Wnioski z pokazów palenia

Przez ostat­nie pół roku prze­pro­wa­dzi­li­śmy (my – ekipa z Wro­cła­wia) kil­ka­na­ście poka­zów czyst­szego pale­nia – od Bielska-Białej po Gdy­nię, w stycz­nio­wym mro­zie i w czerw­co­wym upale. Można już spi­sać nieco doświad­czeń: jak to się kręci, co to daje i czy warto było.

Działo się

Miniony sezon grzew­czy był rekor­dowy pod wzglę­dem liczby poka­zów pale­nia. W zna­ko­mi­tej więk­szo­ści wypraw towa­rzy­szył mi ob. Mar­cin Wain­ce­tel ze swym nie­oce­nio­nym wspar­ciem logi­stycz­nym, moral­nym i foto­re­por­ter­skim (więk­szość tutej­szych zdjęć jest jego autorstwa).

To już trzeci sezon grzew­czy odkąd ekipa “Ryb­nik bez dymu” ruszyła z pierw­szymi takimi poka­zami w swo­jej oko­licy. Pomysł został wzięty z RPA, gdzie w iden­tyczny spo­sób pro­mo­wano roz­pa­la­nie od góry pie­ców kuchen­nych zasi­la­nych węglem.

Prócz nas dzia­łała ekipa z Ryb­nika, ekipa w Nowym Targu, Straż Miej­ska w Miko­ło­wie, Straż Miej­ska w Kiel­cach – tu bynaj­mniej lista się nie koń­czy, bo na pewno zapo­mnia­łem lub nie wiem o róż­nych nie­za­leż­nych działaniach.

Akcja w Pel­pli­nie, kwie­cień 2017

Ta zima była też nie­ty­powa z powodu nie­spo­ty­ka­nego dotąd medial­nego napom­po­wa­nia tematu smogu. Mie­li­śmy w związku z tym przez kilka dni lawinę zapy­tań, która szybko stop­niała, ale za to poważne pro­po­zy­cje poja­wiły się wio­sną i stąd było tych kilka wyjaz­dów w kwiet­niu i czerwcu.

Jak ludzie reagują

Jeśli myślisz, że pierw­sze i naj­gor­sze, co może się stać, gdy odpa­lisz kop­cący węglowy pie­cyk na impre­zie peł­nej rodzin z dziećmi w upalny czerw­cowy dzień, to mniej lub bar­dziej sub­telne prośby o zaprze­sta­nie kop­ce­nia… to się mylisz. Naj­go­rzej, gdy smród nikogo nie rusza – a tak też się zdarza.

Zady­mie­nie nie jest przy­jemną czę­ścią naszej pracy, ale jest konieczne. Łatwiej byłoby jeź­dzić z jed­nym pie­cem roz­pa­la­nym od góry, który nie dymiłby pra­wie wcale. Tylko że wtedy nikt by się tym nie zain­te­re­so­wał (bo zwy­czaj­nie nie rzu­całby się w oczy) a bez­dymne spa­la­nie można by łatwo przy­pi­sać jakie­muś spe­cjal­nemu węglowi. Nato­miast gdy roz­pa­lamy na oczach publicz­no­ści dwa iden­tyczne piece iden­tycz­nym węglem lecz róż­nymi meto­dami a efekty są różne jak dzień i noc – nadal może trudno w to uwie­rzyć, gdy pierw­szy raz widzi się węgiel spa­lany bez dymu, ale wszystko widać jak na dłoni.

Ot nor­malne spa­la­nie węgla.

Zain­te­re­so­wa­nie budzą też same piece “kozy”. To przez sen­ty­ment – mnó­stwo ludzi ogrze­wało tak daw­niej swoje domy albo namiot na poli­go­nie. Jest to motyw, by podejść do naszego sto­iska jesz­cze zanim cokol­wiek podpalimy.

Gdy cho­dzi o samo pale­nie od góry, wciąż dla więk­szo­ści ludzi jest totalną nowo­ścią. Zawsze jest cho­ciaż jeden ktoś, kogo naprawdę zatka ten widok, gdy ten sam węgiel jed­no­cze­śnie srogo kopci i pali się czy­sto jak nie-węgiel. Takie osoby nie mogą się nadzi­wić, że przez tyle lat nikt im tak pro­stej rze­czy nie powie­dział.

Coraz wię­cej bywa ludzi, któ­rzy już sły­szeli o pale­niu od góry – od rodziny, sąsiada, z tele­wi­zji, z instruk­cji obsługi swo­jego kotła, z innego lub poprzed­niego pokazu w tej samej miej­sco­wo­ści. Część pró­bo­wała i tak pali, czę­ści coś nie przy­pa­so­wało, innych to w ogóle nie ruszyło, bo nie zała­pali o co tu naprawdę cho­dzi i dopiero ujrze­nie na żywo efek­tów prze­ko­nuje ich, że warto spróbować.

Gości mie­wamy bar­dzo różnych.

Zda­rzają się też osoby, które palą tak “od zawsze” czyli 20–30 lat i dla nich to żadna nowość. Część paliła tak tylko w pie­cach na tro­ciny i “kozach” nigdy nie myśląc, dla­czego w domo­wym kotle robi się to inaczej.

Spo­ra­dycz­nie bywają i tacy, któ­rzy wie­dzą lepiej a jeśli aku­rat to, co naocz­nie zoba­czą, kłóci się z ich poję­ciem o pale­niu, to po wygło­sze­niu swo­ich racji odda­lają się w poczu­ciu wyż­szo­ści. Ale to skrajne i poje­dyn­cze przy­padki. Ze zna­ko­mitą więk­szo­ścią ludzi można poroz­ma­wiać na pozio­mie nawet jeśli nie we wszyst­kim się zgadzamy.

Gdy­nia, 21. czerwca 2017

Wbrew pozo­rom nie tylko palący węglem i drew­nem mogą coś wynieść z takiego pokazu. Ogrze­wani gazem lub z cie­płowni “blo­kersi” też mają w oto­cze­niu kogoś z rodziny, sąsiada czy zna­jo­mych, któ­rzy ćwi­czą się w kotłowni. Gdy dowia­dują, że jest moż­liwe spa­la­nie węgla i drewna bez dymu, cał­kiem moż­liwe, że prze­każą tę wie­dzę dalej zamiast tylko upo­rczy­wie wydzwa­niać na Straż Miej­ską i kląć zza firanki kiedy w jedy­nym domku koło ich blo­ków aku­rat jest roz­pa­lane.

Naj­częst­sze pyta­nia na pokazach

Prócz pytań o samą tech­nikę pale­nia, nie­za­leż­nie od miej­sca czę­sto powta­rzają się też inne, któ­rych począt­kowo byśmy się nie spodziewali:

  • Po ile te piece?
  • Co pano­wie sprze­da­je­cie – węgiel, piece, podpałkę?
  • Czy będzie kieł­basa pieczona?

Aku­rat ta ostat­nia opcja roz­daw­nic­twa żyw­no­ści przy­spo­rzyła by nam zain­te­re­so­wa­nia. Nie­stety rzecz mogłaby się roz­bić o sanepid.

Koście­rzyna, kwie­cień 2017

Da się popra­wić kul­turę palenia

Ile to razy sły­szę, że ludzie i tak będą palić co chcą i jak chcą, że nic się nie da zmie­nić, bo prze­cież każdy Polak to cham, gbur i pro­stak. Jesz­cze psem poszczuje jak mu powiem, żeby prze­stał kopcić!

Nasze doświad­cze­nie poka­zuje, że nie bra­kuje ludzi żywo zain­te­re­so­wa­nych tań­szym i czyst­szym pale­niem – tylko naj­pierw muszą się dowie­dzieć, że coś takiego jest moż­liwe! A to nie jest pro­ste, bo co innego się do czło­wieka mówi a co innego on sły­szy. Skoro jedy­nym zna­nym spo­so­bem pale­nia jest kop­ce­nie i powszech­nie uważa się to za tanie ogrze­wa­nie, to wszelki atak na kop­ce­nie rodzi opór lub agre­sję, bo to zna­czy, że ktoś mnie chce zmu­sić do droż­szego ogrze­wa­nia czyli jemu będzie lepiej a mnie gorzej. Prze­ła­mać ten sche­mat myśle­nia nie zawsze będzie pro­sto i szybko, bo to jest pod­wa­ża­nie pod­sta­wo­wego życio­wego doświadczenia.

Jerz­ma­no­wice k. Kra­kowa, 24 czerwca 2017

Zamiast ludzi okła­dać po gło­wach, dajemy przy­kład pra­wi­dło­wego pale­nia i poka­zu­jemy pro­stą drogę do oszczęd­no­ści, przy oka­zji roz­wią­zu­jąc wiele pro­ble­mów prze­cięt­nej kotłowni. A więc po pro­stu pod­cho­dzimy do ludzi po ludzku, co znacz­nie zwięk­sza szanse na doga­da­nie się. Oczy­wi­ście zawsze będą tacy, któ­rzy wie­dzą lepiej jak palić i nie dotrze się do nich tak łatwo. Ale błę­dem byłoby sku­pia­nie się tylko na nich. Jest mnó­stwo osób, które o wiele łatwiej się prze­ko­nają, po czym “zarażą” innych aż zaraz się okaże, że to upar­cie kop­cący jest dzi­wa­kiem w mniej­szo­ści pośród czy­sto palących.

Skąd się biorą pokazy?

Żaden z tych poka­zów by się nie odbył, gdyby nie dzia­ła­nie zwy­kłych miesz­kań­ców. Prze­waż­nie to od nich rzecz się zaczyna. Zano­szą temat do gminy, do lokal­nych dzia­ła­czy spo­łecz­nych, poli­ty­ków, sto­wa­rzy­szeń itp. Do skutku wiercą dziury we wła­ści­wych brzu­chach i wra­cają drzwiami gdy wyrzucą ich oknem. Wła­śnie tak działa to całe spo­łe­czeń­stwo oby­wa­tel­skie – gdzie od zwy­kłego czło­wieka wycho­dzą pomy­sły na zmiany w jego naj­bliż­szym otoczeniu.

Rudawa k. Kra­kowa, sty­czeń 2017

Efekty?

Przez każdy pokaz prze­wija się kil­ka­dzie­siąt do kil­ku­set osób. Na fre­kwen­cję nie mamy wiel­kiego wpływu, możemy jedy­nie pod­po­wie­dzieć orga­ni­za­to­rom na bazie doświad­cze­nia: gdzie, kiedy i jak naj­le­piej jest się usta­wić. Zazwy­czaj lepiej jest lądo­wać tam, gdzie ludzie już są z innego powodu, czyli np. na lokal­nym tar­go­wi­sku czy pod­czas więk­szej imprezy. Ale i na poka­zach, na które miesz­kańcy spe­cjal­nie muszą przyjść, fre­kwen­cja jest wysoka o ile tylko orga­ni­za­tor przy­łoży się do nagło­śnie­nia sprawy w oko­licy. Tak było na przy­kład w Nowej Rudzie, gdzie mimo mar­z­ną­cego desz­czu w ciemny lutowy wie­czór zain­te­re­so­wani prze­peł­nili szkolną salę lek­cyjna (ok. 50 osób).

Nowa Ruda, luty 2017

Mimo fatal­nej pogody kil­ku­dzie­się­ciu miesz­kań­ców Nowej Rudy przy­szło spe­cjal­nie na nasz pokaz.

Nie­ła­two jest pre­cy­zyj­nie zmie­rzyć skutki naszych dzia­łań, tj. powie­dzieć ile osób po danej akcji zmie­niło spo­sób pale­nia. Owszem, nie­któ­rzy przyjdą się pochwa­lić, ale to będzie mniej­szy pro­cent – więk­szość ludzi nie chwali się nam gdy im to po pro­stu działa. Ale mówią innym: rodzi­nie, zna­jo­mym, sąsia­dom – i dzięki temu wieść się nie­sie. Bo jakże, do stu pio­ru­nów, ma się nie nieść, kiedy czło­wiek oszczę­dza opał tonami?!

Jeden z efek­tów poka­zów pro­wa­dzo­nych w zimie 2016/2017 przez Straż Miej­ską w Miko­ło­wie. Teraz emi­sja wciąż pewno jest daleka od “kla­so­wych” kotłów, a jed­nak oszczęd­ność opału nie kła­mie: przed­tem musiało być o wiele, wiele gorzej.

Zresztą tu nie cho­dzi wyłącz­nie o to, do ilu osób dotrze się od razu. Ważne, żeby ludziom cho­ciaż obiło się o uszy, że kop­ce­nie to nie jest norma tylko kosz­towny błąd a każdy palacz ma kon­trolę nad tym czy i jak bar­dzo kopci. Nawet jeśli teraz ta infor­ma­cja nie zrobi na nich dosta­tecz­nego wra­że­nia, to być może odnie­sie sku­tek póź­niej, gdy usły­szą o tym z innych źródeł.

Kłody pod nogami i noże w plecach

Nasza dzia­łal­ność wywo­łuje też nega­tywne reak­cje u tych, któ­rym – w ich wła­snym mnie­ma­niu – psu­jemy inte­resy. Kopią pod nami dołki i obsma­ro­wują za ple­cami. Mało kto ma odwagę poroz­ma­wiać twa­rzą w twarz nawet jeśli nasze sto­iska na danej impre­zie dzieli 20 metrów. Mój pro­dukt jest ide­alny, całą resztę zgnoić, bo jesz­cze mi chleb odbiorą – taka bywa filo­zo­fia janu­szo­biz­nes­me­nów, któ­rych pole dzia­ła­nia jakoś zazę­bia się z naszym.

Bielsko-Biała, czer­wiec 2017

Nie od dziś szcze­rze wyśmie­wam teo­rie o tym jak to lobby węglowe nas wymy­śliło i spon­so­ruje, kiedy to “lobby węglowe” w naj­lep­szym razie jest nam obo­jętne a czę­sto nas kąsa bar­dziej niż inne lobby. Jeśli roz­sta­wiamy się aku­rat na jakiejś impre­zie zwią­za­nej z ener­ge­tyką, to pod­cho­dzą do nas zain­te­re­so­wani gazow­nicy, cie­płow­nicy, komi­nia­rze, komin­ka­rze, sprze­dawcy foto­wol­ta­iki – i z każ­dym da się poroz­ma­wiać ludz­kim gło­sem.

Pro­blem nato­miast mają głów­nie kotla­rze węglowi, któ­rym się wydaje, że jak Kowal­ski nauczy się popraw­nie palić w swoim sta­rym kotle, to wła­śnie przez to nie kupi nowego kotła za 8–10 tysięcy – a nie dla­tego, że kosz­tuje on cztery prze­ciętne pol­skie pen­sje (nie śred­nią tylko medianę: ~2,5 tys.) albo że paliwo do niego jest dro­gie i trudno dostępne.

Gości z alar­mów smo­go­wych mie­wamy naj­rza­dziej, bo to są ludzie jak mało kto pewni, że pale­nie od góry działa – wła­śnie dla­tego je zwal­czają. Przy­po­mi­nam sobie tylko jedną taką wizytę we Wro­cła­wiu, w któ­rej – jak się potem oka­zało – cho­dziło tylko o to, by nazbie­rać mate­ria­łów do oczer­nia­nia nas po mieście.

Za gra­nicą się nie żrą nawzajem

Akcja anty­smo­gowa “LuftAus” ze Szwaj­ca­rii to przy­kład kom­plek­so­wego i roz­sąd­nego dzia­ła­nia. Nie jest to grupka nawie­dzo­nych, któ­rzy posta­no­wili powal­czyć ze złym wun­glem i tylko ten wyci­nek pro­blemu smogu ich inte­re­suje. Zimą uczą pra­wi­dłowo palić a latem poru­szają pro­blem smogu z ruchu samo­cho­do­wego (ozon, tlenki azotu). Oraz wiele innych kwe­stii skła­da­ją­cych się na jakość powie­trza, np. codzienne nawyki trans­por­towe czy wybór farb na moż­li­wie mało szko­dli­wych roz­pusz­czal­ni­kach. U nas za smog dojeż­dża się nie­mal wyłącz­nie domowe ogrze­wa­nie. Alarmy smo­gowe z koń­cem sezonu grzew­czego zapa­dają w sen letni do jesieni.

Szwaj­car­ska kam­pa­nia anty­smo­gowa uczy jak zmniej­szać zanie­czysz­cze­nie powie­trza na wszel­kie moż­liwe spo­soby, w tym przez czyst­sze pale­nie. Napis w tle: “pra­wi­dłowe roz­pa­la­nie zmniej­sza zapylenie”

W kra­jach nie­miec­ko­ję­zycz­nych roz­pa­la­nie od góry jest sze­roko pro­mo­wane jako pra­wi­dłowa metoda pale­nia. Bo w isto­cie jedyną pra­wi­dłową metodą pale­nia jest pale­nie bez dymu – jak­kol­wiek się je osią­gnie. Pod­pi­sują się pod tym wła­dze kantonów/landów, gminy, naukowcy, leka­rze, komi­nia­rze, firmy zwią­zane z ogrze­wa­niem drewnem…

Zagra­niczni pro­du­cenci pie­ców na drewno jakoś nie oba­wiają się, że przez pra­wi­dłowe pale­nie spad­nie im sprze­daż. Wręcz prze­ciw­nie: są świa­domi, że tylko czy­sto spa­lane drewno ma przyszłość.

Firma Jotul, znany glo­balny pro­du­cent pie­ców na drewno, zaleca roz­pa­lać od góry.

Co robimy dalej

Na razie nie ma usta­lo­nych dal­szych ter­mi­nów poka­zów. Rysuje się opcja, że będziemy na początku sierp­nia w Gdań­sku, ale brak jesz­cze szcze­gó­łów. Potem zapewne wysyp zapy­tań nastąpi na jesieni. To dobrze i nie­do­brze zara­zem, bo moce prze­ro­bowe mamy ogra­ni­czone. Potrzeba wię­cej rąk do pracy!

Do pro­wa­dze­nia poka­zów nie potrzeba super umie­jęt­no­ści czy mega wie­dzy. Wystar­czy jako takie doświad­cze­nie z wła­snej kotłowni, by potra­fić wytłu­ma­czyć dru­giej oso­bie, o co tu cho­dzi. Tro­chę trzeba się też ubru­dzić.
Na start potrzebny jest sprzęt (pie­cyki z osprzę­tem jakieś 500zł w pory­wach), trans­port i czas na dzia­ła­nie – ale też nie robi się tego za 0zł. My z zało­że­nia dzia­łamy non pro­fit a więc cza­sem wyj­dziemy na plus, gdzie indziej lecimy po kosz­tach, a to, co per saldo zosta­nie, “znika” w wymia­nie i napra­wach sprzę­tów, rekla­mach na Face­bo­oku czy innych celach zwią­za­nych z tema­tem. Prze­waż­nie w mniej­szych miej­sco­wo­ściach budżet na akcję jest skromny, ale więk­szość kosztu to dla nas dojazd. Im wię­cej byłoby lokal­nych ekip zdol­nych cza­sem wysta­wić się z pie­cami, tym wię­cej poka­zów można by orga­ni­zo­wać mniej­szym kosztem.

Ide­ałem byłoby gdyby rzecz nie ogra­ni­czała się do poje­dyn­czych poka­zów. W mie­ście czy gmi­nie ist­nia­łaby insty­tu­cja, do któ­rej każdy może przyjść i dowie się, jak popraw­nie palić, a może nawet zosta­nie poin­stru­owany w swo­jej kotłowni. Taką rolę mogłaby peł­nić np. Straż Miejska/Gminna, OSP czy komi­niarz – insty­tu­cje, które już są na miej­scu (czę­sto nawet w samej kotłowni), mają auto­ry­tet i moż­li­wość dzia­ła­nia, ale nie wie­dzą, że da się coś zro­bić, gdy deli­kwent kopci, a nie ma za co wysta­wić man­datu. To już lokal­nie działa – tam, gdzie tra­fiają się zapa­leńcy, a powinno być standardem.

Stąd moż­liwe, że oprócz poka­zów dla “cywili” uru­cho­mimy szko­le­nia dla osób chęt­nych do dzia­ła­nia w swo­jej oko­licy czy też dla przed­sta­wi­cieli w/w służb.

12 myśli nt. „Wnioski z pokazów palenia

  1. Marcin Pszczyna

    Witam ! Ja troszkę z innej beczki . We wrze­śniu zaczyna obo­wią­zy­wać uchwała anty smo­gowa na ślą­sku. Z tego co zauwa­ży­łem ludzie dalej sobie tłu­ma­czą że będzie można palić mułem i flo­tem ale nie będzie go można kupić w skła­dach z opa­łem. Kupują go zatem na siłę w znacz­nych ilo­ściach ! Zna­jomy zamiast 10 ton kupił 14 ton ! Nie­ważne ile i jak spala ale ktoś puścił famę że jesz­cze można spa­lać flot i muł w sezo­nie 2017/18.Wydaje mi się że uchwała wyraź­nie mówi że nie wolno będzie spa­lać paliw typu flot i muł a ludzie z pre­me­dy­ta­cją kupują na potęgę ! Jak będą wyglą­dały kon­trole i jakie będą kary –czy ktoś wie ?

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Skąd ludzie mają wie­dzieć co i jak, skoro nikt ich nie infor­muje o niczym?!
      Pewną odpo­wiedź można uzy­skać w Urzę­dzie Mar­szał­kow­skim, ja powiem wedle mej naj­lep­szej wie­dzy naby­tej przy śle­dze­niu tematu uchwały: po pro­stu muł i flot zostaną wrzu­cone w sys­tem kon­troli funk­cjo­nu­jący dotąd dla spa­la­nia odpa­dów. Będzie można mieć muł i flot w piw­nicy a man­dat dosta­nie się dopiero za potwier­dzone jego spa­la­nie. Tyle że kon­trole prze­waż­nie nasy­łają sąsie­dzi wku­rzeni kop­ce­niem. Można sobie więc wyobra­zić sytu­ację, w któ­rej spa­la­jący flot bez dymu nie będą nękani, bo nikt z zewnątrz nie będzie miał do nich pre­ten­sji. Z kolei kop­cący grosz­kiem czy orze­chem będą stale nękani. Jed­nym sło­wem: wiele się zmie­nia by nie zmie­niło się nic.

      Odpowiedz
      1. marcin

        To infor­mo­wa­nie to rze­czy­wi­ście leży, w tym tygo­dniu mon­to­wa­łem gościowi kocioł z podaj­ni­kiem tło­ko­wym stal­mark boss vegas za który wyło­żył 7,5 tyś. Gość był w wiel­kim szoku kiedy mu powie­dzia­łem, że za kilka lat będzie go musiał wymie­nić, myślał że jak przed wrze­śniem zdą­żył to już po kło­po­cie. Byłem też w kilku skle­pach insta­la­cyj­nych, kotłów poza­kla­so­wych pełno, żad­nych infor­ma­cji o uchwale, sprze­dają się w naj­lep­sze, sprze­dawcy nawet się nie zająkną, że klient długo się nie ucie­szy z zakupu. A wystar­czyło w kościo­łach ogło­sze­nie po mszy prze­czy­tać i przy­naj­mniej jakaś część ludzi byłaby świa­doma i uświa­do­miła innych. Biskupi zapo­wia­dali takie popar­cie dla uchwały to teraz widać jak im zależy… Jed­nak jest coś w przy­sło­wiu “za darmo to się nawet ksiądz nie modli”

      2. Grzesio85

        @marcin 8 lipca 18.13: Dla odmiany sprze­dawcy z Ryb­nika zaraz na wstę­pie infor­mo­wali mnie, że dany kocioł będę mógł użyt­ko­wać tylko przez 8 lat.

      1. Wojciech Treter Autor wpisu

        Rychło w czas się radni obu­dzili… Ot, polni­sche Wirt­schaft: nikt nic nie wie, nikt nawet nie ma zamiaru ludzi porząd­nie poin­for­mo­wać, co nie będzie prze­szka­dzało egze­kwo­wać na nich prawa, o któ­rego ist­nie­niu nie mają pojęcia.

  2. Kasia

    Zasko­czył mnie ten arty­kuł, oczy­wi­ście pozy­tyw­nie. Odwa­la­cie kawał dobrej roboty poka­zu­jąc ludziom co i jak. Taka edu­ka­cja powinna być obo­wiąz­kowa dla każ­dego. Byłem na jed­nym z waszych poka­zów, i bar­dzo popie­ram to co robi­cie. Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  3. Kamil

    Z chę­cią wybrał­bym się na taki pokaz i zoba­czyl jak to wygląda w real­nym świe­cie. Faj­nie mam nadzieje że coraz wie­cej będzie pie­ców i takich edu­ka­cyj­nych poka­zów o czy­stym ogrze­wa­niu trzeba dbać o naszą atmosferę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *