Drewno najtańszym źródłem ciepła na 2022 rok

Zaktualizowano: 18 grudnia 2021

Nowy Rok przyniesie największe od lat podwyżki cen prądu i gazu. Tradycyjnie w takiej sytuacji Polacy przepraszali się z węglem i drewnem, ale tym razem węgiel też mocno podrożał. Na szczęście jest jeszcze drewno – paliwo, które można pozyskać lokalnie i dlatego jest najtańsze a zarazem najbardziej odporne na wzrost cen.

Urząd Regulacji Energetyki właśnie ogłosił nowe taryfy dla gospodarstw domowych na 2022 rok, gdzie przewidziano drastyczne podwyżki cen gazu (wzrost rachunku netto o ~54%) i prądu (wzrost rachunku netto o ~24%). Te podwyżki wchodzą w życie z początkiem 2022 roku a wyższe rachunki zapłacimy przy końcu najbliższego okresu rozliczeniowego (mocno indywidualna kwestia, kiedy to u kogo wypada).

Jeśli chodzi o prąd, jedynym pewnym sposobem na obniżenie sobie rachunków jest instalacja fotowoltaiczna. Ci, co do tej pory fotowoltaikę zainstalowali lub zdążą do końca marca 2022 – wygrali życie, bowiem instalacje uruchomione od kwietnia 2022 będą już podlegać pod nowy (mniej korzystny) system rozliczeń. Starsze instalacje zostaną przy dotychczasowym modelu do 2035 roku.

Poza tym nie ma żadnego ratunku przed podwyżkami. Dotkną one tak samo konsumentów prądu na taryfie sprzedawcy (właśnie tej regulowanej przez URE) jak i ofert komercyjnych (Tauron nazywa je cennikami), których elementem bywało coś jakby "gwarancja ceny" – no ale właśnie: jakby. Już od ładnych kilku lat, z uwagi na groźbę wzrostów cen prądu, sprzedawcy nie oferowali żadnej faktycznej gwarancji cen. Co najwyżej oferowany był wyrób marketingowy, który – jak się wczytać w drobny druk – polegał na kilkuprocentowym rabacie względem taryfy sprzedawcy. Czyli w momencie wzrostu cen w taryfie sprzedawcy, ceny w ofercie komercyjnej też rosną, ale dalej są kilka procent niższe od taryfy sprzedawcy.

W gazie jest jeszcze gorzej – i podwyżka znacznie wyższa, i żadnej opcji ucieczki, bo gazu sobie nie wyprodukujesz nijak. Jest tylko jeden wyjątek. Ci, którzy zmienili sprzedawcę gazu na Tauron, mogli załapać się na lojalkę z absurdalną karą za zerwanie, ale za to z prawdziwą gwarancją cen. Jeszcze w sierpniu-wrześniu 2021 można było podpisać dwuletnią lojalkę z gazem za 10gr/kWh netto (tutaj opisywałem trochę przy okazji). Obecnie w tej samej ofercie cena gazu to już 36 gr/kWh netto...

Ile będzie kosztowało ogrzanie domu w 2022 roku? Odpowiedź wcale nie jest oczywista, bo:

  • wielu z nas do końca tej zimy ma zapasy opału kupionego jeszcze po starych cenach
  • ceny prądu czy gazu tak szybko jak wzrosły, tak samo teoretycznie mogą choć częściowo spaść (ale wzrosnąć też mogą)
  • nie wiadomo jak będą się przedstawiały ceny węgla za miesiąc-dwa a tym bardziej latem czy na jesieni
  • rząd wprowadza różne instrumenty niwelujące wzrost cen energii, np. obniżkę VAT i specjalne dodatki – jednak póki co tylko na I kwartał 2022, nie wiadomo jak to się rozwinie.

Poniżej zestawienie kosztów ogrzewania różnymi źródłami ciepła dla jakiegoś budynku według cen na 2022 rok, bez żadnych ulg i zniżek. Nie mają znaczenia parametry tego budynku – chodzi mi bardziej o przedstawienie proporcji i kolejności.

  • Najtańsze jest ogrzewanie drewnem – przy czym jest to drewno po cenie marketowej a więc wysokiej. Drewno ma tę unikalną i ogromną zaletę, że można je pozyskać tanio, taniej, jeszcze taniej a nawet za prawie-darmo.
  • Dalej: gruntowa pompa ciepła. Bardzo fajna rzecz, taniutka w eksploatacji – szkoda, że taka droga w wykonaniu, ale i tutaj jest pewne wyjście awaryjne, które niedługo opiszę.
  • Kolejne w stawce są: kocioł węglowy bez podajnika, powietrzna pompa ciepła oraz kocioł podajnikowy na węgiel ekogroszek. Różnią się w kosztach grzania o kilkanaście procent. Mimo wzrostu cen, węgiel pozostaje jednym z najtańszych źródeł ciepła (o ile nie będzie chciało być gorzej).
  • Ogrzewanie olejem lub gazem propanem – dawniej zamykało stawkę, teraz to środek zestawienia. W zasadzie wynika to z braku danych. Są to paliwa, które kupuje się w zapasie przed sezonem grzewczym. Nie wiadomo, jakie te ceny będą. Na ten moment źródła internetowe nie pokazują wielkich wzrostów, ale może to ja nie potrafię znaleźć dobrych danych, bo nie jestem z tej bajki.
  • Największe zaskoczenie teraz – ogrzewanie gazowe odleciało w kosmos i zbliżyło się cenowo do prądu w II taryfie. W stosunku do stanu z początku roku 2021, gdzie ceny gazu notowały historyczne minimum – wzrost jest ponad trzykrotny.

2022

Ten sam budynek ale ceny energii z dawnych dobrych czasów (2020-21)

Kto ogrzewa dom od co najmniej 20 lat, ten nie jest zaskoczony – huśtawka cen różnych paliw to nic nowego. Dlatego jeśli tylko jest możliwość, warto mieć w domu przynajmniej dwa źródła energii. Kiedyś to było proste. Niestety obecnie są miejsca w kraju, gdzie uchwały antysmogowe zabraniają posiadania kotła na drewno czy nawet kominka jako awaryjnego źródła ciepła. Dozwolony jest praktycznie tylko gaz – którego cena właśnie wystrzeliła w kosmos...

Lata temu, gdy trwały prace nad poszczególnymi uchwałami antysmogowymi – biorąc udział w konsultacjach alarmowałem, że potkną się one o własne nogi z powodu narzucania ludziom kosztów ogrzewania ponad ich siły. Nikogo to nie interesowało – tylko smog jest ważny, ma zniknąć bez względu na koszty. Teraz takie myślenie się zemści: wdrożenie uchwał antysmogowych może się koncertowo wyłożyć, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przejdzie na źródło ciepła o którym wie, że nie będzie w stanie sprostać jego kosztom.
Z drugiej strony ta sytuacja to szansa, że aspekt ekonomiczny w walce ze smogiem zostanie w końcu dostrzeżony i poprawa jakości powietrza z projektu biznesowego przejdzie bardziej w misję ratunkową.

Kto tylko ma taką opcję – warto mieć możliwość choćby awaryjnego dogrzewania drewnem. Nigdy dość przypominania: drewno to OZE – w Europie dotowane i promowane. Spójrzmy tylko na niemiecki odpowiednik programu "Czyste powietrze": dominują w nim dopłaty do biomasy a jednak kraj nie słynie ze smogu. To wszystko kwestia jakości spalania – w Niemczech już kilkanaście lat temu nie można było wypuścić na rynek prymitywnych skrzyń do utylizacji drewna. U nas ukrócono to dopiero kilka lat temu.

21 myśli nt. „Drewno najtańszym źródłem ciepła na 2022 rok

  1. Suchy

    Polska powinna tak gospodarować energia i mieć rozbudowane sieci energetyczne atom węgiel gaz łupkowy żeby każdy mógł ogrzewać prądem za grosze ale u nas wiadomo dalej komuna wystarczy zobaczyć że dzisiaj są paszporty covidowe dawniej były partyjne. Koryto te same tylko świnie się zmieniły

    Odpowiedz
    1. Darek

      Nie da sie ogrzać Polski prądem. Nawet Francja ze znacznie cieplejszym klimatem ma z tym problem. Wystarczy, że ostatnio mają lekki mróz w nocy i już potrzebują 80 GW których nie mają więc importują ponad 10 GW. A w Polsce moc niezbędna do ogrzewania jest znacznie wieksza. Tylko ciepłownie wymagają prawie 60 GW w czasie mrozów. Do tego dochodzi dodatkowy popyt na prąd który wtedy jest już niemal 10 GW wyższy niż latem. A gdzie miejsce na miliony domów z których każdy potrzebuje kilka-kilkanaście kW?

      Nawet po masowej i dobrej termomodernizacji należałoby 2x zwiększyć moc w naszym systemie. Moc którą w znacznym stopniu będziemy potrzebowali kilka godzin w roku. I to tylko mroźnym roku. Kto poniesie koszt wybudowania elektrowni która nie ma żadnych szans na amortyzację. Mityczne "państwo" czyli podatnicy? A może wpisze się to w rachunki na prąd jak "opłatę mocową" która nota bene w 2022r też wzrośnie? Kto udźwignie tego typu obciązenie i w imię czego?

      Odpowiedz
    1. Darek

      To efekt wiary we własną propagandę. Tak długo przekonywali ludzi, ze atom jest tani, ze nie zauważaja wyjątkowej drożyzny w krajach gdzie dominuje. Szczególnym przypadkiem jest Francja, od dłuższego czasu ceny na giełdzie są tam 2x wyższe niż w Polsce. Najwyższe w Europie! Nie trzeba żadnego kryzysu aby atom był drogi. Prąd dla klientów indywidualnych we Francji kosztuje więcej niż w Polsce. W przypadku II-giej taryfy różnica jest mniej wiecej 2x. A kilkanaście lat temu ceny były niemal 1:1.

      Kontrakt różnicowy w UK przewiduje ok. 100 funtów za MWh z atomu. To znacznie więcej niż średnia cena prądu w Polsce w obecnym wyjątkowo drogim roku. Nawet niemal 100 euro za tonę CO2 nie spowoduje, że prad z atomu będzie tańszy od węgla. Zwłaszcza spalonego w elektrociepłowniach gdzie poza prądem dostajemy także coraz droższe ciepło. To oznacza wysoką sprawnosć i ok. 2x niższą emisję CO2 w przeliczeniu na MWh niż z elektrowni. Tyle tylko, że elektrociepłownie węglowe z powodu cen CO2 są zamieniane na "mniej emisyjne" ciepłownie gazowe.

      Odpowiedz
  2. TTTT

    Drewno jest wspaniałe. Praca z nim to lepsze niż siłownia. Ale niestety nie mamy w kraju tradycji (dobrej) , dobrego spalania drewna. Robimy to czesto źle, mokre drewno, brak powietrza do spalania (i to zewnętrznego). Marnujemy w ten sposób wiele opału.

    Odpowiedz
  3. Rafał

    Ja mam jedno pytanie. Być może ktoś będzie potrafił mi odpowiedzieć.

    Skoro w Krakowie jest całkowity zakaz palenia węglem, drewnem. Podobno nawet grilla czy ogniska nie można tam rozpalić. To dlaczego Kraków jest kolejną zimę na szczycie listy najbardziej zakopconych miast na świecie? Czyżby jednak ogrzewanie domów nie miało aż tak gigantycznego znaczenia dla powstawania smogu? A, patrząc na przykład Krakowa, czemu na Śląsku chcą mi, do końca dekady, również zakazać węgla, skoro Katowice nie są wymieniane wśród najbardziej zatrutych miast (ja na taką informację nie natrafiłem).

    Inna sprawa, że przy tych cenach węgla, mój tegoroczny zakup ekogroszku, był chyba moim ostatnim w życiu.

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Czyżby jednak ogrzewanie domów nie miało aż tak gigantycznego znaczenia dla powstawania smogu?

      Ogrzewanie w Krakowie nie miało aż tak wielkiego wpływu.
      Co teraz ma wpływ i w jakim stopniu – trzeba by kopać po publikacjach naukowych albo GIOŚ, bo tam są fakty a w mediach i u aktywistów jest polityka, mówią to co im obecnie najbardziej służy.

      A, patrząc na przykład Krakowa, czemu na Śląsku chcą mi, do końca dekady, również zakazać węgla, skoro Katowice nie są wymieniane wśród najbardziej zatrutych miast (ja na taką informację nie natrafiłem).

      To że akurat Katowice nie są na liście miejsc gdzie jest tragicznie to nie znaczy że tam jest dobrze. A w wielu miejscach na Śląsku jest tragicznie. Poza tymi miejscami jest "tylko" źle.
      asdf
      Branża węglowa nie próbuje nic z tym zrobić. Wymarzona wręcz sytuacja, zieloni nawet nie muszą walczyć, ludzie sami wywalą brudny śmierdzący węgiel na śmietnik historii po prostu wybierając coś innego, przyjemniejszego a niewiele droższego.

      Odpowiedz
    2. Tomasz M

      Akurat ograniczenia spalania w dużych miastach jest sensowne i konieczne. Miejska sieć ciepłownicza to powinien być standard. Kraków zawsze będzie dotknięty smogiem, chyba że przeniosą całe miasto w lepsze miejsce. Niestety położenie w niecce powoduje że pyły w sytuacji gdy nie ma wystarczająco silnego wiatru i odpadów kumulują się.
      Ja mam lepsze pytanie: dlaczego leśniczy w borach tucholskich nie będzie mógł palić drewnem? Jaki smog nasi samorządowcy chcą zwalczać w lesie? Trochę to przypomina walkę z koronawirusem przy pomocy zakazu wstępu do lasu podczas pandemii.
      Łatwiej byłoby znaleźć w polskim lesie białą truflę niż smog i koraonawirusa.

      Odpowiedz
    3. Darek

      Na stronie GIOS można zobaczyć, ze największe zanieczyszczenie w 2021r było w Krakowie na al. Krasińskiego. To klasyczny smog komunikacyjny który nie ma nic wspólnego z ogrzewaniem. Aby nie było niedomówień - największe zanieczyszczenie w Polsce! W porównaniu z tą ulicą ślaskie miasteczka są krystalicznie czyte i to nie jest przesada. Nie patrzeć na zmanipulowane "raporty" PAS gdzie Krakowa nie ma. Prawdziwe dane są na stronie GIOS ale w odróżnieniu od "raportu" PAS nie są tak masowo kolportowane przez media więc mit o sukcesie zakazu paliw stałych ma się coraz lepiej.

      Odpowiedz
      1. Wojciech Treter Autor wpisu

        W porównaniu z tą ulicą ślaskie miasteczka są krystalicznie czyte i to nie jest przesada.

        W dziedzinie smogu komunikacyjnego – możliwe.
        Bo pod względem smogu w ogóle – nie sądzę żeby w krk było gorzej niż:
        asdf

  4. Suchy

    To, że samochód elektryczny nie posiada rury wydechowej, nie oznacza jednak, że zastosowana
    technologia jest czysta. W końcu prąd, którym ładujemy akumulatory, gdzieś musiał być
    wyprodukowany. W warunkach polskich to niemal na pewno oznacza energię pochodzącą ze spalania
    węgla. Marcin Popkiewicz w komentarzu do książki MacKaya szacuje, że w naszych warunkach na
    każdą kilowatogodzinę prądu przypada emisja 1 kg CO2. Zatem przejechanie samochodem
    elektrycznym 100 km generuje 20 kg CO2. Tyle samo, ile spora benzynowa terenówka.
    To nie koniec złych informacji. Okazuje się bowiem, że produkcja jednej baterii do samochodu marki
    Tesla uwalnia do atmosfery tyle dwutlenku węgla, ile 8 lat jazdy samochodem na benzynę.
    Baterie a środowisko
    Szwedzkie agencje transportu i energetyki zleciły krajowemu Instytutowi Badań nad Środowiskiem
    (IVL) zmierzenie wpływu, jaki wywiera na klimat cykl życia samochodowych baterii. Naukowcy
    przeprowadzili meta-analizę dotychczasowych badań, z których wynika, iż produkcja baterii
    powoduje wysokie emisje gazów cieplarnianych. Każda kilowatogodzina pojemności odpowiada
    uwolnieniu 150-200 kilogramów dwutlenku węgla. W równym stopniu winę za to ponoszą
    eksploatacja surowców i proces wykonania.
    Samochód elektryczny Tesla S. wyposażony w baterie o mocy 100 kWh pozostawia ślad węglowy
    wielkości 17.5 tony CO2, zanim ktokolwiek zacznie nim jeździć. To ponad dwukrotność śladu
    węglowego, jaki pozostawia przeciętny Polak w ciągu roku.

    Odpowiedz
  5. Wlkp

    Liczę, że uruchomienie Baltic Pipe ustabilizuje ceny gazu. Czyli jeszcze rok takiej drożyzny. Ale w następnym domu tylko kocioł na drewno. W obecnym nie mam nawet komina :/
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  6. Darek

    Gdy potrzy się na dane GIOS w Krakowie al. Krasińskiego i Śląsku to zależy co się porównuje. Jednogodzinne epizody smogowe PM10 w kilku śląskich miastach były większe. Np. w Krakowie bez mała 400 mikrogramów, a w Rybniku ponad 500. Jednak maksimum dobowe nigdzie na Śląsku nie było tak wysokie. W najbardziej zanieczyszczonym śląskim jakim są Goczałkowice o 4 mikrogramy mniejsze. Średnia roczna dla PM10 w tej chwili: Kraków 44.4, a Goczałkowiece 36.8. Norma wynosi 40 mikrogram czyli Kraków (być może jako jedyne miasto w Polsce) z pewnością ją przekroczy, a w Goczałkowicach nie ma szans. W Krakowie do tej pory 96x przekroczono normę dobową co jest krajowym rekordem. W Goczałkowicach 70x.

    PAS porównuje przeniesienie punktu pomiarowego w małopolskim Nowym Targu do "stłuczenia termometru". Niby tylko wtedy może tam być czyściej. Niestety dane GIOS są przeciwko nim. Do czasu przeniesienia pomiarów w inne miejsce w Nowym Targu mieli 68x przekroczoną dobową. Pomiary w starej lokacji przerwano 5-go grudnia czyli nawet gdyby po tej dacie codziennie przekraczano normę dobową i tak Kraków byłby gorszy. To samo dotyczy średniorocznej bo w chwili przerwanoa pomiarów Nowy Targ był daleko od normy, a Kraków już ją znacząco przekroczył. Nieco gorzej było tylko w przypadku max jednogodzinnych i dobowych ale nieznacznie. Nie da się udowadnić tezy jakoby Kraków dzieki zakazowi stał sie czysty, a inne miasta Małopolski czy Śląska to brudasy. Sukces PAS wynika z uśredniania pomiaru w Krakowie z wielu punktów. W ten sposób sami "stłukli termometr", bez tego byłoby kiepsko. W 2021r Kraków al. Krasińskiego w wielu parametrach będzie na 1-szym miejscu w Polsce. Najbardziej zanieczyszczonych oczywiscie.

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Niestety dane GIOS są przeciwko nim.

      Rację ma ten kogo pismaki dopuszczą na poczytne łamy. Może pleść totalne bzdury, nieważne.

      Sukces PAS wynika z uśredniania pomiaru w Krakowie z wielu punktów.

      Jak inaczej (i rzetelniej) porównać miasto z jedną stacją do miast z wieloma stacjami? Najlepiej by było po prostu porównywać stacje.

      Odpowiedz
  7. Darek

    W UE sa ściśle określone zasady których każde państwo musi przestrzegać. Przede wszystkim jest zakaz jakiegokolwiek uśredniania pomiarów z wielu stacji. Gdy kilka lat temu próbowała to robić Belgia KE ich po prostu ukarała. Każda stacja musi być traktowana oddzielnie ale aby ułatwić porównania jest podział na strefy. W Polsce sa to wszystkie województwa i miasta powyżej 100 tys mieszkańców. Np. w Małopolsce jedną strefa jest województwo, a oddzielnymi Kraków i Tarnów. Wiosną dokonuje się analizy pomiarów w ramach województw, a jesienia GIOS publikuje zbiorczy raport o zanieczyszczeniach w strefach. Za 2020r dawno jest dostępny na stronie GIOS ale PAS nie za bardzo chce go nagłośnić, "nieco" niewygodny dla ich propagandy. Nawiasem mówiąc za 2021r będzie jeszcze mniej pasujacy.

    Zasady porównań są takie same w całej UE. Przede wszystkim identyczne są normy średnioroczne dla PM10, PM2.5, NO2, BaP. Są też limity przekroczeń norm dobowych dla PM10 oraz 8h dla ozonu w ciagu roku. W przypadku NO2 oraz O3 unia wyznacza także poziomy informowania o zanieczyszczeniu oraz alarmowe. Nawiasem mówiąc latem 2021r mieliśmy w Polsce tylko jedno przekroczenie w/w unijnych poziomów dla O3 u "lidera walki ze smogiem". Kogoś zdziwi, że miejscowy alarm smogowy oraz media nie raczyli o tym poinformować? Chociaż nazwa poziom INFORMOWANIA mówi o celu wprowadzenia tych limitów?

    Manipulacja PAS polaega na tym, że nie stosują w/w unijnych wytycznych ale jak im pasuje to chętnie walą po oczach czerwonymi mapami GIOS czy EEA. Bo wystarczy, że na jednym punkcie pomiarowym w strefie przekroczy sie dopuszcalny limit i cała jest zaznaczana na czerwono. I dla całej strefy należy opracowac program ochrony powietrza. Tylko zielone strefy nie muszą ich robić. Np. w ubiegłym roku jedynie w Nowym Targu przekroczono średnioroczną dla PM10 i z tego powodu cała strefa małopolska była czerwona. Jako jedyna w tej kategorii na mapie Polski. Ale to nie oznacza, ze Kraków był cztystszy bo wiele punktów pomiarowych w Małopolsce miało mniejsze steżenia PM10. Po uśrednieniu byłoby OK.

    Po prostu takie są zasady i nie wolno ich naginac. Albo do porównań zawsze stosujemy normę unijną albo zawsze bawimy sie w uśrednianie. Ale jak napisałem wtedy Małopolska nie byłaby czerwona. Dlatego PAS robi jak jest wygodniej: gdy w/g ich zasad Małopolska czy Śląsk wypadnie zbyt czysty to powołują się na strefy GIOS. Jak robią własne tabele i mapy to Kraków z nich znika chociaż w podsumowaniu GIOS świeci na czerwono. W 2020r miali przekroczenia dobowych PM10, średniorocznej PM2.5, BaP oraz NO2. W ostatniej kategorii jako jedno z dwu miejsc w Polsce, drugą aglomeracja górnośląska z przekroczeniem w Katowicach. Średniorocznej PM10 nie przekroczono w Krakowie tylko i wyłacznie z powodu lockdownu i zatrzymania na pewien czas ruchu samochodów.

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      To profesjonaliści. Wiedzą jak osiągać swoje cele.
      Mnie się nawet nie chce tego ruszać. Natyram się za darmo opisując sprawę w detalach a i tak nikt nie zauważy. Podczas gdy kłamstwa PAS będą kolportowane masowo.

      Odpowiedz
      1. Darek

        Na szczęście ja jestem "wolnym strzelcem" i mogę bezkarnie komentować każdą bzdurę rodem z PAS. Jest to bardzo proste, wystarczy cytować GIOS. Proponuję ściągnąć raport roczny gdzie opisali zanieczyszczenia w strefach w 2020r i go pokazać. Albo sięgnąć głębiej do EEA które niedawno opublikowało dwa raporty. Jeden dotyczy wpływu zanieczyszczen na zdrowie mieszkańców Europy, a drugi o podstawowych zanieczyszczeniach jak PM10, PM2.5, BaP, NO2 i O3. Wystarczy cytować w/w bez odnoszenia się do tego co pokazuje PAS aby każdy myślący człowiek odnalazł prawdę. Do zindokrynowanych nigdy się nie dotrze więc szkoda czasu.

      2. Wojciech Treter Autor wpisu

        Możliwe że PAS manipuluje co by Kraków dobrze wypadł, ale jak się to naprostuje to ogólny obraz wyłaniający się z danych GIOŚ pozostaje niezmienny: w większości kraju jest syf i pochodzi on głównie z domowych kominów. W Krakowie – tych okołokrakowskich.
        adsf
        Parę lat temu badałem temat b(a)p – były duże różnice w wynikach w Zgorzelcu/Goerlitz, gdzie stacja PL jest oddalona od DE od jakieś 3km. Wyszło że jest wiele różnic w częstotliwości i metodyce pomiarów, które być może wpływają na wyniki w taki sposób, że w PL są zawyżone i/lub w DE są zaniżone. Ale uznałem, że nie ma co tego ruszać, bo te różnice nie zmieniają zasadniczego faktu, że u nas syf jest dramatyczny.

  8. Tomasz

    Dosyć mocno przeraził mnie Pan tym wzrostem cen gazu. Co prawda co rusz słyszymy o wzrostach, ale nie bardzo jest czas by zajrzeć do taryf. Sytuacja dla nas jest o tyle trudna, że mamy prognozę do kwietnia. Ostatnie 8 lat(tyle mieszkamy w nowym domu) nie było z tym problemu. Albo taniało, albo "gazownicy" robili za duże prognozy. Dopłat nie było. W tym roku może być szokująco.
    Wychowałem się w domu, gdzie paliło się węglem lub drewnem(było łatwo dostępne ze względu na pracę ojca-przemysł drzewny). Z zazdrością patrzyliśmy na rodzinę w Niemczech, gdzie "od zawsze" mieli gaz. W czasie budowy domu rozpatrywałem ekogroszek, ale na szczęście teściowa przekonała mnie do gazu. Z tego co sprawdzałem na wiosnę 2021 był on tańszy niż w 2014. W tym czasie pozostałe paliwa raczej drożały. Oczywiście, że ważne jest tu i teraz. Pozostaje jednak pytanie jak kształtowały się ceny dajmy na to przez 10 lat.
    Mamy też kominek. Wielokrotne próby "litrażowania" wskazywały raczej, że średnio się to palenie opłaca. Oczywiście kominek ma jakąś okrutną sprawność, ale w wielu domach był zamontowany po to by „grzanie gazem wychodziło nie za drogo”. Na moje oko przez ostatnie 8 lat wychodziło to na jedno. Wiele wskazuje, że w roku 2022 z drewnem trzeba będzie się lepiej zapoznać.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  9. Darek

    O ile dane GIOS wynikają bezpiośrednio z pomiarów i należy brać je dosłownie to udział poszczególnych źródeł jest tylko i wyłącznie szacunkowy. Na dodatek metoda raportowania sprawia, że błędy w tych szacunkach zaczynają sie na siebie nakładać. Na stronie GIOS są dane nt. przekroczeń poziomów informowania i alrmowego. Można zobaczyć szczegóły gdzie WIOS określa przyczynę. Np. 11-go listopada na Krasińskiego za przyczyny podano: S14 warunki rozprzestrzeniania, S1 i S2 ruch pojazdów oraz S5 indywidualne ogrzewanie. Sęk w tym, że mierząca miejskie tło stacja na Bujaka miała wtedy znacznie mniejsze stężenie pyłów co sugeruje brak napływu PM z zewnątrz. Nie było też typowego dla spalania węgla składnika czyli SO2. Wzrost poziomu zanieczyszczeń rozpoczął sie o 23-ciej poprzedniego dnia czyli trochę późno, no i było dosyć ciepło. Nic nie przemawia za ogrzewaniem z obwarzanka.

    Ale jak się popatrzy na inne krakowskie stacje sprawa wygląda inaczej. O 17-tej 10-go na Bujaka był gwałtowny wzrost PM10 połączony ze wzrostem NO2 (aż 100 mikrogram). Ten gaz pokazuje nateżenie ruchu samochodowego. Najwyraźniej w przedświąteczny dzień mieszkańcy Krakowa wieczorem 10-go masowo odpalili samochody. To wystarczyło aby przy braku wiatru i ekstremalnie niskim poziomie ozonu wszelkie pyły zawisły w powietrzu i zostały tam na długo. Umiarkowany ruch na Krasińskiego (NO2 było niskie jak na ten punkt, "tylko" 90) wystarczył aby doszło do przekroczenia poziomu informowania.

    Czyli tego konkretnego dnia nie ma żadnej poszlaki wskazujacej na ogrzewanie ale WIOS standardowo dodał je do listy powodów. To nie pierwszy przypadek wstawienia wydumanej przyczyny. I nie tylko w PM widac takie coś. Z jednej strony mamy pewne pomiary, a z drugiej szacunki oparte na mało wiarygodnych w konfrontacji z pomiarami powodach zanieczyszczenia.

    Wskaźnikiem spalania węgla jest SO2, paliwa stałe generują wysokie wartości BaP. Jeżeli w danej lokacji nie ma w/w to znaczy, że spalanie paliw stałych nie zwiększa PM. Z kolei ruch pojazdów generuje NO2, wysokie stężenie tego gazu wskazuje, że PM pochodzą z transportu. Al. Krasińskiego w Krakowie oraz stacja mierząca miejskie tło wyraźnie pokazują wysokie stężenia NO2 przy niskich SO2 i BaP. Z tego powodu wyciagam jednoznaczny wniosek, że obwarzanek w nikłym stopniu wpływa na gigantyczne zanieczyszczanie Krakowa. Jak podkrakowskie gminy zlikwidują paliwa stałe prawie nic sie nie zmieni. Ale nawet wtedy antysmogowcy nie przyznają sie do błędu tylko bedą wmawiali napływ zanieczyszczeń z Nowego Targu lub Katowic.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.