Na gotowanie od spodu garnka patrząc

W goto­wa­niu naj­bar­dziej inte­re­su­jące jest to, co w garnku. Ale zanim nada się to do spo­ży­cia, potrzebne jest źró­dło cie­pła. Dla nas kuchenka to jedna z tych rze­czy, która po pro­stu jest i działa na zawo­ła­nie. Ale dla połowy ludz­ko­ści codzienne pich­ce­nie wiąże się ze spa­la­niem drewna i węgla. Pry­mi­tywna tech­nika spa­la­nia tych paliw powo­duje nie­bez­pieczne zanie­czysz­cze­nie powie­trza wewnątrz domostw. Zgod­nie z danymi WHO, na cho­roby tym wywo­łane co roku umie­rają ponad cztery miliony ludzi na świe­cie — to wię­cej niż na AIDSmala­rię razem wzięte!

Świat nie patrzy bez­czyn­nie. Od ponad 30 lat liczne orga­ni­za­cje mię­dzy­na­ro­dowe opra­co­wują roz­wią­za­nia popra­wia­jące kul­turę tech­niczną spa­la­nia bio­masy i węgla na potrzeby przy­go­to­wa­nia jedze­nia w kra­jach tzw. trze­ciego świata. Powstał sze­reg pro­jek­tów czy­sto spa­la­ją­cych pie­cy­ków kuchen­nych. Są one o tyle cie­kawe, że z koniecz­no­ści są eks­tre­mal­nie pro­ste, tanie i łatwe w wyko­na­niu a zara­zem imple­men­tują naj­lep­sze znane tech­niki spa­la­nia paliw sta­łych. Oraz są stale roz­wi­jane i ulepszane.

W naszych domach grza­nie jedze­nia na gazie i prą­dzie nie powo­duje pro­ble­mów z powie­trzem w domu. Ale skoro już o tematy kuchenne zaha­czamy, zobaczmy na ile efek­tywne są kuchenki z naszego, nie­mal już pierw­szego świata? To może być nie­mi­łym zaskoczeniem.

Jak wypo­sa­że­nie kuchni okre­śla byt

Około trzech miliar­dów ludzi (z 7,3 mld ogó­łem wg stanu na rok 2015) codzien­nie przy­go­to­wuje posiłki nad ogniem, spa­la­jąc drewno, węgiel a cza­sem po pro­stu suszone zwie­rzęce odchody, trawę czy cokol­wiek tam mają pod ręką. Ogień czę­sto roz­pa­lany jest wewnątrz domu a spa­liny ula­tują przez dziurę w dachu. W wielu czę­ściach świata komin nie jest bowiem powszech­nie posia­da­nym ele­men­tem budynku, zupeł­nie jak to było w naszych kur­nych cha­tach.

Ludzie nie potra­fią pra­wi­dłowo roz­pa­lać ogni­ska, aby było ono efek­tywne i nie dymiło, lub też użyt­kują źle skon­stru­owane piece. Tak fatal­nie uży­wane kuchenne pale­ni­sko potrafi mieć spraw­ność poni­żej 10%. Z dużej ilo­ści zuży­wa­nego opału powstaje mnó­stwo dymu a mało uży­tecz­nego ciepła.

Tak niski poziom tech­niki w kuchni upo­śle­dza wiele obsza­rów życia:

  • pogłę­bia biedę — niska efek­tyw­ność spa­la­nia to duże zuży­cie opału, co musza do spę­dza­nia dłu­gich godzin na zbie­ra­niu i trans­por­cie drewna zamiast poświe­ce­nia czasu na zaro­bek, a jeśli zara­biają, to dużą część dochodu wydają na opał
  • nisz­czy zdro­wie — dym w domu to jak komora gazowa, szko­dzi bar­dziej niż naj­gor­szy smog. Zaczyna się od prze­wle­kłych cho­rób dróg odde­cho­wych, aż po wady roz­wo­jowe dzieci i przed­wcze­sną śmierć osób starszych
  • degra­duje śro­do­wi­sko — rejony i tak ubo­gie w zasoby drewna wyle­siają się jesz­cze szyb­ciej, nisz­czeje gleba, nie­moż­liwa staje się jej uprawa

Dzia­ła­nia na rzecz poprawy warun­ków tech­nicz­nych w kuch­niach kra­jów roz­wi­ja­ją­cych się wpi­sują się w co naj­mniej pięć z ośmiu mile­nij­nych celów roz­wo­jo­wych ONZ: zli­kwi­do­wa­nie nędzy i głodu, wspie­ra­nie rów­no­upraw­nie­nia płci, zmniej­sze­nie wskaź­nika umie­ral­no­ści dzieci, poprawę stanu zdro­wia kobiet cię­żar­nych i zapew­nie­nie rów­no­wagi eko­lo­gicz­nej środowiska.

Dobre ogni­sko nie jest złe

Naj­prost­sze pale­ni­sko kuchenne to ogni­sko + trzy kamie­nie do usta­wie­nia garnka nad ogniem. Nawet tak pro­ste “urzą­dze­nie” potrafi osią­gnąć spraw­ność samego spa­la­nia w oko­li­cach 90%. Pod warun­kiem oczy­wi­ście, że obsłu­guje je osoba zna­jąca zasady efek­tyw­nego roz­pa­la­nia i pod­trzy­ma­nia ognia. W prze­ciw­nym razie efekt jest łatwy do prze­wi­dze­nia: brud, dym, smród i ogólna spraw­ność na pozio­mie kilku procent.

Proste kuchenne palenisko kopci niemożebnie przez nieumiejętną obsługę

Nie­umie­jętna obsługa powo­duje, że pro­ste kuchenne pale­ni­sko kopci nie­mo­żeb­nie Fot. cleancookstoves.org

Choć począt­kowo w pro­jek­to­wa­niu nowo­cze­snych pie­cy­ków kuchen­nych przy­jęto dogmat, że takie pro­ste ogni­sko jest kosz­mar­nie nie­efek­tywne, to jed­nak z cza­sem zre­wi­do­wano ten pogląd na pod­sta­wie doświad­czeń. Obser­wa­cja nawy­ków wytraw­nych pala­czy kuchen­nych pozwo­liła ulep­szyć kon­struk­cje pie­ców, tak by nawet mniej wprawny ope­ra­tor był w sta­nie osią­gać dobre efekty.

three-stone-fire

Pro­ste ogni­sko obsłu­gi­wane przez wykwa­li­fi­ko­wa­nego ope­ra­tora nie pro­du­kuje dymu. Fot. cleancookstoves.org

Zasady efek­tyw­nego i czy­stego roz­pa­la­nia ognia nie są wielce skom­pli­ko­wane gdy się je zna:

  • palić się powinny tylko koń­cówki paty­ków — sku­pia się w ten spo­sób pło­mień pod garn­kiem oraz zapo­biega gwał­tow­nemu pod­grze­wa­niu dużej ilo­ści opału, uni­ka­jąc tym samym dymienia
  • moc pale­ni­ska regu­luje się doda­jąc kolejne szczapy zapa­lane tylko na koń­cach i pod­su­wa­jąc je do ognia w miarę wypalania
  • szczapy powinny być tak ukła­dane, aby ich pło­nące koń­cówki wisiały kilka cen­ty­me­trów nad zie­mią, co zapew­nia dobry dopływ powie­trza, ogień pali się bar­dziej inten­syw­nie, a więc czyściej

Takie pro­ste ogni­sko — pra­wi­dłowo obsłu­gi­wane — działa sto­sun­kowo dobrze pod kątem efek­tyw­no­ści ciepl­nej i emi­sji zanie­czysz­czeń. Efek­tyw­ność ogrze­wa­nia garnka pozo­sta­wia jed­nak wiele do życze­nia. Sporo jesz­cze można ulep­szyć w tym wzglę­dzie, dla­tego pro­jek­tuje się piece kuchenne, które prócz czy­stego spa­la­nia popra­wiają rów­nież odbiór cie­pła przez garnek.

Zasady budowy efek­tyw­nego pieca kuchennego

Aby efek­tyw­nie pod­grzać zawar­tość garnka, każdy piec kuchenny musi zro­bić dwie rzeczy:

  • efek­tyw­nie spa­lić paliwo
  • jak naj­wię­cej wytwo­rzo­nego cie­pła prze­ka­zać do garnka

Aby piec kuchenny był lep­szy od zwy­kłego ogni­ska, nie wystar­czy bez­dymne spa­la­nie. Trzeba jesz­cze popra­wić odbiór cie­pła przez gar­nek, a to nie jest banalna sprawa. Gar­nek jest kiep­skim wymien­ni­kiem. Nie bar­dzo można zmie­nić jego tra­dy­cyjny kształt. Gdyby zro­bić z niego dobry wymien­nik, wtedy stałby się kiep­skim garnkiem.

Orga­ni­za­cja Inży­nie­ro­wie bez gra­nic wydała krótki porad­nik opi­su­jący zasady pro­jek­to­wa­nia efek­tyw­nych pie­cy­ków kuchen­nych pod kątem oby­dwu tych zadań.

Aby popra­wić efek­tyw­ność spa­la­nia paliwa należy:

  • wypo­sa­żyć piec w komorę spa­la­nia, która będzie dobrze zaizo­lo­wana mate­ria­łem o nie­wiel­kiej pojem­no­ści cieplnej
  • izo­lo­wać wszystko z czym styka się pło­mień (ogra­ni­cza się wtedy straty na nagrze­wa­nie kon­struk­cji pieca)
  • zapew­nić dobry ciąg np. przez zasto­so­wa­nie rusztu oraz minia­tu­ro­wego wewnętrz­nego komina (pio­no­wej komory spa­la­nia wprost nad ogniem), w któ­rym zwięk­sza­jące obję­tość wsku­tek spa­la­nia gazy będą wytwa­rzać ciąg
  • moc regu­lo­wać ilo­ścią poda­wa­nego paliwa
  • roz­pa­lać paliwo stop­niowo, naj­le­piej same koń­cówki szczap jak to ma miej­sce w pra­wi­dłowo palo­nym ognisku

Aby popra­wić efek­tyw­ność ogrze­wa­nia garnka należy:

  • pod­nieść tem­pe­ra­turę gazów ogrze­wa­ją­cych gar­nek i/lub przy­spie­szyć ich przepływ
  • dodać wokół garnka koł­nierz dzięki któ­remu poprawi się odbiór cie­pła przez boczne powierzch­nie garnka
Kołnierz wokół garnka polepszający odbiór ciepła przez jego ścianki

Koł­nierz wokół garnka polep­sza­jący odbiór cie­pła przez jego ścianki

Oba te obszary dzia­łal­no­ści pieca kuchen­nego wza­jem­nie się zazę­biają. Przy­kła­dowo lep­sza izo­la­cja komory spa­la­nia daje moc­niej­szy ciąg czyli więk­szą pręd­kość gazów opły­wa­ją­cych garnek.

Tech­niki spa­la­nia w pie­cach kuchennych

Ist­nieje mul­tum pie­ców kuchen­nych opra­co­wa­nych dla róż­nych czę­ści świata, przy­sto­so­wa­nych do róż­nych paliw, róż­nych zadań i moż­li­wo­ści finan­so­wych ludzi. Więk­szość z nich używa jed­nak podob­nych roz­wią­zań w celu zapew­nie­nia czy­stego spalania.

Piec rakie­towy (roc­ket stove)

Naj­prost­szym chyba a zara­zem naj­bar­dziej efek­tyw­nym pie­cem świata jest piec rakie­towy. Auto­rem tej kon­cep­cji jest dr Larry Winiar­ski, zało­ży­ciel Apro­ve­cho Rese­arch Cen­ter — orga­ni­za­cji non-profit dzia­ła­ją­cej na rzecz roz­woju tech­no­lo­gicz­nego pie­ców kuchen­nych. Pierw­sze szkice pieca rakie­to­wego powstały u początku lat 80-tych. Mimo nazwy, nie ma on nic wspól­nego z zasadą dzia­ła­nia rakiet, ale raczej nazwa wzięła się od spo­sobu pracy — szyb­kiego, gorą­cego i huczą­cego płomienia.

Schemat pieca rakietowego, wiki

Sche­mat pieca rakie­to­wego, wiki

Dopływ powie­trza do pieca jest swo­bodny a moc ste­ro­wana jest ilo­ścią poda­nego paliwa. Palą się jedy­nie koń­cówki szczap a pło­mień ma do dys­po­zy­cji pio­nową, świet­nie zaizo­lo­waną komorę spa­la­nia. Dzięki tej izo­la­cji tem­pe­ra­tury wewnątrz prze­kra­czają 1000st.C i paliwo spala się do cna. Wytwa­rzany ciąg jest tak duży, że po spa­lo­nym drew­nie prak­tycz­nie nie pozo­staje żaden popiół, stąd brak tu popielnika.

Nie­by­wała pro­stota kon­struk­cji i łatwość budowy takiego pieca nie­malże z byle czego spra­wiły, że zna­lazł on wiele zasto­so­wań poza pie­cami kuchen­nymi, np. w połą­cze­niu z kil­koma tonami gliny może sta­no­wić pro­sty, tani a przy tym nie­by­wale efek­tywny piec cera­miczny do ogrze­wa­nia pomieszczeń.

Piec ceramiczny z paleniskiem rakietowym. Fot. naturalhomes.org

Piec cera­miczny z pale­ni­skiem rakie­to­wym. Fot. naturalhomes.org

Na youtube jest masa fil­mi­ków pre­zen­tu­ją­cych prze­różne — lepiej i gorzej wyko­nane — odmiany pieca rakie­to­wego. Nie cho­dzi tu bynaj­mniej o este­tykę wyko­rzy­sta­nych mate­ria­łów, ale o zacho­wa­nie zasad kon­struk­cyj­nych. Pie­cyk uło­żony z kilku cegieł będzie jako tako dzia­łał, ale nie tak dobrze jak powi­nien. Brak mu bowiem izo­la­cji w komo­rze spa­la­nia (cegły nie izo­lują, a wręcz pochła­niają cie­pło hurtowo).

Choć zasady budowy pieca rakie­to­wego są pro­ste, nie jest banal­nym zbu­do­wać go dobrze. Tem­pe­ra­tury panu­jące we wnę­trzu spra­wiają, że nawet nie­rdzewna stal nie wytrzyma tam długo. Do izo­la­cji komory spa­la­nia trzeba też wyko­rzy­stać wła­ściwe mate­riały — dobrze izo­lu­jące ALE o nie­wiel­kiej pojem­no­ści ciepl­nej. Naj­tań­szym z nich jest… popiół. Chcąc dodać wymien­nik (ta beczka nasa­dzona na wylot z komory spa­la­nia) trzeba też odpo­wied­nio zwy­mia­ro­wać kanały spa­li­nowe, aby piec w ogóle chciał pracować.

Przy wszyst­kich swo­ich zale­tach, piec rakie­towy nie jest świę­tym Gra­alem zduń­stwa i nie nadaje się rów­nie dobrze do wszyst­kiego. Głów­nym pro­ble­mem jest fun­da­men­talna zasada jego dzia­ła­nia — daw­ko­wa­nie paliwa małymi por­cjami. To ozna­cza, że stale musi być pil­no­wany i dokar­miany. O ile w jego pier­wot­nym zasto­so­wa­niu (piecu kuchen­nym) to sprawa oczy­wi­sta, bo kucharz i tak jest cią­gle przy garnku, o tyle już zasto­so­wa­nie takiego pale­ni­ska w naszych pie­cach i kotłach jest pro­ble­ma­tyczne, bo więk­szość ludzi ma życie poza kotłow­nią. Podej­mo­wane są próby zwięk­sze­nia pojem­no­ści zała­dun­ko­wej pieca rakie­to­wego, ale przy zacho­wa­niu swo­bod­nego dopływu powie­trza ozna­cza to jed­no­cze­śnie gwał­tow­niej­szą pro­duk­cję cie­pła. Tak więc piec rakie­towy jest dobry w swo­jej niszy, ale chcąc go zaadap­to­wać do naszych kotłowni napo­ty­kamy na pro­blemy kon­struk­cyjne typowe dla kotłów zasypowych.

Top-Lit Up-Draft (TLUD)

Ten pie­cyk powi­nien wyglą­dać zna­jomo. TLUD to skrót od Top-Lit Up-Draft co ozna­cza górne spa­la­nie z roz­pa­la­niem od góry. W odróż­nie­niu od pieca rakie­to­wego jest on jed­nak kla­sy­fi­ko­wany jako gene­ra­tor gazu — spa­la­nie jest tu bowiem dwu­eta­powe, w pierw­szej fazie pro­du­ko­wana jest palna mie­szanka, która potem spala się w powie­trzu wtórnym.

Zasada dzia­ła­nia pie­cyka TLUD powinna być jasna dla każ­dego, kto wie o roz­pa­la­niu od góry. Jed­nak histo­ria jego powsta­nia jest nie­by­wale pokrętna. W poło­wie lat 80. wymy­śliły go nie­za­leż­nie i nie­mal rów­no­cze­śnie dwie osoby, docho­dząc do tego samego efektu róż­nymi drogami:

  • dr Tho­mas Reed — eks­pert od zga­zo­wa­nia bio­masy — nie wie­dząc o meto­dzie roz­pa­la­nia od góry wymy­ślił ją od nowa odwra­ca­jąc do góry nogami pale­ni­sko dol­nego spalania.
  • Paal Wen­delbo — z zawodu archi­tekt — dzia­ła­jąc w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej w nor­we­skim ruchu oporu nauczył się roz­pa­la­nia ogni­ska od góry, a potem wykom­bi­no­wał jak w opar­ciu o tę metodę zbu­do­wać bez­dym­nie spa­la­jący piecyk

Dziś głów­nym “apo­sto­łem” tego typu pie­ców jest dr Paul S. Ander­son, znany też jako dr TLUD. Na jego stro­nie można zna­leźć m.in. histo­rię powsta­nia i roz­woju tych pie­ców do dnia dzi­siej­szego.

Schemat piecyka TLUD

Sche­mat pie­cyka TLUD

Pie­cyk TLUD jest rów­nie pro­sty w budo­wie co piec rakie­towy. Można zmaj­stro­wać dobrze dzia­ła­jący egzem­plarz z jednej-dwóch więk­szych puszek po kon­ser­wach. Jed­nak zasada dzia­ła­nia jest zupeł­nie różna od tej sto­so­wa­nej w “rakie­towcu” jak rów­nież nieco inna od tego, co można zaob­ser­wo­wać w domo­wym kotle roz­pa­lo­nym od góry.

W kotle roz­pa­lo­nym od góry więk­szość powie­trza poda­wana jest pod ruszt jako powie­trze główne. Napę­dza ono zarówno pro­ces odga­zo­wa­nia paliwa jak i wystar­cza go jesz­cze na spa­la­nie koksu. Powie­trze wtórne jest jedy­nie dopalaczem.

W TLUD-zie mniej­sza część powie­trza poda­wana jest przez war­stwę paliwa — tylko tyle, aby napę­dzać pro­ces odga­zo­wa­nia. Nie wystar­cza to do peł­nego spa­la­nia, dla­tego nad war­stwą paliwa unosi się palna mie­szanka gazów. Tu do pracy wkra­cza powie­trze wtórne podane tuż nad zasyp. Gorące gazy są spa­lane po zmie­sza­niu z powie­trzem wtór­nym. Wszystko to bez dodat­ko­wego nadmu­chu czy komina, tylko w opar­ciu o kon­wek­cję (choć bywają modele z wymu­szo­nym nadmu­chem co daje lep­sze osiągi).

Prosty TLUD w trakcie pracy. Fot. Solar Roots

Pro­sty TLUD w trak­cie pracy. Fot. Solar Roots

TLUD ma tę cie­kawą cechę w porów­na­niu z pie­cem rakie­to­wym, że jeśli odpo­wied­nio zmniej­szy się mu dawkę powie­trza głów­nego, wtedy pro­duk­tem ubocz­nym spa­la­nia jest węgiel drzewny. Na co to komu? To tzw. bio­char — węgiel drzewny uży­wany do użyź­nia­nia gleby. Jego pro­duk­cja jest jedną z metod usu­wa­nia dwu­tlenku węgla z atmos­fery. Tak pro­sto można prze­li­cy­to­wać wszyst­kich eko­lo­gów i zostać carbon-negative!

Pod wzglę­dem emi­sji zanie­czysz­czeń TLUD jest lep­szy od pieca rakie­to­wego. Zna­cze­nie ma tu choćby pręd­kość prze­pływu gazów. W “rakie­towcu” jest ona tak duża, że ze spa­li­nami pory­wany jest popiół. TLUD nato­miast pali się o wiele spo­koj­niej i powoli.

Węglowy Cross-Draft z Mongolii

Ory­gi­nalną kon­struk­cją jest piec na węgiel opra­co­wany dla Mon­go­lii przez GIZ — nie­miecką rzą­dową agen­cję zaj­mu­jącą się pomocą rozwojową.

GIZ_Nepal_Erlbeck_Coal_burning_stove_(GTZ_7.5)

Piec posiada nie­dużą komorę zasy­pową (pod dekiel­kiem z lewa), z któ­rej węgiel zsuwa się na lekko pochyły ruchomy ruszt. Powie­trze poda­wane jest pod ruszt oraz w dolną część komory zasypowej.

Pigott 2011 gas path of the GIZ 7 series stove

Taki układ pale­ni­ska z angiel­ska nazywa się cross-draft i brak mu chyba ład­nego pol­skiego tłu­ma­cze­nia, więc nazwijmy to robo­czo “spa­la­nie w poprzek”. Cho­dzi bowiem o to, że powie­trze prze­pływa tutaj w poprzek wzglę­dem kie­runku poda­wa­nia opału. Taki spo­sób spa­la­nia zasto­so­wany jest m.in. w kotle Szto­ker, w pal­ni­kach ryn­no­wych oraz w kotle zasy­po­wym roz­pa­la­nym metodą pale­nia kro­czą­cego.

Ten doku­ment opi­suje pro­ces wdro­że­nia nowego typu pie­ców w Mon­go­lii oraz porów­nuje emi­sje zanie­czysz­czeń z pieca przed i po mody­fi­ka­cji spo­sobu spa­la­nia. Róż­nice są kolosalne.

Efek­tyw­ność kuchni “pierw­szego świata”

My tu sobie sie­dzimy we względ­nym dostatku i czu­jemy się lepsi od trze­ciego świata, bo prze­cież nasze kuchenki są takie czy­ste, wygodne… ale czy są efek­tywne? Oj…

Weźmy na tapetę rodzime bada­nie porów­nu­jące efek­tyw­ność trzech rodza­jów kuchenek:

  • zwy­kłej gazowej
  • cera­micz­nej płyty grzewczej
  • płyty induk­cyj­nej

Oto wykres pod­su­mo­wu­jący cał­ko­witą spraw­ność urządzeń.

kuchenki-sprawnosc

Nie zaska­kuje naj­lep­szy wynik płyty induk­cyj­nej. To efekt odmien­nego, o wiele efek­tyw­niej­szego spo­sobu prze­syłu ener­gii do garnka. Zamiast cie­pła wysy­łana jest fala elek­tro­ma­gne­tyczna, która bez­po­śred­nio nagrzewa gar­nek. Jedyne straty cie­pła to te od garnka do oto­cze­nia i do płyty kuchenki.

Cie­kawy jest przy­pa­dek kuchenki gazo­wej. Oka­zuje się, że jej efek­tyw­ność mocno zależy od wła­ści­wego doboru wiel­ko­ści pal­nika do roz­mia­rów naczy­nia. Nato­miast samo przy­kry­cie garnka pokrywką pozwala oszczę­dzić ~20% ener­gii i w podob­nym stop­niu skró­cić czas gotowania.

Mimo kiep­skiej efek­tyw­no­ści kuchenka gazowa wygrywa pod wzglę­dem kosz­tów eks­plo­ata­cji dzięki taniemu paliwu. Ale tylko mini­mal­nie. Na karku sie­dzi jej płyta induk­cyjna, która robi na odwrót — zasi­lana droż­szym prą­dem, zużywa go efek­tyw­niej oraz grzeje pra­wie dwa razy szyb­ciej od gazówki.

Pol­ska myśl tech­niczna: gaz bez płomienia

Jest jesz­cze jedno mniej znane obli­cze kuchenki gazo­wej, o któ­rym warto przy tej oka­zji wspo­mnieć, bo mocno różni się na plus od zna­nej nam z dziada pra­dziada kuchni z pal­ni­kami. Pol­ska firma Sol­gaz pro­du­kuje płyty kuchenne zasi­lane gazem, które w wyglą­dzie i uży­ciu nie róż­nią się od płyt elek­trycz­nych. Słowo inno­wa­cja, choć wytarte i nad­uży­wane, pasuje tutaj jak ulał.

Tak, to jest płyta gazowa. Źródło: fb Solgaz.

Tak, to jest płyta gazowa. Źró­dło: fb Sol­gaz.

Nie­zbyt obszerny test stwier­dza, że płyty Sol­gaz zuży­wają 30–50% mniej gazu od tra­dy­cyj­nych kuche­nek. Jest to moż­liwe, bowiem wyeli­mi­no­wano tu naj­więk­sze źró­dło strat w typo­wej kuchni palnikowej:

  • pło­mień nie grzeje już garnka, lecz komorę pal­nika — to ozna­cza, że prze­ka­zy­wa­nie cie­pła odbywa się głów­nie przez kon­takt garnka z gorą­cym polem grzew­czym. To tak jak w cera­micz­nej pły­cie elektrycznej.
  • pal­nik nie pali się stale — gaz jest dostar­czany i spa­lany cyklicz­nie, w takim tem­pie, w jakim gar­nek odbiera od niego ciepło
  • spa­liny z pal­ni­ków zasi­lają dodat­kowe (nazy­wane przez pro­du­centa “dar­mo­wym”) pole grzew­cze, na któ­rym można wstęp­nie pod­grzać potrawę lub usta­wić gar­nek, który nie powi­nien sty­gnąć. Zawsze to jakiś zysk.

Z poda­nego w teście zuży­cia gazu ziem­nego wynika, że płyta Sol­gaz osią­gnęła spraw­ność ok. 41% z odkry­tym garn­kiem, pod­czas gdy kon­wen­cjo­nalna kuchenka gazowa radziła sobie z iden­tycz­nej wiel­ko­ści garn­kiem ze spraw­no­ścią od 24% do 38% zależ­nie od wiel­ko­ści pal­nika. W teście płyty Sol­gaz bra­kuje istot­nej infor­ma­cji: który z pal­ni­ków wyko­rzy­stano? Czas grza­nia wody w prze­li­cze­niu na 1 litr jest podobny jak w teście pierw­szym dla pal­nika tra­dy­cyj­nego o mocy 3kW, na któ­rym spraw­ność wynio­sła tylko 23,8%. Tak więc tutaj róż­nica w zuży­ciu paliwa fak­tycz­nie wynie­sie nie­mal 50%.

Jest efek­tyw­nie, czy­sto i este­tycz­nie, ale żeby nie było tak słodko, wystar­czy spoj­rzeć na ceny płyt Sol­gazu, które zaczy­nają się od 1560zł za płytę z dwoma pal­ni­kami (stan na gru­dzień 2015). Fakt, że koszt eks­plo­ata­cji w porów­na­niu z kuchenką elek­tryczną będzie niż­szy o ~70% (kon­wen­cjo­nalny gaz jest tań­szy o ~45%). Jed­nak per­spek­tywa osią­gnię­cia zwrotu z inwe­sty­cji wydaje się odle­gła, chyba że ktoś gotuje dużo i intensywnie.

Co z drogą do gniazdka?

W wyżej przy­ta­cza­nych bada­niach dla urzą­dzeń elek­trycz­nych oce­niono efek­tyw­ność na pod­sta­wie zuży­cia prądu. Ale prze­cież prąd nie rośnie na drze­wie. W kuchni z kuchenką elek­tryczną jest czy­sto i wygod­nie, bo cała brudna robota odbywa się w elek­trowni. Na każdą wypro­du­ko­waną kilo­wa­to­go­dzinę przy­pada kilka stra­co­nych na pro­duk­cji i prze­syle. Wypa­da­łoby to uwzględ­nić w bilansie.

Świetny arty­kuł z LowTechMagazine.com porów­nuje efek­tyw­ność kuchen­nych źró­deł cie­pła z kra­jów bied­nych i boga­tych, z uwzględ­nie­niem peł­nego kosztu wytwo­rze­nia prąd. Stam­tąd pocho­dzi poniż­szy wykres.

efektywnosc-kuchennych-zrodel-ciepla

Po uwzględ­nie­niu kosz­tów dostar­cze­nia prądu do gniazdka, pie­cyki kuchenne dla trze­ciego świata efek­tyw­no­ścią biją na głowę kuchenki elek­tryczne.

Jak się chwilę zasta­no­wić, wyko­rzy­sta­nie prądu do pro­duk­cji cie­pła jest skraj­nym mar­no­traw­stwem. Naj­pierw spala się paliwo w elek­trowni, z czego ~30% prze­ra­biane jest na prąd, wysy­łane w sieć, gdzie znika ok. połowa z tego, po czym reszta — czyli jakieś 15% ener­gii z pier­wot­nego paliwa — zamie­niana jest znów w cie­pło, aby pod­grzać garnek.

Ale to wygodne i nas stać. Kto boga­temu zabroni?


foto tytu­łowe: David Amsler

4 myśli nt. „Na gotowanie od spodu garnka patrząc

  1. robol

    Juza­fie św. a co nimb i laur ci nakła­dam boś nie­złomny i darmo słuszne idee gło­sisz mnie pro­stemu to kłody wraz z iro­nią kole­dzy kładą bo o “a co ty mi tu pier.….. ja to wiem bo ponad 30 lat mam camino i się tro­chę napa­li­łem węgla i innych rze­czy” nic to ja 4tą zimę jadę dol­nia­kiem po przeróbkach{przewymiarowany był o 1/3 ) mam nadzieję , że stać mnie będzie na dobry retor­towy gdy czas przyj­dzie . a ty dawaj , dawaj , dawaj. LastRico i twoje prace mnie prze­ko­nały dawno więc mam nadzieje ‚że inni też dostrzegą . swoją drogą o roc­ket stove to od brata co ma kalo­ry­fery w bloku jakieś 2 lata temu się dowie­dzia­łem więc jest nadzieja na zmianę nawy­ków śmie­ció­cho­wych zatru­wa­czy zady­mia­czy jest realna szansa .pozdr. Robol

    Odpowiedz
  2. Jacek

    Cie­kawy arty­kuł. Na mar­gi­ne­sie taka histo­ryjka 🙂
    W mojej miej­sco­wo­ści była jed­nostka woj­skowa. Jedze­nie dla żoł­nie­rzy goto­wano w kuch­niach opa­la­nych drew­nem. W pew­nym cza­sie dotarła tam cywi­li­za­cja i dopro­wa­dzono do kuchni gaz. I zaczęło się narze­ka­nie na jedze­nie. Te same kucharki, ci sami dostawcy, te same garnki a jedze­nie sma­ko­wało zupeł­nie ina­czej, gorzej. Potem wszy­scy się przy­zwy­cza­ili, ale zawsze z sen­ty­men­tem wspo­mi­nali goto­wa­nie na drew­nie.
    Pozdrowienia

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.