach.

A to nowość, że kocioł może się zagotować

Czy „górne spa­la­nie” jest bez­pieczne? W trak­cie pro­cesu spa­la­nia węgla, po odga­zo­wa­niu węgla i wzro­ście mocy pieca nastę­puje nagły wyrzut ener­gii ciepl­nej do insta­la­cji. To fakt pomi­jany przez pro­mo­to­rów „gór­nego spa­la­nia”. Ozna­cza to, że pró­bu­jąc tak eks­plo­ato­wać kocioł zasy­powy użyt­kow­nik powi­nien dys­po­no­wać zbior­ni­kiem z wodą (tzw. bufo­rem wod­nym) o pojem­no­ści co naj­mniej 300 litrów, który jest w sta­nie ode­brać nagły przy­rost wytwa­rza­nego cie­pła. W prze­ciw­nym razie może nastą­pić zago­to­wa­nie wody w insta­la­cji, uwol­nie­nie pary wod­nej i w skraj­nych przy­pad­kach wybuch kotła poprzez nie­bez­pieczny wzrost ciśnie­nia w jego wnętrzu.

Bzdura na kół­kach. Zasy­pa­nie do kotła iden­tycz­nej ilo­ści opału i roz­pa­le­nie zgod­nie z instruk­cją spo­wo­duje iden­tyczny pro­blem. Jedną z naj­waż­niej­szych rze­czy, na jakie zwra­camy uwagę w instruk­cji pierw­szego roz­pa­le­nia od góry jest zasy­pa­nie moż­li­wie nie­wiel­kiej ilo­ści paliwa.

Nie zro­bi­cie z Tico Ferrari

Górne spa­la­nie pro­mo­wane jest jako nowo­cze­sne, eko­no­miczne, eko­lo­giczne i bez­ob­słu­gowe. Jak jest naprawdę? Pro­mo­to­rzy gór­nego spa­la­nie nakła­niają do użyt­ko­wa­nia ist­nie­ją­cych kotłów, tzw. kop­ciu­chów, które są urzą­dze­niami bar­dzo prze­sta­rza­łymi tech­no­lo­gicz­nie. Pomysł i pro­jekt takiego kotła na węgiel sięga XIX wieku, nie jest to więc z pew­no­ścią urzą­dze­nie nowoczesne.

Nowo­cze­sne, eko­no­miczne, eko­lo­giczne i bez­ob­słu­gowe JAK NA KOTŁY ZASYPOWE. Oczy­wi­ście, że kotły zasy­powe to sta­ro­cie. Co nie ozna­cza, że nie da się w nich palić bar­dziej eko­no­micz­nie i eko­lo­gicz­nie oraz mniej obsłu­gowo niż to jest czy­nione powszech­nie. Oczy­wi­ście, że będzie to wciąż dale­kie od osią­gów nowo­cze­snych kotłów. Jeśli mówimy o nowo­cze­sno­ści w kon­tek­ście kotłów zasy­po­wych, do stwier­dze­nie doty­czy spa­la­nia współ­prą­do­wego, które zacho­dzi zarówno przy pale­niu od góry, jak i w pal­ni­kach kotłów retortowych.

Alar­mom smo­go­wym wydaje się, że jeśli poka­żemy ludziom, jak czy­sto palić w sta­rych kotłach, to osła­bimy pre­sję na ich wymianę, bo prze­cież nie będą już kop­cić. Pew­nie po czę­ści mają rację. Uwa­żamy, że wymiana na nowo­cze­sne kotły “zrobi się sama” jak tylko ludzi będzie na nie stać. Wtedy od razu rzucą na złom uciąż­liwe w obsłu­dze kotły zasy­powe, nawet roz­pa­lane od góry. Ale do tego czasu chcemy uczy­nić użyt­ko­wa­nie ist­nie­ją­cych kotłów jak naj­mniej uciąż­li­wym dla oto­cze­nia i ich właścicieli.

Na czym polega eko­no­mia pale­nia od góry? Na pewno nie na tym

Na czym polega eko­no­mia takiej eks­plo­ata­cji pro­mo­wana przez pro­mo­to­rów „gór­nego spa­la­nia”? Jed­no­krotny zasyp kotła o mocy 15 KW na zale­caną wyso­kość 3/4 komory to ok. 15 – 20 kg węgla. Powta­rza­jąc ope­ra­cję zała­dunku tylko dwa razy na dobę spa­lamy mini­mum 30 kg węgla przy bar­dzo absor­bu­ją­cej obsłu­dze. W sezo­nie grzew­czym zuży­cie węgla spa­la­nego w taki spo­sób to wynosi od 3.6 do 4 ton.

Zała­du­nek oraz czas pale­nia dobiera się m.in. do warun­ków pogo­do­wych, wyma­gań ciepl­nych domow­ni­ków i stanu docie­ple­nia budynku.

Prawdą jest fakt, że naj­więk­sze ilo­ści ener­gii pochła­nia roz­ruch insta­la­cji, a naj­więk­szą oszczęd­no­ścią jest utrzy­ma­nie sta­ło­pal­no­ści kotła i nie­do­pusz­cza­nie do wychło­dze­nia pomieszczeń.

Ćmie­nie dwóch szu­fe­lek węgla na pustym pół­me­tro­wym rusz­cie byle tylko nie wyga­szać też nie jest eko­no­miczne. Nawet licho docie­plone budynki nie wyma­gają sta­łego pale­nia aby utrzy­my­wać mniej wię­cej stała kom­for­tową tem­pe­ra­turę. Przej­ście na pale­nie od góry wielu ludziom dało poważne oszczęd­no­ści opału, więc mimo, że nie dys­po­nu­jemy apa­ra­turą badaw­czą, możemy orzec, że per saldo bilans jest korzystny.

W kotle retor­to­wym ogrza­nie powierzchni 280 m2 zapo­trze­bo­wa­nie na opał wynosi około 3,5 t węgla (przy cenie 740,00 zł/t koszt ogrze­wa­nia to 2590 zł na sezon). Obsługa kotła to uzu­peł­nie­nie opału raz na cztery dni

Liczby zostawmy na boku, bo te zawsze można uznać za praw­dziwe dla danego przy­padku. Nikt roz­sądny nie ma wąt­pli­wo­ści, że obsługa kotła podaj­ni­ko­wego jest mniej absor­bu­jąca od pale­nia w kotle zasy­po­wym (któ­rego czę­stość obsługi i zuży­cie opału zostało powy­żej wyol­brzy­mione jak tylko się dało).

i codzienne (ze wzglę­dów eko­lo­gicz­nych) otrzą­sa­nie sepa­ra­to­rów pyłowych.

Wół, co nigdy nie był cie­lę­ciem, zna się jak kura na pieprzu.

Obec­nie naj­tań­szy piec retor­towy, sto­su­jący nowo­cze­sną tech­no­lo­gie spa­la­nia kosz­tuje ok. 4200 zł (cena pocho­dzi z reklamy w gazecie).

Dokład­nie z reklamy pew­nego mar­ketu budow­la­nego i jest to naj­tań­szy model kotła tamże. Tak, sto­suje nowo­cze­sną tech­no­lo­gie spa­la­nia współ­prą­do­wego – tę samą, którą wyko­rzy­stuje się paląc od góry.
Oso­bom zatro­ska­nym na punk­cie eko­lo­gii wypa­da­łoby dodać infor­ma­cję, jaką klasę emi­sji speł­nia ten kocioł za 4200zł. Żadną, a gdyby był prze­ba­dany, to pew­nie na kla­sie 3. skoń­czy­łaby się jego kariera. Tam nie ma żad­nych sepa­ra­to­rów pyło­wych 🙂

Z porów­na­nia kosz­tów ogrze­wa­nia kop­ciu­chem z „gór­nym spa­la­niem” i nowo­cze­snym kotłem retor­to­wym oka­zuje się, że kop­ciu­chy rodem z XIX wieku nie są roz­wią­za­niem uza­sad­nio­nym ekonomicznie.

Porów­na­nia opar­tego na zało­że­niach z kape­lu­sza dobra­nych pod tezę, że kocioł zasy­powy jest złem wcie­lo­nym – nie zapo­mnij Czy­tel­niku – z XIX wieku.
Ponow­nie nie ma się o co kłó­cić, to jest tech­no­lo­gia przed­po­to­powa. Ale alarmy smo­gowe bar­dzo się boją, że ludzie wybiorą zasy­powca zamiast kotła podaj­ni­ko­wego. Tak jakby nasza dzia­łal­ność, a nie stan kie­szeni Pola­ków decy­do­wały o tym, że cały czas ~3/4 sprze­daży nowych kotłów to zasypowce!

Kon­trola pracy kotła wymaga czę­stych wizyt w kotłowni.

W skraj­nym przy­padku dwu­krot­nego pale­nia na dobę docho­dzić może do czte­rech wizyt w ciągu dnia.

Po około 2 godzi­nach od roz­pa­le­nia pozo­staje w kotle ok. 40 % wrzu­co­nego węgla, które wystar­cza na następne 2 godziny pracy. Po tym cza­sie kocioł zaczyna sty­gnąć, a roz­pa­la­nie trzeba roz­po­czy­nać od nowa.

Szybki rachu­nek: 1kg węgla kamien­nego to ok. 7,5kWh, zakła­da­jąc spraw­ność 50% powyż­sze będzie prawdą pod warun­kiem, że kocioł cztery godziny idzie na peł­nej mocy – czyli pew­nie przy­pad­kiem mowa jest o przy­padku pesymistycznym.

Na węglu kamien­nym prze­ciętna sta­ło­pal­ność rzędu ~10 godzin nie jest wiel­kim osią­gnię­ciem, bo pod taki czas pracy pro­jek­to­wane są kotły zasy­powe. Dana ilość węgla spa­lana w podob­nych warun­kach od góry pali się co naj­mniej tyle samo czasu, co roz­pa­lona od dołu, a z reguły jest to wyraź­nie dłu­żej (co z jed­nej strony wynika z dokład­niej­szego dopa­la­nia, z dru­giej strony – z grza­nia z mniej­szą mocą dzięki sta­bil­niej­szemu pro­ce­sowi rozpalania).

Pale­nie od góry wię­cej pyli bo tak nam się wydaje

Czy “górne spa­la­nie emi­tuje mniej zanie­czysz­czeń pyło­wych? Pro­mo­to­rzy „gór­nego spa­la­nia” twier­dzą że wystar­czy roz­pa­lić węgiel od góry, a wszyst­kie pro­blemy niskiej emi­sji znikną.

Kłam­stwo. Wyraź­nie mówimy na pod­sta­wie <a href=“http://czysteogrzewanie.pl/jak-palic-w-piecu/jak-palic-czysto-weglem/#Czy_” bez_dymu’_znaczy_czysciej?” target=“_blank”>dostępnych zagra­nicz­nych badań, że emi­sja pyłów spada o 50–80%. Nigdzie nie ogła­szamy, że zmiana spo­sobu pale­nia jest pana­ceum na wszyst­kie pro­blemy z niską emi­sją. Jest nato­miast pro­stą i nisko­kosz­tową metodą na szybką poprawę stanu rzeczy.

Nie­stety emi­sja pyłów z kotła zasy­po­wego jest dzie­się­cio­krot­nie więk­sza niż z kotła retor­to­wego i wynosi 400 mg/m3.

Takie dane oparte na bada­niach nauko­wych są w obiegu, można się co do tego zgodzić.

Czy jed­nak roz­pa­le­nie kotła zasy­po­wego od góry zmniej­sza emi­sję? Nie, taki spo­sób roz­pa­la­nia jesz­cze ją powiększa!

A to nowość. Nie natra­fi­li­śmy na żadne bada­nia, które by pre­zen­to­wały takie wnio­ski. Wy rów­nież nie (bo nie widać źró­deł na popar­cie tezy), co nie prze­szka­dza Wam roz­sie­wać bredni.

Porównanie emisji pyłów przy spalaniu drewna od dołu (lewo) i od góry (prawo).

Porów­na­nie emi­sji pyłów przy spa­la­niu drewna od dołu (lewo) i od góry (prawo). Źró­dło: pod­su­mo­wa­nie badań szwaj­car­skich z 2008 roku, str. 28.

Pod­czas „roz­pa­la­nia od góry”, palący się węgiel i gazowe pro­dukty spa­la­nia wyrzu­cane do komina. Wraz z nimi pory­wane są lotne czą­steczki popiołu, sadza oraz pyły PM10PM2.5.

Jak w każ­dym kotle na paliwa stałe przy dowol­nym spo­so­bie pale­nia. Róż­nice są nato­miast w ilościach.

Przy nor­mal­nej eks­plo­ata­cji kotła gór­nego spa­la­nia więk­szość popiołu jest zsy­py­wana do popiel­nika poprzez ruszt, zazwy­czaj potrzą­salny co wspo­maga sepa­ra­cję popiołu i unie­moż­li­wia jego pory­wa­nie do komina. Jed­nak roz­pa­la­jąc cały wsad kotła od góry, cała war­stwa popiołu znaj­duje się u góry, w głów­nym stru­mie­niu spa­lin i jest w więk­szo­ści pory­wana do komina.

Bred­nie oparte na wyobra­że­niach. Autor(zy) nie widzieli nawet kotła zasy­po­wego w trak­cie pracy, bo by wie­dzieli, kiedy i gdzie popiół wystę­puje w przy­padku obu metod.

Ale pocią­gnijmy ten wątek. Chyba sza­nowne alarmy smo­gowe nie wie­dzą, że dokład­nie taka sytu­acja jak opi­sana ma miej­sce w kotłach rer­tor­to­wych. Popiół zawsze jest na wierz­chu pale­ni­ska i jest go tam okrop­nie dużo! Mało tego, tam jest nadmuch, więc pew­nie w komin idzie cały wagon kole­jowy pyłu co mie­siąc! A przed chwilą kaza­li­ście ludziom takie kupować!

Normalny palnik retortowy w akcji, fot. piotras69, esterownik.pl

Nor­malny pal­nik retor­towy w akcji, fot. piotras69, esterownik.pl

Co wię­cej, „fachowcy” wyko­nują samo­wolną prze­róbkę kotła mon­tu­jąc tzw. czerp­nię powie­trza wtór­nego, co zwięk­sza pręd­kość prze­pływu spa­lin, tym samym zwięk­sza­jąc ilość pyłu wyrzu­ca­nego do atmosfery.

Nie mam już siły.

Wnio­sek: ROZPALENIE KOTŁA GÓRNEGO SPALANIA OD GÓRY POTĘGUJE EMISJĘ PYŁÓW

Poka­zuj­cie dowody albo nie mamy o czym gadać. My nie opie­ramy się na domy­słach ani życze­niach. Poka­zu­jemy wyniki badań zagra­nicz­nych reno­mo­wa­nych insty­tu­cji wyko­ny­wa­nych na zle­ce­nie władz regio­nal­nych i pań­stwo­wych, mamy doświad­cze­nia pra­wie dzie­się­cio­let­nie wła­sne i setek/tysięcy innych ludzi. Widzimy efekty w postaci znacz­nych spad­ków zuży­cia opału i lep­szego dogrza­nia budyn­ków za podobne pie­nią­dze. Znamy i poka­zu­jemy zarówno wady jak i zalety tej i innych metod palenia.

Zda­niem prof. Andrzeja Szlęka z Insty­tutu Tech­niki Ciepl­nej Poli­tech­niki Ślą­skiej w Gli­wi­cach pro­sta zamiana spa­la­nia dol­nego na spa­la­nie górne nie zawsze dopro­wa­dzi do poprawy jako­ści spa­lin. Górne spa­la­nie w kotle prze­ro­bio­nym samo­dziel­nie bez kon­sul­ta­cji z eks­per­tem, wiąże się ze spad­kiem mocy kotła, a to z kolei może się wią­zać z pro­ble­mem z zapew­nie­nia odpo­wied­niego ciągu komi­no­wego i powsta­wa­niem dużych ilo­ści związ­ków szko­dli­wych. Szcze­gól­nie pod dużym zna­kiem zapy­ta­nia pozo­staje efekt reduk­cji emi­sji pyło­wej PM10PM2,5.

Gdzie jest ów eks­pert, który by takie kon­sul­ta­cje prze­pro­wa­dzał? Pan pro­fe­sor – z całym sza­cun­kiem – jest eks­per­tem, ale rąk sobie bru­dził nie będzie. My sobie ręce bru­dzimy, ale jeste­śmy odsą­dzani od czci i wiary, bo nie mamy tytu­łów profesorskich.

Cel takiego gada­nia jest jeden: kupuj­cie nowe kotły. A ponie­waż więk­szo­ści ludzi na nie nie stać, to takim gada­niem zamyka się jaką­kol­wiek drogę zmiany. Możemy sobie tylko popła­kać, że na ulicy można się udu­sić. Ale broń Boże cokol­wiek spró­bo­wać napra­wić, bo można nie ujść z życiem!

W kotle takim nie­stety po prze­róbce ist­nieje dalej tech­niczna moż­li­wość spa­la­nia śmieci.

Kto­kol­wiek twier­dzi, że w kotle podaj­ni­ko­wym, nawet 5. klasy bez rusztu awa­ryj­nego, nie ma moż­li­wo­ści spa­la­nia śmieci – jest lekkoduchem.

Czy pale­nie od góry zmniej­sza zuży­cie opału?

Czy górne spa­la­nie zmniej­sza zuży­cie węgla? „Górne spa­la­nie” może być pro­ce­sem, skut­ku­ją­cym spa­la­niem paliwa sta­łego spa­lane z mniej­szymi stra­tami. Bra­kuje wyni­ków badań na ten temat.

Jak to tak? Tutaj potrze­bu­je­cie wyni­ków badań, a chwilę wcze­śniej leciały kate­go­ryczne stwier­dze­nia bez potrzeby dowodzenia…

W zasa­dzie nie mamy badań doty­czą­cych efek­tyw­no­ści pale­nia od góry, gdyż głów­nie badana była emi­sja zanie­czysz­czeń. Poza doświad­cze­niem wła­snym i wszyst­kich innych, któ­rzy w ten spo­sób zaczęli palić i kon­ty­nu­ują – nie ze wzglę­dów ide­olo­gicz­nych, ale wła­śnie dla­tego, że w ten spo­sób każ­dej zimy oszczę­dzają znaczną ilość paliwa. Sorry, ale na pro­fe­sjo­nalne bada­nia póki co nas nie stać – to koszt kil­ku­na­stu tysięcy zło­tych a tzw. lobby węglowe bynaj­mniej nas nie wspiera.

Czy można palić drewnem?

Czy w „kop­ciu­chu” prze­ro­bio­nym na „górne spa­la­nie można palić drew­nem? Praw­do­po­dob­nie można, ale wydaje się to nie­opła­calne. Prze­ro­bione pod spa­la­nie węgla „kop­ciu­chy” nie pra­cują opty­mal­nie przy spa­la­niu drewna i efek­cie nie są spa­lane wszyst­kie uwal­niane czę­ści lotne.

Nam się nie wydaje – spraw­dzamy i wiemy, czy zuży­cie paliwa jest mniej­sze, czy nie. Przez tyle lat NIKT nie narze­kał, żeby roz­pa­la­nie od góry zwięk­szyło mu zuży­cie paliwa przy takiej samej tem­pe­ra­tu­rze w domu.

Kop­ciu­chy” pra­wie nigdy nie pra­cują opty­mal­nie. Należy naj­pierw zadać sobie trud spraw­dze­nia, jak prze­ciętny “kop­ciuch” spala drewno “tra­dy­cyjną” metodą a następ­nie porów­nać z pale­niem od góry. Tak się składa, że wła­śnie spa­la­nia drewna doty­czy więk­szość zna­nych nam wyni­ków zagra­nicz­nych badań i poka­zują one ponad 50-procentowy spa­dek emi­sji pyłów. A ponie­waż drewno to w 70% palne gazy, ozna­cza to z dużym praw­do­po­do­bień­stwem mniej paliwa wyrzu­ca­nego komi­nem. Duży udział w popra­wie ma wspo­mniana przez Was “czerp­nia powie­trza wtór­nego” mon­to­wana samo­dziel­nie przez “fachow­ców” (oraz fabrycz­nie przez sporo firm kotlarskich).

Zero­je­dyn­kowa ekologia

Czy prze­ra­bia­nie „kop­ciu­cha” tak by można było w nim zasto­so­wać „górne spa­la­nie” jest opła­calne? Na pewno jest tań­sze od zakupu nowego wyso­ko­wy­daj­nego pieca, ale nie gwa­ran­tuje obni­że­nia emi­sji sub­stan­cji szko­dli­wych do atmos­fery. Stare kotły poprzez zmianę spo­sobu pale­nia nie staną się nagle eko­lo­giczne – trzeba je po pro­stu wymie­nić na te nowo­cze­sne – to opi­nia prof. Andrzeja Szlęka z Insty­tutu Tech­niki Ciepl­nej Poli­tech­niki Ślą­skiej w Gliwicach

A kto twier­dzi, że nowe kotły staną się obiek­tyw­nie super eko­lo­giczne? Staną się o wiele lep­sze prak­tycz­nie żad­nym kosz­tem a co lep­sze – zaczną przy­no­sić wła­ści­cie­lom oszczęd­no­ści. Ale bran­żu­nia od nowo­cze­snych kotłów i lobby anty­smo­gowe boi się, że ludzie z powodu roz­pa­la­nia od góry zosta­wią kotły zasy­powe w piw­ni­cach na następne 50 lat.

Jakim pra­wem twier­dzimy, że “kop­ciuch” roz­pa­lony od góry staje się bar­dziej eko­lo­giczny? Pomińmy już nawet wspo­mi­nane <a href=“http://czysteogrzewanie.pl/jak-palic-w-piecu/jak-palic-czysto-weglem/#Czy_” bez_dymu’_znaczy_czysciej?” target=“_blank”>zagraniczne badania a odpo­wiedzmy sobie na mak­sy­mal­nie pro­ste pyta­nie: spa­lam tonę-dwie opału mniej, jak kie­dyś pali­łem to ludzie na chod­niku się dusili, a dziś nie widać dymu z mojego komina. Czy potrze­buję jesz­cze stem­pla od nobli­wych eks­per­tów (nie za darmo prze­cież!), aby móc twier­dzić, że – z praw­do­po­do­bień­stwem gra­ni­czą­cym z pew­no­ścią – o wiele mniej szko­dzę oto­cze­niu (w tym sobie)? Ci, co w pale­niu od góry widzą prze­szkodę w wymia­nie kotłów na podaj­ni­kowe nie rozu­mieją, że ta wymiana dla więk­szo­ści ludzi jest nie­do­stępna eko­no­micz­nie! Więc pale­nie bez kop­ce­nia nie jest gor­szym sor­tem eko­lo­gii – jest jedyną eko­lo­gią, jaka jest w zasięgu moż­li­wo­ści wielu Pola­ków. Jeśli nadal będziemy ich mamić opo­wiast­kami, że kotły podaj­ni­kowe to jedyna i naj­lep­sza droga – nic to nie zmieni, bo ludzi na nie nie stać.

Pozwolę sobie też zwró­cić uwagę na zawar­tość tego ser­wisu jako cało­ści. Nie przy­szli­śmy tutaj nawra­cać wszyst­kich na pale­nie od góry. To jest krok pierw­szy, naj­prost­szy i naj­bar­dziej dostępny, do czy­stego i efek­tyw­nego ogrze­wa­nia. Gdzie tylko się da, pro­mu­jemy kotły dol­nego spa­la­nia, wyja­śniamy zawi­ło­ści świata kotłów podaj­ni­ko­wych, wyszu­ku­jemy naj­lep­sze a naj­tań­sze okazy, pro­stu­jemy ciem­notę w obsza­rze doboru mocy urzą­dzeń grzew­czych, opi­su­jemy zalety i wady róż­nych roz­wią­zań, włą­cza­jąc w to bufory cie­pła i pompy cie­pła. Im efek­tyw­niej, taniej i czy­ściej ogrzewa prze­ciętny Polak, tym wszyst­kim naokoło lepiej się żyje. Nie musi od razu być “zero­emi­syjny”, niech zacznie od jakiej­kol­wiek poprawy wzglę­dem stanu obec­nego. Lep­sza mała poprawa wdro­żona w życie niż piękne słowa o dużej popra­wie, która dla wielu pozo­staje w sfe­rze gadki.

Komen­ta­rze ekspertów

W arty­kule alarmy smo­gowe przy­ta­czają też wypo­wie­dzi naukow­ców od węgla: dr Kry­styny Kubicy, prof. Andrzeja Szlęka oraz Insty­tutu Che­micz­nej Prze­róbki węgla w Zabrzu. Sze­rzej odnio­słem się do nich swego czasu na blogu. Tutaj rów­nież wspo­mi­na­łem, że zwłasz­cza IChPW nas nie ścierpi, bo wcho­dzimy w obszar, na któ­rym wyka­zać się ma dziecko Insty­tutu: “bez­dymny” Błę­kitny węgiel.

Wszyst­kie główne tezy zawarte w komen­ta­rzach są praw­dziwe – może poza tym, że pale­nie od góry grozi kalec­twem lub śmier­cią, choć tego IChPW lite­ral­nie nie napi­sał, ale suge­ruje, że każde odstęp­stwo od instruk­cji może się tak skoń­czyć. Co nie jest nie­prawdą, ale nie każde odstęp­stwo od instruk­cji jest jed­na­kowo groźne. A my nie­stety w tym punk­cie musimy od instruk­cji odstą­pić, bo pro­du­cenci kotłów prze­waż­nie nie są zain­te­re­so­wani dosto­so­wa­niem instruk­cji. Pozo­staje nam albo prze­kro­czyć w tym punk­cie nakazy instruk­cji, albo dalej wyrzu­cać komi­nem opał.

Świat węglo­wej nauki nie ma wąt­pli­wo­ści, że spa­la­nie współ­prą­dowe (jak w pal­ni­kach retor­to­wych i kotłach gór­nego spa­la­nia roz­pa­la­nych od góry) ma prze­wagę nad spa­la­niem prze­ciw­prą­do­wym (czyli sypa­niem węgla na żar). Wystar­czy tu się­gnąć choćby do publi­ka­cji prof. Szlęka sprzed kil­ku­na­stu lat czy do prze­wi­ja­ją­cej się w róż­nych miej­scach publi­ka­cji dr Kubicy. Nie zna­czy to jed­nak, że naukowcy będą publicz­nie pochwa­lać sto­so­wa­nie spa­la­nia współ­prą­do­wego gdzie tylko się da, w dodatku na wła­sną rękę. W grę wcho­dzi odpo­wie­dzial­ność za słowo. Jeśli auto­ry­tet powie, że to jest dobra metoda i można tak palić, a ktoś nie­opatrz­nie źle użyje tej metody i np. zago­tuje sobie kocioł, to ów ktoś mógłby mieć pre­ten­sje do auto­ry­tetu. Po co się nara­żać, w dodatku za darmo?

Pyta­li­śmy swego czasu, jak nale­ża­łoby do sprawy podejść, aby kop­cące pudło prze­ro­bić na nie­kop­cące pudło ale żeby wszystko było bez zarzutu i legal­nie. Otóż wystarczy:

  • do każ­dej indy­wi­du­al­nej kotłowni wje­chać z bogato uzbro­jo­nym labo­ra­to­rium pomiarowym
  • wypo­sa­żyć kocioł w nadmuch i sterownik
  • prze­pro­wa­dzić badad­nia energetyczno-emisyjne kotła roz­pa­la­nego od góry
  • spi­sać zale­ce­nia popraw­nej i bez­piecz­nej eks­plo­ata­cji i prze­ka­zać kocioł do użytkowania

Koszt ope­ra­cji powi­nien się zmie­ścić 10 tys. zł od kotła. I tak powtó­rzyć ope­ra­cję dla wszyst­kich kotłów w kraju. Wska­zane byłoby też hono­ra­rium dla eks­perta za patro­nat mery­to­ryczny nad projektem.

Widać więc, że “legal­nie” nie da się popra­wić pracy naj­prost­szego kotła. Legal­nie możesz kupić sobie kocioł podaj­ni­kowy albo kop­cić w tym, który masz. Albo na wła­sną rękę spró­bo­wać palić bez kop­ce­nia, choć prze­waż­nie nie­zgod­nie z instrukcją.

Przy­kre to

To zro­zu­miałe, że alar­mom smo­go­wym nie podoba się choćby cień kon­ku­ren­cji. Jed­no­cze­śnie to przy­kre, że – mimo zasad­ni­czo zbież­nych celów (poprawy jako­ści powie­trza) – nie możemy współ­dzia­łać tam, gdzie to moż­liwe. Na okła­da­nie się mery­to­rycz­nym argu­men­tami zawsze jeste­śmy gotowi, ale sądząc po wał­ko­wa­nym tutaj arty­kule, alarmy smo­gowe wolą siać mar­nej jako­ści czarny PR. Może nie doce­niają nas albo ludzi kupu­ją­cych kotły węglowe?

Choć dzia­łamy w dzie­dzi­nie, gdzie zba­dać i udo­wod­nić możemy znacz­nie mniej niż byśmy chcieli, to jed­nak mamy wzory dzia­łań z zagra­nicy i wyniki tam­tej­szych badań, które w połą­cze­niu z kra­jo­wymi doświad­cze­niami pozwa­lają nam oce­niać metody czyst­szego pale­nia w sta­rych kotłach (w tym m.in. roz­pa­la­nie od góry) jako uży­teczny krok w walce z ubó­stwem ener­ge­tycz­nym oraz miej­scami powo­du­ją­cym wymioty sta­nem powie­trza w Pol­sce zimą. Nie pro­du­ko­wa­li­by­śmy się na pro­mo­cję cze­goś, co nie daje efek­tów.