Klątwa węgla “złej jakości”

Nie pal śmieci, mułu węglowego ani węgla “złej jakoś­ci”, ty zbóju, ty. Dalej kop­cisz? Widocznie węgiel za 900zł/t też jest “złej jakoś­ci”, bo nie ma norm. Wiesz co, najlepiej nie bądź bied­ny i ogrze­waj gazem. Mniej więcej tyle są w stanie powiedzieć oso­by uchodzące za ekspertów od smogu o sposobach jego ograniczenia. Ta nar­rac­ja kopi­owana jest dalej, m.in. przez samorządy, a potem wszyscy się dzi­wią, że efekt jest jak grochem o ścianę. Ano tak, bo groch robaczy­wy i nie ta ściana – w tamtej obok są drzwi.

Co i jak ludziom powiedzieć, żeby ich kominy przes­tały kop­cić? Ośmielę się stwierdz­ić, że coś o tym wiem, bo – jako jeden z niewielu gardłu­ją­cych na ten tem­at – sprawdz­iłem na sobie, tyle że napraw­ia­jąc sposób użytkowa­nia swo­jej kotłowni, a nie nagle się wzbo­ga­ca­jąc. Doskonale pamię­tam jak rąbałem stare meble na opał, wiem dlaczego to robiłem i co spowodowało, że przes­tałem. Dlat­ego skrę­ca mnie, jak widzę nieu­dolne pró­by zro­bi­enia czegoś, żeby ludzie nie kop­cili, które z góry skazane są na niepowodze­nie, bo zła jest diag­noza i pode­jś­cie jak do ciem­nego ludu.

Zabijasz, zabijasz… przestań być biedny

Lekarze” od smogu źle diag­nozu­ją przy­czyny choro­by i w ramach ter­apii okłada­ją chorych tępym narzędziem krzy­cząc: “o ty nicpo­niu, przes­tań być bied­ny”. Nieste­ty tak nierzad­ko wyglą­da infor­ma­c­ja o przy­czy­nach smogu i sposobach jego ogranicza­nia – poda­je nieskuteczne place­bo (bo naj­droższe i najlep­sze pali­wo nie zapewni niekopce­nia) a całość sprowadza się do kon­kluzji, że najlepiej być bogatym i wtedy prob­lemów nie ma.

Taką ulotkę dostawali mieszkań­cy Wronek na Pikniku Eko­log­icznym tamże.

Ja kogoś zabi­jam? Ale jak to? Prze­cież wszyscy w rodzinie żyją. Poza tymi, co umar­li ze staroś­ci. Całe życie palę i dotąd niko­mu to nie przeszkadza­ło, a ter­az nagle zaczęło? Węgiel zawsze naj­droższy gru­by kupu­je­my. A że się dymi? No jak to węgiel. Zresztą sąsi­ad naprze­ci­wko… ten to dopiero daje w pal­nik, żukiem mu wozi szwagi­er odpad z fab­rycz­ki gumofil­ców, za niego się najpierw weź­cie. (ulot­ka lądu­je w koszu)

Co do treś­ci: ulot­ka pow­tarza komu­nały o rzekomych przy­czy­nach kopce­nia, które rozmi­ja­ją się ze stanem fak­ty­cznym:

  • spalanie śmieci, jakkol­wiek jest powszech­nym i kary­god­nym nawykiem, iloś­ciowo jest mniejszym prob­le­mem niż kopce­nie węglem i drewnem – są na to ofic­jalne statysty­ki Straży Miejs­kich
  • mułu węglowego na 99,9% nie ma w sprzedaży we Wronkach jak i w całej Wielkopolsce, a jeśli jakimś cud­em trafiły­by się poje­dyncze przy­pad­ki, to nie będzie to dostęp­ność powszech­na
  • pisanie o węglu “złej jakoś­ci” utr­wala błędne przeko­nanie jako­by tylko “zły węgiel” kop­cił, a “dobry” już nie, pod­czas gdy tak samo kop­ci każdy jeden węgiel kami­en­ny – jeśli jest niepoprawnie spalany
  • nie podano dokład­nych para­metrów węgla “złej jakoś­ci” przez co nawet przy dobrych chę­ci­ach odbior­cy nie będzie on w stanie kupić “dobrego” pali­wa a nawet jeśli ktoś sprze­da mu coś, co zin­ter­pre­tu­je sobie jako węgiel “dobrej jakoś­ci”, to (patrz punkt poprzed­ni) przy złej metodzie pale­nia nadal będzie kop­cić.

Szczegółowe uza­sad­nie­nie każdego z tych punk­tów – w dal­szej częś­ci pro­gra­mu.

Co do formy: autor chy­ba nie bard­zo wiedzi­ał jak do ludzi trafić, więc wypal­ił z naj­grub­szej rury: o zabi­ja­niu. Daleko nie trze­ba szukać przykładu, że to nie dzi­ała. Straszące choroba­mi i śmier­cią ostrzeże­nia na paczkach papierosów nie zmniejsza­ją zauważal­nie licz­by palaczy tyto­niu. Jest nato­mi­ast ryzyko przel­i­cy­towa­nia: ktoś trzeź­wo myślą­cy może zauważyć, że on wprawdzie pali jak pali, ale dookoła wszyscy zdrowi, więc to pewnie nacią­gane. Poza tym ciepło tu i ter­az jest ważniejsze niż mglista per­spek­ty­wa złych kon­sek­wencji kiedyś tam.+

Nie żebym miał coś do mias­ta Wron­ki. Ta ulot­ka to tylko przykład, który aku­rat naw­inął mi się pod ręce, obrazu­ją­cy powszech­ny trend. Mam nadzieję, że autorzy takich pub­likacji prze­myślą moje uwa­gi, a najlepiej jeśli sami zaczną son­dować punkt widzenia kopcą­cych mieszkańców, by w przyszłoś­ci skuteczniej móc trafi­ać do ludzi, bo prze­cież o efek­ty tu powin­no chodz­ić, a nie tylko o odhacze­nie w urzę­dowym excelu: ulot­ki wydrukowano i roznie­siono = edukac­ja eko­log­icz­na mieszkańców odklepana.

Śmieci to nie jest 100% problemu, ani nawet 50%

Ktoś, kto nie miał nigdy bliżej do czynienia z węglem, na widok chmury dymu z kom­i­na sąsi­a­da dał­by głowę, że tam są palone co najm­niej opony i kalosze, jeśli nie odpady radioak­ty­wne, bo prze­cież – jak mu się zda­je – węgiel tak nie kop­ci. To musi być coś “bard­zo złego”.

Jak pokazu­ją wszys­tkie ofic­jalne statysty­ki Straży Miejs­kich, w ok. 90% kon­t­role nie wykazu­ją spala­nia niebez­piecznych odpadów – więk­szość ludzi kop­ci ucz­ci­wy­mi pali­wa­mi. Prze­ważnie jest tak, jak to opisu­je wrocławska Wybor­cza:

- O! Panie od smogu! Już piec pokazu­ję — mówi pani Krysty­na na widok straży miejskiej w drzwiach. — Ja wiem, kto po panie dzwoni. Proszę popa­trzeć, nawet ter­az przez okno wyglą­da, cieszy się pewnie, że straż do mnie przy­chodzi, a ja nic złego nie robię […] Ale wiado­mo, jak jest ogień, to musi być dym, więc kiedy roz­palam w piecu, to leci taki czarny z kom­i­na. Ten sąsi­ad to mnie cały czas oskarża, że go tru­ję […]

Nie dzi­wi jej ta kon­tro­la w ogóle, już trze­cia tej zimy w jej domu przy ul. Sezamkowej. Tyle się o smogu w telewiz­ji mówi i o tym sprawdza­niu pieców. Ale ona żad­nych śmieci nie pali. Seg­regu­je papi­er, szkło i plas­tik, a na odpady zielone ma kom­pos­town­ik. Do ogrze­wa­nia to tylko drewno kominkowe na pod­pałkę i węgiel. […]

I tak strażni­cy nabi­ja­ją kilo­m­e­try jałowo odwiedza­jąc co rusz te same kotłown­ie, gdzie na kopce­nie ucz­ci­wym pali­wem nic nie mogą poradz­ić. Owszem, pozby­wanie się starych butów, szmat czy innych pal­nych lub niepal­nych odpadów poprzez piec jest powszech­nym nawykiem i takie pato­log­iczne przy­pad­ki należy zwal­czać. Nie umniejszam szkodli­woś­ci tego pro­cederu, ale to nie jest pod­sta­wowa przy­czy­na kopce­nia. Niech­by nawet każdy palacz codzi­en­nie dorzu­cał do pieca kilo kaloszy lub pam­per­sów. W tym samym cza­sie spala 10–20kg ucz­ci­wego pali­wa, z czego min. 1/3 czyli 3–6kg to smoły wykop­cone jako dym. To głównie tę smołę widz­imy i czu­je­my w powi­etrzu.

W większości kraju nie ma mułu węglowego!

Następ­ny kozioł ofi­arny: muł węglowy. Nie ma wąt­pli­woś­ci, że to dzi­ad­owskie pali­wo. Ide­al­nie nada­je się na wro­ga pub­licznego. Jest tylko jeden prob­lem: jakieś 90% lud­noś­ci Pol­s­ki nigdy nie zobaczy go na oczy, bo na składach opału w ich okol­i­cy nie ma i nigdy nie było mułu węglowego ani flo­tu! Nie opła­ca się woz­ić tych paliw na dys­tanse dal­sze niż wojew­ództ­wo śląskie z przyległoś­ci­a­mi. Oso­biś­cie nigdy nie spotkałem mułu ani flo­tu we Wrocław­iu i okoli­cach. Izba Gospo­dar­cza Sprzedaw­ców Pol­skiego Węgla nie ma wprawdzie dokład­nych danych na ten tem­at, ale potwierdza moją obserwację, że poza Śląskiem i Małopol­ską muł i flot właś­ci­wie nie wys­tępu­ją. Niemal na 100% nie ma ich we Wronkach. Wąt­pię więc, czy autor ulot­ki zadał sobie trud prze­jrzenia ofer­ty okolicznych składów opału.

Przy­bliżony tery­to­ri­al­ny zasięg wys­tępowa­nia mułu / flo­tu na tere­nie Pol­s­ki

Kto na oczy widzi­ał węgla niewiele lub wcale, częs­to myli muł z miałem. Nazwa podob­na: 3–4 litery, oba na “M”, ale różni­ca między tymi pali­wa­mi jest ogrom­na i zasad­nicza. Pod­czas gdy muł jest fak­ty­cznie gór­niczym odpa­dem popro­duk­cyjnym, miał i flot są pełno­prawny­mi pali­wa­mi węglowy­mi.

  • Flot jest oczyszc­zonym węglem o para­me­tra­ch porówny­wal­nych a nawet lep­szych od grub­szych sorty­men­tów.
  • Miał jest tym, co pozosta­je z urobku po odsia­n­iu kost­ki, orzecha i groszku. Trafi­a­ją do niego ziar­na węgla, w których jest nat­u­ral­nie więk­sza domiesz­ka niepal­nych dodatków, stąd wyższa zawartość popi­ołu i siar­ki, ale i niższa cena.

Muł/flot mają gran­u­lację cukru pudru. Miał w naj­gorszym razie wyglą­da jak piasek a powinien co najm­niej jak żwir.

Miał od mułu różni się przede wszys­tkim tym, że ist­nieje mnóst­wo kotłów fab­rycznie przys­tosowanych do poprawnego spala­nia miału: zarówno automaty­cznych jak i zasy­powych, z nad­muchem. Te ostat­nie – roz­palane od góry, zgod­nie z ich instrukc­ja­mi, spala­ją to pali­wo bezdym­nie. To tak, jak z każdym innym pali­wem: kopce­nie to objaw złej tech­ni­ki pale­nia, a nie wina pali­wa. Różni­ca jest dopiero w emisji tlenków siar­ki i pyłu z popi­ołu (ale o tym za chwilę).

Wedle danych podawanych przez dr. inż. Leona Kur­cz­abińskiego, miał stanowi mniej niż 1/3 węgla sprzedawanego przez pol­skie kopal­nie do gospo­darstw domowych. Znakomi­ta więk­szość pol­s­kich domów ogrze­wanych węglem uży­wa sorty­men­tów od groszku wzwyż.

Dlaczego ludzie palą mokrym drewnem?

Każdy śred­nio roz­gar­nię­ty palacz wie z doświad­czenia, że mokre drewno pali się kiep­sko. Łat­wo więc patrząc z góry wydać wyrok, że ci, co to robią, są idio­ta­mi, których trze­ba okładać po głowach solid­ną – sezonowaną rzecz jas­na – żerdz­ią. Ale jak tylko wejdzie się w buty oso­by palącej drewnem, per­spek­ty­wa moc­no się zmienia. Są bard­zo konkretne przy­czyny spala­nia mokrego drew­na:

  • niek­tórzy nie są dość zapo­b­ie­gaw­czy, aby z dwulet­nim wyprzedze­niem zaopa­trzyć się w wystar­cza­jącą ilość drew­na
  • nie każdy ma miejsce i warun­ki dla sezonowa­nia odpowied­nio dużego zapa­su drew­na
  • przewidziany zapas cza­sem okazu­je się zbyt mały z powodu surowszej/przedłużającej się zimy i trze­ba pal­ić tym, co jest
  • w sezonie grzew­czym kupić suche drewno bywa trud­no – nawet drewno roz­pałkowe w mar­ke­tach budowlanych bywa surowe, o czym zdarza­ło nam się przekon­ać zaopa­tru­jąc się w roz­pałkę na pokazy
  • drewno z natu­ry spala się szy­bko i gwał­town­ie – jego niedo­susze­nie bywa trak­towane jako zale­ta, takie drewno tli się dłużej (pal licho, że mokre drewno w miesiąc zas­moli komin, a jego wartość opałowa jest nawet połowę niższa niż drew­na sezonowanego…)

Klątwa węgla “złej jakości”

Wszyscy pow­tarza­ją bezmyśl­nie leg­endę o węglu “złej jakoś­ci”. Bezmyśl­nie, bo jak pociągnąć za język, to nikt nie potrafi powiedzieć, czym ta zła jakość jest i gdzie zaczy­na się węgiel “dobrej jakoś­ci”. Potocznie błęd­nie rozu­mie się “złą jakość” jako “węgiel który kop­ci”, więc w domyśle: węgiel “dobrej jakoś­ci” nie kop­ci. Dlat­ego ludzie myślą: kopcę jak Titan­ic? To nie moja wina, to węgiel “złej jakoś­ci”. Na lep­szy mnie nie stać.

BE-ZE-DURA! I to wysoce szkodli­wa. O emisji zanieczyszczeń w domowych warunk­ach decy­du­je zarówno jakość pali­wa jak i – w prze­waża­ją­cym stop­niu – jakość jego spala­nia. Żad­na, choć­by naj­gorsza jakość węgla, nie zmusza do kopce­nia. Z kolei kiep­s­ka tech­ni­ka pale­nia powodu­je kopce­nie nawet najlep­szym węglem.

Mówiąc o jakoś­ci węgla moż­na i należy bazować na konkre­tach, bo poję­cie to jest doskonale zdefin­iowane. Trochę suchych fak­tów zaw­ier­a­ją np. te mate­ri­ały dydak­ty­czne Politech­ni­ki Śląskiej. Najkrócej mówiąc: im więcej węgla (pier­wiast­ka) w węglu kami­en­nym, tym mniej w nim niepal­nego bal­as­tu (popi­ołu, siar­ki, met­ali cięż­kich) – tym lep­sza jego jakość. Im lep­sza jakość, tym wyższa kalo­ryczność i mniejsza emis­ja niepal­nych zanieczyszczeń (głównie unos­zonego popi­ołu i siar­ki).

Gdzie zaczy­na się “dobra jakość” węgla? Na potrze­by tego artykułu przyj­mu­ję, że “dobrej jakoś­ci” węgiel speł­nia para­me­try podane w propozy­cji stan­dard­ów dla paliw węglowych przed­staw­ionej przez Pol­ską Izbę Ekologii. Oto główne skład­ni­ki węgla kami­en­nego i ich udzi­ał w węglu sorty­men­tu orzech z kopal­ni Mysłow­ice-Wesoła (który w/w kry­te­ria speł­nia) oraz w miale z kopal­ni Piast (który kry­ter­iów nie speł­nia). Para­me­try zacz­erp­nięte ze stron PGG.

Zły” i “dobry” węgiel najbardziej różnią się zawartoś­cią wody i popi­ołu. W gorszym węglu jest dwa razy więcej siar­ki. W obu węglach ilość smoły jest niemal rów­na. W “dobrym” węglu wyraźnie więcej jest kok­su.

Jak te para­me­try wpły­wa­ją na emisję? Z braku punk­tu odniesienia bliższego domowej kotłowni posłużę się wskaźnika­mi emisji KOBiZE dla kotłów <0,5MW. A stamtąd moż­na się dowiedzieć, że spale­nie 1 tony w/w węgla “złej jakoś­ci” spowodu­je emisję:

  • 12,8kg tlenków siar­ki (6,4kg z węgla “dobrej jakoś­ci”),
  • 10kg pyłów z popi­ołu (4kg z węgla “dobrej jakoś­ci”),
  • podana we wskaźnikach stała ilość emi­towanego ben­zo-a-pirenu zakła­da dobre spalanie w warunk­ach prze­mysłowych, nato­mi­ast dla warunk­ów domowych moż­na jedynie sza­cow­ać, że kiep­skie spalanie powodu­je emisję znacznej częś­ci z ok. 300kg smoły zawartej w każdej tonie węgla.

Emis­je te należało­by sko­ry­gować o kalo­ryczność pali­wa – gorszego węgla trze­ba zużyć więcej dla uzyska­nia tej samej iloś­ci ciepła. Ale to nie zmieni powyższych pro­por­cji między emis­ja­mi tlenków siar­ki, pyłu z popi­ołu i smoły.

Dochodz­imy do sed­na sprawy jakoś­ci węgla. Co czuć w powi­etrzu i najbardziej dusi nas zimą na uli­cy? Tlen­ki siar­ki? Unos­zony ultra­drob­ny popiół w iloś­ci kilku kilo na tonę pali­wa? Czy kilka­dziesiąt, a możli­we i kilka­set kilo nies­palonej smoły fruwa­jącej w powi­etrzu?

W spraw­ie jakoś­ci pali­wa drze­wa przesła­ni­a­ją nam las. Owszem, słusznie i korzyst­nie jest stosować jak najlep­szej jakoś­ci węgiel, ale dobry węgiel mało emi­tu­je tylko jeśli jest praw­idłowo spalany! Wszyscy krzy­czą o śrubowa­niu jakoś­ci pali­wa a o jakoś­ci spala­nia – cicho-sza. Dopó­ki nie popraw­imy tech­ni­ki spala­nia, na uli­cach będziemy dusić się dymem “dobrej jakoś­ci”.

Oba piece “kozy” spala­ją węgiel “dobrej jakoś­ci” – speł­ni­a­ją­cy stan­dardy jakoś­ci węgla pro­ponowane przez Pol­ską Izbę Ekologii.

Kto nie wierzy, że głównym skład­nikiem widocznego dymu jest smoła, niech zajrzy do wnętrza jakiegoś noto­rycznie kopcącego kom­i­na. Owszem, bada­jąc jego zawartość w lab­o­ra­to­ri­um na pewno dopa­trzy się pyłu z popi­ołu i śladów związków siar­ki. A co jest prze­waża­ją­cym skład­nikiem – każdy widzi. Łat­wo osza­cow­ać, że każdy milimetr takiego osadu w typowym ok. 10-metrowym kominie to ładne kil­ka kilo smoły. Przy czym to tylko mały pro­cent tego, co wyle­ci­ało do atmos­fery.

Skon­den­sowany dym czyli smoła węglowa / drzew­na.

W Europie robią to dobrze

Oto przykłady, jak w kra­jach Europy Zachod­niej infor­mu­je się ludzi o sposobach na ogranicze­nie emisji szkodli­wych sub­stancji ze spala­nia drew­na. Owszem, dowie się człowiek, że powinien pal­ić sezonowanym drewnem, bo to jest warunek konieczny dla efek­ty­wnego spala­nia, ale również i przede wszys­tkim poz­na tech­nikę pale­nia dającą bezdymne spalanie.

Szwa­j­cars­ka kam­pa­nia antys­mogowa luftaus.ch uczy jak zmniejszać smog na wszelkie możli­we sposo­by, w tym przez czyst­sze pale­nie. Od kilku lat wys­taw­ia­ją swo­je stoisko na lokalnych tar­gach, gdzie pokazu­ją jak pali się drewnem bez dymu. Napis w tle: “praw­idłowe roz­palanie zmniejsza zapyle­nie”

Kantony wschod­niej Szwa­j­carii wydały mate­ri­ały infor­ma­cyjne wyjaś­ni­a­jące jak i czym praw­idłowo pal­ić w domowych piecach. Wiele gmin w Szwa­j­carii, Aus­trii i Niem­czech wyda­je swo­je pub­likac­je tego typu, gdzie wiedza o praw­idłowym sposo­bie pale­nia i odpowied­nich pali­wach jest pod­stawą.

Infor­ma­c­je o praw­idłowym pale­niu drewnem zamieszcza też aus­tri­ack­ie min­is­terst­wo ds. gospo­dar­ki rol­nej i leśnej.

Jak to zrobić lepiej? Potrzebna kampania prooszczędnościowa!

Dziesięć lat temu kop­ciłem jak każdy, miałem to za rzecz nat­u­ral­ną i jak­by mi ktoś przyszedł robić z tego zarzut, to najpierw grzecznie wręczyłbym numer kon­ta z prośbą o comiesięczną dotację na eko­log­iczne ogrze­wanie, a gdy­by to nie pomogło – spuś­ciłbym psa. Dlaczego?

Tak jak wszyscy byłem abso­lut­nie pewien, że syf i smród to nat­u­ral­na kon­sek­wenc­ja taniego ogrze­wa­nia. Jeśli ktoś ataku­je syf i smród – znaczy przeszkadza mu, że tanio ogrze­wam. Chce, żebym przy­marzał jeszcze bardziej w imię jego wygody. Nie: zrezyg­nował z wcza­sów na Maderze i dopłacił do lep­szego opału, ale: mieszkał w warunk­ach chłod­niczych, bo jeśli już ter­az led­wo wiążę koniec z końcem, a tu każą mi jeszcze wydać więcej, to nieuchron­nie tak to się skończy.

Zdrowie i życie nie mają ceny – ale mają swo­je kosz­ty. Żad­na kam­pa­nia antys­mogowa nie zadzi­ała jeśli antys­mogowość będzie podawana jako wal­ka z ludź­mi i per­spek­ty­wa ograniczenia jed­nego pod­sta­wowego dobra (ciepła) na rzecz innego pod­sta­wowego dobra (powi­etrza).

Potrzeb­na jest kam­pa­nia prooszczęd­noś­ciowa, która:

  • Uświado­mi, że kopce­nie nie jest nie­u­niknione ani opła­calne – bez tego każdy będzie bronił dymu i smro­du jak niepodległoś­ci. Odkąd zobaczyłem i poczułem, że kopcąc tracę ciężko zaro­bione pieniądze, na głowie stanę byle jak najm­niej dymić, bo wiem i doświad­czyłem już wiele lat z rzę­du, że to mi się opła­ca!
  • Zami­ast straszyć śmier­cią, wskaże drob­niejsze, ale naty­ch­mi­as­towe skut­ki smogu – np. ciągnące się całą zimę “przez­ię­bi­e­nie”. W ten sposób odbior­ca zobaczy, że to nie jest odległa mrzon­ka ani hum­bug, ale fak­ty­cznie syf w powi­etrzu szkodzi.
  • Wyjaśni, że efek­tem spale­nia lakierowanej szafy jest “sama chemia”, której każdy wys­trze­ga się w żywnoś­ci, a nie jest świadom, że dużo gorsze rzeczy paku­je w siebie z powi­etrza. To ma szan­sę zadzi­ałać na tych, którzy mogą sobie poz­wolić na inny opał. Ja pal­iłem stary­mi mebla­mi z koniecznoś­ci a przes­tałem kiedy zniknęła taka konieczność, bo dzię­ki efek­ty­wniejsze­mu spala­niu ucz­ci­wego węgla, ta sama jego ilość zaczęła wystar­czać mi na całą zimę.

Niepotrzeb­nie tracimy kole­jne sezony grzew­cze na nieskuteczne a nawet kon­tr­pro­duk­ty­wne ruchy Brow­na. Ludzie muszą dowiedzieć się, że dobrej jakoś­ci spalanie* jest tym, co daje tańsze ciepło – a czyste powi­etrze zro­bi się samo.

* którego roz­palanie od góry nie jest byna­jm­niej najwyższą for­mą – raczej pier­wszym krok­iem, ale za to dostęp­nym dla każdego.

2 myśli nt. „Klątwa węgla “złej jakości”

  1. marcin

    Z tym, że mułu i flo­tu nie ma w innych częś­ci­ach Pol­s­ki to praw­da. Mieszkam w okol­i­cy Żyw­ca, brat przeprowadz­ił się do kujawsko-pomorskiego niedaleko Ciechocin­ka, flo­tu ani mułu nie ma na składach, węgiel jest ok. 100 zł droższy niż u nas, jest też podob­no koks ale grubo pon­ad 1000zł. Kiedyś brat zabrał stąd z na busa kilka­set kg flo­tu to sąsiedzi przy­chodzili patrzyć co to jest za dzi­wo.

    Odpowiedz
  2. Juls

    Czas na nowy mar­ket­ing. Zapaku­jmy muł do ele­ganc­kich kolorowych worków z nadrukowaną instrukcją spala­nia, i każdego nowego klien­ta za dar­mo zaopa­trzmy w rurkę ze stożkowym daszkiem u góry a u dołu trzech nóżkach z pętu. do podawa­nia powi­etrza n górę paleniska. I mamy nowoczesne urządze­nie z nowoczes­nym pali­wem do bezdym­nego spala­nia mułu 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *