W pogoni za ciepłem co ucieka kominem

Pokole­niom palaczy jed­na myśl spać nie daje: że kocioł im grze­je komin zami­ast chałupy, że tyle tego ciepła tam ucieka, aż moż­na by w ich przeko­na­niu za to ze trzy takie same chałupy ogrzać!

Jak to jest z tą tzw. stratą komi­nową? Jak duża jest w rzeczy­wis­toś­ci i czy aby na pewno jest to zupeł­na stra­ta?

Ile ciepła ucieka kominem

Na blogu Zaw­i­jana moż­na znaleźć tabelę prezen­tu­jącą poglą­dowo zależność straty komi­nowej od nad­mi­aru powi­etrza i tem­per­atu­ry spalin. Wyni­ka z niej, że stra­ta komi­nowa wynosi prze­ważnie prze­ważnie 10–15%. Owszem, może dojść do 50%, ale wyjątkowo, jeśli jed­nocześnie spaliny osiągną 250st.C a nad­mi­ar tlenu 18% — czyli trze­ba by zro­bić niezły prze­ciąg przez kocioł, a prze­cież w zasy­pow­cach zwyk­le jest odwrot­nie: ćmią opał dosta­jąc led­wo co powi­etrza. Więc jeśli masz pode­jrzenia, że kocioł pożera opał, a nie daje w zami­an tyle ciepła, ile powinien, pod­czas gdy w kotle nie świeci żar roz­palony do białoś­ci, to najpewniej przy­czyną nie są za gorące spaliny.

Gdzie indziej może podziewać się ciepło?

  • ucieka z dymem i sadzą — tu najpierw należy szukać oszczęd­noś­ci i zas­tosować jed­ną z metod eko­nom­icznego pale­nia
  • wcią­ga je wychłod­zony budynek — nier­az już po kilku­godzin­nej prz­er­wie w grza­niu, zwłaszcza przy mrozie i w słabo ocieplonym domu, kocioł może pra­cow­ać pełną parą, a mimo to tem­per­atu­ra w domu przez dłuższy czas stoi w miejs­cu. Nie znaczy to wcale, że coś jest nie tak z kotłem albo z pali­wem. Tak ma być, budynek musi dostać duże iloś­ci ciepła, zan­im po wychłodze­niu tem­per­atu­ra zacznie ros­nąć.

Udział kotła i palacza

O tem­per­aturze spalin na wylocie do kom­i­na decy­du­je głównie powierzch­nia i czys­tość wymi­en­ni­ka w kotle.

Zapuś­cil­iśmy się już na dobre w XXI wiek, a wciąż jeszcze moż­na kupić kotły ze zbyt małym wymi­en­nikiem, które nad­miernie grze­ją komin. To relik­ty cza­sów min­ionych. 20–30 lat temu kotły przys­tosowane były głównie do pale­nia pop­u­larnym wtedy kok­sem. To pali­wo nie potrze­bu­je dużego wymi­en­ni­ka, bo więk­szość ciepła odd­a­je przez kon­takt i promieniowanie pod­cz­er­wone do ścian komory zasy­powej.
Prob­lem pojaw­ił się w momen­cie, gdy w tego typu kotłach zaczę­to z koniecznoś­ci pal­ić węglem i drewnem. Pali­wa te odd­a­ją znaczną część ciepła przez kon­wekcję — trze­ba je ode­brać od dużej iloś­ci gorą­cych spalin. Do tego potrzeb­ny jest więk­szy wymi­en­nik. Jeśli go braku­je, w komin pójdzie nawet 300 stop­ni. Dlat­ego powierzch­nia wymi­en­ni­ka jest jed­nym z głównych kry­ter­iów branych pod uwagę w rankingu kotłów.

Na powierzch­nię wymi­en­ni­ka po zakupie kotła wpły­wu nie mamy. Ale już od nas samych zależy, w jakim stanie ten wymi­en­nik jest. Zasa­da jest pros­ta: opła­ca się utrzymy­wać wymi­en­nik w “czys­toś­ci”, tj. aby warst­wa sadzy nie przekracza­ła powiedzmy 2mm. Nawet w kotle zasy­powym taki stan da się utrzy­mać czyszcząc go ok. raz na tydzień. Oczy­wiś­cie pod warunk­iem, że kocioł jest praw­idłowo dobrany i właś­ci­wie obsługi­wany — wtedy sadzy jest mało, jest syp­ka i sucha. Jeśli wędzisz opał w za wielkim pudle, to nie dziw się, że po paru dni­ach wymi­en­nik poras­ta sko­ru­pa, którą trze­ba by skuwać młotkiem. W takim przy­pad­ku najpierw musisz przes­tać pro­dukować asfalt.

Jak ograniczać stratę kominową a jak tego nie robić

Skuteczne sposo­by na ogranicze­nie straty z tytułu nad­miernie gorą­cych spalin wypuszczanych w komin to:

  • kupić kocioł o odpowied­nio dużej powierzch­ni wymi­en­ni­ka — dawny niefor­mal­ny stan­dard to był 1m2 wymi­en­ni­ka na każde 10kW mocy. Co ciekawe nie braku­je nadal kotłów, które nawet tego nie mają. Współczesne zalece­nia mówią, by na 10kW mocy przy­padało 1,1–1,25m2 wymi­en­ni­ka.
  • reg­u­larnie czyś­cić wymi­en­nik — blacha nie musi się błyszczeć, chodzi o to, by nie zarosła cen­tymetrową sko­rupą. Moment czyszczenia najlepiej wskaże ter­mometr zamon­towany w czop­uchu — z każdym dniem po czyszcze­niu maksy­mal­na tem­per­atu­ra spalin będzie wyższa, wystar­czy przyjąć, że np. po dobi­ciu do 250st.C pora na czyszcze­nie. Za ter­mometr może służyć cokol­wiek prostego z zakre­sem do 300–400st.C, np. kuchen­ny ter­mometr szpilkowy, byle­by się­gał sondą min. do połowy przekro­ju czop­ucha.

Nieskuteczne jest nato­mi­ast to, co ludowa mądrość częs­to pod­powia­da: przymykanie szy­bra w czop­uchu i dusze­nie kotła. To tak jak­by jeźdz­ić pomału autem, które dużo pali i myśleć, że w ten sposób się oszczędza. Nic z tego. Tem­per­atu­ra spalin w danym kotle zależy od mocy, z jaką pracu­je. Wyższa moc — goręt­sze spaliny, bo wymi­en­nik jest jaki jest. Jeśli ograniczyć dawkę powi­etrza, to spaliny będą chłod­niejsze — ale nie dlat­ego, że kocioł stał się nagle oszczęd­niejszy, lecz pracu­je na niższej mocy. Za tym idzie brud­niejsze spalanie czyli zami­ast gorą­cych spalin traci się chy­ba nawet więcej na niezu­pełnym spala­niu pali­wa.

Jeśli czop­uch parzy albo świeci się na czer­wono, to wymi­en­nik w kotle jest zbyt mały. Na to niewiele da się poradz­ić, moż­na jedynie:

  • unikać zakupu takiego kotła
  • jak już się go ma, utrzymy­wać wymi­en­nik w możli­wej czys­toś­ci, aby jak najlepiej dzi­ałał
  • spalać pali­wa o krótkim płomie­niu — jeśli nie koks, to przy­na­jm­niej węgiel, ale nigdy drewno

 Strata, a może inwestycja?

Nie całe ciepło, które ucieka wraz ze spali­na­mi z kotła, trafia do atmos­fery. Część nagrze­wa komin. To nie jest stra­ta, lecz inwest­y­c­ja w dobry stan kom­i­na. Trady­cyjne ceram­iczne kominy maja się tym lep­iej, im cieple­jsze spaliny odprowadza­ją. Chodzi przede wszys­tkim o to, by uniknąć kon­den­sacji w kominie wilgo­ci i resz­ty świństw ze spalin. Oczy­wiś­cie wszys­tko ma swo­je granice i na dłuższą metę puszczanie w komin spalin o tem­per­aturze 300st.C to prze­sa­da, ale w nad­miernym żyłowa­niu i wyciska­niu ze spalin ciepła jest groź­ba zniszczenia kom­i­na, który kosz­tu­je o wiele więcej niż ciepło umyka­jące w spali­nach.