Bronimy taniego ciepła – nie prawa do kopcenia

Na wieść o petycji sprzedawców węgla o walkę ze smogiem a nie z węglem odezwały się dyżurne głosy przedstawiając Izbę jako przebrzydłych węglowych kapitalistów chcących storpedować ruch antysmogowy, za którym stoi postęp i godność człowieka. Postulaty petycji są sprowadzane do poparcia starych kotłów i miału (odbiorca ma w tym momencie przed oczami kopcący komin sąsiada). I o to im chodzi – by brud i smród się przypadkiem od węgla nie odkleiły. My nie chcemy prawa do kopcenia lecz odesłania brudu i smrodu do lamusa, by węgiel i drewno spalane czysto dawały tanie ciepło.

Czarnym PR-em w ciemny lud

W stronniczym przekazie nie ma słowa o tym, że sami sprzedawcy węgla postulują zakaz sprzedaży mułów i flotów a popierają DOBRE miały – dlatego, że może to być przyzwoite paliwo, którego zawsze jest pod dostatkiem, więc będzie najtańsze. To jest korzyść dla konsumentów – sprzedawcom jest ganz egal, czy będą handlować węglem za 500zł czy za 1000zł.

Zupełnie przemilcza się fakt, że to nie wunglarze z rodzinami podpisują petycję, a zwykli klienci składów – grupa dotąd niema, a która poniesie gros kosztów antysmogowego szaleństwa, kompletnie nie mając wpływu na decyzje w tej sprawie, bo NIE WIE, że są one podejmowane. Teraz jasne staje się, że nawet gdy się dowie, to – jako obywatele gorszego sortu, pozbawieni swojego lobby – nie zostanie wysłuchana.

Psy zbierają podpisy, karawana jedzie dalej

Poniżej cytaty z wypowiedzi Marszałka Małopolski Jacka Krupy dla Radia Kraków. Doskonale oddaje ona stosunek lobby antysmogowego do zwykłych ludzi. Problem w tym, że jedyne lobby, jakie powinien reprezentować urzędnik to lobby dobra publicznego – dobra wszystkich obywateli we wszystkich obszarach ich potrzeb.

Oddajmy głos Panu Marszałkowi:

Izba Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla chce liberalizacji przepisów antysmogowych. W tej sprawie zbiera podpisy pod petycją. Sprzedawcy węgla mówią, że uchwała spowoduje wzrost ceny węgla o połowę. Musimy się z tym liczyć?

[...] Nasze informacje są przeciwne. Nie ma zagrożenia. Przeciwnie. Te regulacje powinny trochę pchnąć kopalnie na ścieżkę innowacyjną, żeby przekształcać lepszy węgiel.

Uprzejmie informuję, że każda innowacja kosztuje. Ulepszanie węgla kosztuje – im wyższe ma mieć parametry, tym kosztuje więcej, a za wszystko to zapłaci klient. W konsultacjach śląskiej uchwały zabierała głos PGG i wskazywała, że uchwała wymusi na kopalniach zmiany procesu produkcyjnego wiążące się z dużymi nakładami środków, których nie da się wykonać w kilka miesięcy. Głos tego lobby węglowego rzecz jasna został tam programowo zignorowany.

My nie mamy zamiaru liberalizować tych uchwał.

Tak dużo się mówi o zagrożeniu demokracji w Polsce na szczeblu centralnym, a ja patrząc na sytuację wokół uchwał antysmogowych w regionach przekonuję się, że demokracji tu nie ma! Kiedy cel jest dowolnej władzy po myśli, wystarczą głosy poparcia sześciu osób. Kiedy władza chce inaczej, nie naprostują tego petycje podpisane przez miliony.

Dla przypomnienia.

Jest cały program unijnych dopłat do modernizacji budynków i instalacji.

Dla urzędnika samo istnienie programu jest wymówką rozwiązującą problem tak jak konsultacje społeczne są wymówką, jakoby słuchany był głos społeczeństwa. Nawet bez doszukiwania się i wertowania tych programów mogę powiedzieć, że one nie pokryją w wystarczającym stopniu kosztów, zwłaszcza osobom, których najbardziej dotknie antysmogowa zawierucha.

  • Po pierwsze: po dotacje najpierw startują najbardziej biegli a nie najbardziej potrzebujący.
  • Po drugie: modernizacja budynku i ogrzewania tak by – mimo droższych paliw ogrzewać taniej – to są po prostu zbyt wielkie koszty. Albo dotacja pokrywałaby je w całości, ale wtedy mało osób się załapie, albo więcej osób dostaje, ale kołdra nie sięga nawet kolan.

Ci sami sprzedawcy mówią, że uchwała spowoduje, iż ceny kotłów V klasy mogą wzrosnąć ośmiokrotnie.

- To nie jest prawda. Znamy ceny. Wiemy co się dzieje na rynku. W zależności od mocy kotła, zostaje to na poziomie 3-10 tysięcy. Znam rynek producentów.

Czyżby producenci Pana Marszałka nieprecyzyjnie poinformowali? Do tej pory ludzie kupowali kotły za ~2-2,5 tys. zł – nawet mniej, jeśli rzeźbił lokalny garaż (chyba ten pułap ~1500zł Izba przyjęła za punkt odniesienia?). Kotły 5. klasy dopuszczone małopolską uchwałą teraz kosztują 8-10 tys. zł. Przypomnę, że połowa Polaków zarabia do 2500zł netto/m-c a węglem i drewnem ogrzewa przeważnie ta połowa poniżej tej kreski.

Kotły 5. klasy powinny tanieć, być może do okolic 6-7. tys. zł, bo tyle kosztują "nieklasowe" kotły automatyczne. Ale nie ma i nie będzie kotłów automatycznych (dopuszczonych uchwałą) za 3 tysiące! To jest fizycznie niemożliwe ze względu na koszty podzespołów. Owszem, pojawią się – a nawet już są – kotły zasypowe 5. klasy w cenach ok. 3000zł – ale one nie zostały dopuszczone w uchwale! Jedyne dopuszczone kotły z ręcznym załadunkiem – zgazowujące drewno – obecnie kosztują ok. 6000zł. 

Czyli wzrostu cen węgla i pieców V klasy nie bierze pan pod uwagę? To nie jest możliwe?

- Nie jest to możliwe. Przeciwnie. Na przestrzeni lat obserwujemy spadek cen sprzętu AGD. Tu będzie tak samo.

Czy Pan Marszałek nie zna podstawowych praw ekonomii, czy usilnie nie chce ich zauważyć? Paliwo do kotłów dotowanych w Małopolsce już teraz kosztuje ~1000zł/t. Jest nawet takie kuriozum jak ten importowany z Niemiec węgiel za 1300zł/t, wystawiony jako 750kg, bo wtedy taniej wygląda. A Pan Marszałek mówi nam, że jakoś to będzie. Jeśli wyjdzie inaczej niż twierdzi, to i tak zapłacimy my. I nie chodzi tu o to, że samoloty na Maderę zaczną latać na pusto, bo trzeba będzie dopłacić do ogrzewania – puste mogą być lodówki wielu rodzin. Tak wielu decydentów nie rozumie, na jak wrażliwej materii operują. Może wyślemy Panu Marszałkowi weksle in blanco, by mieć tę gwarancję na piśmie?

Tak było do tej pory – dane Instytutu Badań Strukturalnych. Zagadka dla geniuszy, 94% ludzi odpowiada nieprawidłowo: czy po wzroście kosztów ogrzewania te liczby zmaleją czy wzrosną?

Miał węglowy i uwzględnienie w uchwale elektrofiltrów? To kolejna propozycja.

- Z jednej strony proponują obniżenie standardu kotła, z drugiej montaż elektrofiltrów. One nie są tanie. To jest sprzeczne. Jak już to lepiej założyć dobry kocioł.

Pan Marszałek symuluje brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. Nie kupuje się dziadowskiego kotła po to, żeby do niego dołożyć elektrofiltr. To urządzenie ma na celu obniżenie emisji z istniejącego pieca, kominka lub kotła niższym kosztem niż poprzez jego wymianę.

Ponadto w petycji wyraźnie zaznaczono, że chodzi o DOBRY miał. To nie drobna granulacja jest największym problemem kiepskiego miału lecz duża zawartość popiołu i zanieczyszczeń. Miał o kontrolowanej jakości może i powinien być tanim i dobrym paliwem, zwłaszcza że istnieje mnóstwo kotłów zasypowych i automatycznych przystosowanych do jego spalania. Dlatego zamiast granulacji regulowana powinna być raczej zawartość popiołu.

Czyli Izba Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla zbiera podpisy pod petycją, ale stanowisko Małopolski jest takie, że żadnych ustępstw? To co zostało przyjęte, zostanie bez zmian?

- Tak. Różne organizacje przedsiębiorców mają swoje interesy i występują z petycjami. To jest ich interes. On nie jest zbieżny z interesem społecznym.

Swego czasu popularny termin: arogancja władzy – widać jak na dłoni. Głos jednej części społeczeństwa jest słuszny a innych ignorujemy, choćby ich było więcej i cokolwiek by nie mówili.

Pan Marszałek widzi interes społeczny TYLKO w czystym powietrzu, traktując luźno koszty społeczne a ludzi ogrzewających węglem i drewnem – należałoby powiedzieć, że traktuje jak powietrze, ale powietrze traktuje przecież lepiej...
Dla nas interes społeczny to czyste powietrze ORAZ CIEPŁO W DOMACH. Te dwie potrzeby fizjologiczne można rozsądnie pogodzić jeśli równoprawnie weźmie się pod uwagę głosy wszystkich stron, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i potrzeby mamy takie same – z tym że jednym, tym bardziej zasobnym, ogrzanie domu przychodzi niejako naturalnie, a dla innych jest to najbardziej obciążający wydatek, przez który muszą nierzadko rezygnować z innych podstawowych potrzeb.

Za rok są wybory samorządowe.

Nareszcie dwugłos!

Pozytywnym przykładem przekazu na temat petycji jest audycja w TOK FM, w której rozmawiają: Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla, oraz Jakub Jędrak z Polskiego Alarmu Smogowego.

Choć mówi sprzedawca węgla, to słyszalny jest głos zwykłych ludzi, którzy swojej reprezentacji nie mają. Pod większością tej wypowiedzi się podpisuję i jeśli komuś w mediach nie podoba się sprzedawca węgla mówiący o węglu, to przyjdę ja – zwykły konsument opału, niezwiązany nijak z branżą – i powiem właściwie to samo.

To prawda, że alarmy smogowe to organizacje społeczne, niemające interesów w branży grzewczej, niefinansowane przez Mossad, Putina czy Sorosa. Problem w tym, że walczą o dobro ludzi sobie podobnych – względnie zasobnych, którzy nigdy nie zaznali problemów z niedogrzaniem domu, więc nie rozumieją powagi problemu. Człowiek może zamarznąć, może wybierać między jedzeniem a opałem – byleby nie kopcił. Ponadto często są to zieloni ideolodzy, którzy przy okazji zwalczania smogu postanowili dokopać znienawidzonemu węglowi.

Tylko myśląc życzeniowo można nie brać pod uwagę generalnej tendencji wzrostu kosztów ogrzewania, gdy za sprawą uchwał antysmogowych podrożeją paliwa – podrożeją na tyle, że wzrost sprawności nowych kotłów tego nie zrekompensuje. Najwięcej już teraz dopłacą palący mułem węglowym. Niektórzy pomyślą "a, dobrze zbrodniarzom" – ale to dalej są ludzie.

Kto wymieni stary kocioł zasypowy na nowoczesny kocioł zasypowy a palił będzie tym samym węglem, temu koszty ogrzewania spadną, bo wzrośnie efektywność spalania paliwa. Taka droga jest możliwa na Śląsku, ale już nie w Małopolsce.

Jednak najgorsza pułapka-niewiadoma czai się w przyszłości i tam, gdzie – jak w Małopolsce – wpadną na genialny pomysł zakazu kotłów zasypowych (halo Dolny Śląsk!) – nie wiadomo do jakiego pułapu wystrzeli cena ekogroszku kiedy masowo przybędzie na niego chętnych. Tutaj zdania są podzielone: według jednych odpowiedniego typu węgla po prostu zabraknie, według innych wystarczy pokruszyć grubsze sortymenty i sprzedać jako ekogroszek (ta przeróbka też kosztuje). W każdym razie będzie to oznaczało wzrost cen taki jak swego czasu obserwowaliśmy gdy zaczęło przybywać klientów na ekogroszek, który w kilka lat z sortymentu prawie najtańszego stał się najdroższym.

Ideałem byłyby kotły automatyczne zdolne spalać dobry miał – byłoby to tanie, wygodne i czyste a miału jest pod dostatkiem. Niestety póki co producenci kotłów poszli po linii najmniejszego oporu i certyfikowali kotły na jak najlepszych paliwach. Im paliwo drobniejsze i bardziej zapopielone, tym trudniej papiery zdobyć, choć nie jest to niemożliwe jeśli postawi się rozsądne granice parametrów paliwa.

Tak wygląda tanie i czyste ogrzewanie!

Nie chcemy prawa do kopceniachcemy czysto ogrzewać domy tanimi i dostępnymi paliwami, w ramach własnych możliwości finansowych, bo to daje pewność życia w warunkach godnych człowieka – a nie koszty dla wszystkich plus obiecanki o dotacjach dla wybranych. Taki był zawsze cel naszego działania, taki jest cel petycji Izby, którą można podpisać online lub papierowo na setkach składów węgla w całym kraju.

Paradygmat ruchów antysmogowych opiera się na podnoszeniu jakości węgla w sposób windujący też jego ceny. 1000zł/t ekogroszku nie jest już niczym dziwnym. Ale jak ma być inaczej, kiedy za temat biorą się ruchy często otwarcie nienawidzące węgla? Nie da się go zlikwidować z jednym zamachem, to niech na początek stanie się sportem dla bogaczy!

Tak wygląda czyste spalanie węgla:

Każdy może powiedzieć: że nie widać, to nie znaczy, że nie truje. Posłużę się więc danymi przytaczanymi przez dr Krystynę Kubicę, niekwestionowany autorytet w dziedzinie, chętnie cytowaną przez alarmy smogowe na potrzeby zdeptania palenia od góry.

Wymiana wszystkich kotłów w kraju na najlepszą dostępna obecnie technikę (5. klasa / ecodesign) – bynajmniej nie na same kotły automatyczne, lecz przy 60% udziale kotłów zasypowych! – dałaby ~90-procentowy spadek emisji pyłów i B(a)P

Pan Marszałek twierdzi, że 3. klasa to prowizorka. Zobaczmy więc, jakie byłyby efekty wymiany wszystkich kotłów co najmniej na 3. klasę – 80% mniej pyłów i 70% mniej substancji smolistych w powietrzu.

Co najlepsze: kotły klasy 3. i wyższych często już stoją w kotłowniach – tylko nie są eksploatowane w sposób prawidłowy. Kotły, które dziś nazywa się "kopciuchami", już 10-15 lat temu dostawały certyfikaty 3. klasy – ale do utrzymania emisji w jej granicach powinny współpracować z buforami ciepła.

Kłania się zasada pareto: 80% efektu za 20% kosztu. Ale u nas nie wygrywa opcja najbardziej racjonalna, tylko najlepiej lobbowana. Poprawa techniki eksploatacji istniejących kotłów nie jest na rękę nikomu prócz ich właścicieli. Grube miliony dotacji na masową wymianę kotłów – na tym zależy wielu.

6 myśli nt. „Bronimy taniego ciepła – nie prawa do kopcenia

  1. imrahil

    z tymi buforami ciepła to jest problem - nikt w Polsce ich nie instaluje, a przy dolniaku zupełnie zmieniłoby to jakość spalin 🙁

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Zasypowego czy podajnikowego? Zasypowych na pewno będzie więcej w ofercie, bo kilku producentów bada teraz swoje nowe modele dolniaków. A robią to dlatego, że na jesieni było planowane rozporządzenie ministerstwa, które miało wyciąć z rynku wszystko poniżej 5. klasy. Czy i kiedy ono będzie – nie wiadomo. Grubszego spadku cen ja raczej nie widzę, bo popyt na 5. kl. wzrośnie a nowe modele z początku najtańsze nie będą.

      Odpowiedz
      1. Jack

        Szkoda czasu na zajmowanie się tym tematem ponieważ zarówno uchwała małopolska, śląska, jak i ewentualne rozporządzenie rządu w sprawie jakości kotów są lub będą przepisami martwymi. Prawie 20 mln ludzi w Polsce mieszka w domach jednorodzinnych, 70% z tych domów wybudowano przed 1989 r., 70% z nich nie posiada żadnej lub prawie żadnej izolacji cieplnej. Co więcej, dochody 70% mieszkańców nie przekraczają 3500 zł miesięcznie. Do tych 20 mln ludzi należy dołączyć kilka milionów ubogich ludzi zamieszkujących stare budynki komunalne i spółdzielcze. Przy średniej emeryturze dzisiaj w wysokości 1450 zł netto i medianie wynagrodzenia w wysokości 2330 zł netto te 2/3 Polaków rozniosą w pył każdą opcję polityczną, która świadomie lub nieświadomie próbowałaby wyciągnąć od przeciętnego Polaka 15-20 tysięcy lub więcej złotych na zmianę systemu ogrzewania i naraziłaby społeczeństwo na wyższe koszty użytkowania tego systemu. Uniwersalny kocioł co za 2-2,5 tysiąca złotych w polskich warunkach staje się kwestią przeżycia (pamiętajmy, że m.in. w najbliższych latach znacznie wzrosną ceny energii elektrycznej i wody w Polsce, po 2020 skończą się fundusze unijne i nakłady na inwestycje, spadnie tempo wzrostu gospodarczego, podatki pójdą w górę, wzrośnie liczba emerytów).

      2. Wojciech Treter Autor wpisu

        Chciałbym być tego taki pewien, ale nie jestem. Metodą stopniowego podkręcania temperatury można żabę żywcem ugotować nim się zorientuje co się święci.
        Czy aby tak powinno działać prawo? Uchwalamy coś głupiego i oderwanego od rzeczywistości, po czym ludzie się do tego nie stosują? Tak się działa pod obcą okupacją. We własnym państwie wypadałoby brać udział w tworzeniu prawa, aby nie było głupie. Z jednej strony zwykli ludzie nie mają żadnego swojego lobby ani organizacji, więc nic dziwnego, że nie ma kto ich reprezentować. Z drugiej strony zadziwiające, że w ogóle jest możliwe przyjęcie prawa majstrującego w podstawowych potrzebach ludzi bez sprawdzenia, czy to przypadkiem kogoś nie zmusi do jedzenia tynku ze ścian.

  2. Jack

    "Czy aby tak powinno dzia­łać prawo? Uchwa­lamy coś głu­piego i ode­rwa­nego od rze­czy­wi­sto­ści, po czym ludzie się do tego nie sto­sują?"

    Od 2013 roku obowiązuje w Polsce ustawa śmieciowa wzorowana na rozwiązaniach zachodnioeuropejskich, która wg założeń miała rozwiązać w Polsce problem śmieci i zmusić Polaków do ich segregowania. Dziś w 2017 r. jej skutek jest taki, że dzikie wysypiska mają się dobrze, a 80% Polaków nie segreguje śmieci i nikt ani nic nie jest w stanie ich do tego zmusić. Koszt tej ustawy dla przeciętnego Kowalskiego jest relatywnie niski a jej pozytywnych efektów nie ma i raczej nie będzie (inne wartości społeczne). Natomiast pomysły niektórych polityków, samorządowców czy grup tzw. ekologów (margines społeczeństwa) dotyczących ogrzewania są tak absurdalne i kosztowne (średnio 15-20 tysięcy na gospodarstwo domowe), że nie mają żadnych szans na realizację. Jeśli PIS wprowadzi w życie rozporządzenie o jakości kotłów to uderzy w swój żelazny elektorat, ponieważ uniwersalne kotły za 2- 2,5 tysiąca posiada 90% rolników, emeryci, renciści, większość mieszkańców wschodniej Polski, mieszkańcy małych i średnich miast oraz około 50% mieszkańców miast dużych. W 2018 po zimie zacznie się robić szum i PIS straci duże poparcie w wyborach samorządowych. Po kolejnej zimie już w 2019 szum zamieni się w falę oburzenia i wściekłości większości społeczeństwa a PIS skończy na śmietniku historii. Następcy żeby wygrać wybory przywrócą stan sprzed kilku lat. Po 2020 sprawa potoczy się już zgodnie z trendami demograficznymi. Wg analiz ekonomicznych wzrostowi liczby emerytów towarzyszyć ma spadek wysokości ich średnich emerytur. Dziś średnia emerytura wynosi 1450 zł netto, docelowa około 70% emerytów ma otrzymywać świadczenie wysokości ok. 800-1000 zł netto. Przy takich dochodach miesięcznych problem smogu nie istnieje. Czeka nas więc w przyszłości wzrost liczby tanich uniwersalnych kotłów co, w których spalane będzie cokolwiek, aby tylko te kilkanaście milionów ludzi mogło się ogrzać w zimie, kiedy temperatura spadnie poniżej 20 stopni. Dzisiaj emeryci i renciści to 9 mln ludzi (30% elektoratu), w przyszłości to będzie kilkanaście milionów. Brutalna prawda jest taka, że Polska nie ma szans na zmianę obecnego sposobu ogrzewania, żaden inny system nie jest i nie będzie wystarczająco tani.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.