Certyfikowany wyrób kotłopodobny

Każdy nie­mal pro­du­cent kotłów węglo­wych podaje podobne infor­ma­cje o swo­ich wyro­bach: spraw­ność powy­żej 80%, kocioł eko­lo­giczny, ener­go­osz­czędny. Do tego garść cer­ty­fi­ka­tów i nagród. Ale czy to ma jakieś zna­cze­nie przy decy­zji o zaku­pie danego modelu?

Obser­wu­jąc nasz ran­king kotłów węglo­wych można zauwa­żyć, że cer­ty­fi­katy i nagrody nie mówią wiele nawet o ich nie­raz mar­nej kon­struk­cji a już na pewno o codzien­nej, użyt­ko­wej jako­ści kotła. Rynek kotłów węglo­wych jest bowiem podobny do dżun­gli peł­nej ludo­żer­ców, rosną­cej na polu mino­wym, w któ­rej stale panuje noc. A pośrodku tej dżun­gli — klient, wypo­sa­żony tylko w kom­pas, różowe oku­lary i dzidę z pręta zbro­je­nio­wego, którą ledwo jest w sta­nie unieść.

Norma to brak norm

Nie potrzeba wiele, aby pro­du­ko­wać sta­lowe kotły węglowe. W zasa­dzie o ile umiesz dobrze spa­wać i dys­po­nu­jesz warsz­ta­tem, jesteś w sta­nie wypro­du­ko­wać skrzy­nię na węgiel. I jeśli tylko ktoś to kupi — biz­nes będzie pro­spe­ro­wał. Grunt, żeby wyrób nie roz­sy­pał się po roku sam z sie­bie i nikogo nie zabił. Nie musisz przej­mo­wać się, czy kocioł dobrze działa.

Tak, tego naprawdę nikt nie spraw­dza! Wystar­czy, że zespa­wasz skrzy­nię na węgiel, która przej­dzie obo­wiąz­kowe bada­nia ate­sta­cyjne — i już. Wystar­czy, że będą chętni na jej zakup. To nie pro­blem — obwie­szasz ją dio­dami, doda­jesz elek­tro­nikę, malu­jesz w gustowne kolory. I sprze­da­jesz na pniu.

Schody zaczy­nają się dopiero, gdy­byś chciał, aby twój wyrób miał jakieś cer­ty­fi­katy eko­lo­giczne — czyli kwa­li­fi­ko­wał się na dota­cje do moder­ni­za­cji insta­la­cji grzew­czych ofe­ro­wane przez gminy. Wtedy kocioł przy­naj­mniej na peł­nej mocy musi osią­gać przy­zwo­ite wyniki czy­sto­ści spa­la­nia. I tu już przy­da­łaby się wie­dza z zakresu che­mii i fizyki spa­la­nia węgla, a na wypo­sa­że­niu warsz­tatu wypa­da­łoby mieć sprzęt do ana­lizy składu spa­lin — koszt min. kilku tysięcy złotych.

Pro­blem w tym, że ani bada­nia ate­sta­cyjne, ani te pro­eko­lo­giczne nie mówią nic o tym, czy i jak kocioł będzie dzia­łał na co dzień. A to jest rzecz, na któ­rej nor­mal­nemu czło­wie­kowi zale­ża­łoby naj­bar­dziej. O tym mówią bada­nia eks­plo­ata­cyjne, ale jako że są nie­obo­wiąz­kowe, a co gor­sza ujaw­ni­łyby przy­krą prawdę o wadach kotłów (np. tutaj opi­sany brak 20kW mocy w kotle 50kW), stąd pro­du­cenci nie są chętni do ich zlecania.

Różne punkty siedzenia

Z jed­nej strony mamy pro­du­centa. On zwy­kle patrzy na swoje dzieło jako spa­wacz: ilość mate­riału, gru­bość blach, spawy itd. Dla niego kocioł to bla­szana skrzynka. Po co miałby się zaj­mo­wać spa­la­niem węgla albo mieć do dys­po­zy­cji fachowca w tej dzie­dzi­nie? Wrzuca się węgiel, pod­pala i jazda — to pro­ste. Na pewno to spore uogól­nie­nie, ale wielu pro­du­cen­tów swo­imi pro­duk­tami wła­śnie takie wra­że­nie sprawia.

Z dru­giej strony są insty­tuty wyko­nu­jące bada­nia kotłów ate­sta­cyjne — te obo­wiąz­kowe bądź korzystne dla pro­du­centa (bez­pie­czeń­stwo eko­lo­giczne). Tam dla odmiany kła­dziony jest nacisk na para­me­try pracy kotła. Bada się szczel­ność kotła, osią­ganą moc, spraw­ność, skład spa­lin itd. Jest tylko jeden pro­blem: to się dzieje w ste­ryl­nych warun­kach labo­ra­to­ryj­nych. Nowy czy­ściutki kocioł, dobre paliwo, spe­cjalna insta­la­cja do odbioru spa­lin i cie­pła. Praca na peł­nej mocy.
Jak spra­wuje się kocioł w real­nym świe­cie, można by się dowie­dzieć z badań eks­plo­ata­cyj­nych, ale te dema­skują słabe punkty kotła i dla­tego pro­du­cen­tom nie zależy na ich zlecaniu.

Z trze­ciej strony — klient, który zwy­kle nie wie nic o budo­wie i eks­plo­ata­cji kotłów. Kupi to, co pod­su­nie mu pro­du­cent czy sprze­dawca. We wszystko uwie­rzy, zwłasz­cza gdy jest elek­tryka i diody, bo to zna­czy, że nowo­cze­sne. Zwąt­pie­nie przy­cho­dzi dopiero po pew­nym cza­sie użyt­ko­wa­nia kotła. Bo jak to moż­liwe, że poprzedni stary grat spa­lał mniej, nie kop­cił na kotłow­nię i nie pro­du­ko­wał tyle sadzy? Pew­nie wina klienta, że nie umie palić. Albo zły opał. Zły komin. Pogoda nie taka. Pro­du­cent na liście podej­rza­nych znaj­duje się na końcu.

Cer­ty­fi­katy i nagrody branżowe

Jeśli jedni pro­du­cenci z danej branży oce­niają innych pro­du­cen­tów z tej samej branży, to można mieć podej­rze­nie o ist­nie­nie koła wza­jem­nej ado­ra­cji. I takie też można odnieść wra­że­nie patrząc na stronę firmy (przy­kła­dowo) Kamen:

Kamen - nagrodyJest infor­ma­cja o nagro­dzie. Za co? Za kotły. Ale za co kon­kret­nie — za ich jakość zespa­wa­nia, za kolor i kształt, czy za spraw­ność i popraw­ność kon­struk­cji? Nie wia­domo. Ale firma szczyci się nagrodą jako gwa­ran­cją jako­ści.

Podobna histo­ria doty­czy cer­ty­fi­ka­tów eko­lo­gicz­nych. Czy fak­tycz­nie kocioł speł­nia­jący te normy można nazy­wać eko­lo­gicz­nym? Gdyby zapy­tać eko­lo­gów i eko­lo­gów, zapewne dys­ku­sja mia­łaby poten­cjał do uży­cia ręko­czy­nów. Ale nie o tym teraz mowa. Co nam taki cer­ty­fi­kat mówi?

Cer­ty­fi­kat mówi tyle, że dany kocioł w warun­kach labo­ra­to­ryj­nych, przy pracy na 92–108% mocy uzy­skał taką i taką spraw­ność oraz podane para­me­try składu spa­lin. Co to zna­czy? Że kon­struk­cja kotła jest poprawna i w pew­nym zakre­sie mocy (~100%) potrafi on pra­co­wać tak jak powi­nien.

To ważne dla pro­du­cen­tów — bo zwięk­sza im zbyt. Ludzie kupią ich wyroby w ramach gmin­nych dota­cji do eko­lo­gicz­nych źró­deł ener­gii. Ale zwy­kłemu pala­czowi nie mówi to NIC i nie daje żad­nej gwa­ran­cji co do jako­ści kotła. Bo na 100% mocy swo­jego kotła będzie on uży­wał kilka dni w roku jeśli zima będzie sroga.

Resztę sezonu grzew­czego prze­turla się na góra 60% mocy. A wtedy para­me­try pracy kotła siłą rze­czy są gor­sze. Nie mówiąc o pracy na mocy mini­mal­nej. To są sprawy, o któ­rych pro­du­cent nie­chęt­nie infor­muje, bo wtedy wszyst­kie wady kotła wycho­dzą jak na dłoni i dla­tego bada­nia eks­plo­ata­cyjne kotłów są prak­tycz­nie nie­spo­ty­kane na liście zalet w fol­de­rach pro­duk­tów. Zamiast tego mamy enig­ma­tyczną eko­no­micz­ność, eko­lo­gię, wysoką sprawność…

Jak nie dać się zjeść

Nie­li­chym wyzwa­niem jest zakup dobrego kotła węglo­wego. Nawet klient z odro­biną wie­dzy nie­wiele jest w sta­nie dowie­dzieć się z infor­ma­cji poda­wa­nych przez pro­du­cen­tów. Te są cza­sem nie­pełne, nie­ak­tu­alne, nacią­gane lub czy­sto labo­ra­to­ryjne. Mię­dzy bajki można wło­żyć poda­wane war­to­ści spraw­no­ści i spa­la­nia węgla. Nawet pole­cane moce kotłów w sto­sunku do ogrze­wa­nego metrażu są zbyt duże na dzi­siej­sze czasy, ale to osobna histo­ria opi­sana w innym arty­kule. Cza­sem zamiast infor­ma­cji powie­szono zdję­cie pół­na­giej i/lub uśmiech­nię­tej kobiety.

Czym się kie­ro­wać? Naj­waż­niej­sza sprawa w kotle węglo­wym to względna popraw­ność kon­struk­cji. To naj­czę­ściej można spraw­dzić na publi­ko­wa­nych przez pro­du­cen­tów prze­kro­jach kon­struk­cji i z góry odrzu­cić kiep­skie wyroby. Do tego dążymy w ran­kingu kotłów. O tym możesz prze­czy­tać w całym porad­niku zaku­po­wym. Tyle można zro­bić bez moż­li­wo­ści oso­bi­stego prze­te­sto­wa­nia każ­dego z kotłów z osobna.

W pew­nym stop­niu warto się kie­ro­wać opi­niami użyt­kow­ni­ków. Trzeba brać poprawkę na to, że każdy ma inny budy­nek, inny opał etc. a nie­któ­rzy fak­tycz­nie nie potra­fią palić, ale naj­po­waż­niej­sze wady kotła uda im się wyła­pać. Reszta to już ryzyko, któ­rego nie da się unik­nąć. To takie testy eks­plo­ata­cyjne za pie­nią­dze klientów.

Ale osta­teczny test i tak prze­pro­wa­dzisz u sie­bie w domu, na swój koszt.

3 myśli nt. „Certyfikowany wyrób kotłopodobny

  1. Krzysztof Lis

    Rzecz w tym, że kotły na paliwa stałe bar­dzo czę­sto są dobie­rane do potrzeb budynku tak, że te 60% mocy zna­mio­no­wej to on ma szansę osią­gnąć przy –20*C na zewnątrz. Nie raz widzia­łem oferty mon­tażu kotłów 2x za dużych w sto­sunku do potrzeb inwe­stora, co woła o pomstę do nieba.

    Odpowiedz
    1. admin Autor wpisu

      Myśla­łem, że to wynika z men­tal­nego zaco­fa­nia — ot sprze­daje się i insta­luje ludziom kotły o takich mocach, jakie były potrzebne na taki metraż 30 lat temu. Ale nie, to idzie nawet dalej, bo nie­któ­rzy sprze­dawcy zdają się wycho­dzić od dwu-trzykrotnie zbyt dużej mocy i licy­tują w górę.
      Ale co pora­dzić? To chyba igno­ran­cja i ase­ku­ra­cja sprze­daw­ców i insta­la­to­rów. Po co docie­kać, jaka moc będzie pra­wi­dłowa, skoro można wal­nąć 10kW wię­cej. Klient nie zmar­z­nie przez zbyt słaby kocioł — i nie będzie miał pre­ten­sji do sprze­dawcy czy insta­la­tora. A że spali dwa razy tyle co potrzeba? To już się wściek­nie na pro­du­centa albo i to nie — uzna, że paląc węglem tak być musi.

      Odpowiedz
  2. szafarz

    Moim skrom­nym zda­niem sprze­daż kotłów o zawy­żo­nej mocy ma swoje mocne uza­sad­nie­nie. Sprze­dawca boi sie sprze­dać kocioł za mały, bo wtedy klient na pewno zmar­z­nie. I co z tego, że w za dużym spali wię­cej opału? Nawet dwa razy wię­cej (mam już porów­na­nie z życia — patrz sąsiada). Mało kto ma moż­li­wość porów­na­nia, bo prze­cież róż­nicę +-50% opału będzie sobie tłu­ma­czył róż­ni­cami w kon­struk­cji domu. Wierz­cie mi, nikt, kto nie czy­tał Waszych stron albo nie jest dobrze obe­znany z tema­tem kotłów i spa­la­nia nie wpad­nie na to, że kocioł, na któ­rym pro­du­cent napi­sał “spraw­ność 82%”, może pra­co­wać na pozio­mie 30%. I nikt go nie prze­kona, albo nie będzie to łatwe, że zro­bił źle kupu­jąc taki kocioł. A z dru­giej strony, dla­czego ktoś w ogóle zało­żył, że sprze­dawca ma się znać na kotłach? Albo na czym­kol­wiek, oprócz zara­bia­nia pieniędzy?

    A na koniec dwa słowa: świetna robota. Już nie wiem, jak tra­fi­łem na Waszą stronę, ale otwo­rzyła mi oczy. Co prawda, nie tru­łem ludzi zbyt długo, bo dopiero mija moja druga zima w domku jed­no­ro­dzin­nym, ale i tak widzę róż­nicę mię­dzy poprzed­nim a obec­nym sezo­nem (nawet uwzględ­nia­jąc sporą róż­nicę aury). I, co wię­cej, zamie­rzam jesie­nią roz­po­wszech­niać Wasze ulotki a pale­nie od góry pro­pa­guję wszem i wobec.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *