Co mi z KAWKI, jak nie mam na herbatę

Pro­gramy dopłat do lik­widacji “niskiej emisji” mają pod­sta­wową wadę: są przez­nac­zone dla bogaczy oraz zwal­cza­ją tanie pali­wa zami­ast zwal­czać szkodli­we sposo­by ich spala­nia. W ten sposób utr­wala się pogląd, że ekolo­gia to przy­wilej burżuazji, a pale­nie wszys­tkim, co się naw­inie pod ręce, moż­na z łat­woś­cią uspraw­iedli­wić biedą.

fot. sunnyUK, flickr.com

fot. sun­nyUK, flickr.com

Jed­nym z takich pro­gramów dopłat do “eko­log­icznych” źródeł ciepła jest KAWKA. Pozornie wszys­tko ład­nie. Dajo pin­iondze, to brać.

Brać, a potem płakać, bo nie ma na rachunek za ogrze­wanie.

Chodzi o dopłatę do wymi­any ogrze­wa­nia etażowego, pieca czy cen­tral­nego ogrze­wa­nia zasi­lanego węglem na bardziej przy­jazne środowisku tech­nolo­gie grzew­cze

Jako naród mamy jak­iś dzi­wny, trau­maty­czny uraz do węgla i drew­na, czego wyrazem jest właśnie bezwzględ­na elim­i­nac­ja tych paliw przez takie pro­gramy. Prze­cież w cenie podłączenia ogrze­wa­nia gazowego moż­na by zain­stalować nowoczes­ny kocioł zga­zowu­ją­cy drewno o sprawnoś­ci 90-kil­ka pro­cent, wraz z całą potrzeb­ną insta­lacją. Albo kocioł poda­jnikowy na węgiel, który spala bezdym­nie i z koniecznoś­cią min­i­mal­nej obsłu­gi.

Już słyszę te pom­ru­ki: sko­ro dają pin­iondze za dar­mo, to brać gaz, a nie męczyć się z drewnem i węglem jak nasi dzi­ad­owie! To jest właśnie wpo­jony nam przez pokole­nia wiz­erunek węgla i drew­na jako źródła smro­du i kłopotów. Tym­cza­sem dziś pali­wa stałe dają się łat­wo spalać w cywili­zowany sposób, a przy tym mają zasad­niczą przewagę nad surow­ca­mi pro­mowany­mi jako “eko­log­iczne” — są wciąż dużo tańsze (ciepło z kotła zga­zowu­jącego jest o 2/3 tańsze od ciepła z węgla i 6 razy tańsze niż ener­gia z gazu ziem­nego!). Na zachodzie Europy o tym wiedzą, dlat­ego tam drewno i pel­let są pod­sta­wowym pali­wem w ogrze­wa­niu domów — mało tego, są pro­mowane jako odnaw­ialne i czyste źródła energii, w prze­ci­wieńst­wie do gazu ziem­nego, który prze­cież jest kopal­iną jak węgiel.

Na grud­niowej sesji Rada Mias­ta uch­wal­iła reg­u­lamin udziela­nia takich dotacji. W opar­ciu o ten reg­u­lamin, z osoba­mi czy też pod­mio­ta­mi gospo­dar­czy­mi, które zgłosiły się do pro­gra­mu, zaw­ier­amy umowy. Z kolei po zamknię­ciu, po real­iza­cji zada­nia, te środ­ki będziemy przekazy­wać.

Oto główny powód, dla którego w takich pro­gra­mach mogą brać udzi­ał tylko bogacze: inwest­y­cję finan­su­je się z włas­nej kieszeni — trze­ba najpierw wydać grube tysiące, by potem od urzę­du jakąś część z tego odzyskać. Komu się wala po domu niepotrzeb­ny plik ban­knotów? Jeśli u kogoś się taki plą­ta, to ten ktoś nie potrze­bu­je dotacji, by sobie wymienić ogrze­wanie.

Na pomoc w dofi­nan­sowa­niu w ramach KAWKI mogą liczyć przede wszys­tkim ci, którzy zamierza­ją zlik­wid­ować stare nieefek­ty­wne źródła ciepła opalane pali­wem stałym. Pro­gram prefer­u­je głównie źródła ciepła opalane gazem, energią elek­tryczną, pompy ciepła czy kolek­to­ry słoneczne. Próg dofi­nan­sowa­nia przed­sięwz­ię­cia wynosi 55 pro­cent ogółu kosztów inwest­y­cji.

Źródło: http://temat.net/aktualnosci/17338/Grzanie-z-doplatami.-KAWKA-wyfrunela-z-ratusza

To jest właśnie patolo­gia takich dotacji. Ludzie nie grze­ją węglem w starych piecach dlat­ego, że lubią ani z zamiłowa­nia do trady­cji, ani ze złośli­woś­ci by móc dymić sąsi­adom w twarz, ani też dlat­ego, że nie stać ich na nowy piec. Koszt prze­jś­cia na ogrze­wanie gazowe rozu­mi­any jako cena zakupu i insta­lacji kotła gazowego to wydatek jed­no­ra­zowy i nie to jest prob­le­mem.

Ludzie grze­ją węglem, bo wiedzą, że nie było­by ich stać na comiesięczne rachun­ki za gaz czy prąd. Potrafią liczyć i to ich trzy­ma przy ogrze­wa­niu, na które ich stać. Ale gdy usłyszą o dopłat­ach, nasiąkną gad­ką o ekologii i wygodzie, to mogą łat­wo zapom­nieć o marnej kondy­cji swo­jego budże­tu. I wpakować się w zbyt dro­gie ogrze­wanie.

Ale tym nikt się nie prze­j­mu­je. Urzęd­ni­cy cieszą się, że zmniejsza się licz­ba dymią­cych kom­inów. Dla potrzeb ich statystyk ważne jest, że zlik­wid­owali tyle a tyle pieców i ter­az Kowal­s­ki czy Drzy­mała siedzą w swoich domach i odd­y­cha­ją czyst­szym powi­etrzem.

Niko­go nie obchodzi, że powi­etrze jest czyst­sze kosztem wpędzenia ludzi w “eko­log­iczne” ogrze­wanie, na które ich na dłuższą metę nie stać. Nie warto zauważać, że przy­będzie w ten sposób klien­tów dla pomo­cy społecznej. Komuś, kto nigdy nie marznął we włas­nym domu, trud­no jest pojąć jak ważne jest ciepło.

PS. Tym­cza­sem w Krakowie deszcz pieniędzy. Trwa wal­ka o to, kto pod­stawi pod ryn­ny więk­sze wiadra.


Źródło: krakow.piece.pl

Jedna myśl nt. „Co mi z KAWKI, jak nie mam na herbatę

  1. ja

    Jeszcze nigdy nie widzi­ałem zeby ogrze­wanie węglem było tan­sze niz nowoczes­ny kocioł kon­den­sacyjny ! ten artykuł to jakaś bzdura!mam mnóst­wo kotłowni i zawsze pod­kreślam zawsze gaz w nowoczes­nych insta­lac­jach wychodzi taniej !! sam kocioł jest o połowę tańszy!i cała kotłow­n­ia!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.