Kup pan węgiel: tani czy dobry?

Kupu­jąc opał najbardziej boimy się oszustw sprzedaw­ców, pod­czas gdy nie mniej sami może­my sobie zaszkodz­ić wybier­a­jąc węgiel bezmyśl­nie. W tym artykule zna­jdziesz wskazów­ki m.in. jak rozpoz­nawać poszczególne rodza­je i typy (a więc jakość) węgla na oko (o ile się da) oraz jak kupić właś­ci­wy dla two­jego kotła i najbardziej opła­cal­ny opał (a to nie zawsze jest ten naj­tańszy).

Czym wolno jeszcze palić?

Od tego trze­ba zacząć. Wprowadzane w kole­jnych wojew­ództwach uch­wały antys­mogowe zakazu­ją spala­nia niek­tórych rodza­jów węgla (mimo że nadal moż­na je legal­nie kupić) oraz mokrego, niese­zonowanego drew­na.

  • Właś­ci­wie wszędzie zakazano już spala­nia mułu węglowego i flo­tu (nawet tam, gdzie nigdy takich paliw nie było).
  • Wymo­gi częś­ci uch­wał mogą dotykać niek­tórych gorszych miałów
  • Część uch­wał określa para­me­try węgla takie jak kalo­ryczność (szczegól­nie prze­jś­ciowa uch­wała dla Krakowa)

Aktu­al­ną listę uch­wał wraz z ich dokład­ny­mi wymoga­mi oraz odpowiedzi na pod­sta­wowe pyta­nia odnośnie uch­wał zna­jdziesz w przeglądzie uch­wał antys­mogowych.

Kupujesz ciepło, a nie tonę kamieni

Niska cena za tonę opału nie oznacza jeszcze, że zakup jest atrak­cyjny. Nie kupu­jesz kruszy­wa dro­gowego – nie łaś się na tani tonaż. Chcesz kupić jak najwięcej ciepła za jak najm­niejsze pieniądze. Dlat­ego opła­cal­ność zakupu pokazu­je sto­sunek ceny do wartoś­ci opałowej — czyli cena za 1GJ ciepła zawartego w węglu. Liczy się to banal­nie pros­to:

cena za 1t [zł] / wartość opałowa [MJ/kg] = cena ciepła [zł/GJ]

Rzecz jas­na im niższa cena ciepła tym lep­iej. Przykład w tabeli poniżej.

Rodzaj węgla  Cena (zł/t)  Wartość opałowa (MJ/kg) Cena ciepła (zł/GJ)
KWK Bobrek 780zł 28 28zł
Mar­ke­towy “ekogroszek” 650zł 21 31zł
Czes­ki groszek luzem 450zł 19 23zł

Naj­droższe ciepło ofer­u­je wcale nie ten węgiel, którego cena za tonę jest najwyższa, lecz ten o kiep­s­kich para­me­tra­ch przy wysok­iej cenie. Nie warto ule­gać zau­rocze­niu niską ceną za tonę, ale zawsze przeliczać, ile kosz­tu­je 1GJ ciepła i na tej pod­staw­ie porówny­wać opła­cal­ność różnych rodza­jów opału.

Ciepło spalania to nie kaloryczność

Mniej ucz­ci­wi sprzedaw­cy zami­ast wartoś­ci opałowej (kalo­rycznoś­ci) poda­ją ciepło spala­nia węgla, licząc że się nie zori­en­tu­jesz. Ciepło spala­nia jest zawsze wyższe niż wartość opałowa, więc wyglą­da atrak­cyjniej i łat­wo moż­na się naciąć.

Gdzie tkwi dia­beł? Ciepło spala­nia to całkowi­ta ener­gia uwol­niona ze spale­nia węgla, wlicza­jąc w to energię ulatu­jącą wraz z wyt­wor­zoną parą wod­ną. Prob­lem w tym, że ta ener­gia jest dla nas bezużytecz­na. Aby ja odzyskać, musielibyśmy ochłodz­ić spaliny, by spowodować ich kon­den­sację. Pro­ces ten stwarza tyle prob­lemów tech­nicznych, że do tej pory nie pow­stał węglowy kocioł kon­den­sacyjny.
Dlat­ego w zakupie należy kierować się tylko i wyłącznie wartoś­cią opałową węgla, a ciepło spala­nia ignorować.

Lepszy węgiel słabszy czy mocniejszy?

Nie zawsze opła­ca się kupować najbardziej kalo­ryczny węgiel, jaki jest pod ręką. Najważniejszy jest sto­sunek ceny do kalo­rycznoś­ci — by jak naj­taniej dostać jak najwięcej energii w pali­wie (niekoniecznie jak najwięcej kilo­gramów).

Wysokokalo­ryczny opał nie zosta­je w pełni spożytkowany w cieple­jsze dni i zami­ast zysków daje straty na dymie i sadzy. Ale za to będzie świet­nie trzy­mał w dni mroźniejsze. W kotłach poda­jnikowych spieka­ją­cy węgiel to jeszcze gorsze prob­le­my – “kalafio­ry” skle­jonego a niedopalonego groszku.
Niskokalo­ryczny opał spala się czyś­ciej i efek­ty­wniej nawet przy moc­no dodat­nich tem­per­at­u­rach. Ale za to w mroźniejsze dni będzie schodz­ił jak woda.

Najlep­sza strate­gia to zakup dwóch rodza­jów pali­wa:

  • słab­szego węgla lub drew­na na dni cieple­jsze
  • moc­niejszego węgla na dni chłod­niejsze

W ten sposób najlepiej wyko­rzys­tu­je się zale­ty obu rodza­jów paliw.

Niuanse paliw węglowych

W hand­lu wys­tępu­ją prz­eróżne rodza­je węgla, różnicące się ceną, para­me­tra­mi, a więc i przy­dat­noś­cią do określonych zas­tosowań.

Węgiel kamienny a brunatny

Dwa pod­sta­wowe rodza­je węgla to węgiel brunatny i węgiel kami­en­ny.

  • Węgiel kami­en­ny to ten najpowszech­niej stosowany do ogrze­wa­nia, wyraźnie czarny i twardy węgiel. Główną różnicą w sto­sunku do węgla brunatnego jest wyższa zawartość czys­tego węgla(75–90%), dzię­ki czemu jest on bardziej kalo­ryczny.
  • Węgiel brunatny zgod­nie z nazwą jest koloru brą­zowawego i cechu­je się dużo niższą wartoś­cią opałową od węgla kami­en­nego (25–70% energii jaką dostar­cza węgiel kami­en­ny). Jest kruchy i co gorsza znakomi­cie chłonie wodę — nawet do 50% swo­jej wagi. Jest powszech­nie stosowany w ener­getyce prze­mysłowej, ale bywa też ofer­owany cywilom i zna­j­du­je kupców z uwa­gi na niską cenę. Więcej o korzyś­ci­ach i prob­lemach z tym opałem w osob­nym artykule.

Obec­nie uch­wały antys­mogowe zakazu­ją pale­nia węglem brunatnym, więc w tym względzie wyboru już nie ma.

Typy węgla

Węgiel kami­en­ny dzieli się na typy, czyli jak­by odmi­any, które moc­no różnią się właś­ci­woś­ci­a­mi i kul­turą spala­nia. Jeśli jed­nym razem kupu­jesz węgiel, który pali się czys­to i bez prob­lemów, a innym razem coś, co kop­ci i kosz­marnie brudzi kocioł, to znak, że nieświadomie przeskaku­jesz między różny­mi typa­mi węgli. Ten kopcą­cy nie jest gorszy (ba, nawet ma wyższą wartość opałową), ale dużo trud­niej spal­ić go czys­to (a nawet w ogóle: spal­ić) w domowych warunk­ach.

Pod­sta­wowe typy węgla to:

  • typ 31płomi­en­ny — najsłab­szy (20–26MJ/kg), ale spala się łat­wo i czys­to, jas­nożół­tym płomie­niem. Pozostaw­ia słabi­ut­ki koks, który zaraz zni­ka. Najm­niej prob­lematy­czny, ale też nie bez przy­czyny nazy­wany papierowym, bo sposobem i cza­sem spala­nia właśnie papi­er przy­pom­i­na.
    Z wyglą­du matowy, jas­noczarny, po upuszcze­niu na twarde podłoże łat­wo się kruszy. Złotawe wtrące­nia to także znak rozpoz­naw­czy tego typu węgla z niek­tórych kopalń.
  • typ 32gazowo-płomi­en­ny — nieco moc­niejszy (26–29MJ/kg), spala się pomarańc­zowym płomie­niem z czarny­mi końcówka­mi. Dobrze kok­su­je, ale też nieco się spieka.
    Z wyglą­du ciem­noczarny, błyszczą­cy, twardy (wyma­ga młot­ka, pęka na niereg­u­larne kawał­ki). Obec­nie najczęś­ciej spo­tykany i najlep­szy do domowych kotłów.
  • typ 33gazowy — mocarny (29–31MJ/kg), ale i trud­ny w spala­niu. Wydziela mnóst­wo smolistych, trudnopal­nych gazów, spala się ciemnopo­marańc­zowy­mi kopcą­cy­mi płomieni­a­mi. Pozostaw­ia świet­ny, dłu­go spala­ją­cy się koks. Moc­no spieka. Cały zasyp potrafi skleić się w jed­ną bryłę.
    Z wyglą­du jak bryła smoły, czarny i błyszczą­cy, bard­zo twardy, o jed­no­litej struk­turze.
  • typ 34 i 35węgle kok­su­jące — wyko­rzysty­wane do pro­dukcji kok­su w prze­myśle. W cywilnych kotłow­n­i­ach nie powin­no się ich stosować, ale moż­na je cza­sem spotkać na Śląsku, gdzie w niek­tórych kopal­ni­ach gór­ni­cy dosta­ją taki węgiel w ramach dep­u­tatu. Węgle kok­su­jące są jeszcze trud­niej palne, wydzielane przez nie sub­stanc­je lotne to ciężkie smoły i gaz kok­sown­iczy (tru­jące i bard­zo trudne do spale­nia). Nor­mal­ny człowiek nie paku­ję się w coś takiego świadomie.

Jaki typ węgla wybrać?

Im wyższy typ węgla, tym wyższa kalo­ryczność, ale także coraz więcej zjawisk utrud­ni­a­ją­cych spalanie:

  • spiekanie — czyli skle­janie się brył węgla. Zaczy­na to być zauważalne od typu 32.2, ale prawdzi­we prob­le­my zaczy­na­ją się w typ­ie 33, gdzie cała zawartość kotła potrafi skleić się w jed­ną całość.
  • coraz trud­niej palne sub­stanc­je lotne — im wyższy typ węgla, tym cięższe zaw­iera smoły, których dopale­nie wyma­ga coraz wyższych tem­per­atur. Te zazwyczaj w domowym kotle nie wys­tępu­ją, więc paląc węglem typu 33 w kotle górnego spala­nia od dołu łat­wo zro­bić z kom­i­na fontan­nę czarnego dymu i zak­leić sobie smołą wszys­tko od kotła po komin. Otocze­nie łat­wo może posądz­ić cię o spalanie opon. Spalanie takiego węgla z roz­palaniem od góry pozwala ograniczyć kopce­nie, ale zawsze pozostanie delikat­ny czarny dym i sporo sadzy w kotle.

Najbardziej uni­w­er­sal­nym typem węgla jest typ 32.1, ewen­tu­al­nie 32.2. Ofer­u­je on świet­ną kalo­ryczność (ok. 26–28MJ/kg) a zarazem względ­nie łat­wo się spala, nie spieka praw­ie wcale (32.1) lub tylko niez­nacznie (32.2). Nada­je się zarówno do kotłów zasy­powych wszys­t­kich rodza­jów jak i kotłów poda­jnikowych.

Kotły dol­nego spala­nia oraz kotły poda­jnikowe potrze­bu­ją węgla niespieka­jącego, dlat­ego ich zakres akcep­towanych paliw kończy się na typ­ie 32.2. W kotle górnego spala­nia prze­jdzie każdy węgiel, ale spale­nie w miarę czys­to typu 33 wyma­ga roz­pale­nia od góry oraz pewnego doświad­czenia, gdyż istotne są pro­por­c­je podawa­nia powi­etrza głównego i wtórnego. Tego pier­wszego powin­no być możli­wie niewiele, aby węgiel nie roz­palał się gwał­town­ie, zaś drugiego dużo, aby wydzielane gazy miały szanse się zapal­ić prze­chodząc przez wierzch­nią warst­wę żaru.

Infor­ma­cji o typ­ie węgla zwyk­le próżno szukać na składzie. Trze­ba się ori­en­tować, jaki typ która kopal­nia wydoby­wa. W przy­pad­ku węgli zagranicznych to już peł­na lote­ria. Przy­bliżoną infor­ma­cję o typ­ie węgla daje jego kalo­ryczność – rośnie ona wraz z typem węgla.

Jaki typ węgla w której kopalni

  • typ 31.1 — Sobies­ki, Jan­i­na
  • typ 31.2 — Piast, Piekary, Ziemow­it
  • typ 32.1 — Chwałow­ice, Bobrek, Wesoła
  • typ 32.2 — Wujek, Stasz­ic, PG Sile­sia, Sil­tech, Bog­dan­ka, Jankow­ice
  • typ 33 — Mar­cel, Sośni­ca, Śląsk, Stasz­ic, Halem­ba, Pokój, Brzeszcze, Biel­szow­ice

Typ i inne para­me­try węgla wydoby­wanego w danej kopal­ni możesz sprawdz­ić w kat­a­logu pol­skiego węgla.

Sortymenty węgla

Węgiel dzieli się też na sorty­men­ty wg wielkoś­ci ziar­na. W kole­jnoś­ci od naj­grub­szych:

  • kost­ka (ok. 6–20cm)
  • orzech (ok. 2,5–8cm)
  • groszek (ok. 0,8–3cm)
  • miał (ok. 0,1–3cm)
  • flo­tokon­cen­trat i muł węglowy (do 0,1cm – jak cuki­er pud­er).

Jaki sortyment węgla wybrać?

Gen­er­al­nie im ziarno grub­sze, tym węgiel lep­szy do zas­tosowa­nia w domowym kotle. I nieco droższy. Reguła ta nie doty­czy ekogroszku, który jest zwyk­le droższy od kost­ki, a to przez duży popyt na węgiel o tej gran­u­lacji do kotłów poda­jnikowych. Dawniej groszek był jed­nym z tańszych sorty­men­tów.

Typowy kocioł zasy­powy bez nad­muchu jest w stanie spalać groszek, orzech i kostkę, ew. z domieszką miału. Do samego miału konieczny jest spec­jal­ny kocioł (z nad­muchem) lub poda­jnikowy.

  • Ekogroszek to hand­lowa nazwa dla węgla kami­en­nego sorty­men­tu groszek o polep­szonych para­me­tra­ch (niska wilgo­t­ność, mało popi­ołu i siar­ki). Jest mu poświę­cony następ­ny akapit, bo wszelkie bzdury narosłe wokół tego pali­wa to dłuższy tem­at.
  • Miał to węgiel o najm­niejszej gran­u­lacji i najwięk­szej zawartoś­ci wilgo­ci, popi­ołu i siar­ki. Dobry miał powinien przy­pom­i­nać raczej żwir niż piasek. Nieste­ty z racji popy­tu na ekogroszek, powszechne jest odsiewanie z miału grub­szej frakcji, by sprzedać ją drożej.
  • Flot i muł to nie to samo. Gran­u­lac­ja taka sama, ale skład zupełnie różny. Flot jest czystym (tyle że bard­zo drob­nym) węglem odzyskanym z kopal­ni­anego bło­ta. Pozostałość tego, co z tej wody się odstoi, to muł węglowy, który wciąż zaw­iera sporo węgla, ale równie dużo popi­ołu i co gorsza zbieran­inę met­ali cięż­kich, dlat­ego nie powinien być spalany w domowym kotle. Więcej o mule węglowym i flocie w tym artykule. Obec­nie flot i muł są ofic­jal­nie wyco­fane z obro­tu a spalanie ich jest niele­galne w myśl wszys­t­kich uch­wał antys­mogowych.

Ekogroszek to też węgiel

W połowie lat 90. XX wieku, gdy sprowad­zono do Pol­s­ki kotły retor­towe, ustanowiono dla nich spec­jal­ny gatunek pali­wa: ekogroszek – czyli węgiel kami­en­ny sorty­men­tu groszek o polep­szonych i pow­tarzal­nych para­me­tra­ch: niższej zawartoś­ci popi­ołu, siar­ki i wilgo­ci. Takie pali­wo – spalane w tych nowoczes­nych kotłach w sposób poprawny, dokład­nie odwrot­nie niż w starych kotłach – miało gwaran­tować bard­zo małą emisję zanieczyszczeń. I – przy dotrzy­ma­niu wszys­t­kich powyższych warunk­ów – fak­ty­cznie tak jest.

Z biegiem lat wokół ekogroszku, jak i węgla w ogóle, narosło wiele patologii, dla których główną poży­wką było zniknię­cie norm jakoś­ci węgla wraz z wejś­ciem Pol­s­ki do UE – odtąd nikt nie pil­nował, co kto sprzeda­je pod szyl­dem “ekogroszek” i fak­ty­cznie moż­na było dostać roz­maite “cuda”. Obec­nie (od listopa­da 2018) sytu­ac­ja wró­ciła do normy i towar pod szyl­dem “ekogroszek” znów musi speł­ni­ać określone kry­te­ria.

Wokół ekogroszku narosły roz­maite leg­endy i herez­je, które przyj­mu­ją dwa zasad­nicze kierun­ki:

  • myśle­nie jako­by ekogroszek nie był zwykłym węglem albo nawet nie był węglem w ogóle, tylko jakimś cud­ownym pali­wem, które chy­ba jak man­na spa­da gdzieś z niebios. To się bierze z powszech­nego schematu myślowego, skle­ja­jącego w jed­no węgiel i dym: jak coś jest węglem, to na pewno dymi. Jeśli coś nie dymi, to nie może być węglem.
    Jest to bzdu­ra: ekogroszek jest najzwyk­le­jszym węglem kami­en­nym a jego bezdymne spalanie jest zasługą poprawnej tech­ni­ki spala­nia, zapew­ni­anej kon­struk­cyjnie przez kocioł poda­jnikowy. Jeśli ten sam ekogroszek pod­pal­ić w zwykłym kotle, w sposób niepoprawny – będzie kop­cił jak każdy inny węgiel.
  • przeko­nanie jako­by eko­gorszek był najczarniejszym z oszustw, kle­jonym z asfal­tu, smoły, plas­tiku i zużytego ole­ju przez samego Belze­bu­ba gdzieś w siód­mym kręgu piekiel­nym. Tu z kolei wychodzą jakieś ukryte urazy u ludzi, którzy o węglu zwyk­le zielonego poję­cia ni z sty­cznoś­ci z nim nie mają, ale słyszeli miejskie leg­endy zniek­sz­tał­cone przez głuchy tele­fon. Owszem, ta branża przez lata była peł­na cza­sem niepraw­dopodob­nych kan­tów, ale bywa też, że ludzie chwyta­ją plotkę lub jed­nos­tkowy przy­padek i dora­bi­a­ją teorie.
    Oszust­wa na ekogroszku pole­gały zwyk­le na tym, że sprzedawano węgiel, który z ekogroszkiem miał wspól­ną tylko gran­u­lację a inne para­me­try były fatalne (np. 30% wilgo­ci!). Nie da się na przykład “ulepić” kulek z miału i sprzedać jako ekogroszek, bo rzecz ni w ząb ekogroszku nie przy­pom­i­na. Tak, zdarza­ły się takie wynalaz­ki, ale nikt nie próbował udawać, aby to był ekogroszek.
    Praw­dopodob­nie poży­wką dla tego myśle­nia o “oszukanym” ekogroszku były też węgle spieka­jące sprzedawane w roli ekogroszku, które pal­iły się naprawdę fatal­nie – mimo że są to świetne i bard­zo kalo­ryczne węgle, jed­nak kotły retor­towe nie są do nich przys­tosowane (ich spale­nie jest możli­we, ale wyma­ga eksper­ck­iej wiedzy co do ustaw­ień para­metrów spala­nia).

Inter­net jeszcze pamię­ta… Fir­ma Tani Opał miała swego cza­su w ofer­cie wynalazek pt. kul­ki miałowe, jako pali­wo do kotłów poda­jnikowych. Ale nikt nie próbował udawać, aby był to ekogroszek.

Czy da się pal­ić ekogroszkiem w zwykłym kotle zasy­powym? Oczy­wiś­cie, tylko sens tego jest nikły. Cza­sem ludzie to robią myśląc, że w ten sposób są bardziej “eko”. Niekoniecznie:

  • Ogrom­na więk­szość, urzę­dowo mówiąc, “efek­tu eko­log­icznego” z zas­tosowa­nia ekogroszku wyni­ka z jego poprawnego spala­nia – a nie lep­szych para­metrów samego pali­wa. To nadal jest taki sam węgiel kami­en­ny jak wszys­tko inne na rynku, więc jeśli wsy­pać go do kotła zasy­powego i pod­pal­ić w zły sposób, to będzie kop­cił jak szatan, tak jak każdy inny węgiel źle spalany.
  • Ekogroszek jest wyraźnie droższy od wszel­kich innych rodza­jów węgla a nie jest to najlep­szy rodzaj pali­wa do kotła zasy­powego.

W kotle zasy­powym grubość węgla ma znacze­nie i “drob­ni­ca” jaką jest eko­gorszek (zwyk­le 8–25 mm) wcale nie jest najlep­szym pomysłem – bo po pros­tu szy­bko będzie się wypalać i (nawet przy poprawnym roz­pale­niu) spali się brud­niej niż węgiel grub­szy. Znacznie lep­iej sprawdzi się sorty­ment orzech, który może mieć nie gorsze para­me­try od ekogroszku i przy tym niższą cenę – a więk­sza gran­u­lac­ja czyni jego spalanie dłuższym i sta­bil­niejszym.

Brykiet i pellet węglowy

Bryki­et i pel­let z węgla nie są u nas pop­u­larne. Jeśli nie wiado­mo dlaczego, to zwyk­le z powodów pieniężnych: tani bryki­et jest kiep­s­ki a dobry bryki­et jest dro­gi – w obu przy­pad­kach nie zna­j­du­je naby­w­ców. Sprawa jest tym trud­niejsza, że mieszkań­cy Śląs­ka i okolic potrafią i przez długie lata lubili pal­ić “surowym” flo­tokon­cen­tratem i mułem – czyli surow­ca­mi, z których nor­mal­nie pro­duku­je się bryki­ety. Więc po co je pro­dukować, sko­ro ludzie wolą kupić tani półpro­dukt i spal­ić go sobie nawet byle jak, ale bard­zo tanio?

Obec­nie na rynku moż­na z łat­woś­cią znaleźć bryki­et i pel­let drzewny, ale podob­ne wyro­by z węgla są egzo­tyką. Moż­na cza­sem spotkać niemieck­ie bryki­ety z węgla brunatnego do kominków. Rodz­imym, utrzy­mu­ją­cym się na rynku od ład­nych kilku lat pro­duk­tem, jest pel­let węglowy Var­mo. W przeszłoś­ci wys­tępował on także w wer­sji dla kotłów zasy­powych, ale obec­nie jest to pali­wo mające być odpowied­nikiem ekogroszku.

Porów­nanie pel­letu węglowego Var­mo z 2014 roku (we wiaderku pod spo­dem) z węglem rosyjskim (brył­ka po lewej) i czeskim (brył­ka po prawej)

Tech­nicznie rzecz biorąc (i trochę upraszcza­jąc) Var­mo to gran­u­lowany flo­tokon­cen­trat węglowy. Przy cenie podob­nej do dobrego ekogroszku, Var­mo ofer­u­je sta­bilne para­me­try: wysoką kalo­ryczność i ultra­niską wilgo­t­ność. Są one gwaran­towane, gdyż wynika­ją z pro­ce­su pro­dukcji a między fab­ry­ka a kotłown­ią pali­wo nie ma okazji zamoknąć (bo gdy­by zamokło, to rozsyp­ie się na drob­ne kawał­ki, jak każdy inny bryki­et czy pel­let).

Od cza­su tego wpisu na tem­at Var­mo z 2014 roku nie zmieniły się założe­nia, tzn. Var­mo nadal jest pro­dukowane mniej więcej z tego samego surow­ca, ale właś­ci­woś­ci pali­wa zostały popraw­ione. Na początek 2019 roku planu­je­my podob­ny teś­cik jego obec­nej wer­sji.

Źródła pochodzenia węgla

Mimo że stereo­ty­powo Pol­s­ka węglem stoi, na rynku moż­na spotkać roz­maite węgle z różnych regionów świa­ta, o różnych właś­ci­woś­ci­ach – a cza­sem bard­zo podob­ne do rodz­imych.

  • węgle pol­skie — to najczęś­ciej węgiel kami­en­ny, różnych typów, o różnej jakoś­ci. Jeśli jest to fak­ty­cznie ucz­ci­wy pol­s­ki węgiel, naj­gorsze co może się wydarzyć, to duża zawartość kamienia lub duża spiekalność, ew. węgiel papierowy, czyli o kalo­rycznoś­ci do 24MJ/kg. Prak­ty­cznie zawsze jed­nak będzie to w miarę porząd­ny węgiel kami­en­ny o wartoś­ci opałowej 24–30MJ/kg. Szczegól­nie gdy kupu­je się u auto­ry­zowanych sprzedaw­ców Pol­skiej Grupy Gór­niczej.
  • węgle czeskie — to tzw. młody węgiel — coś w pół dro­gi między węglem brunatnym a kami­en­nym. Gdy jest suchy, widać po nim wyraźnie brunatny odcień. Wartość opałowa takiego węgla o brunatnawym kolorze to 19–21MJ/kg. Łat­wo chłonie wilgoć, błyskaw­icznie się spala nie kok­su­jąc a przy niedostatku powi­etrza dra­maty­cznie kop­ci. Mimo wszys­tko zna­j­du­je ama­torów (może częs­to nieświadomych) ze wzglę­du na niską cenę (zwyk­le ok. 25% tańszy od węgla kra­jowego). Węgiel czes­ki luzem powinien kosz­tować ok. 400–500zł/t. Tańsze ofer­ty w okoli­cach 200–300zł/t (zwłaszcza z dala od czeskiej grani­cy) to pró­by wciśnię­cia jele­niom pol­skiego węgla brunatnego o sporo mniejszej kalo­rycznoś­ci. Węgiel ten bywa też pod­stawą workowanych “ekogroszków” w cenie ok. 600–700zł/t, częs­to z pon­ad 20-pro­cen­towym udzi­ałem wody. W tej postaci jest zupełnie nieopła­cal­ny. Uch­wały antys­mogowe zakazu­jące węgla brunatnego oraz normy jakoś­ci węgla spowodu­ją zanik węgla czeskiego, ponieważ nie będzie już moż­na nazwać ekogroszkiem węgla niekami­en­nego z tak dużą zawartoś­cią wody.
  • węgiel rosyjs­ki, czy szerzej: zza wschod­niej grani­cy — tu panu­je peł­na dowol­ność, ponieważ węgiel może pochodz­ić tak z Białorusi, jak i z Kazach­stanu czy drugiego koń­ca Syberii. Prze­ważnie jest tańszy od pol­skiego, jed­nak jakiej jakoś­ci pali­wo się dostanie – trud­no przewidzieć. Nie jest prawdą, jako­by ze wschodu docier­ał do nas węgiel wyłącznie gorszy od rodz­imego. Jest go całe spek­trum – od węgli kiep­s­kich po najlep­sze, zupełnie jak w kra­jowym wydoby­ciu.

Jakie znaczenie ma pochodzenie węgla?

Na pochodze­nie węgla moż­na różnie patrzeć:

  • czys­to prak­ty­cznie – czy jest tani i dobry,
  • pod kątem patri­o­tyz­mu gospo­dar­czego – do kogo trafi­a­ją moje pieniądze.

Nieste­ty ostat­nie lata (2017–2018) to zapaść wydoby­cia w kra­jowym gór­nictwie. Import bije reko­rdy i są rejony kra­ju, gdzie trud­no o jakikol­wiek pol­s­ki węgiel.

Względ­nie najwięk­szą pewność para­metrów mamy kupu­jąc węgiel pol­s­ki, szczegól­nie od auto­ry­zowanych sprzedaw­ców Pol­skiej Grupy Gór­niczej, którzy dosta­ją go pros­to z kopal­ni. Obec­nie wprowad­zony sys­tem kon­troli norm jakoś­ci węgla spowodu­je docelowo ukróce­nie znanej od lat węglowej rulet­ki – para­me­try deklarowane przez pro­du­cen­ta będą musi­ały być zgodne z rzeczy­wis­toś­cią nieza­leżnie od pochodzenia danego węgla.

Jaki opał do kotła z dotacji?

Użytkown­i­cy kotłów z dotacji powin­ni mieć się szczegól­nie na bacznoś­ci przy zakupie pali­wa. Wielu nawet nie wie, że zobow­iąza­ło się w umowie do stosowa­nia węgla o para­me­tra­ch wyz­nac­zonych przez pro­du­cen­ta w instrukcji obsłu­gi. A te bywa­ją moc­no wyśrubowane, więc i cena odpowied­niego pali­wa jest wyso­ka. Karmie­nie kotła czymś gorszym w skra­jnym przy­pad­ku może się skończyć koniecznoś­cią zwro­tu całej dotacji.

W tym artykule zna­j­du­je się zestaw­ie­nie kotłów dotowanych z małopol­skiego RPO wraz z para­me­tra­mi i cena­mi paliw, które moż­na w nich stosować.

Jaki węgiel odpowiedni do jakiego kotła?

Właś­ci­wie do każdego kotła zasy­powego najlep­szym sorty­mentem węgla wyda­je się orzech.

  • Kost­ka jest gru­ba, trud­niejsza do roz­pale­nia – ale dobrze nada­je się do dorzu­ca­nia po parę sztuk przy pale­niu na okrągło.
  • Groszek może być już zbyt drob­ny, aby spal­ić go bez nad­muchu.
  • Miał dobrze pali się jedynie w przys­tosowanych do tego kotłach (nad­much, rozprowadze­nie powi­etrza w komorze i sterown­ik płyn­nie steru­ją­cy powi­etrzem).

W zwykłym kotle zasy­powym bez prob­le­mu moż­na spalać ekogroszek. Prze­cież to jest zwykły węgiel. Nie ma to więk­szego sen­su eko­nom­icznego, bo ekogroszek jest wyraźnie droższy, a kocioł zasy­powy po wsy­pa­niu ekogroszku nie będzie ani efek­ty­wniejszy, ani czyst­szy, ale da się nim pal­ić tak jak zwykłym groszkiem (czyli możli­wy jest ten sam prob­lem: jeśli w danym ekogroszku będzie dużo drob­nej frakcji poniżej 1cm, to kocioł bez nad­muchu może odmówić współpra­cy).

Normy jakości węgla

4 listopa­da 2018 weszły w życie normy jakoś­ci węgla czyli określone zostały para­me­try poszczegól­nych sorty­men­tów węgla oraz sys­tem ich kon­troli na składach. Inaczej mówiąc skończyły się dzikie cza­sy, gdy “ekogroszkiem” moż­na było nazwać węgiel brunatny z 30% zawartoś­cią wody a kupu­jąc orzech moż­na było dostać w nim “przy­pad­kiem” kil­ka taczek miału.

Co się zmieniło dla kon­sumen­ta węgla?

  • Państ­wowe insty­tuc­je będą ter­az kon­trolować sprzedaw­ców opału i zgod­ność para­metrów deklarowanych z rzeczy­wis­toś­cią — a potenc­jalne kary są naprawdę konkretne. To tak jak z pali­wem na stac­jach ben­zynowych. Od kilku­nas­tu lat nie było przepisów, które by umożli­wiały takie kon­t­role. Stąd doty­chcza­sowa dzicz na rynku.
  • Kupu­jąc dowol­ną ilość węgla otrzy­masz świadect­wo jakoś­ci – kwit potwierdza­ją­cy jego para­me­try.

Co się nie zmieni?

  • Nie zniknie węgiel, który dymi – bo każdy węgiel dymi (źle spalany).
  • Nie zniknie węgiel, który w różnych kotłach może się na różne sposo­by “źle pal­ić”, bo to jego nat­u­ralne właś­ci­woś­ci a nie żadne oszust­wo. Nieste­ty nor­ma­mi nie wye­lim­i­nowano węgli wyso­kich typów, które nijak nie nada­ją się do pale­nia w domowych kotłach.
  • Nie zniknie węgiel, z którego po spale­niu zosta­ją kamie­nie. Kamień ma pra­wo w węglu wys­tępować (a bywa głównie w tym zza wschod­niej grani­cy) i zal­icza się do popi­ołu. Wszys­tko jest legal­nie dopó­ki zawartość popi­ołu z kamie­niem włącznie nie przekroczy pro­cen­tu zadeklarowanego przez sprzedaw­cę.

Co trze­ba pod­kreślić: ten sys­tem norm i kon­troli nie się­ga do kotłowni. Tu jest w zasadzie tak, jak było do tej pory: niez­god­ny ze świadectwem jakoś­ci opał rekla­mu­je się u sprzedaw­cy. Jeśli się uda – dobrze. Jeśli nie – dro­ga wiedzie stro­mo pod górę, przez UOKiK i PIH, z pomocą których możesz zafun­dować kon­trolę na składzie nieucz­ci­wego sprzedaw­cy. Ale z węglem, który już masz w kotłowni, trud­no cokol­wiek wskórać. Miar­o­da­jne potwierdze­nie jego para­metrów kosz­towało­by więcej niż ta pryz­ma węgla warta.

Czy to jest dziu­ra w sys­temie? Byna­jm­niej.

  • Taka jest natu­ra badań jakoś­ci węgla. Koniecz­na jest też ochrona intere­su sprzedaw­cy – węgiel w piwni­cy mógł zostać wymieszany z pozostałoś­ci­a­mi innego opału i tym samym jego jakość się zmieniła, ale nie z winy sprzedaw­cy.
  • Dlat­ego też sto­sunkowo najłatwiej dochodz­ić swoich racji w przy­pad­ku węgla workowanego, gdzie ory­gi­nalne opakowanie gwaran­tu­je, że towar jest nien­arus­zony. Ale nie elimin­u­je potrze­by zlece­nia jego bada­nia.
  • To dzi­ała dokład­nie tak jak sys­tem kon­troli paliw samo­chodowych. Tam również kon­trolowane są stac­je a jeśli będziesz mieć prob­le­my z autem po zatankowa­niu, to na two­jej głowie spoczy­wa ciężar udowod­nienia, że to właśnie pali­wo z tej stacji było przy­czyną prob­lemów. I tu też rzec­zoz­naw­ca nie jest tani. Jed­nak dzię­ki kon­trolom stacji jakiekol­wiek prob­le­my z pali­wem należą do rzad­koś­ci.

Prob­lemów z węglem powin­no z cza­sem uby­wać – dokład­nie tak, jak dzi­ało się to z pali­wa­mi samo­chodowy­mi po uru­chomie­niu sys­te­mu kon­troli na stac­jach. Obec­nie pro­ced­er “chrzczenia” pali­wa jest mar­gin­al­ny. Od 2019 roku na poważnie ruszą kon­t­role Państ­wowej Inspekcji Hand­lowej na składach i kan­tu­ją­cy sprzedaw­cy zostaną ustaw­ieni do pio­nu lub zmienią branżę.

Jak rozpoznać dobry węgiel

Nie da się na oko ocenić wszys­t­kich ważnych para­metrów węgla, ale moż­na o nim w ten sposób dużo powiedzieć, w tym najważniejsze: o zawartoś­ci popi­ołu oraz kalo­rycznoś­ci.

Słabe pol­skie węgle kami­enne są szaro-czarne. Mają wyraźnie warst­wową struk­turę i łat­wo się kruszą, nawet od upuszczenia z ręki na beton, roz­pada­jąc się na trudne do przeła­ma­nia plas­try. Złotawe pas­ki to również cecha węgli o niskiej i śred­niej kalo­rycznoś­ci, z okolic 24–26MJ/kg.

Im bardziej smoliś­cie czarny i błyszczą­cy węgiel, tym bardziej kalo­ryczny. Poniżej zdję­cie jed­nego z naj­moc­niejszych pol­s­kich węgli: groszku z kopal­ni Mar­cel o kalo­rycznoś­ci (30MJ/kg) i niskiej zawartoś­ci popi­ołu (6%). Węgiel taki może mieć lekko warst­wową struk­turę, ale będzie bard­zo twardy. Niek­tóre węgle wyglą­da­ją wręcz jak lite kamie­nie, które bard­zo trud­no rozbić.

Groszek z kopalni marcel, fot. Miałowiec@forum.muratordom.pl

Groszek z kopal­ni Mar­cel, fot. Miałowiec@forum.muratordom.pl

Co do zawartoś­ci popi­ołu, to w bryłach węgla nie powin­no być widocznych białych pasków. To duże prze­rosty kamienia. Prze­ważnie roz­pada­ją się w wysok­iej tem­per­aturze na proch, ale jeśli w bryłce jest więcej kamienia niż węgla, to może ona przetr­wać w całoś­ci i np. blokować ruszt ruchomy w kotle. Nie zawsze te prze­rosty są widoczne w węglu przed spale­niem.

Dla porów­na­nia przykład słab­szego węgla. Poniżej zielony groszek z firmy Tani Opał. Mieszan­ka węgli czes­kich o deklarowanej kalo­rycznoś­ci 20–22MJ/kg. Na środ­ku dla kon­trastu ułożone kil­ka grub­szych, suchych kawałków pol­skiego węgla typ 31.

Ekogroszek z firmy "Tani opał"

Ekogroszek z firmy “Tani opał”

Pozornie ten groszek wyglą­da niemal jak pol­s­ki węgiel, ale po wyschnię­ciu ujaw­nia swój lekko brunatny kolor i naturę. Bo jest to najpewniej czes­ki węgiel, które­mu bliżej do brunatnego niż kami­en­nego. Pali się jas­nym, świecą­cym płomie­niem, ale też zni­ka błyskaw­icznie.

Co jest z nim nie tak? Jest fab­rycznie mokry. Pro­du­cent deklaru­je wilgo­t­ność 20%-35%. To dużo (acz nie jest to reko­rd tej firmy, wspom­ni­ane tu już ich “kul­ki miałowe” dochodz­iły wilgo­t­noś­cią do 50%!). Tyle dobrze, że infor­ma­c­ja jest wyraźnie podana na opakowa­niu. Ale trze­ba czy­tać przed zaku­pem!

WP_20150909_12_13_03_Pro

Wilgoć tę widać na zdję­ciu w porów­na­niu z kilko­ma suchy­mi kawałka­mi innego węgla. Węgiel świeżo po otwar­ciu wor­ka wyglą­da jak zros­zony wodą. Worek zostaw­iony na mrozie zbry­la się w jeden klo­cek. Stałe pale­nie tak wilgo­t­nym węglem może powodować szyb­szą korozję ele­men­tów kotła poda­jnikowego. A na pewno będzie to naj­droższa woda, jaką zdarzyło ci się kupić.

Mokry węgiel o tak niskiej wartoś­ci opałowej za cenę ok. 600zł/t kom­plet­nie się nie opła­ca. Ale nie znaczy to, że woda jest do niego dole­wana celowo. Węgiel tego rodza­ju z czes­kich kopalń ma wartość opałową 18–21MJ/kg i do 30% wilgo­ci zaraz po wydoby­ciu (w końcu pokrewieńst­wo z brunatnym). Na składach na połud­niu Pol­s­ki sprzedawany luzem (czyli zwyk­le już pod­sus­zony) kosz­tu­je ok. 350–400zł/t, a biorąc pod uwagę kalo­ryczność, jego opła­cal­ność w sto­sunku do pol­skiego węgla kończy się w okoli­cach 450zł/t.

Zupełnie przy okazji ten węgiel nie speł­nia żad­nych norm dla ekogroszku (a raczej założeń, bo żadne normy for­mal­nie nie obow­iązu­ją). Ma zbyt małą kalo­ryczność, zbyt dużą zawartość siar­ki i popi­ołu, i oczy­wiś­cie zbyt dużą wilgo­t­ność.

I jeszcze jed­no zestaw­ie­nie dwóch węgli różnych typów na zdję­ciu poniżej.

Po lewej węgiel z kopalni Sobieski (typ 31), po prawej rosyjski (typ 32). Fot. szponi

Po lewej węgiel z kopal­ni Sobies­ki (typ 31), po prawej rosyjs­ki (typ 32). Fot. szponi

Z lewej sła­by pol­s­ki węgiel kami­en­ny z kopal­ni Sobies­ki typ 31.2 o kalo­rycznoś­ci ok. 20MJ/kg. Od węgli czes­kich różni się tylko czarnym zabar­wie­niem — nie jest ani trochę brunatny.
Z prawej mocarny rosyjs­ki węgiel typ 32.2 o kalo­rycznoś­ci ok. 29MJ/kg. Jego odpowied­nikiem wśród pol­s­kich węgli może być urobek kopalń Chwałow­ice, Bobrek czy Wesoła.

Potencjalne pułapki

Jeśli mieszkasz na Śląsku, ktoś w rodzinie na pewno ma talony na dar­mowy lub pół­dar­mowy węgiel. Odbierasz sobie przy­dzi­ał wprost z kopal­ni i masz poza­mi­atane. Nato­mi­ast resz­ta kra­ju ma zasad­nic­zo dwie opc­je:

  • zakup w składzie opału — czyli lokalnej insty­tucji hand­lu­jącej węglem, o mniej lub bardziej ugrun­towanej pozy­cji rynkowej i renomie. Skład taki to częs­to dostaw­ca i sprzedaw­ca w jed­nej oso­bie — pan Gien­ek — co kil­ka dni wykonu­ją­cy kurs między Katowica­mi a swoim pla­cykiem, na którym moż­na od niego nabyć węgiel teo­re­ty­cznie pros­to z kopal­ni, prze­ważnie niesor­towany.
  • zakup w sklepach inter­ne­towych z opałem — ist­nieją takie i pow­sta­je ich coraz więcej. Ich towar wyda­je się być pewniejszy co do zgod­noś­ci z deklarowany­mi para­me­tra­mi, jako że niezad­owolony klient w internecie na pewno wró­ci i wznieci pożogę. Dużym prob­le­mem jest jed­nak koszt dostawy węgla, który wynosi obec­nie ok. 150zł przy zamówie­niu 2–3 ton. Bywa też kamu­flowany w cenie węgla, ale taka przesył­ka siłą rzeczy kosz­tu­je.

Zakup węgla to zasad­nic­zo lote­ria. Nie ma pewnoś­ci, co dzieje się z węglem na trasie między bramą kopal­ni a bramą two­jego pod­wór­ka. Zdarza­ją się dzi­wne i tajem­nicze zjawiska, których skutkiem jest zwyk­le ubytek masy węgla i/lub pogorsze­nie jego jakoś­ci tudzież zmi­ana składu chemicznego.

Ten rozdzi­ał, szczegól­nie w częś­ci doty­czącej oszustw, ma już lub niedłu­go będzie miał wartość his­to­ryczną za sprawą wprowadzenia sys­te­mu kon­troli jakoś­ci węgla (sprawa opisana parę akapitów powyżej), który te patolo­gie wye­limin­u­je.

Najpop­u­larniejsze kan­ty to:

  • sprzedaż węgla zagranicznego gorszej jakoś­ci jako pol­skiego
  • sprzedaż zagranicznego węgla gorszej jakoś­ci bez podawa­nia kra­ju pochodzenia z nadzieją, że nieku­maci klien­ci łykną przynętę niskiej ceny
  • pod­szy­wanie się gorszego pol­skiego węgla pod lep­szy, droższy
  • miał odsiany z grub­szych frakcji (pewnie celem sprzeda­nia tej grub­szej frakcji jako ekogroszku)
  • węgiel wymieszany z kamieni­a­mi
  • miał wymieszany z piask­iem czy ziemią
  • mieszanie miału do grub­szych sorty­men­tów
  • proste oszust­wa na wadze (przy­jeżdża 1900kg zami­ast 2 ton)

Zakup miału to z kolei rosyjs­ka rulet­ka roz­gry­wana siedząc na oklep na rozwś­ciec­zonych niedźwiedzi­ach pędzą­cych ku przepaś­ci na dachu płonącego pociągu. Jeszcze kil­ka lat temu miał był sen­sownym pali­wem w atrak­cyjnej cenie. Jed­nak obec­nie jego ceny szy­bu­ją w górę, zaś jakość piku­je dra­maty­cznie w dół. To, co dostaniemy, zależy w zupełnoś­ci od ucz­ci­woś­ci sprzedaw­cy. Możli­wa gama kan­tów na miale jest olbrzymia, a więk­szość trud­na do wykrycia przed zaku­pem.

Weźmy choć­by najprost­sze z powyższej listy: wymieszanie z ziemią i odsian­ie grub­szego sor­tu. Miał powinien wyglą­dać jak drob­ny żwir, a nie jak piach, gdyż taki kaliber ziaren kwal­i­fiku­je się jako muł. Nato­mi­ast domieszek zie­mi czy piasku nie sposób zauważyć bez pró­by spale­nia miału. Może być też tak, że domieszek niepal­nych mate­ri­ałów nie ma, ale miał pochodzi z węgla marnej jakoś­ci i jego kalo­ryczność będzie miz­er­na.
Najprost­szy środek zapo­b­ie­ga­ją­cy zimowej męczarni to zakup miału ze źródła możli­wie bliskiego kopal­ni, najlepiej workowanego. Jed­nak ceny dobrego miału — zwłaszcza im dalej od Śląs­ka — ros­ną już na tyle, że jego opła­cal­ność w sto­sunku do powodowanych przezeń prob­lemów zaczy­na być wąt­pli­wa.

Zakup węgla krok po kroku

  1. Zlokalizuj składy węgla w okol­i­cy. Sprawdź też sklepy inter­ne­towe z węglem. Może któryś ma swój skład w miarę blisko i będzie mógł dostar­czyć towar włas­nym trans­portem, zami­ast drogim kuri­erem. Jeśli lokaliza­c­ja składu w ogóle może być pod­stawą oce­ny ucz­ci­woś­ci jego właś­ci­cieli, to dobrze wybier­ać składy położone przy stac­jach kole­jowych lub zaopa­tru­jące się w węgiel dostar­czany kole­ją. Trans­port kole­jowy stwarza mniej okazji do cud­ownych przemi­an węgla (zawsze na gorsze).
  2. Popy­taj na wybranych składach, z jakich źródeł pochodzi węgiel, jakie ma para­me­try. Nie masz pewnoś­ci, że usłyszysz prawdę, ale jeśli sprzedaw­ca reagu­je ner­wowo na takie pyta­nia, albo przyz­na­je się do niewiedzy, lep­iej omi­jaj taki skład opału albo przy­na­jm­niej zachowaj zdwo­joną czu­jność.
  3. Porów­naj ceny. Ale nie dla wyboru naj­tańszej ofer­ty. Szukaj węgla, który ma podob­ną cenę na wszys­t­kich składach przy tym samym deklarowanym pochodze­niu i para­me­tra­ch. W promie­niu 50km różnice w cenach takiego samego węgla są zwyk­le min­i­malne, więc pode­jrzanie tanie ofer­ty należy brać z dys­tan­su.
  4. Pytaj o pochodze­nie węgla, proś o cer­ty­fikat — dowiedz się, z której pol­skiej kopal­ni jest dostar­czany, jaki jest jego typ i kalo­ryczność. Wtedy możesz sprawdz­ić w internecie (np. w naszym kat­a­logu pol­skiego węgla), czy dana kopal­nia w ogóle pro­duku­je taki rodzaj węgla. Jeśli sprzedaw­ca nie potrafi lub nie chce podać tych infor­ma­cji, to nie zna się na rzeczy lub ma coś do ukrycia.
    W przy­pad­ku węgla zagranicznego sprzedaw­ca również powinien dys­ponować doku­men­ta­mi świad­czą­cy­mi o jego pochodze­niu.
    Obo­jęt­nie czy węgiel jest pol­s­ki, czy zagraniczny, powinieneś mieć możli­wość otrzy­ma­nia cer­ty­fikatu jakoś­ci węgla. Jest to doku­ment zaw­ier­a­ją­cy wyni­ki badań węgla przeprowad­zonych przez akredy­towane lab­o­ra­to­ri­um. Każdy poważny sprzedaw­ca powinien móc taki doku­ment przed­staw­ić. To dobre źródło infor­ma­cji o najważniejszych para­me­tra­ch pali­wa, choć dla lai­ka może być nieczytelne (zwłaszcza wer­s­ja zagranicz­na). O tym, jak czy­tać taki cer­ty­fikat, przeczy­tasz w osob­nym para­grafie poniżej.
  5. Kup po worku węgla w różnych miejs­cach na próbę. Jeśli pró­ba pale­nia danym węglem wypad­nie przyz­woicie, masz więk­szą szan­sę, że nie wtopisz się w zakup więk­szej iloś­ci lip­nego węgla, z którym będziesz męczył się całą zimę. Jeśli na składzie nie chcą sprzedać poje­dynczego wor­ka — być może nie chcą, byś się dowiedzi­ał, że mają kiep­s­ki towar.
  6. Wybierz odpowied­nią porę roku i pogodę na zakup. Węgiel powinien być możli­wie suchy w momen­cie zakupu, bo po co płacić za wodę. Najlepiej kupować węgiel między czer­w­cem a wrześniem, ze wskazaniem na sier­pień z racji nis­kich śred­nich opadów w tym miesiącu. Wybierz moment, kiedy od 2 tygod­ni było bezdeszc­zowo i słonecznie.
  7. Kup od razu zapas na cały sezon grzew­czy. Jest tu pewne ryzyko trafienia na zły opał, ale gorszym pomysłem było­by dokupy­wanie po tonie węgla w środ­ku zimy, gdy węgiel na składzie wymieszany jest ze śniegiem i błotem, a ludzie wezmą wszys­tko jak leci, byle­by się ogrzać.
  8. Wybierz się oso­biś­cie na skład. Przyjrzyj się ofer­owane­mu węglowi pod kątem opisy­wanych wcześniej para­metrów: wilgo­t­noś­ci, widocznych prze­rostów kamienia, kalo­rycznoś­ci, zawartoś­ci miału, mułu czy zie­mi.
  9. Miej oczy dookoła głowy. Patrz, co ład­owane jest na samochód, czy przy­pad­kiem kupu­jąc orzech nie dosta­jesz po cichu kilkuset kilo miału. Zwróć uwagę, jak ważony jest pojazd z węglem, czy któryś z pra­cown­ików składu nie dociąża wagi w jak­iś kreaty­wny sposób, choć­by sta­jąc na niej (i już jesteś 100kg w ple­cy). Sama two­ja obec­ność na miejs­cu powin­na utrud­nić możli­we kan­ty na wadze, których nawet byś nie zauważył zamaw­ia­jąc węgiel tele­fon­icznie i tylko czeka­jąc na dostawę. Po wyład­owa­niu węgla na twoim pod­wórku trud­no od razu poz­nać, czy przy­jechały dwie tony czy 1800kg.

Co dalej po zakupie

  1. Jeśli masz możli­wość i utrzy­mu­je się dobra pogo­da, zostaw węgiel na kil­ka dni pod gołym niebem, obser­wu­jąc jed­nocześnie prog­nozy pogody. Kil­ka dni w pełnym słońcu dodatkowo dosuszy węgiel, ale musisz uważać, by nie zaskoczyła cię nagła zmi­ana pogody i dłu­gotr­wałe deszcze, które w jeden dzień mogą zni­weczyć kil­ka tygod­ni suszenia.
  2. Przy­go­tuj miejsce do skład­owa­nia węgla. Powin­no ono być zadas­zone i odi­zolowane prze­ci­wwilgo­ciowo od grun­tu, a przy tym dobrze wenty­lowane.
  3. Rozważ zapakowanie węgla do worków zami­ast zrzu­ca­nia go na hałdę luzem. Ułatwia to trans­port węgla, zmniejsza ilość miału pow­sta­jącego przy jego prz­erzu­ca­niu i poma­ga utrzy­mać czys­tość w kotłowni. Jeśli węgiel jest jeszcze wyraźnie wilgo­t­ny, wor­ki nie powin­ny być szczel­nie zamknięte.

Domowe ważenie węgla

Gdy­byś chci­ał sprawdz­ić, czy waga dostar­c­zonego węgla zgadza się z zamówioną przez waże­nie wiad­er lub worków na domowej wadze — szko­da cza­su, bo wynik nie będzie wiary­god­ny.

Najpewniejszą metodą sprawdzenia wagi zaku­pi­onego węgla jest obec­ność na składzie pod­czas ład­owa­nia samo­chodu i sprawdze­nie wskazań tamte­jszej wagi. Jeśli skład nie ma nowoczes­nej wagi i/lub nie jest w stanie wyle­gi­t­y­mować się świadectwem jej legal­iza­cji – nie kupuj tam.

  • Waga na składzie podle­ga legal­iza­cji, czyli stosowny urząd stwierdza, że jest ona odpowied­nio dokład­na dla zakresów pomi­arowych, jakie na składzie wys­tępu­ją, czyli idą­cych w tony.
  • Waga domowa – czy to kuchen­na, czy łazienkowa – jest wagą niele­gal­i­zowaną. Oznacza to, że jej wskaza­nia są bard­zo podatne na spore odchyły, a przede wszys­tkim pomi­ary nie są pow­tarzalne. Doty­czy to nie tylko starych wag mechan­icznych, ale tak samo nowych, elek­tron­icznych.

Jeśli chcesz się przekon­ać, zrób prosty test. Zważ się na wadze łazienkowej 20 razy, za każdym razem sta­jąc na wadze w trochę inny sposób: bliżej środ­ka wagi lub na brze­gach, na pię­tach, na pal­cach, sta­jąc na jed­nej nodze itp. Rozrzut pomi­arów zależnie od jakoś­ci wagi może iść w kilo­gramy.

Waga łazienkowa została zapro­jek­towana pod zakres ciężarów ludzkiego ciała. Gdy ważysz na niej wiadro lub worek węgla, nie tylko nacisk na wagę może być nierówny jak przy stawa­niu na jed­nej nodze, ale co gorsza wchodzisz w dol­ny zakres pomi­arowy (20–50kg), gdzie waga może być już mniej dokład­na.
Również samo waże­nie kilku ton węgla w wielu por­c­jach odbi­ja się na dokład­noś­ci. Każdy pomi­ar obar­c­zony jest jakimś błę­dem – po częś­ci losowym, po częś­ci wynika­ją­cym z dokład­noś­ci wagi. Im więcej por­cji, tym koń­cowa ich suma bardziej odjeżdża od wartoś­ci rzeczy­wis­tej. Żeby zni­welować losowe błędy, trze­ba by pow­tarzać pomi­ar każdej por­cji wielokrot­nie, im więcej tym lep­iej. Ale w efek­cie i tak dosta­niesz wynik z pewnym zakre­sem niepewnoś­ci i nadal nie wiesz, czy oszukał cię sprzedaw­ca, czy two­ja waga jest tak kiep­s­ka.

Tak więc domowe sposo­by waże­nia węgla w odniesie­niu do iloś­ci mier­zonej w tonach nie dają twardych pod­staw do pre­ten­sji wobec sprzedaw­cy. Lep­iej jest pil­nować wagi na składzie.

Świadectwo jakości węgla

Obec­nie do każdego zakupu węgla sprzedaw­ca ma obow­iązek wys­taw­ić świadect­wo jakoś­ci węgla. Wiz­ual­nie może ono wyglą­dać różnie, ale zawsze będzie zaw­ier­ało te same para­me­try jakoś­ciowe (wzór, co świadect­wo ma zaw­ier­ać, określa roz­porządze­nie).

Przykład­owe świadect­wo jakoś­ci węgla.

Dla klien­ta świadect­wo jakoś­ci węgla ma tylko/aż wartość infor­ma­cyjną – co i tak jest sporym plusem, bo wcześniej trud­no było nier­az wydusić od sprzedaw­cy te dane. Ułatwia to ew. pro­ces rekla­macji tylko w takim stop­niu, że daje twardy dowód na deklarowane przez sprzedaw­cę para­me­try.

Znacznie ważniejsze jest to, że sprzedaw­ca węgla odpowia­da ter­az przed Państ­wową Inspekcją Hand­lową, która kon­trolu­je składy opału tak jak stac­je paliw i ma możli­wość samodziel­nie zbadać, czy jakość pali­wa na placu odpowia­da temu, co zadeklarowano w świadectwie.

Reklamacja węgla

Jak każdy towar, tak i węgiel moż­na reklam­ować w razie niez­god­noś­ci jego para­metrów z deklarowany­mi. Obec­nie sytu­ac­ja jest ogrom­nie ułatwiona w sto­sunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia przez ostat­nie kilka­naś­cie lat. Nie znaczy to jed­nak, że zawsze będzie pros­to i łat­wo. Po częś­ci wyni­ka to ze specy­fi­ki towaru jakim jest węgiel, ale – o dzi­wo – rzecz nie różni się moc­no od tego, z czym mamy do czynienia np. na stac­jach paliw.

Przed bramą składu opału

Zan­im opał opuś­ci teren składu, podle­ga losowym kon­trolom Państ­wowej Inspekcji Hand­lowej. Jest to dokład­nie taki sys­tem, jakim od lat objęte są stac­je paliw. To dzię­ki tym kon­trolom oszukane pali­wa sil­nikowe są obec­nie total­nym mar­gin­e­sem. Tak samo z biegiem cza­su powin­no stać się z węglem – kom­bi­na­torzy napros­tu­ją się pod wpły­wem kar lub wypad­ną z rynku.

Możli­wość samodziel­nego sprawdzenia zgod­noś­ci para­metrów węgla ze świadectwem jakoś­ci jest prak­ty­cznie żad­na i też dlat­ego zaj­mu­je się tym PIH. Przed zaku­pem węgla luzem warto przypil­nować wagi – kupować tam, gdzie jest legal­i­zowana waga, być na składzie przy załadunku.

Za bramą składu opału

Rzeczy, które wyjdą na jaw już w kotłowni, podle­ga­ją jedynie rekla­macji, która z kolei:

  • przy odrobinie dobrej woli sprzedaw­cy (albo wysokim stop­niu upierdli­woś­ci klien­ta) się powiedzie,
  • albo trze­ba będzie dochodz­ić swoich racji z pomocą urzędów i sądów – na co zwyk­le człowiek nie ma głowy, cza­su ani motywacji, bo też wartość par­tii opału zwyk­le jest niewarta więk­szego zachodu.

Zan­im zaczniemy lać pomy­je na sprzedaw­ców węgla albo usta­wodaw­cę, że nie ułatwił nam bardziej dochodzenia swego, trze­ba zauważyć, że ter­az sytu­ac­ja z rekla­macją węgla nie jest wcale gorsza niż z rekla­macją np. ben­zyny. Oba te rodza­je paliw podle­ga­ją obec­nie takim samym kon­trolom – i to właśnie dzię­ki kon­trolom PIH oszukane pali­wa samo­chodowe to wiel­ka rzad­kość. I tak samo docelowo będzie z węglem – co jed­nak nie oznacza, że każdy jeden będzie się pal­ił ide­al­nie (patrz: dwa akapi­ty niżej).

Nato­mi­ast jeśli trafi się kiep­s­ka ben­zy­na a stac­ja paliw nie będzie skłon­na do porozu­mienia po dobro­ci, to sytu­ac­ja nie jest wcale łatwiejsza niż z węglem. Kiedy po zatankowa­niu na danej stacji samochód odmaw­ia współpra­cy, trze­ba go odholować, napraw­ić a następ­nie zle­cić eksper­tyzę, która dowiedzie, że fak­ty­cznie pali­wo z tej stacji było nie takie i to ono jest winne prob­lemów – wszys­tko to na koszt włas­ny. Nie mamy z tym bólu, gdyż prob­le­my z kiep­skim pali­wem samo­chodowym należą do rzad­koś­ci i mało kto ma takie przy­gody.

Podob­ne prob­le­my natu­ry fizy­cznej doty­czą węgla. Pra­wo musi bronić zarówno interesów klien­ta, jak i sprzedaw­cy. Kiedy węgiel jest zrzu­cony do piwni­cy, nie ma pewnoś­ci, że nie został choć­by przy­pad­kiem wymieszany z czymś innym (np. resztka­mi miału po poprzed­nich par­ti­ach). Oczy­wista odpowiedzial­ność sprzedaw­cy kończy się na bramie składu. Za bramą niekiedy nie da się już bezs­pornie udowod­nić, że gorsza jakość towaru jest winą sprzedaw­cy, a nie wmieszał się w to ktoś inny. Chy­ba, że jest to węgiel workowany, ory­gi­nal­nie zapakowany – wtedy sprawa jest jas­na.

Jakie problemy nie są podstawą do reklamacji węgla

Część cech węgla, które są odbier­ane jako prob­le­my, są zupełnie nat­u­ralne, legalne i (nieste­ty) nic z tym zro­bić nie moż­na:

  • obec­ność kamieni w węglu – normy nie zna­ją poję­cia “kamieni”, mogą one w węglu wys­tępować i są trak­towane jako część popi­ołu. Tak więc sama obec­ność kamieni nie jest pod­stawą do rekla­macji, chy­ba że łącz­na zawartość popi­ołu wraz z kamieni­a­mi przekracza deklarowany przez sprzedaw­cę pro­cent popi­ołu.
  • spiekalność – dopuszc­zono na rynek prak­ty­cznie wszys­tkie węgle, łącznie z sil­nie spieka­ją­cy­mi i kok­su­ją­cy­mi, co jest błę­dem, ponieważ nie mamy kotłów przys­tosowanych do ich spala­nia ani woli na rozwój takowych, stąd częs­to klient dosta­je taki węgiel w ciem­no i potem się z nim męczy. W trak­cie kon­sul­tacji norm jakoś­ci węgla jako w zasadzie jedyni zwracal­iśmy na to uwagę Min­is­terst­wu i oczy­wiś­cie nikt się nad tym nie zająknął nawet. Na szczęś­cie para­metr spiekalnoś­ci jest podany na świadectwie jakoś­ci i jeśli przekracza on wartość powiedzmy 20, to lep­iej się od takiego węgla trzy­mać z dale­ka jeśli nie jesteś w pełni świadomy, jakie to niesie “atrakc­je”.
    Prob­le­mu nie powin­ni doświad­czać właś­ci­ciele kotłów na ekogroszek. Dla tego rodza­ju węgla określono bowiem sen­sowną górną granicę spiekalnoś­ci.
  • źle się pali” – zosta­je niedopalony koks, zosta­je zużel, kocioł się moc­no brudzi? Znacz­na część tego typu prob­lemów może wynikać z ustaw­ień kotła a nie prob­le­mu z pali­wem. Szczegól­nie doty­czy to kotłów poda­jnikowych. Część ludzi nie wie, że zmieni­a­jąc źródło opału trze­ba do niego dos­tosować nastawy w sterown­iku.

Co zrobić z popiołem

Po spale­niu każdego rodza­ju węgla czy drew­na pozosta­ją jakieś iloś­ci popi­ołu — od sym­bol­icznych w przy­pad­ku drew­na po nawet idące w parę ton w przy­pad­ku kiep­s­kich węgli. Jak powin­no się tego pozby­wać? Czy popiół jest jakoś szczegól­nie niebez­pieczny?

Pod­sta­wowa opc­ja to domowy kubeł na odpady zmieszane – chy­ba, że wyz­nac­zono spec­jalne pojem­ni­ki na popiół. Tam prze­ważnie moż­na umieszczać dowol­ny (zim­ny) popiół bez dodatkowych opłat.

Moż­na też popiół wyko­rzys­tać, zarówno jako mate­ri­ał budowlany (np. do pod­bu­dowy pod utwardze­nie dro­gi) jak i — przy zachowa­niu rozsąd­nych dawek — w roli nawozu. W popiele zawarte są niepalne pier­wiast­ki, które drze­wo kiedyś wyciągnęło z gle­by. Mogą to być zarówno skład­ni­ki korzystne (np. wapń, mag­nez, potas, fos­for) jak i met­ale ciężkie (tak w drewnie jak i w węglu). Dlat­ego na usy­panej w jed­nym miejs­cu górce popi­ołu nic nie będzie chci­ało wyros­nąć, ale gdy rozsy­pać popiół na więk­szym obszarze, nie wyrządzi on szkody a wręcz zadzi­ała na korzyść. Tutaj np. wycinek z lit­er­atu­ry na tem­at popi­ołu z węgla kami­en­nego, gdzie mowa jest o dawkach pon­ad 100t/ha, więc póki nie syp­ie się grubych warstw w jed­no miejsce, popiół z węgla i drew­na sprawdza się jako nawóz.

Dobra, a co z żużlem i niedopalonym kok­sem? Żużel to nic innego jak sto­pi­ony popiół. Pier­wiast­ki, które go tworzą, nie zostaną wyko­rzys­tane przez rośliny, bo żużel nie ule­ga rozkład­owi na wol­nym powi­etrzu.
Nato­mi­ast kok­si­ki czy niedopalony węgiel drzewny to uznany na świecie nawóz i bud­ulec gle­by — tzw. biowęgiel (ang. biochar). Ist­nieje ogól­noświa­towy trend wyko­rzys­ta­nia węgla drzewnego w rol­nictwie. Dodatek węgla drzewnego do gle­by sza­le­nie ją użyź­nia a przy okazji jest to sposób na zatrzy­manie węgla w glebie (drewno gni­je i zamienia się w dwut­lenek węgla – węgiel drzewny nie gni­je) a tym samym osią­ganie ujem­nej emisji dwut­lenku węgla.

Oczy­wiś­cie w żad­nym wypad­ku nie powinien trafić do gle­by popiół wzbo­ga­cony np. spalany­mi tworzy­wa­mi sztuczny­mi, gdyż zaw­iera wtedy szereg toksy­cznych i rakotwór­czych sub­stancji!