W lesie kopcących kominów prawie nikt nie spala śmieci

Mnóst­wo ludzi szcz­erze się dzi­wi widząc, że węgiel i drewno mogą kop­cić tak, że świa­ta nie widać. “A bo my myśleli, że węgiel to się zawsze pali bez dymu a ten smród to musi być ze śmieci” – nierzad­ko słyszę przy piecu na pokazie od tych, co nigdy lub dłużej nie mieli w ręku szu­fli.

Ten stereo­typ jest moc­ny, ale już zaczy­na się chwiać. Im szy­b­ciej runie i wresz­cie dotrze do ludzi (zwykłych jak i tych decyzyjnych), że naj­gorsze i najpowszech­niejsze zadymie­nie to efek­ty kiep­skiego spala­nia węgla i drew­na – tym szy­b­ciej będzie moż­na prob­lem zlik­wid­ować. Obec­na wal­ka ze śmieciowym cho­chołem nic nie daje nawet gdy jest prowad­zona przyz­woicie, bo z błęd­ną diag­nozą nie da się wyleczyć nawet kataru.

Od dawna wiadomo że kontrole nie trafiają w problem

Od lat pow­tarzam to, co widać w statystykach dowol­nych Straży Miejs­kich, ale nikt tego widzieć nie chce: przytłacza­ją­ca więk­szość, zwyk­le ok. 90% kon­troli, wezwanych prze­cież do wściek­le kopcącego kom­i­na, nie wykry­wa tam spala­nia odpadów, a więc nie ma za co wys­taw­ić man­datu, a więc komin dalej kop­ci.

W nar­o­dzie panu­je przeko­nanie – nie wiado­mo skąd wzięte – jako­by dym pow­stawał tylko ze śmieci albo węgla “złej jakoś­ci” (mimo że każdy węgiel w Polsce zaw­iera w sobie sub­stanc­je, z których może pow­stać dym, jeśli nie zostaną spalone). Tak samo myślą od pod­lask­iego gum­na po pałac prezy­denc­ki – nie ma niko­go ze stosowną wiedzą i posłuchem, kto by choć próbował to napros­tować.

A prze­cież sprawa jest tak banal­na. Dla ekspery­men­tal­nej wery­fikacji, czy naj­gorszy syf pow­sta­je ze śmieci, czy z węgla/drewna, wystar­czy najprost­szy piec, worek węgla, worek śmieci. Jed­no i drugie doświad­czal­nie spal­ić, porów­nać efek­ty – i już wiado­mo.
Dawno bym taki ekspery­ment nagrał, ale zna­jąc życie kopal­nia ode­brała­by go jako ocz­er­ni­an­ie (he he) węgla, a inni – jako pro­mocję spala­nia śmieci, sko­ro pokazu­ję, że śmieci mniej dymią… 🙂

Nawet najlep­szy węgiel i drewno dymią, bo powszech­nie spala się je w naj­gorszy możli­wy sposób, który sam w sobie jest przy­czyną tegoż dymienia. Tak pros­ta rzecz a jak trud­no się z tym prze­bić przez fałdy igno­rancji i stereo­typów.

Niepraw­idłowo spalany węgiel sorty­men­tu orzech z kopal­ni Piast.

Lata lecą a statysty­ki Straży Miejs­kich pod tym wzglę­dem się nie zmieni­a­ją. Ba, wraz ze wzrostem licz­by kon­troli i natęże­niem medi­al­nej nagon­ki, odsetek “trafień” spa­daOto spra­woz­danie z dzi­ałal­noś­ci Straży Miejskiej w Katow­icach za 2018 rok:

  • 4429 kon­troli, z czego 1000 z wyko­rzys­taniem drona,
  • stwierd­zono 150 przy­pad­ków spala­nia odpadów (tak, sto pięćdziesiąt, tu nie zabrakło zera)

Całe 3,4% uciążli­wego kopce­nia pochodz­iło z kotłowni, w których spalano także odpady. Oznacza to, że 96% skon­trolowanych kotłowni kop­ci ucz­ci­wym węglem i drewnem – i (zazwyczaj) nic się z tym nie robi.

Mimo to autor spra­woz­da­nia jest z siebie zad­owolony:

Rea­sumu­jąc, w porów­na­niu do lat ubiegłych pomi­mo zin­ten­sy­fikowa­nia dzi­ałań kon­trol­nych z uży­ciem innowa­cyjnych tech­nik i sprzę­tu moż­na zauważyć ten­denc­je spad­kową w zakre­sie spala­nia odpadów. W lat­ach 2009–2014 wykry­wal­ność tego rodza­ju wykroczeń oscy­lowała na poziomie 16–10%, nato­mi­ast od 2015 roku do chwili obec­nej pro­cent osób spala­ją­cych odpady wynosi około 5% i wciąż ule­ga zmniejsze­niu.

Tyle się trąbi o spala­niu odpadów, kon­t­role śmi­ga­ją, więc nawet ci, co dotąd to robili – rezygnu­ją. I co? I nic – dalej jest las kopcą­cych kom­inów, bo nie w odpadach jest sed­no prob­le­mu. Jed­nak for­mal­nie, w statystykach, wszys­tko wyglą­da pięknie.

Czy coś jest nie tak ze skutecznością?

Z całą pewnoś­cią kon­t­role kotłowni nie wyła­pu­ją wszys­t­kich spala­ją­cych odpady. Ale najpraw­dopodob­niej wyła­pu­ją więk­szość. Twierdze­nie opier­am na danych o iloś­ci odpadów “znika­ją­cych” z sys­te­mu gospo­dar­ki odpada­mi w trak­cie zimy:

  • Ilość odpadów spalanych w domach jest sza­cow­ana różnie, zwyk­le w grani­cach 2 mil­ionów ton rocznie.
  • Równocześnie w ciągu zimy przez pol­skie kotłown­ie prze­wala się jakieś 20 mln ton węgla i drew­na.

Nie ma siły, aby to odpady były pod­stawą wsadu w więk­szoś­ci palenisk. Choć sam fakt spala­nia choć­by sym­bol­icznych iloś­ci odpadów zasługu­je na potępi­e­nie, to nie może to drze­wo przesła­ni­ać nam lasu – tego, że zasad­niczą część wsadu stanowi węgiel/drewno.

To nie jest tak, że kon­tro­la musi zła­pać delik­wen­ta za rękę trzy­ma­jącą kalosza, by stwierdz­ić, że tutaj spala się coś innego niż węgiel czy drewno.

  • tworzy­wa sztuczne spalane w więk­szych iloś­ci­ach dosłown­ie zale­wa­ją i zak­le­ja­ją kocioł, nie da się tego z niczym pomylić,
  • stare meble albo opony pozostaw­ia­ją stalowe ele­men­ty w popiele,
  • również z obserwacji tego, co w kotłowni albo w otocze­niu domu jest nagro­mad­zone, moż­na dom­niemy­wać, że tu może być spalane coś moc­no niezdrowego – i wciągnąć dany adres na krótką listę do ponownej kon­troli za czas jak­iś albo wyty­pować do kon­troli popi­ołu. Kon­t­role wcale nie muszą odby­wać się wyłącznie na pod­staw­ie zgłoszenia – mogą być losowe i spon­tan­iczne.

Co ciekawe, kon­t­role dron­a­mi wykry­wa­ją jeszcze mniej przy­pad­ków spala­nia odpadów niż te piesze – choć wydawało­by się, że powin­no raczej być odwrot­nie (gdy­by głównym prob­le­mem kon­troli pieszych było to, że przy­by­wa­ją nie w porę i po fak­cie).

Takie efek­ty kon­troli dronem wcale nie są porażką i nie oznacza­ją, że nie warto dronem latać. W końcu celem kon­troli jest zapo­b­ie­ganie spala­niu odpadów – a nie win­dowanie licz­by man­datów. Dron dzi­ała bardziej na pos­tra­ch – wystar­czy infor­ma­c­ja, że takie kon­t­role mogą być prowad­zone na rejonie w dowol­nym momen­cie, z zaskoczenia – i już u palą­cych odpady powin­na się zrodz­ić wąt­pli­wość, czy to aby warto ryzykować.

Domniemanie winy?

Jak­iś czas temu Pol­s­ki Alarm Smogowy wypuś­cił raport o stanie sys­te­mu kon­troli kotłowni. Istot­nie, sys­tem jest kulawy i ma wiele niedo­ciąg­nięć, które ten raport trafnie punk­tu­je. Ale jed­nocześnie autorzy stwarza­ją i umac­ni­a­ją (oparte tylko na domysłach) przeko­nanie jako­by tam, gdzie brak jest skutecznych kon­troli, ludzie palili głównie odpada­mi – mimo że statysty­ki z miejsc, gdzie kon­t­role dzi­ała­ją sprawnie, pokazu­ją coś dokład­nie odwrot­nego.

Wyglą­da na to, że wobec domowych palaczy pra­wo człowieka pt. “dom­nie­manie niewin­noś­ci” ule­ga zaw­iesze­niu a nawet odwróce­niu – jest dom­nie­manie winy wynika­jące z samego fak­tu, że masz kocioł czy piec, więc musisz być kimś bard­zo złym. A to bazu­je na pog­a­rdzie a nie przesłankach mery­to­rycznych.

Naukowa rzetel­ność nigdy nie była moc­ną stroną KAS/PAS, wystar­czy wspom­nieć:

Raport ten należy trak­tować raczej jako son­daż opinii. Metodologię moż­na streś­cić jed­nym zdaniem: popy­tal­iśmy wszys­t­kich, co myślą podob­nie – i nam przy­taknęli. Raport opiera się bowiem na son­dowa­niu urzęd­ników jakoś z tem­atem pow­iązanych oraz opini­ach “inter­nautów”, czyli częs­to ludzi zza firan­ki, którzy zgłasza­ją kopcącego sąsi­a­da i nie widzą tego efek­tów a są świę­cie przeko­nani, że sko­ro kop­ci, to musi śmieci pal­ić – i stąd się rodzi frus­trac­ja i jad, także pod adresem kon­trolu­ją­cych, nawet jeśli ci swo­je obow­iąz­ki wypeł­ni­a­ją rzetel­nie a delik­wen­ta nie ma za co ukarać (nat­u­ral­nie nie zawsze jest tak dobrze z tą rzetel­noś­cią i pre­ten­sje bywa­ją uza­sad­nione).

Autorzy zauważa­ją nis­ki pro­cent wykry­wal­noś­ci spala­nia odpadów w sto­sunku do licz­by kon­troli:

Moż­na mieć również spore zas­trzeże­nie do skutecznoś­ci real­i­zowanych kon­troli, a więc sto­sunku licz­by przeprowad­zonych kon­troli do licz­by kon­troli, które zakończyły się stwierdze­niem wykroczenia. Jest on gen­er­al­nie bard­zo nis­ki i oscy­lu­je wokół wartoś­ci 10%

Na tym jed­nak tem­at się ury­wa. Nie wiado­mo, dlaczego nazy­wa­ją to niską skutecznoś­cią. Nie przy­toczyli żad­nych danych, z których moż­na by wnioskować, że w rzeczy­wis­toś­ci więcej osób spala odpady, oraz jakie to mogą być licz­by. Nie o dokład­ność zresztą chodzi, ale żeby wyt­worzyć wraże­nie, że przez dzi­u­rawy sys­tem kon­troli prze­cieka więk­szość przy­pad­ków god­nych ukara­nia – wielu sfrus­trowanych sąsi­adów innego kopcącego sąsi­a­da temu przyk­laśnie, świę­cie nadal wierząc w dog­mat “dymią tylko śmieci”.

Nie napiszą prze­cież, że przy­czyną naj­gorszego dymu i smro­du jest powszechne kopce­nie węglem i drewnem, bo ich poli­tyką jest zakłamy­wanie tych fak­tów oraz pod­kopy­wanie wszel­kich prób cywili­zowa­nia spala­nia drew­na i węgla.

Oto jeden z przy­toc­zonych w rapor­cie opisów prob­lemów przy inter­wencji (pocię­ty na kawał­ki w celu sko­men­towa­nia):

- „5 razy pouc­zono sąsi­a­da dostał 1 man­dat w wysokoś­ci 100 zł,

Czyli widocznie za którymś pode­jś­ciem udało się znaleźć w piecu butelkę albo kap­cia.

stwierd­zono, że prob­le­mem jest nieod­powied­nie roz­palanie w piecu.

A więc pod butelką/kapciem były jeszcze ze dwa wiadra węgla i to one najwięk­szy syf powodowały zazwyczaj.

Zdarzenia udoku­men­towane szeregiem zdjęć dymu z kom­i­na.

Nie miał kto tej oso­bie wyjaśnić (a może nawet celowo była wkrę­cana), że dym to nie są automaty­cznie śmieci a kopce­nie węglem i drewnem jest legalne. O tym, dlaczego jest legalne, trze­ba by dysku­tować z ludź­mi, którzy takie normy napisali, że dopuszc­zono na rynek kopcące pudła. Ale jeszcze dzi­wniejsze jest dla mnie, że te same oso­by, które ter­az nasyła­ją na sąsi­a­da kon­t­role, musi­ały prze­cież widzieć i czuć taki sam syf 10 i więcej lat temu – i wtedy nie robiły wokół tego awan­tu­ry. Ja wiem, tzw. “wzrost świado­moś­ci”, jed­nak nie mogę przes­tać się z tego podśmiewać…

Zdrad­zono per­son­a­lia oso­by zgłasza­jącej prob­lem, co poskutkowało nieprzy­jem­noś­ci­a­mi ze strony sąsi­a­da wobec mnie. Od tego cza­su nie zgłaszam prob­lemów bo nie ma to sen­su.”

To jest kary­godne, ale nieste­ty – kiedy swój swo­jego kon­trolu­je – możli­we. Choć nawet bez tego moż­na się łat­wo domyślać, kto za sprawą stoi – prze­cież nie oso­ba z drugiego koń­ca mias­ta czy osied­la, ale ten najbliższy sąsi­ad, na którego zwyk­le idzie chmu­ra dymu. Od zawsze byłem zda­nia, że takie tem­aty powin­no się zaczy­nać rozwiązy­wać po dobro­ci, w kul­tur­al­nej roz­mowie z człowiekiem. No ale nie każdy ma dostate­cznie duże cojones.

Raport kończy się opisem dobrych prak­tyk przy prowadze­niu kon­troli kotłowni. O ile te zalece­nia są wszys­tkie razem słuszne, to nie ma tam nic na tem­at poprawnego pale­nia węglem i drewnem (nie żebym się spodziewał, że będzie ;)).

Sys­tem kon­troli kotłowni jest kulawy i dzi­u­rawy. Piękny, błyszczą­cy, dobrze naoli­wiony sys­tem – jest potrzeb­ny, ale nie zlik­widu­je prob­le­mu kopce­nia jeśli nie będzie zaw­ier­ał żad­nych propozy­cji dla osób, które kopcą, choć nie spala­ją odpadów.

Zmiana zaczyna się od dołu

Bezsens jałowych nalotów na kotłown­ie najlepiej dostrze­ga­ją ci, którzy te kon­t­role prowadzą. Przy­by­wa miejsc, w których samorzut­nie straże miejskie i gminne biorą się za nauczanie ludzi poprawnego pale­nia. To jest właśnie dro­ga do rozwiąza­nia zasad­niczej częś­ci prob­le­mu kopcą­cych kom­inów tu i ter­az.

Pokaz pale­nia w Gdyni prowad­zony przez tamte­jszą Straż Miejską. Fot. Lechosław Dzierżak.

Poniżej – grafi­ka zale­cana do inten­sy­wnego stosowa­nia w trak­cie kole­jnych “epi­zodów smogowych”, kiedy wszyscy zaczy­na­ją inten­sy­wnie biadolić, że som­si­ad znowu opon­a­mi pali i smog robi.

7 myśli nt. „W lesie kopcących kominów prawie nikt nie spala śmieci

  1. plm

    Grat­u­lu­ję kole­jnego ciekawego i ważnego wpisu. Wyko­rzys­tu­ję wiele zamieszc­zonych tutaj infor­ma­cji (dopiero od 5 lat spalam praw­idłowo) a także przekazu­ję wiedzę innym
    Wysłałem infor­ma­c­je do władz mojego mias­ta (nie mam jeszcze odpowiedzi czy wydruku­ją ulot­ki)
    Ostat­ni raport z kon­troli przez straż miejską z tego miesią­ca to 98 kon­troli i 0 spala­nia śmieci 🙂 a w mieś­cie w wielu miejs­cach “mgła” że nic nie widać. Jak infor­mu­ję ludzi że to nie musi być wina spala­nia śmieci a zły sposób pale­nia to więk­szość się dzi­wi

    Odpowiedz
  2. Marmark

    Juze­fie,

    Na pier­wszym zdję­ciu powinieneś pokazać jak się pali “dobry” węgiel, a nie “chudy” Piast.
    Ja aktu­al­nie palę Bobrkiem — jest całkiem OK (taki “tłuś­ci­ut­ki”).
    Wychodząc do pra­cy podrzu­cam jakieś 10 kg. Patrzę na komin i co widzę ? NIC.
    Co praw­da mam dol­ni­a­ka (gór­ni­ak prze­r­o­biony kilko­ma szamotka­mi), ale nie doszedłbym do takiej czys­toś­ci spala­nia bez edukacji. Zresztą zaczy­nal­iśmy mniej więcej w tym samym okre­sie na “eko­nom­icznym spala­niu.…”. To już chy­ba będzie ze 12 lat:-) Piszę o tym po to, żeby uświadomić ewen­tu­al­nym kry­tykan­tom, że nie urwałeś się nagle (wczo­raj) z choin­ki, a gdy­by chci­ało im się czy­tać (dodatkowo “forum o ogrze­wa­niu”) to może dotarło by do nich, że to to piszesz jest poparte doświad­czeni­a­mi setek, a może tysię­cy innych osób, które wykon­ały nie­zlic­zoną ilość ekspery­men­tów.
    A niek­tóre z nich nawet przy pomo­cy legal­i­zowanych instru­men­tów.

    Odpowiedz
  3. Mtdeusz

    Dow­al Sośni­cy albo Ryduł­towy to będzie dowało.
    Los wungla już przesądz­iła UE.
    U niek­tórych dzi­ała u innych nie bo np. mają komin śred­ni­cy paty­cz­ka do liza­ka.

    Odpowiedz
  4. Obserwator

    Ciekawe, co by się stało, gdy­by 20 mln Polaków wysłać do Wenezueli. Tam by nie musieli pal­ić, bo cały rok ciepło. Pytanie, czy potrafil­i­by się odnaleźć w tamtej rzeczy­wis­toś­ci. W kra­ju było­by za to znacznie mniej smogu…
    Odpady umieszc­zone pod kilko­ma cen­tymetra­mi węgla roz­palanego od góry odga­zowały­by się i spal­iły bez dymu.
    Czyli paradok­sal­nie ten, co pali odpada­mi współprą­dowo ma mniejszą szan­sę na kon­trolę SM niż ten, kto pali węglem prze­ci­w­prą­dowo 🙂
    W poważnych kra­jach ze śmieci robią użytek, a u nas nie potrafią:
    https://rynek-ciepla.cire.pl/pliki/2/ec_sprzez.pdf

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.