Jak Polacy radzą sobie ze smogiem? Nie radzą sobie

Wios­ną CBOS wydał raport z badań “Jak Pola­cy radzą sobie ze smo­giem?”. To rzad­ka okaz­ja, by z poważnego i nieza­leżnego źródła dowiedzieć się, jak wyglą­da rzeczy­wis­tość i realne efek­ty “wal­ki ze smo­giem”. A wyglą­da nieciekaw­ie, dlat­ego też raport przeszedł bez echa, bo w głównym nur­cie antys­mogowym rzeczy­wis­tość jest wro­giem, więc kon­takt z nią to jak­by zdra­da.

Wedle bada­nia, więk­szość Polaków:

  • nie postrze­ga smogu jako istot­nego prob­le­mu, choć jest świado­ma swo­jego oso­bis­tego wpły­wu na jakość środowiska,
  • nie zauważa wielu dzi­ałań na rzecz zmniejsza­nia smogu w swo­jej okol­i­cy,
  • nie chce lub nie jest w stanie ponieść kosztów dzi­ałań antys­mogowych, które spowodowały­by wzrost kosztów ogrze­wa­nia o więcej niż 10–15%,
  • najpoważniejszym dzi­ałaniem antys­mogowym, jakie sami pode­j­mu­ją, jest poza­mykanie okien,
  • ba, znaczny odsetek badanych przyz­na­je, że nie robi NIC – nawet, gdy są świado­mi prob­le­mu,
  • pośred­nio z bada­nia widać, że ludzie nie mają poję­cia, że moż­na pal­ić bez dymu.

Jakie z tego wnios­ki? Tak jest i będzie, ponieważ jako jedyny słuszny mod­el wal­ki ze smo­giem lan­su­je się zwal­czanie węgla/drewna i prze­jś­cie na droższe źródła ciepła. To siłą rzeczy wyma­ga dużych pieniędzy, których nie ma dość w kieszeni­ach Polaków, ani w budże­tach wszel­kich dotacji. Z kolei nauczyć ludzi pal­ić bez dymu albo rozwi­jać tanie i czyste kotły – nie da się, bo albo zielona ide­olo­gia nie pozwala, albo decy­den­ci mają w głowach wyłącznie obrazek śmierdzącego kotła z dzi­ad­kowej piwni­cy i nowoczesne niskoemisyjne spalanie węgla jest poza ich wyobraźnią, więc nie widzą tego jako rozwiąza­nia.

Kto i jak widzi smog

Prob­lem smogu dostrze­ga 44% Polaków – głównie z dużych miast i regionów, gdzie o smogu mówi się od kilku lat najwięcej, ci którzy ogrze­wa­ją się z sieci ciepłown­iczej lub innego “czys­tego” źródła. Czy moż­na się im dzi­wić? Dostat­nie życie na poziomie Europe­jczy­ka XXI wieku, a tu nagle bach! – biedak z naprze­ci­wka aku­rat roz­pala i cofasz się do XIX wieku.

Dla 53% respon­den­tów smog nie jest prob­le­mem – tu prze­waża­ją mieszkań­cy mniejszych miast i wsi, Pol­s­ki północ­nej i wschod­niej, ci którzy ogrze­wa­ją się węglem i drewnem. Czy moż­na się im dzi­wić? Całe życie ogrze­wali się tak samo i nikt nie robił z tego prob­le­mu. Smog – tak, jest, ale na Śląsku, między hutą a kopal­nią.

Śred­nio 64% mieszkańców kra­ju nigdy NIE zaglą­da do “apek” ani innych źródeł infor­ma­cji o jakoś­ci powi­etrza. Ale rozrzut jest ogrom­ny – tam, gdzie od kilku lat tem­at smogu jest pom­powany, jest wyższa świado­mość, a więc i zain­tere­sowanie stanem powi­etrza. Tam do “apek” zaglą­da nawet 2/3 ludzi. Gdzie smog nie jest brany na poważnie – jakoś­ci powi­etrza nie sprawdza praw­ie nikt.

W rapor­cie zestaw­iono także zain­tere­sowanie aktu­al­nym stanem powi­etrza z wiekiem i wyk­sz­tałce­niem. Nietrud­no się domyśleć, że najbardziej zain­tere­sowani są ludzie wyk­sz­tałceni i młodzi.

Ale i tu zain­tere­sowanie jest raczej pobieżne – więk­szość osób w wieku 18–34 lata sprawdza stan powi­etrza rzad­ko lub nigdy. Przewa­ga zain­tere­sowanych jest tylko w grupie wiekowej 35–44 lata.

Najbardziej niezain­tere­sowani stanem powi­etrza są ludzie z wyk­sz­tałce­niem zawodowym – nigdy nie sprawdza go aż 62% z nich. Wśród osób z wyk­sz­tałce­niem wyższym podzi­ał jest z lekką przewagą na korzyść zain­tere­sowanych (56%) a nigdy niesprawdza­ją­cych stanu powi­etrza jest najm­niej spośród wszys­t­kich grup (26%).

Działania antysmogowe Polaków

Co Polak robi, aby uchronić się przed smo­giem?

NIC. To najpop­u­larniejsza odpowiedź – nie tylko w ogóle badanych; deklaru­je ją 34% tych, którzy mają smog za poważny prob­lem.

Co jeszcze każdy z nas zro­bić może?

  • zamykać okna – to najczęst­sza odpowiedź (48%) ludzi świadomych smogowo, ale także ogółu (30%). Bo co więcej zro­bić, kiedy sąsi­ad kop­ci i wia­tr niesie to pros­to w okna a kole­jne zgłoszenia na Straż Miejską nic nie dają (Straż rozkła­da ręce – sąsi­ad pali najlep­szym węglem tak jak pro­du­cent kotła pole­cił i oni nie wiedzą w czym jest prob­lem 🙂 )
  • nie wychodz­ić z domu – to również środek szczegól­nie pop­u­larny wśród osób świadomych. Ma to sens, gdyż poziom zanieczyszczenia wewnątrz pomieszczeń zawsze jest niższy niż na zewnątrz.
  • trzy­mać na para­pecie rośliny “antys­mogowe” – nie wiem skąd ten pomysł, może wpływ prasy kobiecej? Wyda­jność takiej rośliny w zestaw­ie­niu z kubaturą mieszka­nia raczej nie będzie na tyle zad­owala­ją­ca, by dać efekt inny niż place­bo.
  • uży­wać oczyszcza­cza powi­etrza – to jest środek skuteczny, ale dro­gi – sen­sowne urządze­nie tylko do jed­nego poko­ju to koszt rzę­du przy­na­jm­niej 1000zł – stąd pewnie mała jego pop­u­larność (do 5% respon­den­tów).
  • zakładać maskę antys­mogową wychodząc z domu – to zupełny mar­gin­es nawet wśród osób świadomych (2%).

Trend chowa­nia się w domu z poza­mykany­mi okna­mi albo i co gorsza poutykaną wszelką wenty­lacją może rodz­ić niebez­pieczeńst­wo więk­sze niż sam smog – “zaga­zowa­nia” się we włas­nym domu. Podob­nie jest z maska­mi antys­mogowy­mi, na co zwraca uwagę Państ­wowy Zakład Higieny. His­te­ria smogowa nakrę­ca się do tego stop­nia, aż ludzie zapom­i­na­ją, że zanieczyszcze­nie powi­etrza – choć­by reko­r­dowo wysok­ie – jest mniej groźne niż niedotle­nie­nie. Zamknię­cie się w słabo wenty­lowanych pomieszczeni­ach to stałe naraże­nie na szkodli­wą atmos­ferę z nad­mi­arem m.in. dwut­lenku węgla i wilgo­ci – znakomite środowisko do roz­wo­ju wielu chorób układu odd­e­chowego.

Jak Polacy ogrzewają swoje domy

Zaskoczenia nie ma – 59% anki­etowanych ogrze­wa domy głównie węglem.

  • Na wsi przewa­ga kotłów i pieców na węgiel się­ga 92%. Gazu ziem­nego uży­wa tam zaled­wie 6% mieszkańców.
  • Udzi­ał węgla male­je wraz z wielkoś­cią miejs­cowoś­ci. O ile jeszcze w mias­tach do pół mil­iona się­ga 28%, to w kat­e­gorii powyżej pół mil­iona jest to tylko 2% (ciekawe, czy w ramach tej kat­e­gorii pytano ludzi spoza Warsza­wy?)

Zapy­tani o to, czym i jak ogrze­wa­ją się sąsiedzi, respon­den­ci odpowiada­ją:

  • najczęś­ciej palą w kotłach węglowych (65%),
  • palą także drewnem (76%),
  • ich kotły/piece są niesprawne/przestarzałe (40%) (czyli zapewne kopcą),
  • zdaniem 34%, sąsiedzi palą węglem “złej jakoś­ci” (czyli zapewne kopcą) [do “złej jakoś­ci” węgla jeszcze dojdziemy],
  • zdaniem 29% – palą odpady (czyli zapewne kopcą)

Trzy ostat­nie punk­ty to inaczej powiedziane: sąsi­ad kop­ci. Ludzie nie wiedzą, że to wyni­ka głównie z kiep­skiej tech­ni­ki pale­nia. Potocznie zrzu­ca się to na w/w przy­czyny. Oczy­wiś­cie są w tym na pewno przy­pad­ki jawnego spala­nia odpadów (np. ktoś ma na pod­wórku hałdę starych mebli w wiadomym celu), których nie ma jak w danej miejs­cowoś­ci ści­gać, bo nie dzi­ała sys­tem kon­troli.

Powyższe spostrzeże­nia zostały zestaw­ione z subiek­ty­wnym “odczuwaniem” smogu:

  • dym węglowy oraz z rzekomych śmieci wzma­ga “odczuwanie” smogu,
  • im więcej w okol­i­cy jest palone drewnem, tym “odczu­cie” smogu jest mniejsze.

To pokazu­je, że “apki” i ofic­jalne komu­nikaty sobie, a i tak decy­du­jące zdanie ma nos. Jeśli coś śmierdzi tak, że płu­ca wykrę­ca – to jest “smog” nawet jeśli ofic­jalne pomi­ary mówią, że jest dobrze. Jeśli ludzie dymią drewnem, które pach­nie jak u dzi­ad­ka w wędzarni – to jest OK. Mimo, że dym z węgla i z drew­na zaw­iera te same szkodli­we sub­stanc­je.

Koszty bycia “eko”

71% Polaków uważa, że oso­biś­cie ma wpływ na stan środowiska. Tu znów prze­waża­ją młodzi, wyk­sz­tałceni, zasob­ni, z miast. Prob­lem zaczy­na się w momen­cie, gdy za poprawę stanu środowiska trze­ba by zapłacić.

43% badanych nie chce żad­nego wzros­tu kosztów ogrze­wa­nia. Dal­sze 30% było­by w stanie zaak­cep­tować wzrost kosztów o 10–15%. Tak więc pon­ad 2/3 badanych nie jest gotowych ponosić kosztów wal­ki ze smo­giem.

Z czego to może wynikać? Z chytroś­ci oczy­wiś­cie, bo prze­cież trze­ba odłożyć na opony do Pas­sa­ta, kute ogrodze­nie przed willą na przed­mieś­ci­ach i zagraniczne wakac­je. Dwa razy do roku.

Koniec żartów. Od początku…

Z czego może wynikać brak chę­ci do ponoszenia kosztów “wal­ki ze smo­giem”?

  • Medi­ana wyna­grodzeń w Polsce wynosi ok. 2500zł net­to – połowa Polaków zara­bia nie więcej niż 2500zł na rękę.
  • Z bada­nia z wrześ­nia 2017 na zlece­nie Izby Gospo­dar­czej Sprzedaw­ców Pol­skiego Węgla wyni­ka, że na tamten moment pon­ad 30% osób kupu­ją­cych węgiel wydawało nań pon­ad 10% dochodu, co samo w sobie stanowi o ubóst­wie ener­gety­cznym ich gospo­darstw (a doliczyć do tego należało­by rachun­ki za prąd i ew. gaz, czyli licz­ba ta jest z pewnoś­cią nieco więk­sza).
  • Insty­tut Badań Struk­tu­ral­nych donosi, że ok. 12% gospo­darstw domowych jest poniżej progu ubóst­wa ener­gety­cznego. Ale czy jeśli ktoś ter­az jest pon­ad tym pro­giem, to żyje mu się dobrze? Niekoniecznie. Część ludzi (nie mam na to badań, ale znam z doświad­czenia) ratu­je się spala­jąc tanie pali­wa – naj­tańsze węgle, gałęz­iówka pozyskana za grosze z pob­liskiego lasu, drewno odpad­owe z tar­taku itp. Tylko dzię­ki temu dają radę w miarę dogrzać domy i statysty­cznie patrząc nie są ubodzy ener­gety­cznie. Ale gdy­by ter­az zabrać im kiep­skie kotły, które te tanie pali­wa akcep­tu­ją, a wymusić zakup nowoczes­nych kotłów automaty­cznych (a tak robi m.in. wojew­ództ­wo małopol­skie w swo­jej uch­wale antys­mogowej), które spalą tylko naj­droższe rodza­je węgla, pel­let lub bard­zo dobre drewno – szy­bko pos­zli­by z tor­ba­mi na dno.

To nie ja, to on

Kwes­t­ia postrze­ga­nia źródeł smogu nie niesie niespodzianek:

  • ten, który jest okop­cony, wskazu­je kopcącego jako głównego winowa­jcę,
  • ten, co sam kop­ci, wskazu­je trans­port i prze­mysł.

Śred­nio jed­nak prze­waża opinia, że to domowe kominy są głównym źródłem smogu w Polsce (56% badanych). Kam­pa­nia medi­al­na w tym tema­cie odnosi skutek – bo trafiła na podat­ny grunt. Dym z domowych kom­inów jest obec­nie najbardziej odczuwal­nym i uciążli­wym zanieczyszcze­niem. Wokół huty czy elek­trowni powi­etrze nie śmierdzi jak dawniej. Spaliny z aut również już nie niosą aro­matu ben­zyny czy ole­ju. A – jak już powyżej zauważyłem – to nos decy­du­je o “odczu­ciu” smogu, nawet wbrew fak­tom.

Ten, kto sam ogrze­wa węglem i nim kop­ci, nat­u­ral­nie chci­ał­by zrzu­cić z siebie odpowiedzial­ność. Sprzy­ja­ją temu okolicznoś­ci – nagon­ka: tyle lat nikt prob­le­mu nie widzi­ał, ter­az nagle jest hałas. Pon­ad­to trud­no się dzi­wić, że ktoś, kto z led­woś­cią dogrze­wa dom węglem, będzie choć­by myślał o ekologii. Nie wie, że pale­nie węglem może być czyst­sze i jed­nocześnie tańsze bez żad­nej inwest­y­cji (o tym, że nie wie, mówi dal­sza część rapor­tu), więc gdy słyszy o ekologii, to spodziewa się nokau­tu kosz­towego przez rezy­gnację z węgla na rzecz czegoś droższego.

Ciekawe, że opinie badanych są dość zbieżne z ofic­jal­ny­mi dany­mi GIOŚ co do źródeł zanieczyszczeń. Tylko na takie ofic­jalne dane warto zwracać uwagę, bo w celu udowod­nienia swoich tez różne ośrod­ki wypuszcza­ją roz­maite licz­by z sufi­tu, przyp­isu­jące domowym komi­nom nawet 90% wszel­kich emisji (co jest bliskie prawdy tylko w przy­pad­ku ben­zo-a-pirenu).

Jak walczy się ze smogiem w twojej miejscowości

Tylko 28% badanych dostrze­ga jakieś formy wal­ki ze smo­giem w swo­jej okol­i­cy. 41% jest pewnych, że nic się nie robi.

Respon­den­ci wymieni­a­ją następu­jące dostrze­gane przez siebie dzi­ała­nia:

  • dopłaty do wymi­any kotłów i insta­lacji grzew­czych, zmi­any źródła ciepła – aż 49% badanych spośród owych 28%, którzy cokol­wiek dostrze­ga­ją, wskaza­ło takie dzi­ała­nia,
  • kon­tro­la kotłowni i kary za spalanie odpadów – 14%,
  • kon­t­role spala­nia z wyko­rzys­taniem dronów – 2%,
  • edukac­ja o smogu, jego skutkach, co wol­no pal­ić a czego nie – 9%, w tym: pokazy poprawnego pale­nia w piecach: 1%!

Smut­ny wniosek z tego wypły­wa: z per­spek­ty­wy zwykłych ludzi praw­ie nic się nie dzieje i niewiele się zmienia – dotac­je na wymi­anę kotłów to pro­ces powol­ny z uwa­gi na wysok­ie kosz­ty i środ­ki daleko za małe w sto­sunku do potrzeb. To moż­na zrozu­mieć.

Dzi­wi nato­mi­ast, że nie pode­j­mu­je się na sze­roką skalę dzi­ałań infor­ma­cyjnych co do poprawnego pale­nia – tutaj nie ma bari­ery kosz­towej, to gros­zowe sprawy w porów­na­niu do wymi­any kotłów. Pozy­ty­wnie zaskaku­je fakt, że edukac­ja w zakre­sie poprawnego pale­nia w ogóle się tutaj pojaw­iła, bo sił i środ­ków jest w to zaan­gażowanych bard­zo niewiele, w medi­ach z rzad­ka da się cokol­wiek o tym usłyszeć, nato­mi­ast samorządy wojew­ództw małopol­skiego czy śląskiego wręcz widzą w nauce poprawnego pale­nia zagroże­nie dla swoich uch­wał antys­mogowych i nie tyle tego nie popier­a­ją, co nawet stara­ją się zwal­czać.

I tak dochodz­imy do drugiego dna stanu rzeczy: więk­szość ruchu antys­mogowego jest z natu­ry anty­wę­glowa, wywodzi się z różnej maś­ci zielonych. Wtóru­ją im samorządy częś­ci wojew­ództw (małopol­skie, śląskie, dol­nośląskie), też anty­wę­glowe na ile mogą. W tej swo­jej anty­wę­glowoś­ci są tak zaci­etrzewieni, że nie chcą dop­uś­cić, aby ludzie nauczyli się lep­iej węglem pal­ić, bo wtedy – w ich mnie­ma­niu – utrud­nione było­by przy­musze­nie ludzi do prze­si­ad­ki na dro­gie kotły spala­jące dro­gie pali­wa.
To absurd – przy­mus wymi­any zawsze będzie prob­lematy­czny jeśli wmusza się ludziom dro­gie kotły, na dro­gie pali­wa.

  • Poprawny sposób pale­nia jest jak reg­u­lac­ja gaźni­ka w Wart­bur­gu – po reg­u­lacji Wart­burg zachowu­je się lep­iej niż przed, spala mniej – ale nadal jest Wart­burgiem. Czy wyreg­u­lowanie gaźni­ka w Wart­bur­gu pow­strzy­mało ludzi od prze­si­ad­ki przy­na­jm­niej na Gol­fa, gdy ten pojaw­ił się w zasięgu możli­woś­ci? Ile dziś mamy na uli­cach Wart­burgów?
  • Tym­cza­sem pode­jś­cie anty­wę­glowego głównego nur­tu wal­ki ze smo­giem jest takie: nie pozwólmy im tych Wart­burgów wyreg­u­lować, za to zmuśmy ich do kup­na Mer­cedesów. W oparach nies­palonej ben­zyny łatwiej nam to pójdzie.

Jak powinno się walczyć ze smogiem – zdaniem Polaków

Więk­szość pomysłów na walkę ze smo­giem, jakie zgłosili respon­den­ci, rozbi­ja się o pieniądze. Ale nie wszys­tkie. Na pier­wszym miejs­cu jest pos­tu­lat wyco­fa­nia z rynku węgla złej jakoś­ci.

Z punk­tu widzenia kon­sumen­ta węgla jest to bard­zo zdroworozsąd­kowe – każdy palacz co i rusz napo­ty­ka węgiel, który pali się trud­no, kop­ci, smoli – a sprzedaw­ca wych­walał towar pod niebiosa. Wina musi być po stron­ie pali­wa. Istot­nie, różne węgle źle spalane kopcą w różnym stop­niu i różnych “smakach” – cza­sem łudzą­co przy­pom­i­na­ją pale­nie opon.
Prob­lem w tym, że ludzie widzą wyłącznie zły węgiel jako przy­czynę kopce­nia – to efekt braku edukacji odnośnie poprawnego pale­nia! Ludzie nie wiedzą, że moż­na tak pal­ić, by nie kop­cić – zrzu­ca­ją to wyłącznie na “jakość” pali­wa. Gdy­by powszech­nie wiedzieli, że moż­na pal­ić bez dymu, wtedy w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie – czym i jak palą sąsiedzi – częst­sza była­by odpowiedź “nie umie pal­ić” niż “zły węgiel”.

Aż 1/3 badanych wskazu­je potrze­bę skutecznego kara­nia osób spala­ją­cych odpady – obec­nie sys­tem kon­troli dzi­ała dobrze lub w ogóle ist­nieje głównie w dużych i śred­nich mias­tach. Tam, gdzie nie ma straży miejskiej lub gmin­nej – jest prob­lem. Częs­to urzęd­ni­cy po raz pier­wszy w his­torii otrzy­mu­ją tele­fon z prośbą o kon­trolę, czym sąsi­ad pali, i zde­zori­en­towani prz­erzu­ca­ją sprawę między sobą jak gorą­cy kartofel – bo jak tu się przyz­nać, że nie ma komu dzi­ałać, bo nikt wcześniej o to nie pytał. A delik­went, którego mieli­by kon­trolować, to dobry zna­jomy wuj­ka szwa­gra.

Rzeczywistość nie licuje z PR-em

Bada­nia CBOS współbrzmią z tym, co pod­noszę od daw­na. Wal­ka ze smo­giem pow­sta­je i w więk­szoś­ci pozosta­je na papierze w dobrze dogrzanych urzę­dach. W rzeczy­wis­toś­ci zmienia się niewiele, bo:

  • na najbardziej efek­ty­wne dzi­ała­nia docelowe – wymi­anę źródeł ciepła a potem dopłaty do wyższych kosztów ogrze­wa­nia – nie ma dość pieniędzy ani u ludzi w kieszeni­ach, ani w kieszeni­ach urzędów, bo to hor­ren­dalne kosz­ty, więc rzecz idzie jak krew z nosa,
  • na dzi­ała­nia doraźne – poprawę tech­ni­ki spala­nia węgla i drew­na w ist­nieją­cych urządzeni­ach – nie pozwala ide­olo­gia wal­ki z węglem.

Dlat­ego posuwamy się naprzód w żółwim tem­pie. Smog jest wyko­rzysty­wany jako bat do zwal­cza­nia węgla, zarazem – świadomie lub nie – pod­krę­ca się ludziom kosz­ty ogrze­wa­nia, kiedy wielu już ter­az led­wo daje radę. To się nie może udać – ale ide­olo­gia plus brak zna­jo­moś­ci tzw. prawdzi­wego życia u urzęd­ników i tzw. akty­wistów nie pozwala­ją tego zauważać. To musi ryp­nąć z hukiem.

Warto przy okazji zauważyć, w jakiej bańce infor­ma­cyjnej żyje­my my, którzy siedz­imy w internecie i jakoś wokół tem­atu smogu orbitu­je­my. Jesteśmy wręcz przekarmieni infor­ma­c­ja­mi choć­by o takich dronach kon­trolu­ją­cych kominy, pod­czas gdy w ogóle społeczeńst­wa słysza­ło o tym marne 2% ludzi – bo prze­waża­ją tacy, którzy oglą­da­ją tylko cen­tral­ny dzi­en­nik w telewiz­ji a inter­ne­tu ani gazet nie wer­tu­ją, więc mogą nie mieć poję­cia o lokalnych sprawach.

Sam-wiesz-co jest rozwiązaniem

Od lat już pow­tarzam: węgiel i drewno są najlep­szym rozwiązaniem prob­le­mu, który ter­az tworzą. Gdy­by te pali­wa rozum­nie wyko­rzys­tać, mielibyśmy i czyste powi­etrze, i tanie ciepło jed­nocześnie. Nieste­ty mało kto to rozu­mie, bo wszyscy – od ław­ki pod sklepem w dowol­nej wsi po stoł­ki min­is­te­ri­alne – mamy zakodowane, że spalanie węgla to dym i smród, inaczej się nie da, a jak się nawet da, to jest to dro­gie.

Nie ma obec­nie drugiego takiego źródła energii, które było­by jed­nocześnie czyst­sze, w porówny­wal­nych kosz­tach i równie dostęp­ne. Węgiel i drewno są dostęp­ne, najpraw­dopodob­niej zawsze będą tańsze od alter­natyw, ale ogrom­nej poprawy wyma­ga jakość ich spala­nia. Nie jest tak, jak się laikom wyda­je, że aby węgiel nie truł, to każde­mu trze­ba postaw­ić w domu insta­lację oczyszcza­nia spalin na wzór prze­mysłowej. Jakoś­cią spala­nia zbi­ja się emisję zanieczyszczeń do kilku pro­cent stanu obec­nego.

Obec­nie obow­iązu­jące normy dla nowych domowych kotłów to emis­ja pon­ad 90% niższa, co dla otoczenia oznacza zero dymu. Ba, to nie jest szczyt możli­woś­ci – w trzec­im świecie budu­je się proste i tanie piece, które są jeszcze czyst­sze. Tam się nie oszuku­ją, że pręd­ko z węgla wyjdą, więc go cywilizu­ją. My się oszuku­je­my.
To samo min­is­terst­wo wypuszcza statysty­ki o 19 tys. ofi­ar smogu rocznie a jed­nocześnie nie jest zain­tere­sowane roz­wo­jem nowoczes­nych i tanich kotłów, co by te licz­by pozwalało szy­bko zmniejszyć. Najdzi­wniejsze jed­nak, że cywili­zowaniem spala­nia węgla nie jest zain­tere­sowane również min­is­terst­wo włada­jące gór­nictwem. Nie wiedzą, że się da? Myślą, że nie ma potrze­by?

11 myśli nt. „Jak Polacy radzą sobie ze smogiem? Nie radzą sobie

  1. Przemek

    bo ludzie jak ludzie pla­ca za smieci ale pala je dalej twierdza ze nie maja cza­su na seg­re­gac­je tak samo ze spalaniem wegla nie rozu­mia a jak co im powie to twierdza co ich bede uczyl jak dzieci sie robi .na wzrost cen wegla nic nie zro­bia tylko ponarzeka­ja i tak dalej trze­ba zyc .wiec co mamy na ulice wyjsc i protest? ile chet­nych sie zna­jdzie?

    Odpowiedz
    1. Mtdeusz

      Eee tam śmieci ter­az już tak nie palą, to raczej głównie zady­ma z węgla i drew­na.
      Choć śmieci praw­idłowo spalane też nie dymią.

      Węgiel poniżej 60% sprawnoś­ci już jest nieopłacalny,więc wystar­czy ‚że troche zdroże­je i po węglu.

      Odpowiedz
      1. Wojciech Treter Autor wpisu

        śmieci praw­idłowo spalane też nie dymią

        Że nie dymią to nie znaczy że nie są tru­jące. Weź goś­ciu takich głupot nie wyp­isuj, bo ktoś weźmie za dobrą mon­etę i będzie pal­ił sza­js uzna­jąc, że sko­ro nie ma dymu, to już jest dobrze.

        wystar­czy ‚że troche zdroże­je i po węglu

        Z zielony­mi się na rozum poza­mieni­ałeś? “po węglu” najwyżej w tym sen­sie, że zas­tosowanie zna­jdzie tańsze drewno a w dal­szej kole­jnoś­ci wszys­tko co się pali i nie ucieka na drze­wo.

  2. Jack

    1) “Insty­tut Badań Struk­tu­ral­nych donosi, że ok. 12% gospo­darstw domowych jest poniżej progu ubóst­wa ener­gety­cznego”

    To nie jest praw­da. IBS w swoim opra­cow­a­niu przyjął pewne założe­nia i uzyskał 12% gosp. domowych zna­j­du­ją­cych się poniżej progu ubóst­wa. Jed­nak w komen­tarzu przed­staw­iciel­ka IBS zaz­naczyła, że:

    anal­i­ty­cz­ka IBS Kon­stanc­ja Ziółkows­ka zaz­nacza przy tym, że gdy­by oce­ni­a­jąc sytu­ację w Polsce zostało zas­tosowane kry­teri­um z Wielkiej Bry­tanii, gdzie 10 proc. dochodów przez­naczanych jest na energię i ciepło, wów­czas w Polsce 40 proc. gospo­darstw domowych miało­by sta­tus ubogich ener­gety­cznie.”

    http://biznesalert.pl/ubostwo-energetyczne-polska-2/

    Tak więc w Polsce 40% gospo­darstw domowych dotknię­tych jest ubóst­wem ener­gety­cznym. Poza tym pod­sumowanie rapor­tu IBS nie pozostaw­ia więk­szych złudzeń, co do możli­woś­ci poprawy sytu­acji.

    2) Źródła zanieczyszczeń powi­etrza — obec­ny stan wiedzy naukowej:

    Wg obec­nego stanu wiedzy naukowej głównym źródłem smogu na naszej planecie są rośliny zielone (np. drze­wa, trawy, upraw­iane zboża itd.), które emi­tu­ją do atmos­fery węglowodory takie jak izo­pren i ter­penoidy. Emis­je te w lit­er­aturze naukowej określa się jako BVOC (bio­genic volatile organ­ic com­pound). Rośliny emi­tu­ją rocznie 1150 Tg węgla z czego 35% przy­pa­da na izo­pren. Cała dzi­ałal­ność człowieka na zie­mi generu­je 1/10 emisji roślin­nej. Na każdą cząsteczkę smogu wyt­wor­zoną przez człowieka przy­pa­da 10 cząsteczek smogu pochodzą­cych z emisji roślin­nej. Oczy­wiś­cie w żad­nej dyskusji doty­czącej zanieczyszczeń powi­etrza w Polsce ta infor­ma­cji nigdy nie pojaw­iła się. Naukow­cy swo­je wiedzą, nato­mi­ast dyle­tan­ci, lob­byś­ci i różni cwa­ni­a­cy wygadu­ją bzdury i okła­mu­ją ludzi.

    Guen­ther, A, Karl, T, Harley, P, Wied­in­my­er, C, Palmer, PI & Geron C 2006, ‘Esti­mates of glob­al ter­res­tri­al iso­prene emis­sions using MEGAN (mod­el of emis­sions of gas­es and aerosols from nature’, Atmos­pher­ic Chem­istry and Physics, vol. 6, pp. 3181–3210.
    Har­ling, A, Mil­ton, M, Brookes, C, Cor­bel, M 2015,Measuring the impact of trace emis­sions from trees on air qual­i­ty and cli­mate, Nation­al Phys­i­cal Lab­o­ra­to­ry, Viewed 2 Octo­ber 2016, http://www.npl.co.uk/upload/pdf/measuring_harling.pdf.
    Jenkin, ME & Clemit­shaw, KC 2000, ‘Ozone and oth­er sec­ondary pho­to­chem­i­cal pol­lu­tants: chem­i­cal process­es gov­ern­ing their for­ma­tion in the plan­e­tary bound­ary lay­er’, Atmos­pher­ic Envi­ron­ment, vol. 34, pp. 2499–2527.
    Pio, CA & Valente, AA 1998, ‘Atmos­pher­ic flux­es and con­cen­tra­tions of monoter­penes in resin-tapped pine forests’, Atmos­pher­ic Envi­ron­ment, vol. 32, pp. 683–691.
    Sharkey, TD, Wiber­ley, AE & Dono­hue, AR 2008, ‘Iso­prene emis­sion from plants: why and how’, Annals of Botany, vol. 101, pp. 5–18.
    US Envi­ron­men­tal Pro­tec­tion Agency 2006, How air pol­lu­tion affects the view, US Envi­ron­men­tal Pro­tec­tion Agency, Viewed 2 Octo­ber 2016, https://www.epa.gov/sites/production/files/2015–05/documents/haze_brochure_20060426.pdf.

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Jed­na rzecz mi się nie zgadza: jak te rośliny nam podrzu­ca­ją smog do gęstej zabu­dowy jed­norodzin­nej w zimie, kiedy więk­szość gubi liś­cie?

      Odpowiedz
      1. Jack

        A czy dyskus­ja doty­czy rzeczy­wistych źródeł zanieczyszczeń powi­etrza wys­tępu­ją­cych w okre­sie rocznym, miesięcznym, tygod­niowym czy jednod­niowym? W cyk­lu rocznym BVOC, czyli emis­ja roślin­na ma najwięk­szy wkład do całkow­itych iloś­ci zanieczyszczeń (BVOC przy­czy­nia się m.in do pow­stawanie ozonu).

      2. Wojciech Treter Autor wpisu

        Nie, chy­ba jed­nak dotk­li­wszy jest prob­lem zimowy – pyły i b(a)p.

  3. Przemek

    to wszysko unia wyma­ga pewnych norm nic nie zro­bimy tak jak dla samo­chodow jak i dla kot­low musi byc dro­go dpf i inne gady normy paliw nic za dar­mo by czlowiek byl zniewolony nie moze byc za dar­mi

    Odpowiedz
  4. soviet100

    Ze wzglę­du na to że węgiel doszedł do astro­nom­icznej kwoty ( pamię­tam jak eko groszek kosz­tował 150zł/t ) to zamon­towałem 4 kli­matyza­to­ry split na budynku piętrowym ( na jed­no piętro po 2) i tym ter­az grze­ję . Mieszka­nia łącznie praw­ie 180m2 i jest ciepło . Koszt miesięczny przy założe­niu śred­niej 5 stop­ni to między 200–300zł za grzanie . Cały rok wodę grze­ję grza­łką w tary­fie G12W i wychodzi 50zł / msc na 200 litrowy zbiornik codzi­en­nie grzany z cyrku­lacją bo grza­ł­ka na środ­ku do 60 stop­ni . Pamię­tam jaki byłem głupi i codzi­en­nie w piecu w lecie przepalałem na wodę , Piec mam z poda­jnikiem szu­flad­owym i tona na miesiąc lekko idzie (25kW) więc piec odpalam jak tem­per­atu­ra spa­da do -10 stop­ni i wychodzi około tony na rok .

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.