Skąd nagle wziął się w Polsce smog?

Ostat­ni­mi laty coraz więcej słyszymy, że nasz smog z ogrze­wa­nia chałup mor­du­je tysiące ludzi. Zwykły człowiek na kanapie przed telewiz­orem puka się w czoło. Tyle lat pal­ił jak pali i pies z kulawą nogą nie miał pre­ten­sji. Sam nie czu­je się mor­dowany, smogu żad­nego nie widzi (najbliższy ponoć jest w Chi­nach) a w rodzinie jeśli już umier­ali, to ze staroś­ci. To musi być kole­j­na szop­ka nakrę­cana przez jakieś lob­by, które chce się doro­bić kosztem zwykłych ludzi.

Skąd w Polsce wziął się zarówno sam smog jak i wzmożone mówie­nie o nim? Czy i jak smog mor­du­je oraz skąd brane są tak dra­maty­czne licz­by jego ofi­ar? Dlaczego w listopadzie bywa gorzej niż w najm­roźniejsze dni sty­cz­nia sko­ro winne ma być głównie ogrze­wanie domów? To pyta­nia, jakie mogą się nasuwać śledzą­cym medi­al­ną nar­rację w tym tema­cie. Końcówka wakacji to dobry czas, by te sprawy wyjaśnić.

Jak sąsiad kopci to jeszcze nie jest smog

Jeśli wynieśliśmy ze szkoły jakiekol­wiek poję­cie o smogu, to wdrukowano nam, że smog to prob­lem wiel­kich miast i ośrod­ków prze­mysłowych. Nikt nor­mal­ny nie kojarzył smogu ze spoko­jnym osiedlem domków jed­norodzin­nych pod (dajmy na to) Łodz­ią. Tym­cza­sem im więcej media mówią o smogu, tym częś­ciej zestaw­ia­ją ten ter­min z obrazkiem kopcącego domowego kom­i­na, utr­wala­jąc u odbior­ców błędne wraże­nie jako­by smog znaczył wyłącznie “gęsty dym z kom­i­na sąsi­a­da”, przez co rzad­szy czarny dym z rury wyde­chowej Pas­sa­ta 1.8 TDi umy­ka uwadze.

Definic­ja smogu jest dość luź­na, ale zawsze będzie to stan powi­etrza na danym obszarze a nie gęs­tość wyziewów z jed­nego czy kilku źródeł. Prze­ważnie mówi się o smogu jako o mieszance mgły i dymów/spalin o takim natęże­niu, że czuć to i widać wyraźnie. Obec­nie ist­nieją normy dobowe stężeń zanieczyszczeń uznawane obec­nie za dopuszczalne i względ­nie mało szkodli­we, i gdy zosta­ją one przekroc­zone, moż­na nazwać sytu­ację smo­giem, choć widzialne i odczuwalne gołym okiem są dopiero przekroczenia kilkukrotne.

  • Bezch­murny słoneczny dzień nie gwaran­tu­je czys­tego powi­etrza – bywa, że przy takiej pogodzie np. zapyle­nie przekracza normy dwukrot­nie, ale wcale tego nie widać.
  • Z drugiej strony nie każ­da mgła musi być smo­giem – pomi­ary jakoś­ci powi­etrza odróż­ni­a­ją parę wod­ną w powi­etrzu od pyłów.

Definic­ja smogu (dym + mgła) zakła­da mil­czą­co, że ma w nim swój udzi­ał pogo­da (wszak nie ma mgły gdy jest wietrznie). Koniecznym warunk­iem pow­sta­nia smogu jest stan pogody, który umożli­wia nadzwycza­jną kumu­lację zanieczyszczeń w powi­etrzu. Przy bezruchu powi­etrza dany obszar będzie się kisił w sosie włas­nych wyziewów z wszel­kich źródeł, zarówno aut, kom­inów domowych jak i prze­mysłowych.

Jest ciepło, jest smog, a winią piece

Ist­nieje zjawisko pogodowe nawet gorsze niż brak wia­tru. Prawdzi­wą zimową zmorą, zwłaszcza dla miejs­cowoś­ci leżą­cych w zagłę­bi­eni­ach terenu, jest inwer­s­ja tem­per­atur. Dochodzi do niej gdy przyziem­na warst­wa powi­etrza w niec­ce błyskaw­icznie się wychładza, co uniemożli­wia ruch i wymi­anę powi­etrza. Dolina zosta­je zamknię­ta pod cza­pą cieple­jszego powi­etrza niczym pod szk­lanym kloszem. Wtedy nor­mal­nie niegroź­na emis­ja zanieczyszczeń powodu­je, że na tere­nie dotknię­tym inwer­sją pow­sta­je swoista komo­ra gazowa.

SmokeCeilingInLochcarron

Zjawisko inwer­sji w akcji — wszys­tko zosta­je pod “cza­pą” ciepłego powi­etrza. Fot. Johan­TheGhost

Dlat­ego naj­gorszy smog wcale nie musi wys­tąpić wtedy, gdy emis­ja jest najwięk­sza! Świet­ny przykład smogu spowodowanego inwer­sją mieliśmy w Krakowie na początku listopa­da 2015 roku. Stan powi­etrza przez kil­ka dni był gorszy niż w środ­ku sro­giej zimy, mimo że tem­per­atu­ry były wiosenne (śred­nia dobowa ok. +7st.C). Urzęd­ni­cy tłu­maczyli się wtedy, że to przez brak wia­tru i znicze na cmen­tarzach. Rację mieli w ćwier­ci, bo nie sam brak wia­tru był przy­czyną. Zmarnowano piękną okazję do pokaza­nia społeczeńst­wu, jak dzi­ała inwer­s­ja.

W rejonach podat­nych na inwer­sję tem­per­atur bard­zo łat­wo o fatal­ny stan powi­etrza. Nie umniejsza to jed­nak wkładu kiep­skiego spala­nia węgla i drew­na w pogorsze­nie sytu­acji. W takich miejs­cach potrzeb­na jest daleko idą­ca elim­i­nac­ja źródeł zanieczyszczeń. W USA w takich przy­pad­kach dąży się nie tylko do elim­i­nacji ogrze­wa­nia drewnem, ale też wyprowadza się prze­mysł i elek­tro­ciepłown­ie poza kotliny.

Co wisi w powietrzu i dlaczego jest niedobre

Wiado­mo, że inten­sy­wne pale­nie papierosów znakomi­cie pod­nosi szanse na raka płuc a pra­cown­i­cy narażeni przez długie lata na wdy­chanie drob­nych pyłów nawet z pozoru niegroźnych sub­stancji mogą doro­bić się pyl­i­cy płuc. Zanieczyszczenia w powi­etrzu również szkodzą, choć dużo mniej spek­taku­larnie, gdyż stęże­nia tru­cizn są o wiele niższe niż np. w dymie papierosowym.

Główne szkodli­we sub­stanc­je w powi­etrzu (i te, o których najwięcej sły­chać) to:

  • pyły — czyli mikroskopi­jne cząst­ki stałe, mogą być pochodzenia nat­u­ral­nego (kurz z ulic, piasek nawet znad Sahary, lecz naprawdę spo­rady­cznie), ale u nas w więk­szoś­ci pyły pow­sta­ją przy spala­niu paliw (drobin­ki sadzy i lot­nego popi­ołu). Ze wzglę­du na rozmi­ar drobin wyróż­nia się frakc­je PM10 (do 10μm śred­ni­cy) i PM2.5 (do 2,5μm śred­ni­cy) — im drob­niejsze, tym groźniejsze, bo układ odd­e­chowy ich nie zatrzy­mu­je. Nawet jeśli sub­stanc­ja nie jest tru­ją­ca, to drob­ny pył w płu­cach dzi­ała drażnią­co i może zapoc­zątkować lub wzmóc roz­maite choro­by.
  • ben­zo-a-piren — to sub­stanc­ja smolista uży­wana jako wskaźnik obec­noś­ci w powi­etrzu niedopalonych skład­ników paliw węglowodor­owych jak węgiel, pro­duk­ty z ropy naftowej czy drewno
  • tlen­ki azo­tu — pow­sta­ją przy spala­niu dowol­nych paliw w bard­zo wyso­kich tem­per­at­u­rach; dziś główny­mi ich pro­du­cen­ta­mi są sil­ni­ki spali­nowe aut
  • ozon — pow­sta­je w atmos­ferze na skutek wza­jem­nej reakcji tego, co już w niej fruwa (głównie tlenków azo­tu), wspo­ma­ganej przez silne nasłonecznie­nie

Za pył i sub­stanc­je smoliste odpowia­da głównie kiep­sko prowad­zone spalanie: czy to w ogrze­wa­niu domów, czy w starych i wyek­sploa­towanych sil­nikach spali­nowych (szczegól­nie dies­la), czy w niek­tórych rodza­jach prze­mysłu (np. wyziewy z kok­sowni). Da się zauważyć, że stęże­nia tych sub­stancji gwał­town­ie ros­ną w sezonie grzew­czym a spada­ją latem (nie licząc okolic kok­sowni w Zdzies­zow­icach, choć nawet tam od maja przekroczenia PM10 były raptem trzy razy).
Nato­mi­ast tlen­ki azo­tu i ozon to prob­lem miesię­cy let­nich w dużych mias­tach, bowiem te sub­stanc­je gen­erowane są tam głównie przez sil­ni­ki spali­nowe lub ze spalin pow­sta­ją.

Choć alarmy smogowe stara­ją się dra­maty­cznie sprzedawać skut­ki lot­nych zanieczyszczeń, aby poruszyć odbior­ców, to nawet najbrud­niejsze dostęp­ne w Polsce powi­etrze raczej nie spowodu­je u niko­go raka-instant. Prze­ważnie skut­ki pojaw­ia­ją się pomału, po lat­ach i nie są spek­taku­larne, stąd moż­na nawet nie pode­jrze­wać, że ta ast­ma na starość to efekt odd­y­cha­nia przez pół wieku pyłem i sadzą.

Efek­ty stałego odd­y­cha­nia brud­nym powi­etrzem zacząć się mogą od niewin­nego kas­zlu czy kataru ciągnącego się całą jesień i zimę. Bada­nia ze Śląs­ka pokazu­ją, że efek­ty wdy­cha­nia gęst­szego kok­ta­jlu tru­cizn objaw­ia­ją się dopiero po kilku dni­ach. Bada­nia w Krakowie wykaza­ły wpływ złej jakoś­ci powi­etrza na masę urodzeniową noworod­ków. Zanieczyszc­zone powi­etrze pog­a­rsza stan chorych na choro­by płuc i układu krąże­nia a u tych bardziej zdrowych obciąża cały orga­nizm przez pogorszoną wydol­ność płuc i potrze­bę inten­sy­wniejszego oczyszcza­nia dróg odd­e­chowych. Najbardziej cier­pią na tym najsłab­si – dzieci i oso­by starsze. U tych ostat­nich kiep­skie powi­etrze może zaostrzać prze­bieg chorób, które w efek­cie doprowadzą do śmier­ci wcześniej, niż by to miało miejsce, gdy­by chory odd­y­chał czyst­szym powi­etrzem.

FineParticulateMatterSizeComparison

Drobin­ki sadzy i smoły pow­sta­jące przy niepełnym spala­niu paliw (po prawej) mogą być mniejsze niż śred­ni­ca ludzkiego włosa (po lewej); układ odd­e­chowy ich nie wyła­pu­je a potrafią przenikać do płuc i tam pozostawać, obniża­jąc wydol­ność płuc, powodu­jąc stany zapalne, nasi­la­jąc trwa­jące choro­by, dzi­ała­jąc rakotwór­c­zo. Grafi­ka: freeair.com

Czy naprawdę jesteśmy najgorsi w Europie

Częs­to ter­az pow­tarzane jest, że mamy naj­gorsze powi­etrze w Europie i że więk­szość najbardziej zanieczyszc­zonych miast europe­js­kich to mias­ta pol­skie — w dodatku nie te na Śląsku między hutą a kopal­nią, ale nawet mias­ta o sta­tusie uzdrowisk (!). Jak to tak? Owszem, wiado­mo było od zawsze, że na Śląsku moż­na siekierę za okno wywiesić, ale żeby gorzej było w malut­kich mieści­nach wśród gór, bez prze­mysłu? Czy ktoś postanow­ił niesłusznie pod­kopać markę pol­s­kich uzdrowisk?

Powiedzmy sobie jed­no: dane z pomi­arów stanu powi­etrza należy uznać za wiary­godne. Nie zbiera ich żaden Green­peace, ale jed­nos­t­ki państ­wowe. Jakość powi­etrza badana jest na okrągło przez automaty­czne stac­je pomi­arowe rozlokowane w całym kra­ju. Zaj­mu­je się tym Główny Inspek­torat Ochrony Środowiska wraz z wojew­ódzki­mi odd­zi­ała­mi (WIOŚ). Bieżące jak i his­to­ryczne dane dostęp­ne są na por­talu powietrze.gios.gov.pl. Na pod­staw­ie tych danych pow­sta­ją potem takie zestaw­ienia jak ten niech­lub­ny rank­ing najbardziej zanieczyszc­zonych miast Europy.

Więc: tak, mamy naj­gorsze powi­etrze w Unii Europe­jskiej pod wzglę­dem śred­niorocznego zapyle­nia i zawartoś­ci ben­zo-a-pirenu, czyli głównych zimowych zanieczyszczeń, których źródła­mi są kiep­sko spalane pali­wa.

Słyn­ny artykuł z pier­wszej strony Wybor­czej z poniższą map­ką stoi w zgodzie z dany­mi pomi­arowy­mi zbier­any­mi przez GIOŚ. Jest w nim tylko jed­na sub­tel­na manip­u­lac­ja: na mapce pokazano stęże­nia B(a)P, gdy aku­rat dla tej sub­stancji Pol­s­ka na całym obszarze wypa­da źle i najbardziej się wyróż­nia na tle Europy Zachod­niej — gdy­by wziąć mapy dla PM10 lub PM2.5 to czer­wono-bor­dowa była­by tylko połud­niowa część kra­ju. Mało to jed­nak pociesza­jące.

wyborcza-mapa-benzo-a-piren

Map­ka z artykułu Gaze­ty Wybor­czej ze śred­niorocznym stęże­niem ben­zo-a-pirenu

A to taka sama mapa za ten sam rok z rapor­tu Europe­jskiej Agencji Środowiska. Map­ka Wybor­czej bazowała podob­nież na danych z tej właśnie insty­tucji (być może bardziej dokład­nych), a te z kolei pochodzą z kra­jowych pomi­arów. Sytu­ac­ja jest mniej więcej podob­na, tylko że zami­ast bor­dowej plamy na niemal całym obszarze kra­ju mamy kilka­dziesiąt bor­dowych punk­tów w miejs­cach, gdzie dzi­ała­ją stac­je pomi­arowe.

eea-bap-2012

Tak wyglą­da mapa stężeń B(a)P z rapor­tu EEA

Tutaj powin­no się nasuwać pytanie: na jakiej pod­staw­ie Wybor­cza pokolorowała cały kraj na bor­dowo, gdy na więk­szoś­ci obszaru Pol­s­ki nie ma stacji pomi­arowych? Podob­nież w rankingu najbardziej zanieczyszc­zonych miast zna­jdą się takie, w których nie ma stałych pomi­arów. Skąd wiado­mo, jaka tam panu­je sytu­ac­ja?

Wiado­mo to na pod­staw­ie mod­eli rozprzestrzeni­a­nia zanieczyszczeń. Sieć stałych stacji pomi­arowych jest wystar­cza­ją­co gęs­ta, aby na pod­staw­ie ich pomi­arów wyliczać z użyteczną dokład­noś­cią stan powi­etrza na obszarach, gdzie stacji nie ma. Na podob­nych zasadach prog­nozu­je się pogodę.

Tak więc redak­torzy Wybor­czej dotar­li do danych mod­e­lowanych z więk­szą dokład­noś­cią albo też ich map­ka jest wyrysowana pi razy oko ręcznie na pod­staw­ie danych z punk­tów pomi­arowych. Czytel­nik zauważył, że iden­ty­cz­na mapa dostęp­na jest na stron­ie EEA. W każdym razie niewiele to zmienia w fak­cie, że sytu­ację na tle Europy rzeczy­wiś­cie mamy kiep­ską. A właśnie ten rodzaj zanieczyszczenia – ben­zo-a-piren, czyli wskaźnikowa sub­stanc­ja smolista – potwierdza, że na ten stan pracu­je w dużej mierze fatal­nie prowad­zone spalanie.

Jak wypadamy na tle świata

Palmę “pier­wszeńst­wa” w kiep­skim powi­etrzu mamy tylko na tere­nie Europy. Na świecie jesteśmy gdzieś w pół dro­gi między Europą Zachod­nią (najczyś­ciej) a Chi­na­mi czy Indi­a­mi (katas­tro­fa). Co nie znaczy, że powin­no nas to pocieszać, ale takie jest nasze fak­ty­czne położe­nie.

Poniższy wykres zamieś­cił swego cza­su pan Witold Śmi­ałek, dorad­ca prezy­den­ta Krakowa ds. smogowych, na Twit­terze. Alarmy smogowe zawrza­ły, bo ode­brały to jako próbę uspraw­iedli­wienia się, że prze­cież w Krakowie nie jest aż tak źle jak w Pekinie.

krakow_vs_pekin

Poziomy zapyle­nia, jakie w Krakowie są wydarze­niem sezonu, w Pekinie zdarza­ją się nag­min­nie. Widać tu dokład­nie pier­wsze dni listopa­da 2015, gdy miał miejsce naj­gorszy bodaj incy­dent smogowy ostat­niej zimy w Krakowie. Dla Pekinu taka sytu­ac­ja to oko­lice prze­cięt­nych stężeń.

Kiedy i po co odkryto w Polsce smog

Tem­at smogu wypłynął do main­strea­mu sto­sunkowo niedawno, bo w 2013 roku. Czy to znaczy, że wcześniej było lep­iej? Byna­jm­niej.

Znów grafi­ka od pana Śmi­ał­ka, którą alarmy smogowe zrozu­mi­ały jako próbę podreper­owa­nia wiz­erunku: że prze­cież dużo gorzej już było, czyli ter­az nie ma tragedii. Zanieczyszczenia też są prze­myśl­nie dobrane. Za dwut­lenek siar­ki w lat­ach 70. odpowiadał zapewne głównie prze­mysł, który obec­nie fil­tru­je skutecznie tę sub­stancję ze spalin. Wyższy jego poziom w sty­czniu niż w czer­w­cu 2015/2016 pokazu­je już udzi­ał spala­nia węgla w domach.

krakow_dawniej_dzis

Sko­ro kiedyś było źle, to czemu nikt nie robił awan­tu­ry wcześniej, lecz aku­rat ter­az? Prostej odpowiedzi dostar­czył swego cza­su dyr. Sobolews­ki (ICh­PW): bo się bogacimy – coraz więcej z nas może myśleć o czymś więcej niż tylko nieza­marznię­ciu w zimie, więc chce żyć w zdrowym otocze­niu, a nie w syfie, w dodatku pro­dukowanym przez sąsi­adów, a nie ich samych (swój trud­niej dostrzec). Prob­lem wcale nie był mniejszy dopó­ki nie zaczę­to go wałkować pub­licznie. Rozrosła się jedynie gru­pa tych, którzy sami na kopce­niu nie muszą pole­gać. Gdy­by jeszcze 10 lat temu ktoś poruszył ten tem­at, pewnie nie znalazł­by dość popar­cia w społeczeńst­wie i umarło­by to śmier­cią nat­u­ral­ną.

Czy domowe piece to główni winowajcy

Wiele wskazu­je na to, że udzi­ał domowego kopce­nia w zanieczyszcze­niu powi­etrza w sezonie grzew­czym jest gen­er­al­nie bard­zo znaczą­cy. Owszem, inwer­s­ja niekiedy robi swo­je, ale nawet gdy porów­na się stan spoza sezonu grzew­czego z najlep­szy­mi dni­a­mi w tym sezonie, to nawet gdy nie ma katas­tro­fy, są przekroczenia norm. Pewnoś­ci moż­na nie mieć co do dokład­nych liczb, bo źródeł jest niewiele. Jeśli licz­by się pojaw­ia­ją, najpewniej pochodzą z lokalnych pro­gramów ochrony powi­etrza, które opra­cowu­ją w porywach dwie firmy w całym kra­ju a o metodologii badań wiado­mo tyle co nic.

Na istot­ny wkład domowego kopce­nia w fatal­ny stan powi­etrza wskazu­je nie tylko sezonowość przekroczeń norm w ciągu roku praw­ie wyłącznie w sezonie grzew­czym. Na niek­tórych stac­jach pomi­arowych dokład­nie widać moment, gdy ludzie wraca­ją do domów i roz­pala­ją w piecach i kotłach. Podob­nie na pod­staw­ie zanieczyszczeń charak­terysty­cznych dla trans­portu (tlen­ki azo­tu) widać poran­ny i popołud­niowy szczyt komu­nika­cyjny.

Pytanie: skąd taki nagły najazd na domowe kotłown­ie? Prze­cież kiedyś ludzie palili i było dobrze a ter­az nagle komuś przeszkadza? Czemu się nie wezmą za kopcące kok­sown­ie i huty amelinum?

Po pier­wsze to właśnie ter­az zaczęło to ludziom przeszkadzać. Przekroc­zona została masa kry­ty­cz­na przy której poje­dyncze narzeka­nia zza włas­nej firan­ki wylały się masowo do debaty pub­licznej. Nie znaczy to, że wcześniej było szczegól­nie lep­iej.

Po drugie przez ostat­nie 20–30 lat ogrom­nie wiele się zmieniło w kwestii tego, kto i ile tru­je:

  • Emis­ja prze­mysłowa spadła. Część zakładów padła, resz­ta musi­ała się dos­tosować do wyśrubowanych norm emisji, które stale są dokrę­cane. Zresztą nie w każdej gminie stoi kom­bi­nat. A już na pewno nie w uzdrowiskach, które mają spore prob­le­my z jakoś­cią powi­etrza zimą.
  • Emis­ja domowa wzrosła. Paradok­sal­nie ogrze­wanie u schyłku komuny było w wielu miejs­cach bardziej cywili­zowane niż obec­nie. Rozbu­dowywano wtedy sieć gazową a w powszech­nym uży­ciu był tani koks. W wol­nej Polsce podrożał gaz i koks, więc na rusz­tach tanich kotłów zaczął lądować węgiel i drewno a potem, gdy w 2004 roku zniknęły jakiekol­wiek normy jakoś­ci węgla, wszys­tko co jest tanie i się pali.

Jak oni liczą te ofiary smogu

Na pewno obiło ci się o uszy, że pol­skie powi­etrze mor­du­je kil­ka tysię­cy ludzi rocznie. Pukasz się wtedy w czoło, bo jak niby powi­etrze ma ludzi zabi­jać? Nikt na uli­cy nie pada tru­pem w pół kroku, bo udusił się smo­giem. Oni to jakoś liczą czy wzięli liczbę z sufi­tu, byle dobrze wyglą­dała?

I znowu: nie jest to wymysł jakichś zielonych orga­ni­za­cji. Takie sza­cun­ki od kilkudziesię­ciu lat poda­ją znane i poważne orga­ni­za­c­je typu WHO (Świa­towa Orga­ni­za­c­ja Zdrowia). No właśnie: sza­cun­ki. Nie są to dokładne i pewne licz­by zgonów, ale też nie pochodzą z sufi­tu.

Po incy­den­cie smogowym z początku listopa­da 2015 polic­zono dokład­nie, ilu chorych wylą­dowało przezeń w szpi­ta­lach. Skąd wiado­mo, że hos­pi­tal­iza­c­ja to wina smogu? Najproś­ciej wziąć śred­nią liczbę hos­pi­tal­iza­cji z powodu danej choro­by i zestaw­ić to z poziomem zanieczyszczenia powi­etrza. Wychodzi korelac­ja: gorsze powi­etrze – więcej hos­pi­tal­iza­cji.

Skąd wiado­mo, że ktoś umarł z powodu smogu? Wystar­czy zestaw­ić śred­nią dłu­gość życia ludzi cier­pią­cych na dane “okołos­mogowe” choro­by w różnych częś­ci­ach kra­ju czy różnych państ­wach oraz poziomy zanieczyszczenia powi­etrza tamże. Znacze­nie będzie miała też bezpośred­nia przy­czy­na śmier­ci oraz stan powi­etrza w dni­ach około daty zgonu. Oczy­wiś­cie po drodze od danych do wniosków będzie mnóst­wo statysty­cznej magii, ale w efek­cie moż­na dowiedzieć się nawet ile zgonów będzie spowodowanych wzrostem stęże­nia danego zanieczyszczenia w powi­etrzu o jed­ną “kreskę” na skali. Takie raporty przy­go­towu­je WHO: rocznie w skali świa­ta wylicza 3,7 mln zgonów przez złej jakoś­ci powi­etrze na zewnątrz + 4,3 mln zgonów przez brudne powi­etrze w domach…

Nie widzę ani nie czuję żadnego smogu. Co ze mną nie tak?

Alarmy smogowe paniku­ją, niek­tórzy chodzą w maskach prze­ci­w­pyłowych po mieś­cie, a ty nie widzisz żad­nego smogu, czu­jesz się nor­mal­nie i nic ci nie dole­ga nawet jak za oknem siwo.

Spoko­jnie, wszys­tko z tobą w porząd­ku. Nor­mal­ny zdrowy człowiek może nie zauważać ani nie odczuwać zanieczyszczenia powi­etrza w żaden sposób póki nie przy­bierze ono poziomów sezonowych reko­rdów.

Dopiero kilkukrotne przekroczenia norm zapyle­nia są obser­wowalne w postaci wyraźnie mniejszej prze­jrzys­toś­ci powi­etrza na dłuższych dys­tansach. Nato­mi­ast reakc­je orga­niz­mu na kiep­s­ki stan powi­etrza zaob­ser­wu­ją u siebie głównie ci, którzy mają już jakieś prob­le­my związane z ukła­dem odd­e­chowym.

Zna­jdą się i tacy, co paniku­ją, że nie mogą odd­y­chać jak tylko licznik na smart­fonie wskaże 51μg/m3 pyłu PM10 i więcej. Cóż poradz­ić, taka moda.

Za oknem siwo a według stacji pomiarowych jest dobrze

Może być też tak, że za oknem unosi się siwa zupa dymu a według stacji pomi­arowych powi­etrze jest OK. Częś­ciej niż w awarii samej stacji ma to źródło w filo­zofii pomi­arów. Normy zanieczyszczeń w powi­etrzu są w najlep­szym razie śred­niodobowe. Znaczy to, że w ciągu doby np. poziom pyłów PM10 może przez kil­ka godzin skoczyć do 200μg/m3, po czym przez resztę doby spad­nie do ok. 40μg/m3 i nor­ma śred­niodobowa na poziomie 50μg/m3 zostanie dotrzy­mana.

Kwadrans rzetelnej wiedzy o smogu

Autor kanału YT “Uwa­ga! Naukowy bełkot” z właś­ci­wym sobie rzetel­nym naukowym pode­jś­ciem bierze się za tem­at smogu i tłu­maczy sprawy pod­sta­wowe, na które w medi­ach niekiedy nie wystar­cza cza­su lub są zbyt mało sen­sacyjne, by o nich wspom­i­nać.


Zdję­cie tytułowe: mprl.pl

16 myśli nt. „Skąd nagle wziął się w Polsce smog?

  1. W

    Panie Woj­ciechu,
    “alarmy smo­gowe sta­rają się dra­ma­tycz­nie sprze­da­wać skut­ki lot­nych zanie­czysz­czeń […]”
    Co sprzeda­ją?
    “[…] powie­trze raczej nie spo­wo­duje u niko­go raka-instant”
    Nie słyszał Pan o innych chorobach wywołanych zanieczyszc­zonym powi­etrzem oprócz choro­by nowot­worowej? Czy o efek­cie tzw. “pch­nię­cia do trum­ny”, któe mają miejsce pod­czas epi­zodów smogowych zwłaszcza u osób starszych też Pan nie słyszał? To proszę takich bzdur nie pisać.
    BTW te wykresy nie “okrop­na” Wybor­cza poczyniła, lecz EEA (Google nie boli):
    http://www.eea.europa.eu/data-and-maps/figures/population-weighted-concentration-field-of
    Pisząc w tak mądral­ińskim tonie takich wtop robić nie wypa­da.

    Oho i zaczęło się usu­wa­nie komen­ta­rzy. Przykre.…

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Panie W,
      Po pier­wsze: tu zwycza­ju usuwa­nia niewygod­nych komen­tarzy nie ma. Tak dzi­ała sys­tem mod­er­acji komen­tarzy, że kto pier­wszy raz tu napisze, nie od razu swo­ją wypowiedź zobaczy.
      Po drugie: proszę uważniej czy­tać, bo wyda­je mi się, że jeśli pójść 2–3 zda­nia dalej od cytowanych frag­men­tów, to tam o tych sprawach wspom­i­nam. Przekaz medi­al­ny w spraw­ie smogu for­mułowany jest jako “powi­etrze w Polsce zabi­ja tysiące ludzi”. Wiem, że ten dra­matyzm jest przy­dat­ny, aby zwró­cić uwagę “nieku­matych” dotąd ludzi na prob­lem, ale zarazem to prze­sa­da, gdyż powi­etrze — z tego, co mi wiado­mo — nie polu­je na ludzi z siekierą ani nie roz­da­je raka bardziej niż papierosy. Owszem, pog­a­rsza stan zdrowia i bywa ostat­nim gwoździem do trum­ny — i nawet jest podlinkowany w treś­ci artykuł odnośnie efek­tu (licz­by hos­pi­tal­iza­cji) po ataku smogu z listopa­da 2015.
      Dzięku­ję za podrzuce­nie mapy. Poszuki­wałem widocznie od innej strony, natrafiłem na cały raport, a tam dokład­nie tej mapy nie było. Już aktu­al­izu­ję tekst. Ale nawet gdy­by grafik GW sobie tę map­kę namalował na pod­staw­ie danych, to nic w tym złego — w artykule przed­staw­ione zostały fak­ty.
      Poza tym nie wiem dlaczego przyp­isu­je mi Pan niechęć do Wybor­czej, bo ja w tekś­cie trzy­mam neu­tral­ny jak mi się wyda­je ton. Nie ma powodu po nich jeźdz­ić sko­ro ucz­ci­wie piszą o real­nym prob­lemie.

      Odpowiedz
  2. Piotr Skrzyniarz

    Wspani­ały artykuł. Wyni­ka z niego ‚że poję­cie smogu nie pow­stało z powodu kopcą­cych samo­chodow tylko kopcą­cych w piecach oby­wa­teli. W związku z tym rozu­mowaniem tam gdzie jest ciepło nie ma smogu bo ludziska nie palą w piecach, jest tylko wia­tr i inwer­s­ja. Za komuny jak to genial­nie napisał autor artykułu był tańszy gaz. Nie ziem­ny!!! Byl gaz kok­sown­iczy np. w Krakowie z Huty im. Leni­na. Ale huty nie ma, bo była be… i komu­nisty­cz­na i wielu rzeczy już nie ma, a Pol­s­ka ze swo­ją poli­tyką gospo­dar­czą to najwiek­szy świa­towy tuman od przeskoku przez płot genial­nego lau­re­a­ta nagrody Nobla. Kit jaki obec­nie nam wciska­ja niek­tore “służ­by” to prze­chodzi ludzkie poję­cie. Zwłaszcza dzi­en­nikarze “nieza­leżni” to bajkopis­arze na zlece­nie. Co im każą to pisza. Jest takie coś we wspołczes­nym sil­niku dies­la — nazy­wa się EGR. To cudo oże­nione nam przez naszych najwiek­szych przy­jaciól zza oceanu. Najwiek­sze gówno jakie pow­sta­lo, ale ma za zada­nia oczyś­cić spaliny z sil­ni­ka z tlenku azo­tu. O tym ‚że sil­ni­ki dymią i jest ich co raz więcej autor jakoś nie wspom­i­na — za bard­zo. a to jest glówny powód zanieczyszczenia środowiska i atmos­fery ziem­skiej. To samo­chody. Każdy nor­mal­nie mys­lą­cy, po pod­sta­wowej szkole o tym wie!!! ale prze­cież atak na samo­chody to zbrod­nia!!! jak dojechać do sklepu,do koś­cioła i pra­cy? — auto­busem?. Jak przekon­ać tumanów ‚że musimy zacząć mysleć o tym czymś ‚czym odd­y­chamy , bo kosz­ty leczenia przekrocza wszelkie kosz­ty statysty­cznego oby­wa­tela. Kto policzy czy lep­iej żeby pota­ni­ał gaz, niż żeby płacić za czyszczenia środowiska?. Żeby pota­nialy hybry­dy, a diesle na zlom. Kto? Lep­iej ‚żeby wszelkie kosz­ta poniósł oby­wa­tel. Czemu? bo głupi jak but. Czemu nikt w naszym wspania­lym rządzie nie powie: będziemy mniej smrodz­ić — Wam DROGA EUROPO jak nam sprzeda­cie taniej gaz, a nie naj­drożej. Będziemy mieć taniej gaz jak nasi poli­ty­cy przes­taną szczekac jak glupie wsiowe kun­dle na najwiek­szego naszego dostaw­cę środ­ków ener­gety­cznych. Niem­cy ‚którzy zabili 22 mil­iony Ros­jan pła­ca za gaz 1/3 mniej niż my. Ciekawe dlaczego?. A my nied­lu­go będziemy mieli jeszcze “tańszy gaz” — Bra­wo!!!

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Tem­atu smogu u nas gen­er­al­nie nie było. Jak już go ugryziono, to od strony kopcą­cych kom­inów. To łatwe, bo jeden naparza­ją­cy dymem komin jest bardziej widoczny niż 100 dies­li na uli­cy. Poza tym ogrze­wa­ją­cych węglem jest mniej a węgiel gen­er­al­nie to sym­bol bidy. Co innego samochód — to wciąż dla Pola­ka sym­bol majęt­noś­ci. Także atak na auta się nie uda na tym etapie. Wiedzieli to nawet pomysło­daw­cy tzw. ustawy antys­mogowej i w porę odpiłowali z niej część moto­ryza­cyjną, by nie zatopiła im ona częś­ci “piecowej”.

      Prz­erzu­canie się odpowiedzial­noś­cią co do pro­cen­towego udzi­ału aut, kotłów i huty w tym syfie jest bez sen­su. To, czego nam trze­ba, to zmi­ana men­tal­noś­ci plus jeszcze trochę wzbo­gace­nia się. Jak ludzie (czyli też władze) zaczną rozu­mieć powagę prob­le­mu czys­tego powi­etrza, to czterolitrowe SUV-y zamienią tam gdzie to możli­we na row­ery lub komu­nikację miejską, władze będą w tę komu­nikację odpowied­nio inwest­ować, aby była w stanie ofer­ować godne usłu­gi, a w ogrze­wa­niu nie będzie takie dąże­nia po tru­pach do naj­tańs­zoś­ci.

      Odpowiedz
  3. Onico

    Bard­zo dobry artykuł. Wiele infor­ma­cji podanych w przy­jem­ny dla czytel­ni­ka sposób 🙂 Dość odważ­na kwes­t­ia została porus­zona

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Prob­lem tuszu­je igno­ranc­ja 🙂 Poza tym taka stac­ja zwycza­jnie kosz­tu­je (ok. 300 tys. zł) i niko­mu na jej staw­ia­n­iu nie zależy. Do badań jakoś­ci powi­etrza w kra­ju wystar­cza taka sieć jaka jest. Pewnie miejs­ca­mi moż­na by ją dogęś­cić, ale nie ma potrze­by, aby stac­ja stała w każdej dziel­ni­cy, miasteczku i wsi.
      Poza tym w w/w artykule jest potknię­cie na wstępie: było 101 dni z przekroczeni­a­mi, a nie 101 razy przekroc­zono nor­mę, bo to sugeru­je jako­by były odczy­ty 100-krot­nie wyższe od normy.

      Odpowiedz
  4. szaweł

    Nie wiem jak w wiel­kich mias­tach, ale w moim 90 tysięcznym to zde­cy­dowanie wina osiedli domków. Mieszkam w Lubinie, są kopal­nie, huty nie ma, są samo­chody.

    1. Stację badaw­czą mam w swoim nosie
    2. Bie­gam wiec­zo­ra­mi
    3. Chodzę spać o 7.00 (pracu­ję całą noc, lubię otwarte okno cały rok, niemal całą dobę)(siedzę pod kocem w cza­pce i pro­gra­mu­ję)

    Wnios­ki o smogu:
    — wysok­ie ciśnie­nie (to wiado­mo)
    — zapach bez cienia wąt­pli­woś­ci wskazu­je kopce­nie w piecach
    — cały dzień gdy ludzie nie siedzą w domach i nie kopcą a samo­chody jeżdżą jest dobrze.
    — naj­gorzej jest wiec­zorem w niedzielę, gdy kopcą od rana cały dzień
    — w dni­ach roboczych nie moż­na otworzyć okna od wiec­zo­ra do 5.00–6.00 rano (zapach: 100% piece)

    Ole­wałem całą zimę tę panikę smogową gdy wychodz­iłem bie­gać, sądz­iłem że to prob­lem wiel­kich miast i bied­nych miasteczek. Ostat­nio pier­wszy raz zdarzyło mi się zawró­cić z bie­ga­nia. Pier­wszy raz widzi­ałem by powi­etrze było żółte i przy tym dawało 100% pieca­mi.

    WINA PIECÓW I NICZEGO INNEGO!

    Odpowiedz
    1. Żałosne cebulactwo

      Z badań wyni­ka, że 90% zanieczyszczeń bierze się z domowego ogrze­wa­nia i jak ktoś potrafi log­icznie myśleć, to pow­iąze wyni­ki tych badań z pojaw­ie­niem się smogu zimą. Samo­chody i fab­ry­ki są relaty­wnie pomi­jane. Nasze Państ­wo bard­zo lubi karać bez sen­su, to może niech się dla odmi­any zabiorą za jakość pieców i pali­wa do nich. Tylko po co, prze­cież stra­cili­by popar­cie, bo więk­szość pali gównem w gów­ni­anym piecu, bo się zaoszczędzi, hehe­he.

      Odpowiedz
  5. Fila

    1. Smog był od zawsze a nawet dawniej był więk­szy. Pamię­tam lata 60-te we Wrocław­iu: szare niebo w let­nie poran­ki, warst­wę sadzy na para­pecie zimą. Potem prze­mysł przes­tał kop­cić, ludzie się wzbo­ga­cili, stali się wygod­ni i masowo przes­zli na ogrze­wanie gazowe, które przy praw­idłowej insta­lacji i dobrze dobrane­mu sterowa­niu wcale nie jest droższe od węglowego dzię­ki bard­zo wysok­iej sprawnoś­ci i możli­woś­ci dokład­nego doboru mocy w określonym cza­sie. Kop­ci­uchem nie da się utrzy­mac odpowied­niej tem­per­atu­ry w cieple­jsze dni.
    2. Smog wyraźnie widać i czuć. Powi­etrze jest mętne, widoczny jest na nim cień budynków, z wyższych pięter widać szaro­brunatną zaw­iesinę w dole, odci­na­jącą się od niebieskiego nie­ba wyżej. Powi­etrze wyraźnie śmierdzi gryzącą spal­enizną. Może jestem przewrażli­wiony bo nie palę papierosów a zimą częs­to wyjeżdżam w góry

    Odpowiedz
  6. Vasco

    Czy ktos potrafi stwierdz­ic na jakich wysokos­ci­ach jest smog? Czy od samej zie­mi i do ilu metrow wysokosci? Czy to tez o cze­gos zalezy?

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Mówi się, że “niska emis­ja” to jest do 40m nad ziemią – z tego puła­pu syf ma prob­lem się wydostać. W dolinach górs­kich przy inwer­sji to będzie dużo więcej, zależy od głębokoś­ci takiej doliny.

      Odpowiedz
  7. Błędny Rybak

    To co napiszę jest w bok od głównego nur­tu choć jak najbardziej doty­czy smogu. Częs­to mieszkam na warsza­wskim Śród­mieś­ciu i mam wielo­let­nie obserwac­je na tem­at pyłu zaw­ies­zonego, od lat kilku poparte obserwac­ja­mi zapisów pomi­arów stacji pomi­arowej WIOŚ na uli­cy Marsza­łkowskiej. Nieste­ty od jakiegoś cza­su, z różnych ofic­jal­nie podawanych powodów, trud­no sko­rzys­tać z tych wyników ale dane z lat ubiegłych które obser­wowałem potwierdza­ją moje przy­puszczenia, że w mias­tach raczej nie niska emis­ja (może jest jeszcze w Śród­mieś­ciu Warsza­wy kilka­dziesiąt pieców kaflowych uży­wanych jako źródło ciepła) jest głównym źródłem zapyle­nia ale emis­ja wtór­na powodowana ruchem kołowym. Dane z WIOŚ SOJP wyraźnie pokazu­ją ros­nące stęże­nie pyłu zaw­ies­zonego od poniedzi­ałku do piątku i male­jące w sobotę by osiągnąć min­i­mum w niedzielne przed­połud­nie. To potwierdzam organolep­ty­cznie. Oczy­wiś­cie zapisy ule­ga­ją “zaburze­niu” gdy są opady bo te zbi­ja­ją pył zaw­ies­zony ale praw­idłowość jest widocz­na i latem i zimą. Ech ten PRL, kiedy jeźdz­iły polewacz­ki i spłuki­wały ulice (a nie było tylu samo­chodów!) a i dozor­ca wycią­gał szlauch i spłukał chod­nik przed domem. Po co to było robione, miało czy nie miało sen­su?

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Niska emis­ja to jest wszys­tko, co poniżej 40 metrów nad ziemią. Czyli nie liczą się do niej bodaj tylko wysok­ie prze­mysłowe kominy i samolo­ty. Błęd­nie w medi­ach zaczę­to przyk­le­jać ten ter­min tylko do domowych kom­inów.
      Nie jest tajem­nicą, że w Warsza­w­ie ogrze­wa­nia wun­glowego prak­ty­cznie nie ma i tam prze­waża­ją samo­chody. Podob­nie wiadome jest, że więk­szość emisji pyłów od aut to nie jest spalanie pali­wa.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.