Smog to nie wina śmieci lecz kopcenia węglem i drewnem

Incy­dent smo­gowy z początku listo­pada po raz pierw­szy został zauwa­żony przez szer­szą publikę. Temat wje­chał na czo­łówki mediów i zaraz poja­wiły się wyja­śnie­nia tego stanu rze­czy. Kra­kow­scy urzęd­nicy naj­pierw tłu­ma­czyli się zni­czami a potem wyto­czono oczy­wi­stą oczy­wi­stość, że to prze­cież wszystko wina pale­nia śmieci w domo­wych pie­cach. Wbrew pozo­rom oba te tłu­ma­cze­nia są rów­nie błędne. Spa­la­nie śmieci to pro­blem innego rodzaju. Zasad­ni­cza dawka pyłów z domo­wych komi­nów to efekt kop­ce­nia węglem i drew­nem. Doj­ście do takiego wnio­sku nie­któ­rych mogłoby zasmu­cić, bo to ozna­cza, że kon­tro­lami wiele się tu nie wskóra. Trzeba by w końcu zacząć uczyć ludzi pra­wi­dło­wego pale­nia, a to jak widać na razie nie leży w niczyim interesie.

Skąd ten smog

Co takiego się stało, że aku­rat w pierw­szym tygo­dniu listo­pada poziom zanie­czysz­cze­nia powie­trza w całej połu­dnio­wej czę­ści Pol­ski prze­kra­czał poziomy ostrze­gaw­cze oraz lokalne, prze­waż­nie nie­chlubne stan­dardy? Gdyby to był sty­czeń, można by doko­pać kop­ciu­chom, ale prze­cież jak na listo­pad było bar­dzo cie­płonp. dla Kra­kowa śred­nia tem­pe­ra­tura dobowa wyno­siła 6-7st.C a mak­sy­malna ok. 15st.C.

Fatalną jakość powie­trza spo­wo­do­wała wła­śnie cie­pła i sło­neczna wyżowa pogoda. Temu typowi pogody towa­rzy­szyło silne i dłu­go­trwałe zja­wi­sko inwer­sji tem­pe­ra­tury: przy ziemi było zimno, a im wyżej, tym cie­plej. Czyli odwrot­nie niż zwy­kle, co powo­duje zastój powie­trza i kon­cen­tra­cję wszel­kich zanie­czysz­czeń w przy­ziem­nej war­stwie powie­trza niczym pod szklaną kopułą. Inwer­sja zimą, zwłasz­cza lokal­nie, wystę­puje nagmin­nie, ale w podob­nym natę­że­niu i na tak dużym obsza­rze zda­rza się raz na parę lat.

Skąd smog w mediach

O ile przy­czyna “tech­niczna” tego incy­dentu smo­go­wego jest w miarę jasna, to zro­zu­mieć czemu aku­rat tym razem temat tak bar­dzo wypły­nął w mediach nie jest tak łatwo. W końcu wcze­śniej wie­lo­krot­nie zda­rzały się nawet wyż­sze prze­kro­cze­nia ilo­ści syfu w powie­trzu i na pewno cze­kają nas podobne sytu­acje jesz­cze tej zimy.

krakowskiepowietrze

Krą­żąca po Inter­ne­cie oko­licz­no­ściowa wido­kówka z Krakowa

Lawinę uru­cho­mił praw­do­po­dob­nie Kra­kow­ski Alarm Smo­gowy. Po jego naci­skach mia­sto z opóź­nie­niem i z opo­rami wydało ostrze­że­nie o złej jako­ści powie­trza. Wtedy też infor­ma­cja poszła w kraj i poja­wiła się w ogól­no­pol­skich mediach. Lud pod­chwy­cił wątek pt. “w Kra­ko­wie smog ludzi mor­duje”. Głów­nie na Kra­ko­wie sku­piła się uwaga opi­nii publicz­nej, mimo że podobne prze­kro­cze­nia norm wystę­po­wały od Mało­pol­ski przez Góry Śląsk aż po Dolny Śląsk.

Zna­mienne jest też, że poziom ostrze­gaw­czy zapy­le­nia powie­trza to u nas 200µg/m3 a poziom alar­mowy, przy któ­rym trzeba by już pod­jąć realne dzia­ła­nia jak np. ogra­ni­cze­nia w ruchu aut czy ogrze­wa­niu domów — 300µg/m3. W Euro­pie Zachod­niej poziom ostrze­gaw­czy to 50µg/m3 (i już po jego prze­kro­cze­niu ogra­ni­cza się ruch aut) a poziom alar­mowy to 80µg/m3! U nas zej­ście do takich war­to­ści zimą to pozy­tywny wyjątek…

Nie­stety to nie wina śmieci

Dla laika logicz­nym wydaje się tłu­ma­cze­nie, że głów­nym wino­wajcą smogu są kop­cące domowe kominy. To pro­ste: łatwiej zauwa­żyć jeden rzy­ga­jący dymem dom niż dzie­sięć kop­cą­cych die­sli, które być może razem pro­du­kują wię­cej tru­cizn, ale w spo­sób mniej spek­ta­ku­larny. A jeśli na doda­tek die­sel jest swój, a kopci komin sąsiada — to już wia­domo kogo należy ścigać.

Czemu ludzie kopcą? Laik nie ma poję­cia, że takie samo paliwo można spa­lić na wiele spo­so­bów i z bar­dzo róż­nym efek­tem. Muszą ist­nieć jakieś złe paliwa, które kopcą. Istot­nie, zna­le­ziono takie: to rze­komo śmieci i złej jako­ści węgiel.

Nie zamie­rzam tu wybie­lać pro­ce­deru spa­la­nia śmieci, ale poka­zać, że jest on źle rozu­miany i wyol­brzy­miany. Laik w każ­dym kop­cą­cym komi­nie widzi spa­lane kalo­sze i pam­persy, pod­czas gdy więk­szość kopci zupeł­nie legal­nie: węglem i drewnem.

Po pierw­sze zasta­nówmy się, dla­czego spa­la­nie śmieci jest karalne? Nie dla­tego, że to brzydko pach­nie ani nie dla­tego, że pro­du­kuje się szcze­gól­nie dużo dymu. Głów­nym pro­ble­mem spa­la­nia śmieci jest uwal­nia­nie tru­cizn, np. cyja­no­wo­doru, chlo­ro­wo­doru, diok­syn, rako­twór­czych sub­stan­cji smo­li­stych, metali cięż­kich itd. które szko­dzą zdro­wiu szyb­ciej i bar­dziej niż to, co powstaje ze spa­la­nia węgla i drewna. Tym­cza­sem w smo­go­wej zawie­ru­sze prak­tycz­nie nie było o tym mowy, zamiast tego wci­skano ludziom, jakoby spa­la­nie śmieci winne było zapy­le­niu powietrza.

No to porów­najmy emi­sję pyłów:

  • ze spa­la­nia odpa­dów komu­nal­nych w nie­przy­sto­so­wa­nym do tego pale­ni­sku — od 6g/kg paliwa (odpady segre­go­wane) do 19g/kg paliwa (odpady zmie­szane) [źró­dło, str. 4]
  • ze spa­la­nia węgla w kotle zasy­po­wym — ok. 24g/kg paliwa prze­li­cza­jąc z g/GJ przy zało­że­niu war­to­ści opa­ło­wej 26MJ/kg [źró­dło, str. 6]

W obu przy­pad­kach wiele będzie zale­żało od warun­ków spa­la­nia, ale jedno można stwier­dzić na pewno: spa­la­nie śmieci nie emi­tuje kilka razy wię­cej pyłów niż spa­la­nie węgla w podob­nych warun­kach, raczej war­to­ści te są zbliżone.

Po dru­gie: znaj pro­por­cje, mocium panie! Nie zapo­mi­najmy, że śmieci prze­waż­nie są jedy­nie dodat­kiem do paliwa, a to z pro­stej przy­czyny: czte­ro­oso­bowa rodzina pro­du­kuje ok. 2kg pal­nych odpa­dów na dobę, z czego ok. 1kg to odpady, któ­rych nie wolno spa­lać (wię­cej o skła­dzie domo­wych odpa­dów i opła­cal­no­ści ich spa­la­nia w osob­nym wpi­sie). W tym samym cza­sie na ogrza­nie budynku zuży­wane jest 10-20kg węgla czy drewna. Gdyby nawet na roz­pałkę użyć sta­rego kalo­sza, kilku bute­lek PET i pam­persa, to i tak można je winić za dym i smród przez pierw­sze 10 minut po roz­pa­le­niu. Wszystko co póź­niej to już sprawka nie­umie­jęt­nie spa­la­nego pod­sta­wo­wego paliwa.

Inna sprawa to mityczny węgiel złej jako­ści — okre­śle­nie namięt­nie uży­wane przez alarmy smo­gowe. Jest dla nich wygodne, bo nie­ja­sne. Naj­pierw zaczęto tak nazy­wać muł i flot, potem nawet miał stał się w ich słow­niku odpa­dem. Z pry­wat­nych dys­ku­sji dowia­du­jemy się, że za węgiel dobrej jako­ści uwa­żają oni opał wyso­ko­ka­lo­ryczny, o niskiej zawar­to­ści siarki. W takim razie pro­szę bar­dzo: na poniż­szym fil­mie spa­lany jest jeden z naj­lep­szych pol­skich eko­grosz­ków, wor­ko­wany, pro­sto z kopalni. Bez wąt­pie­nia nie jest to węgiel złej jako­ści. A mimo to kopci! Więc chyba coś jest nie tak z tą logiką?

Jakość węgla na potrzeby kotła zasy­po­wego od zawsze rozu­miana była głów­nie pod kątem gra­nu­la­cji: im więk­sze ziarna, tym opał lep­szy — mniej dymi, pali się dłu­żej i sta­bil­niej (przy zało­że­niu, że palimy od dołu). Dla­tego też do czasu poja­wie­nia się kotłów retor­to­wych cena węgla była pro­por­cjo­nalna do gra­nu­la­cji — naj­droż­sza była kostka, naj­tań­szy miał i flot. Zakła­da­jąc pale­nie od dołu, węgiel kopci tym mniej im grub­szego jest sor­ty­mentu. Takie rozu­mie­nie jako­ści węgla jako prze­ło­że­nia na ilość pro­du­ko­wa­nego dymu ma sens.

Pro­blem nie doty­czy pale­nia od góry. Tutaj każdy sor­ty­ment węgla można spa­lić podob­nie czy­sto. Ale o tym alarmy smo­gowe usi­łują nie wspo­mi­nać (chcesz dostać bana na pro­filu KAS? napisz o pale­niu od góry 🙂 ). Gdyby do szer­szej publiki dotarło, że ist­nieje jakiś realny spo­sób, aby stare kop­ciu­chy kop­ciły o wiele mniej, to par­cie na zakazy i dota­cje znacz­nie by osła­bło. A to nie na rękę alarmom.

Praw­dziwy pro­blem: legalne kopcenie

Dobrze, że o spa­la­niu śmieci zaczęto w końcu mówić i je zauwa­żać. Pro­blem w tym, że do Straży Miej­skiej zgła­szane są wszyst­kie jak leci kop­cące kominy a tylko nie­wielka część z nich fak­tycz­nie spala odpady — tylko 10–15% według danych za zeszły sezon z Kra­kowa i Wro­cła­wia. Na fali zain­te­re­so­wa­nia smo­giem wła­dze kilku miast zaczęły ape­lo­wać do Straży Miej­skiej o wzmo­że­nie kon­troli domo­wych kotłowni pod kątem spa­la­nia odpa­dów. Były to dzia­ła­nia na pokaz, bo wła­dze nie muszą wyda­wać pole­ceń Straży Miej­skiej za pośred­nic­twem gazet. Tak czy ina­czej kon­trole te są bez­silne wobec kop­ce­nia legal­nymi pali­wami, które jest zja­wi­skiem powszech­nym, a zwy­kły czło­wiek inter­pre­tuje to jako spa­la­nie śmieci.

kopcenie-flotem-od-dolu

Ślą­ski stan­dard legal­nego kop­ce­nia: muł lub flot palony od dołu, zapewne w kotle z nadmu­chem (foto: Ruda Ślą­ska)

Może dopiero, gdy Straż Miej­ska prze­trze­pie już wszyst­kich kop­cą­cych sąsia­dów po pięć razy i nie znaj­dzie w kotłowni grama kalo­sza pod­czas gdy z komina walić będzie słup dymu, do ludzi zacznie docie­rać, że nie da się całego pro­blemu zwa­lić na śmieci. Ale będzie to kon­klu­zja trudna do przy­ję­cia, bo ozna­cza­łaby, że batem i man­da­tem niczego się nie wskóra. Trzeba by siąść, pomy­śleć i spró­bo­wać napra­wić sytu­ację, prze­sta­jąc trak­to­wać kop­cą­cego sąsiada jak wroga.

Pro­po­zy­cje sku­tecz­nych działań

Zaczy­namy pro­blem syfu w powie­trzu zauwa­żać. Teraz tylko trzeba zna­leźć wła­ściwą miarę — nie igno­ro­wać pro­blemu (bo w naszej zaborczo-okupacyjnej men­tal­no­ści donos do władz to gorzej niż mor­der­stwo), ale też nie wda­wać się w Pawkę Moro­zowa. Droga do zara­dze­nia legal­nemu kop­ce­niu wie­dzie poprzez współ­pracę z tymi, co dziś kopcą — a nie przez konflikt.

Nauka pale­nia bez dymu

Ludzie nie wie­dzą nawet, że jest moż­liwe palić węglem czy drew­nem w sta­rym kotle i nie kop­cić a jed­no­cze­śnie mieć z tego znaczne oszczęd­no­ści. Skąd mają wie­dzieć, gdy nikt im o tym nie mówi? Wydaje się miliony na kolejne kam­pa­nie tłu­ma­czące jak złe jest pale­nie węglem, ale to nie daje nic poza bez­pro­duk­tywną fru­stra­cją u tych, któ­rzy sły­szą, że robią źle, ale na zmianę spo­sobu ogrze­wa­nia i wyż­sze rachunki ich nie stać.

Ame­ry­ka­nin zaglą­da­jąc na rzą­dowe strony tam­tej­szego odpo­wied­nika Mini­ster­stwa Śro­do­wi­ska znaj­dzie dokładne infor­ma­cje jak ma obsłu­gi­wać swój piec na drewno, aby nie kop­cić. W Pol­sce takich wia­do­mo­ści ze świecą szu­kać. Kam­pa­nia MŚ “Two­rzymy atmos­ferę” póki co mówi nie­mal wyłącz­nie o tym jak faj­nie jest wymie­nić kocioł. Wyjąt­kiem był opu­bli­ko­wany bodaj tylko w kra­kow­skim dodatku do Gazety Wybor­czej tekst o pale­niu od góry. To kro­pla w morzu. Żałosne…

Zaraz ktoś powie, że Polak ma wro­dzone zami­ło­wa­nie do syfu, będzie kop­cił nawet jak mu dać tań­szą i czyst­szą alter­na­tywę, że bez bata z nikim nie poga­dasz itd. To są oparte na ste­reo­ty­pach wymówki, by nic nie robić.
Odpo­wiem fak­tami: na tę stronę codzien­nie wcho­dzi 4–5 tys. osób, które szu­kają spo­sobu, by ogrze­wać taniej, czy­ściej, bez zaty­ka­ją­cego się komina, smoły, wybu­chów w kotle etc. — pro­ble­mów, na które każdy inny roz­kłada przed nimi ręce i mówi że to jest nor­malne jak się pali węglem. Ile osób zde­cy­do­wa­łoby się na zmiany u sie­bie, gdyby się dowie­działy, że można wiele zmie­nić nic nie wyda­jąc? W RPA oce­niono odse­tek tych, któ­rzy trwale zmie­nili nawyki, na ponad 50%.

Moment największego dymienia ok. 15 minut po rozpaleniu od góry w kotle Camino węgla typu 32.2

Węgiel typu 32.2 roz­pa­lony od góry w kotle Camino. Począt­kowy moment naj­więk­szego dymienia

Zakaz kop­ce­nia

Upo­wszech­nie­nie wie­dzy o pale­niu bez dymu dałoby moż­li­wość zaka­za­nia kop­ce­nia. Takie prawo w róż­nej for­mie obo­wią­zuje w wielu sta­nach USA. Sprawa jest pro­sta: dozwo­lone jest dymie­nie tylko w krót­kich okre­sach (kilka-kilkanaście minut) przy roz­pa­la­niu pieca na drewno oraz przy dokła­da­niu. W trak­cie nor­mal­nej pracy gęstość dymu rozu­miana jako jego nie­przej­rzy­stość nie może być więk­sza niż 20%. Bez pro­blemu można to osią­gnąć sto­su­jąc się do powszech­nie udo­stęp­nia­nych mate­ria­łów edu­ka­cyj­nych na temat pale­nia drewnem.

wood_smoke_opacity_DOE

W razie naru­sze­nia tych reguł otrzy­muje się naj­pierw ostrze­że­nie z moż­li­wo­ścią wytłu­ma­cze­nia się. Dopiero dal­sze powta­rza­jące się kop­ce­nie powo­duje nało­że­nie kary do 1000$.

Co wię­cej: to nie urzęd­nicy ści­gają ludzi po domach. Skargę na kop­cą­cego sąsiada wnosi ten z sąsiedz­twa, dla któ­rego jest to uciąż­liwe. Co cie­kawe: skarga wraz z danymi autora staje się infor­ma­cją publiczną, czyli każdy może popro­sić o jej udo­stęp­nie­nie. W zdro­wym spo­łe­czeń­stwie jest to bar­dzo dobre podejście.

Okre­sowe ogra­ni­cze­nia w pale­niu węglem i drewnem

Kolej­nym dzia­ła­niem sto­so­wa­nym od prze­szło ćwierć wieku w USA dla zara­dze­nia pro­ble­mom podob­nym do naszych są okre­sowe zakazy uży­wa­nia pie­ców i kotłów na paliwa stałe. Wpro­wa­dza się je zimą gdy pro­gnozy prze­wi­dują pogor­sze­nie jako­ści powie­trza i prze­kro­cze­nie norm dla naj­drob­niej­szych pyłów PM2.5.

Co naj­waż­niej­sze: taki zakaz nie ozna­cza, że ludzie mają mar­z­nąć. Wyłą­czeni są spod niego ci, dla któ­rych piec na drewno sta­nowi jedyne źró­dło cie­pła zdolne ogrzać dom. Jed­nak o zwol­nie­nie trzeba się samemu ubie­gać, a w dro­dze roz­pa­try­wa­nia wnio­sku urzęd­nicy lustrują dom deli­kwenta spraw­dza­jąc, czy fak­tycz­nie nie ma w nim innej insta­la­cji grzew­czej (tam prze­waż­nie jakaś jest ponie­waż wymaga tego ich prawo budow­lane). Jeśli piec jest jedy­nym źró­dłem cie­pła, oby­wa­tel dostaje zwol­nie­nie od zakazu, ale nadal zobo­wią­zany jest palić tak, by nie kop­cić.

Zakaz ma dwa poziomy:

  • Poziom 1 — zabra­nia się pale­nia w komin­kach oraz nie­ate­sto­wa­nych pie­cach na drewno.
  • Poziom 2 — zabra­nia się spa­la­nia wszel­kich paliw sta­łych w dowol­nych urządzeniach.

Prze­strze­ga­nie zakazu jest kon­tro­lo­wane przez wyspe­cja­li­zo­wane ekipy za dnia oraz w nocy. Zła­ma­nie go kosz­tuje 1000$. Przyj­mo­wane są też skargi od miesz­kań­ców — w tym wypadku ano­ni­mowe, bowiem w sezo­nie jest ich tak dużo, że nie roz­pa­truje się każ­dej po kolei, ale nanosi na mapę i wysyła ekipę roz­po­znaw­czą naj­pierw tam, gdzie natę­że­nie skarg jest największe.

Czy to działa? Tak. W Sacra­mento z wyko­rzy­sta­niem histo­rycz­nych danych i symu­la­cji poli­czono, że zakazy obni­żały poziom pyłów PM2.5 w powie­trzu śred­nio o 14% (poziom 1) do 17% (poziom 2), co pozwo­liło o 40% obni­żyć liczbę dni z prze­kro­cze­niami dobo­wej normy stę­że­nia PM2.5 (35µg/m3) w skali roku. W Olym­pii (stan Waszyng­ton) w rapor­cie o sku­tecz­no­ści zakazu stwier­dzono, że dopiero dru­giego dnia po wpro­wa­dze­niu poziomu 2. widać było poprawę jako­ści powie­trza. Co cie­kawe, w naj­bar­dziej zanie­czysz­czo­nym hrab­stwie Yakima zakaz obo­wią­zy­wał przez 1/4 sezonu grzew­czego a dni z prze­kro­cze­niami normy PM2.5 w ciągu trzech lat były 32, czyli mniej niż 10 dni prze­kro­czeń każ­dej zimy.

Czy to zadzia­ła­łoby u nas? Zapewne nie w takim stop­niu, bowiem nikt nie zmu­sza tu do posia­da­nia jed­no­cze­śnie dwóch źró­deł cie­pła, więc i liczba pale­nisk moż­li­wych do wyłą­cze­nia byłaby ogra­ni­czona. Tym spo­so­bem dałoby się jedy­nie ukró­cić pale­nie np. w komin­kach przez osoby, które mają także kotły gazowe.

Jest zima to musi być syf

Jak to jest, że w USA, w sytu­acji podob­nej do naszej, potra­fią podej­mo­wać różne dzia­ła­nia w celu poprawy jako­ści powie­trza — i to już od ponad ćwierć wieku — a u nas nie da się? Bo u nas nadal syf to norma a ci, co wycią­gają to na wierzch, są uwa­żani za dzi­wa­ków. Co naj­gor­sze nie tylko przez sze­re­go­wego miesz­kańca Ślą­ska, który wła­śnie zała­do­wał taczkę mułu do kotła, ale też przez wła­dze na każ­dym szcze­blu, bo ci ludzie z Księ­życa do nas nie przy­byli (choć są hipo­tezy, że z pla­nety Nibiru).

źródło: fakt.pl

źró­dło: fakt.pl

Gdyby nie hałas robiony przez KAS, epi­zod smo­gowy z początku listo­pada prze­szedłby bez echa tak jak wszyst­kie podobne przy­padki z prze­szło­ści. Pies z kulawą nogą nie inte­re­so­wałby się sta­nem powie­trza. Pomiary jak zwy­kle tra­fi­łyby do baz WIOŚ, zresztą i tak nikt nor­malny ich nie szuka. Ostrze­że­nie uka­za­łoby się tydzień po fak­cie na jakiejś pod­rzęd­nej urzę­do­wej stro­nie, gdzie nikt nie zagląda. Jest sezon grzew­czy to musi być syf. Prze­cież to tak natu­ralne, że nikt nor­malny tego nie drąży.

Tak po praw­dzie ci, co drążą, też naj­chęt­niej szu­kają drzazg w cudzych oczach. Wystar­czy zoba­czyć, jak na pro­filu KAS ludzie reagują na postu­lat zaka­za­nia w Kra­ko­wie komin­ków. Lawina świę­tego obu­rze­nia i zrzu­ca­nia winy na auta, wun­giel i elek­tro­cie­płow­nię — bo to prze­cież nie­moż­liwe, by ich kli­ma­tyczny rekre­acyjny komi­nek mógł kogo­kol­wiek truć.