O smogu – między negacją a histerią

Rok temu zaczął w Polsce ist­nieć tem­at smogu – nagle, jak za przełoże­niem czar­o­dziejskiej wajchy, wskoczył na czołów­ki mediów. Pora wypros­tować najczęś­ciej pow­tarza­jące się bzdury lub manip­u­lac­je na tem­aty okołos­mogowe – zarówno negu­jące jego ist­nie­nie lub skut­ki, jak i nakrę­ca­jące nad­mierną his­ter­ię.

Żeby nie było nieporozu­mień, zaz­naczę otwartym tek­stem: smog jest, to jest prob­lem (nawet gdy­by nie szkodz­ił wcale, to po pros­tu jest uciążli­wy i jest też niepotrzeb­ną stratą pieniędzy) i trze­ba z nim wal­czyć na wszelkie rozsądne sposo­by – czyli takie, co nie czynią więcej szkody, niż pożytku. A ten tekst jest próbą poszuki­wa­nia rozsąd­ku właśnie, pośród nier­az pro­pa­gandy i owczego pędu.

Czy smog w ogóle istnieje?

Siwo, że oko wykol, siekierę moż­na zaw­iesić – takie ogólne poję­cie o smogu wpoiły (przy­na­jm­niej mnie) lata edukacji. Smog to było coś, co wys­tępu­je w Chi­nach i Indi­ach a w Polsce – co najwyżej na Śląsku, między hutą a kopal­nią.

Więc jak to jest, że nagle zaczę­to mówić o smogu właś­ci­wie w całym kra­ju, w słoneczne dni z prze­jrzystym powi­etrzem i w dodatku obwinia się o jego pro­dukcję głównie ogrze­wanie domów kiedy prze­cież huta i elek­trow­n­ia dymi ostro? Jeśli to wszys­tko praw­da, to tak źle nie jest prze­cież od wczo­raj – jak mogliśmy tyle lat tego nie zauważać?

Po kolei:

  • Definic­ja smogu zawsze była dość luź­na, to coś jak ter­min “choro­ba”, w którym mieś­ci się zarówno biegun­ka jak i nowotwór. W rozu­mie­niu smogu właśnie prze­suwamy się w kierunku biegun­ki… momen­ta­mi nawet dosłown­ie. To do pewnego stop­nia uza­sad­nione, bo kiedy jest siwo, to już konkret­ny dra­mat (patrz dalej: “Gdzie zaczy­na się smog?”).
  • Mamy wdrukowane w głowach, że to huta i kopal­nia naj­gorzej tru­ją a nasz malut­ki piecyk led­wo tam pyka. Nieste­ty na przestrzeni ostat­nich dekad bard­zo wiele zmieniło się na lep­sze w prze­myśle i trans­porcie a w domowych kotłow­n­i­ach – bywa, że się nawet pogorszyło. Stąd fak­ty­cznie kopce­nie z domowych kom­inów jest ter­az znacznym a miejs­ca­mi nawet głównym spraw­cą syfu w powi­etrzu (zależnie też od rodza­ju zanieczyszczenia). To mówią ofic­jalne dane pomi­arowe państ­wowego mon­i­toringu.
  • W moim odczu­ciu 10–15 lat temu sytu­ac­ja była podob­na, ale dym trak­towało się jako nat­u­ral­ny ele­ment zimy. Jak komuś się smród nie podobał, to najwyżej klął sobie pod nosem zza firan­ki. Ter­az zauważanie i pięt­nowanie dymu i smro­du zaczy­na być masowe. Dlaczego aku­rat ter­az? Cóż, chy­ba rację mają ci, co za przy­czynę wskazu­ją wzrost dobroby­tu – przy­na­jm­niej część z nas nie musi już martwić się, jak związać koniec z końcem, dlat­ego zaczy­na przy­wiązy­wać wagę do zdrowia i este­ty­ki otoczenia, tj. spraw, który­mi nie zaprzą­ta sobie głowy ten, komu led­wo wystar­cza na ogrzanie budynku zimą.

Niech zostanie tak, jak było?

Najłatwiej na to wszys­tko powiedzieć: panie, idź pan, mój dom moja twierdza, 30 lat tak palę i następ­ne 30 lat też tak będę. Nie będziesz – wywiozą cię… nas! … na taczkach. W tym (2017) roku uch­walono szereg uch­wał antys­mogowych, w tym zakaz pale­nia węglem i częś­ciowo drewnem we Wrocław­iu. Pyk – i jest. Niko­go nie obchodzi, kto skąd na to weźmie pieniądze a ludzie nawet o tym nie wiedzą.

My, ogrze­wa­ją­cy węglem i drewnem, powin­niśmy być pier­wszym i najwięk­szym ruchem antys­mogowym. Ale nie takim, co by żył z wal­czenia ze smo­giem – raczej: nie doprowadza­ł­by do jego pow­stawa­nia, spala­jąc więk­szość tru­cizn w zar­o­d­ku.

Kto tak naprawdę lubi wędz­ić się w duszą­cym smrodzie? Raczej trak­tu­je­my to jako zło konieczne “by było tanio”. Prob­lem w tym, że to nie jest tanio – z dymem wyrzu­camy kominem min. 30% pali­wa, nie zda­jąc sobie z tego sprawy! Nie mamy abso­lut­nie żad­nego intere­su w tym, by nasze kominy mogły sobie kop­cić. Mamy wszel­ki interes w tym, by spalać węgiel i drewno jak najczyś­ciej, bo tak jest i taniej, i wygod­niej a – patrząc przyszłoś­ciowo, i to w hory­zon­cie raczej 10 niż 50 lat – to jedy­na dro­ga, by węgiel i drewno w ogóle mogły być stosowane.

Gdzie zaczyna się smog?

Na przestrzeni ostat­nich lat niepostrzeże­nie definic­ja smogu jest roz­cią­gana:

  • kiedyś smog to było ekstremal­nie wysok­ie zanieczyszcze­nie, takie że czub­ka włas­nego nosa nie widać;
  • potem smo­giem zaczę­to nazy­wać każde przekrocze­nie obow­iązu­ją­cych norm – dlat­ego też bywa, że o smogu trąbi się przy pięknej słonecznej pogodzie gdy poziom zanieczyszczenia przekroczy nor­mę, ale nie na tyle, by był dostrze­gal­ny gołym okiem;
  • ostat­nio pod smog pod­cią­gane bywa już zanieczyszcze­nie powyżej norm nie­ofic­jal­nych, ostrze­jszych niż te obow­iązu­jące;
  • kole­jnym i ostat­nim krok­iem będzie nazy­wanie smo­giem każdego nieze­rowego poziomu zanieczyszczenia powi­etrza – już ter­az częs­to pow­tarzane jest, że “nie ma bez­piecznego poziomu zanieczyszczenia powi­etrza”, co nie do koń­ca jest prawdą; nie zbadano tego, gdyż nie ma na świecie miejsc, gdzie było­by ono aż tak niskie.
  • na poziomie zwykłych ludzi coraz częś­ciej każdy dym z kom­i­na nazy­wa się smo­giem. Tak nas wałku­ją media, w których tem­at smogu już praw­ie zawsze ilus­tru­je się fotką kopcącego domowego kom­i­na.

Punkt trze­ci świet­nie obrazu­ją dzi­ała­nia rodz­imego Green­peace-u, który zaczął ostat­nio trąbić o fatal­nej jakoś­ci powi­etrza w okol­i­cy przed­szkoli. Ta akc­ja to majster­sz­tyk, ma trafi­ać w czuły punkt głównie młodych wyk­sz­tał­conych z wiel­kich miast. Zaw­iera spry­t­ną manip­u­lację: zwykły człowiek zrozu­mie z niej, że powi­etrze w okoli­cach wszys­t­kich przed­szkoli w Polsce, nawet nad samym Bał­tykiem, “nie speł­nia norm”. To ma zasi­ać niepokój, bo kto nie chce jak najlepiej dla włas­nego dziec­ka?

Zrzut z uwagasmog.pl

Na powyższym obrazku widać, że mowa jest o “normie WHO”. Dostęp­ny na stron­ie szczegółowy raport wyjaś­nia, że gdy­by trzy­mać się obow­iązu­jącej normy dla pyłu PM10, na obszarach z jej przekroczeni­a­mi znalazło­by się 62% przed­szkoli. Mało dra­matyz­mu a prze­cież “pył zawsze szkodzi i drob­niejszy tym bardziej”, więc za nor­mę przyję­to dużo ostrze­jsze nie­ofic­jalne zalece­nia WHO co do pyłu PM2.5 na poziomie 10µg/m3 śred­niorocznie. Tym sposobem wszys­tkie przed­szko­la w kra­ju zna­j­du­ją się na obszarach, gdzie ten poziom jest przekroc­zony – poziom, nie nor­ma, bo to zalece­nie WHO, a nie obow­iązu­jące pra­wo.

Laik nie odróż­nia normy od zale­ceń i może nie wiedzieć, co to WHO. On ma wejść, sprawdz­ić przed­szkole gdzie posyła dzieci, zrozu­mieć że “powi­etrze szkodzi jego dziecku” – i jak następ­nym razem dostanie prośbę o pod­pisanie pety­cji, by tu czy tam zakaza­li wungla czy drew­na – z chę­cią ją pod­pisać i przesłać zna­jomym.

Wszyscy umrzemy – ale raczej nie na raka od smogu

Są tacy, co na widok dymu z kom­i­na sąsi­a­da, rez­er­wu­ją już ter­min do onkolo­ga – bo taką his­ter­ię napom­powano przez wyol­brzymi­an­ie skutków smogu w medi­ach. Tak to już dzi­ała, że pod­da­je­my się bezwied­nie nar­racji, która rzad­ko przed­staw­ia pełny obraz rzeczy­wis­toś­ci we właś­ci­wych pro­por­c­jach. Trze­ba nieco wysiłku, by kry­ty­cznie spo­jrzeć szerzej.

To, że coś jest rakotwór­cze, nie oznacza jeszcze, że masowo powodu­je nowot­wory. Mete­o­ryt, jeśli w cię uderzy, jest śmier­cionośny, ale znacznie łatwiej zginąć od zderzenia z pospoli­tym samo­cho­dem. A jed­nak gdy­by media zaczęły sys­tem­aty­cznie pow­tarzać, że w Polsce spa­da najwięcej mete­o­ry­tów w Europie, to zaraz na uli­cach pojaw­ili­by się ludzie z betonowy­mi para­solka­mi antymete­o­ry­towy­mi, oraz sklepy z takim towarem.

Zanieczyszcze­nie powi­etrza ma potwierd­zone dzi­ałanie rakotwór­cze, ale nie jest byna­jm­niej w czołów­ce przy­czyn nowot­worów. Jakie są główne przy­czyny nowot­worów?

  • pale­nie tyto­niu
  • otyłość (zwłaszcza brzusz­na)
  • alko­hol
  • pewne zakaże­nia wiru­sowe
  • nad­mier­na ekspozy­c­ja na promieniowanie słoneczne i UV (solar­ia)

Pogrom­cy rakotwór­czego ben­zo-a-pirenu! Jak tam u was z unikaniem rakotwór­czego alko­holu? 🙂 Szczytem hipokryzji, czy raczej dyle­tanct­wa, było­by na pewno ści­ganie kopcącego sąsi­a­da przez kogoś, kto sam na co dzień pali papierosy…

Ale: dzieci takie wrażli­we, co z nimi? Czy jak sąsi­ad roz­pala to moje­mu dziecku rak wyras­ta? Nie. I na 90-kil­ka pro­cent nie wyrośnie także później, gdyż pon­ad 90% przy­pad­ków raka płuc związane jest z pale­niem tyto­niu, czyli wdy­chaniem dymu bard­zo podob­ne­go do tego z kom­inów, tylko że w dużo wyższych stęże­ni­ach. Nowot­wory, w szczegól­noś­ci płuc, to – na ile jako medy­czny niefa­chowiec potrafiłem się doin­for­mować – rzecz u dzieci skra­jnie rzad­ka. Jeśli masz lep­sze dane – śmi­ało, daj znać.

Częs­totli­wość wys­tępowa­nia raka płuc w gru­pach wiekowych. Źródło: onkologia.org.pl

Dla myślą­cych zero­je­dynkowo: nie mówię w tym momen­cie, żeby się w ogóle nie prze­j­mować syfem, który wdy­chasz ty i two­ja prog­en­i­tu­ra, ale żeby w tym prze­j­mowa­niu się znać umi­ar – ani nie ignorować, ani nie his­tery­zować. To, że raka nie będzie to nie oznacza, że cier­pią­cym na przewlekłe choro­by płuc nie żyje się odczuwal­nie ciężej w brud­nym powi­etrzu albo że do częstych i przewlekłych “przez­ię­bień” two­jej rodziny zimą nie dokła­da się to, co sąsi­ad zwozi po nocach, rąbie i paku­je do pieca. Może warto z nim po męsku poroz­maw­iać, czy naprawdę jest mu to konieczne do przeży­cia?

Gorzej niż w Pekinie”

Tem­at zanieczyszczenia powi­etrza jest dość tech­niczny: jakieś pyły, ben­zo-coś­tam, miligramy, mikro­gramy, śred­nie takie i inne… Nic dzi­wnego, że wielu się gubi. Tylko dzi­wnym trafem w wyniku tych błędów prob­lem jest raczej wyol­brzymi­any niż pom­niejszany.

Najczęst­sze chy­ba “niezrozu­mie­nie” tech­nicznej strony smogu to trak­towanie odczytów chwilowych nor­mą śred­niodobową. Ten błąd pow­tarza więk­szość “smogowych” aplikacji a nierzad­ko różne gaze­ty wybor­cze.

Ofic­jal­na aplikac­ja Powi­etrze Kraków także niepraw­idłowo uży­wa normy dobowej

Skutkiem tego gdy tylko chwilowy odczyt przekracza nor­mę dobową, inter­net zale­wa­ją posty ze zrzu­ta­mi z aplikacji w alar­mu­ją­cych kolorach – “700% normy!!”. Na koniec dnia najczęś­ciej okazu­je się, że śred­nia dobowa była dale­ka od tak nagłaś­ni­anych wartoś­ci maksy­mal­nych albo i w ogóle nie przekroczyła normy (spo­rady­cznie kos­miczne wartoś­ci to efekt awarii stacji pomi­arowej, wtedy błędne odczy­ty są kasowane). Ale o tym już nikt nie mówi. Jak jest dobrze – to jest cicho.

Inna sprawa to kreaty­wne porówny­wanie się do naj­gorszych. Chy­ba każde­mu obiło się o uszy min­ionej zimy, że w jakimś mieś­cie w Polsce było “gorzej niż w Pekinie”. Chwytli­wy nagłówek, obrazek – i jest news-petar­da. Nikt prze­cież nie będzie dociekał tech­nicznych detali z których wyni­ka, że to porówny­wanie mrów­ki ze słoniem:

  • albo porównu­je się rodz­ime reko­r­dowe wartoś­ci chwilowe z tamte­jszy­mi śred­ni­mi dobowy­mi (typowy­mi lub jed­ny­mi z niższych),
  • albo z obu miejsc bierze się śred­nie dobowe, ale u nas są to wartoś­ci reko­r­dowo wysok­ie, nato­mi­ast tam – jedne z niższych.
  • albo nie wspom­i­na się, że to, co tam jest codzi­en­noś­cią, u nas zdarza się raz na kil­ka lat przy zbiegu wielu nieko­rzyst­nych czyn­ników.

Taki wykres swego cza­su opub­likował krakows­ki pełnomoc­nik ds. smogu za co rzecz jas­na został zgril­lowany, bo śmi­ał studz­ić rozsąd­kiem tak pięknie roz­grzane his­teryczne nas­tro­je.

Indeks jakości powietrza – mówi, jak jest

Aby podać możli­wie rzetel­ną i powszech­nie zrozu­mi­ałą infor­ma­cję o chwilowej jakoś­ci powi­etrza wol­ną od w/w nieporozu­mień i przeinaczeń, wymyślono coś takiego jak indeksy jakoś­ci powi­etrza. W formie obrazkowej, opisowej, kolorowej lub liczbowej w ramach określonej skali obrazu­ją one stan powi­etrza w danym momen­cie. Nie wyma­ga­ją spec­jal­isty­cznej ani nawet ele­men­tarnej wiedzy o tym, co w powi­etrzu fruwa.

W Polsce ofic­jal­nie stosowany jest Pol­s­ki Indeks Jakoś­ci Powi­etrza, zdefin­iowany roz­porządze­niem Min­is­tra Środowiska w 2012 roku. O tę skalę opar­ta jest wiz­ual­na prezen­tac­ja danych na stronach GIOŚ. Strony zagraniczne zazwyczaj korzys­ta­ją z zupełnie inaczej wyliczanych indek­sów, gdyż każdy kraj może mieć swój włas­ny, dos­tosowany do lokalnej specy­fi­ki. Dla miast europe­js­kich opra­cow­ano wspól­ny indeks CAQI. Korzys­ta z niego np. Air­ly.

Pol­s­ki indeks jakoś­ci powi­etrza na stronach GIOŚ

Czy naprawdę do 50 tysięcy Polaków umiera na skutek smogu?

Smog – nie dość, że jest mimo ład­nej pogody, nie dość, że nie z huty a z domowych kom­inów, to jeszcze ludzi ma ponoć zabi­jać, i to od razu 40–50 tysię­cy rocznie. Licz­ba ta pochodzi od Świa­towej Orga­ni­za­cji Zdrowia. Czy to jest praw­da? Jak to zostało polic­zone? Czy to dużo? Jak mogliśmy tego przez tyle lat nie zauważać?

Dość dobrze tłu­maczy ten wbrew pozorom zaw­iły tem­at… zagraniczny Green­peace. To nie jest tak, że tyle rzeczy­wistych osób umarło i w kar­cie zgonu mieli wpisane “zanieczyszcze­nie powi­etrza”. Smog nie jest nigdy jedyną ani główną przy­czyną śmier­ci. Raczej – skra­ca życie wszys­tkim, pro­por­cjon­al­nie do tego, ile się wdy­cha, choć w stop­niu jed­nos­tkowo led­wo zauważal­nym. Stąd trafniej było­by przed­staw­iać jego wpływ jako utra­cony czas życia.

Licz­ba zgonów” to tak naprawdę ta sama infor­ma­c­ja – przelicze­nie utra­conego cza­su życia każdego z nas na “pełnowartoś­ciową” liczbę żywotów ludz­kich. Jest to pewne uproszcze­nie, prze­maw­ia­jące do wyobraźni, acz ryzykowne, bo łat­wo je pod­ważyć twierdząc, że jeśli nie umiera się li tylko od smogu, to smog w ogóle “nie dzi­ała”.

Skąd wiemy, że w czystym powi­etrzu żylibyśmy dłużej? Jak to się mierzy? Ano zestaw­ia się rzeczy­wiste dane o dłu­goś­ci życia, częs­toś­ci wys­tępowa­nia chorób w miejs­cach świa­ta o bard­zo różnym stop­niu zanieczyszczenia powi­etrza. Prze­puszcza­jąc to przez stosowne narzędzia statysty­czne otrzy­mu­je się zależnoś­ci między poziomem zanieczyszczenia a dłu­goś­cią i jakoś­cią życia. Zależność ta jest ewident­na: w syfie żyje się krócej i gorzej, cho­ru­jąc więcej i ciężej.

Z drugiej strony wpływ smogu jest mało spek­taku­larny, odległy w cza­sie i przez to łatwy do zlekce­waże­nia, nawet pomi­ja­jąc żar­ci­ki o statysty­cznie trójnogich psach. Podob­nie jak wpływ na zdrowie czy to nad­mi­aru soli, cukru, czy nawet o wiele bardziej szkodli­wego pale­nia tyto­niu. Świado­mość przy­chodzi zwyk­le wraz z prob­le­ma­mi zdrowot­ny­mi. Nie trze­ba przekony­wać do smogu kogoś, kto odczuwa jakość powi­etrza na włas­nych płu­cach, bez żad­nej “apki”.

Ale – gdy­by te licz­by potrak­tować na moment dosłown­ie – czy 40–50 tysię­cy osób to dużo? Co roku w Polsce umiera ok. 380 tys. osób tak więc smog odpowiadał­by za 13% wszys­t­kich zgonów. Dużo, mało?

W styczniu 2017 od wielkiego smogu umarło 10 tysięcy osób więcej niż zwykle?

Wedle wstęp­nych danych GUS w sty­czniu 2017 zmarło o ok. 10 tysię­cy osób więcej niż w tym samym miesiącu lat poprzed­nich. Kiedy po raz pier­wszy pojaw­iły się te dane, próbowano to pod­ciągnąć choć w częś­ci pod skut­ki sty­czniowego smogu. Rzeczy­wis­tość jest jed­nak dużo bardziej złożona. Do tak dużej licz­by zgonów w sty­czniu 2017 przy­czyniła się kumu­lac­ja kilku czyn­ników:

  • wyjątkowo niskie tem­per­atu­ry
  • wyjątkowo duże zanieczyszcze­nie powi­etrza przy mroźnej i bezwi­etrznej pogodzie
  • wyjątkowo wyso­ka zachorowal­ność na infekc­je górnych dróg odd­e­chowych, w tym grypę

Niem­niej to jest właśnie przykład sytu­acji, gdzie wpływ smogu – choć zwyk­le nie naty­ch­mi­ast morder­czy – mógł być dla wielu z tych 10 tysię­cy osób kro­plą przele­wa­jącą kielich i ostat­nim gwoździem do trum­ny. Z pewnoś­cią nie bez wpły­wu było niedo­grzanie budynków, ale jak to wpły­wa na śmiertel­ność – nikt u nas nie liczy.

Ale przecież Wielki Smog w Londynie ludzi zabijał na ulicach

Papu­gi pow­tarza­ją mantrę o wielkim smogu w Lon­dynie, który naty­ch­mi­ast zabił ład­nych kil­ka tysię­cy osób i dlat­ego w końcu wzię­to i zakazano tam wungla i to jak nożem uciął rozwiąza­ło wszys­tkie prob­le­my. Braku­je w tym opisie jed­nego detalu – sza­le­nie istot­nego: “wiel­ki smog londyńs­ki” nie jest porówny­wal­ny z dzisiejszym nawet naj­gorszym smo­giem w Polsce, był on smo­giem siarkowym i dlat­ego był naty­ch­mi­as­towo zabójczy.

Wysok­ie stęże­nia związków siar­ki w powi­etrzu są dalece bardziej groźne od nawet kilku­nas­tokrot­nych przekroczeń norm zapyle­nia, ponieważ w płu­cach, w kon­tak­cie z wilgo­cią pow­sta­je kwas siarkowy, naty­ch­mi­ast poważnie uszkadza­ją­cy dro­gi odd­e­chowe.

W Polsce współcześnie nic podob­ne­go nie ma miejs­ca. Emis­je związków siar­ki czy to z prze­mysłu, czy z ogrze­wa­nia domów, nie są prob­le­mem. To nie umniejsza skali naszego syfu, ale tam­ta sytu­ac­ja to zupełnie co innego – tak jak różnią się jam­nik i rot­tweil­er, mimo że oba to psy. Ale: patrz punkt wyżej – ekstremalne jak na nasze warun­ki zanieczyszcze­nie powi­etrza, choć nijak mu będzie do smogu londyńskiego, może powodować liczne zgony osób już chorych a przez to wrażli­wszych.

Gdzie zaczyna się obłęd w walce ze smogiem?

W tema­cie smogu nar­rac­ja idzie taka, jako­by nic nie było ważniejsze od zdrowia ludzi (najlepiej dzieci!), więc w walce ze smo­giem nie liczą się kosz­ty i ofi­ary (zwłaszcza gdy “ktoś inny” je ponosi). Tym­cza­sem to niepraw­da – ist­nieje coś równoważnego zdrow­iu ludzi: zdrowie ludzi. Grani­ca wal­ki ze smo­giem jest tam, gdzie jej skut­ki spowodu­ją szkody na czy­imś zdrow­iu. Te skut­ki biorą się ze wzros­tu kosztów ogrze­wa­nia.

Nieste­ty w Polsce niko­go to jak na razie nie obchodzi. Kole­jne uch­wały antys­mogowe mniej lub bardziej obciąża­ją ludzi kosz­ta­mi wymi­any insta­lacji grzew­czej a potem wyższy­mi rachunka­mi za ogrze­wanie. Nikt nie anal­izu­je, czy to wypali, czy ludzie te kosz­ty udźwigną, bo uch­wały najczęś­ciej nakrę­ca­ją kuci na cztery kopy­ta doświad­czeni zieloni lob­byś­ci (nie wiedzieć czemu zwani w tym pro­ce­sie “stroną społeczną”), których to zupełnie nie intere­su­je. Nato­mi­ast zwyk­li ludzie, których się kosz­ta­mi obciąży, o niczym nie wiedzą albo nie mają siły gło­su, bo nie są nijak zor­ga­ni­zowani.

Ostat­nio tem­at ubóst­wa ener­gety­cznego trafił nawet do exposé pre­miera Moraw­ieck­iego. To duży postęp, bo rok temu poję­cie to w ogóle nie ist­ni­ało. Ter­az pre­mier mówi o chę­ci lik­widacji ubóst­wa ener­gety­cznego – tak jak­by nie rozu­mi­ał isto­ty i skali prob­le­mu, bo zlik­wid­ować ubóst­wa ener­gety­cznego nie uda­je się od dekad w kra­jach o wiele od nas bogat­szych.

O niezrozu­mie­niu tem­atu najlepiej świad­czą czyny: najpierw, wów­czas jeszcze min­is­ter, Moraw­iec­ki pod­pisu­je roz­porządze­nie pod­noszące kilkukrot­nie ceny kotłów na węgiel i drewno, by potem obiecy­wać rozwiązy­wanie prob­le­mu, który tym sposobem dra­maty­cznie pogłębił (choć skut­ki dopiero nade­jdą, bo jesteśmy wciąż na etapie wyprzedaży “zapasów mag­a­zynowych”).

Skąd się wzięły “kopciuchy”

Śmieci albo “zły opał” – taki prze­ważnie będzie wyrok postron­nego obser­wa­to­ra na właś­ci­ciela wściek­le kopcącego kom­i­na. Tym­cza­sem wbrew pozorom w więk­szoś­ci przy­pad­ków (zapy­taj dowol­nej Straży Miejskiej) oper­a­tor kotła jest najm­niej win­ny syfu, jaki pro­duku­je, gdyż pali legal­nym pali­wem w sposób zale­cany w instrukcji przez pro­du­cen­ta – kopce­nie to jest sposób pra­cy, jaki pro­du­cent jego kotła przewidzi­ał jako praw­idłowy, przy zachowa­niu wszelkiej staran­noś­ci i najlep­szym nawet pali­wie!

Tak kopcą kotły nabyte w legal­nym obro­cie, zasi­lanie nawet naj­droższym węglem lub drewnem i eksploa­towane zgod­nie z DTR. To jest dra­mat, że aby tego uniknąć, trze­ba częs­to na własne ryzyko pal­ić wbrew zalece­niom pro­du­cen­ta.

Ter­min “kop­ci­uch” zaczął być uży­wany na określe­nie kotła niespeł­ni­a­jącego żad­nych norm emisji bądź po pros­tu każdego kotła zasy­powego (wedle poję­cia osób się nim posługu­ją­cych, jak coś jest nieau­tomaty­czne, to na pewno kop­ci). Ba – ter­az wszys­tko poniżej 5. klasy bywa tak tytułowane.

Wiele z tych dzisiejszych “kop­ci­uchów”, które w codzi­en­nej eksploat­acji fak­ty­cznie kopcą jak wściekłe, ma kwity z lab­o­ra­to­ri­um wedle których speł­nia normy emisji, nakle­jkę “kocioł eko­log­iczny” a nawet gdzie­niegdzie moż­na było na taki sprzęt wyr­wać swego cza­su dotację z tytułu ogranicza­nia “niskiej emisji” (sic!). Mimo że fab­rycznie przewidziano w nich spalanie prze­ci­w­prą­dowe, które z definicji powodu­je kopce­nie na każdym rodza­ju węgla i drew­na.

Dziś “kop­ci­uch”. A wczo­raj…

Jak to możli­we? Pros­ta rzecz. Taki kocioł osią­gał emis­je w grani­cach jakichś (łagod­niejszych jeszcze wtedy, ale nie aż tak bard­zo) norm tylko w lab­o­ra­to­ri­um, gdzie badany był w trak­cie pra­cy na pełnej mocy. Po zain­stalowa­niu w kotłowni rzad­ko kiedy miał okazję pra­cow­ać w takich warunk­ach, więc i emi­tował dalece więcej niż na bada­ni­ach.

Kto za to powinien zaw­is­nąć?

  • Lab­o­ra­to­ri­um? Prze­cież ono tylko real­i­zowało bada­nia wedle obow­iązu­ją­cych norm (jak by się dobrze przyjrzeć, to nawet starało się wymuszać jakieś stan­dardy w cza­sach, gdy żadne normy nie obow­iązy­wały).
  • Pro­du­cent “kop­ci­ucha”? Prze­cież wypro­dukował wyrób, który przeszedł bada­nia. Nie jego wina, że jest użytkowany w warunk­ach dale­kich od tych, w jakich był zbadany.
  • Urzęd­nik roz­da­ją­cy dotac­je? Prze­cież on ma kwit z lab­o­ra­to­ri­um wedle którego ten kocioł jest “eko­log­iczny”.
  • Szary palacz? Prze­cież on wstaw­ił kocioł tak jak instrukc­ja zezwalała. Nigdzie nie było napisane, że powinien go pędz­ić na pełnej mocy a nawet jak­by było trze­ba, to nie zmieś­ci mu się do kotłowni becz­ka na tonę wody, która by to umożli­wiła.

To jest majster­sz­tyk: jest syf, wszyscy są umoczeni, ale nikt nie jest win­ny i nikt nie poczuwa się do odpowiedzial­noś­ci.

A tu cieka­wost­ka w drugą stronę: zasy­powy kocioł miałowy (spala­ją­cy współprą­dowo czyli roz­palany od góry), który w 2004 roku speł­ni­ał w zasadzie kry­te­ria emisyjne obec­nej klasy 5., która pojaw­iła się dopiero 8 lat później. Trze­ba brać poprawkę na być może inne wtedy stan­dardy pomi­arów, ale i tak jest to intere­su­ją­cy przy­padek.

Maski antysmogowe – źle użyte lekarstwo może zaszkodzić bardziej niż choroba

Oso­ba (opty­mal­nie: dziecko) z nien­aw­ist­nym spo­jrze­niem i krzy­wo założoną zbyt dużą jed­no­ra­zową budowlaną maską prze­ci­w­pyłową – to klisza wyko­rzysty­wana w wielu antys­mogowych tem­at­ach. Jed­nocześnie, chy­ba wbrew zami­arowi uży­wa­ją­cych tej fot­ki, obrazu­je on ich dyle­tanct­wo (względ­nie: takie zdję­cia ilus­tra­cyjne grafik zdobył).

Ide­al­ny przykła­da fatal­nie dobranej mas­ki: jed­no­ra­zowa, za duża, źle przyle­ga­ją­ca, z kiep­skim odprowadzaniem zużytego powi­etrza…

Mas­ki antys­mogowe stały się mod­nym ele­mentem garder­o­by nie tylko wielkomiejs­kich hip­sterów na ostrych kołach. Czy ich stosowanie jest uza­sad­nione? Czy może dać tylko pozy­ty­wne efek­ty? Tak to jest tylko u Disney’a.

Trud­no o lep­sze źródło infor­ma­cji na ten tem­at niż Państ­wowy Zakład Higieny. PZH w tym z pozoru nieatrak­cyjnym artyku­liku wskazu­je, czym powin­na się charak­tery­zować dobra mas­ka antys­mogowa:

  • daje się tak dopa­sować, że stale i ściśle przyle­ga do twarzy;
  • ma wymi­enne fil­try, skuteczne w odpowied­nim stop­niu i na takie frakc­je pyłów, jakie wys­tępu­ją w powi­etrzu – tu potrzeb­na będzie umiejęt­ność czy­ta­nia ze zrozu­mie­niem, gdyż bywa, że sprzedaw­cy piszą o maskach cer­ty­fikowanych nawet i przez PZH, ale pod wzglę­dem np. “bez­pieczeńst­wa użytkowa­nia” a nie skutecznoś­ci;
  • nie może nad­miernie utrud­ni­ać odd­y­cha­nia – bo skut­ki niedotle­nienia są poważniejsze niż wdy­cha­nia naj­gorszego nawet smogu;
  • musi skutecznie odprowadzać dwut­lenek węgla i wilgoć – inaczej będzie pog­a­rszać jakość wdy­chanego powi­etrza

Źle dobrana mas­ka antys­mogowa może albo nie dawać żad­nego (poza wiz­erunk­owym) efek­tu, albo wręcz powodować groźne w skutkach niedotle­nie­nie. Dlat­ego PZH pod­kreśla, że oso­by cier­piące na choro­by płuc muszą skon­sul­tować zami­ar i wybór mas­ki antys­mogowej ze swoim lekarzem, aby upewnić się, że sobie nie zaszkodzą.

Sens stosowa­nia masek PZH pozostaw­ia indy­wid­u­al­nej oce­nie. Na pewno dobrze dobrana i właś­ci­wie użytkowana mas­ka daje pozy­ty­wny efekt zdrowot­ny, gdyż obniża ilość pyłów dosta­ją­cych się do płuc. Na ile ten efekt jest istot­ny dla zdrowia, zależy od aktu­al­nego stanu powi­etrza – im gorzej, tym mas­ka więcej daje.

35 myśli nt. „O smogu – między negacją a histerią

  1. Przemek

    hmm jest taka fir­ma co wywala w atmos­ferę bard­zo dużo oparów kwa­su siarkowego przy ocynkowa­niu i na dodatek ma cer­ty­fikat eko­log­icznej firmy ale co tam bogate­mu wol­no truc bo ma kasę opary nie widać tylko dużo rdzy na kon­strukcji i na hali ale co tam to takie małe tru­cie nikt tego nie zauważy .Ale z kom­i­na to pewnie zatruwasz całe osed­la bo cho­ci­aż nie widać ale pal­isz węglem to co ze na piecu pisze ze eko­log­iczny i prze­badany w insty­tucji prz­erób­ki wegla w Zabrzu i ma małą emisję to było 3 lata temu ter­az to kop­ci­uch bo ma tylko 4 klasę .

    Odpowiedz
      1. karol

        Hmmm.… Rok 2040, wchodz­imy na stronę antys­mogow­ców i czy­tamy, że klasa 5 ECO to straszne kop­ci­uchy, które odpowiada­ją za więk­szość nowot­worów, poronienia i kok­lusz, a jedynym słusznym rozwiązaniem jest kocioł klasy 10 ECO HIPER MEGA SUPER+++, który nie dość, że nie wydala spalin, to jeszcze je pobiera przez komin i zamienia na papi­er toale­towy, 4 warst­wowy xD
        Sor­ki za sarkazm, ale do tego zmierza­my.

      2. karol

        Odlot! Widzę, że poczuli wia­tr w żaglach i jak będą przegi­nać to się to obró­ci prze­ci­wko nim…

      3. Wojciech Treter Autor wpisu

        To aku­rat jest z cza­sów kon­sul­tacji wrocławskiego zakazu, gdzie moc­no się gotowali, gdy śmi­ałem zabier­ać głos, więc wiadra pomyj od razu w ruch poszły 😉

      4. karol

        I ten punkt:
        “7. Czy na taką dużą zmi­anę nas stać?
        Tak – tylko trze­ba przekierować poli­tykę (pri­o­ry­te­ty budże­towe) mias­ta”. Czemu mias­ta? Odd­aj swo­je 500+ na walkę ze smo­giem, a jak nie pobierasz to wnieś tyle miesięcznie do budże­tu z włas­nej kasy w ramach sol­i­darnoś­ci społecznej, bo powi­etrze najważniejsze! Z pustego to i Moraw­iec­ki nie wydruku­je.…
        I jeszcze w pkt 8 to Two­ja niby wina — niech się dorzucą albo zde­cy­du­ją — powi­etrze albo rok później do lekarza, albo brak dro­gi lokalnej, albo nam latarnie wyłączą o 22-giej. Coś za coś!
        (sor­ka, ze sam pod sobą, ale już tam­to posłałem)

      5. Wojciech Treter Autor wpisu

        To jest taki gatunek ludzi: pokrzy­czeć, niech mias­to czy tam rząd DA. W efek­cie wszys­tkim nie da i ober­wą zwyk­li ludzie, ale wiz­erunk­owo to lep­iej wyglą­da niż by ludziom mówić: wybu­li­cie z włas­nych kieszeni.
        Zakaz przyk­lepa­ny, więc upo­jeni krwią zapadli w zimowe leża. Tym­cza­sem ja ostrzę kosę…

      6. karol

        Praw­da to jest taka, że wystar­czy prze­jechać się na wieś. Kil­ka dni temu jechałem sobie i widzę z dale­ka żół­ty dym, aż dro­ga żół­ta. Wjechałem w ten dym, niby fil­try kabi­nowe w samo­chodzie, a czu­ję tę siarę. I tyle z tego będzie! A jak zaczną cis­nąć wieś o tę klasę piątą z funkcją ECO i jeszcze man­daty dowalać to pojadą na widłach razem z obornikiem! Tak to się skończy! A ten śmieszny rząd zami­ast wal­czyć z EU o sądy to powinien wal­czyć o pol­skie piece właśnie, bo za kil­ka lat jak boom siądzie i przyjdzie krach, a przyjdzie na 100%, to część ludzi po pros­tu pomarznie od tych norm albo opon­a­mi będzie pal­ić nie prze­j­mu­jąc się uni­jny­mi ECO wyty­czny­mi. We wszys­tkim potrzeb­ny jest rozsądek, a tutaj komuś go zabrakło.

  2. szamot

    Niedułgu to i kotły 5 czy n tej klasy będą kop­ci­ucha­mi.
    Ludzie chodzi o pieniądze.
    Wymyśla­ją normy i n klasy potem zara­bia laboratorium,producent (bo dro­go sprzedaje,bo dotac­je dają).
    A kotły nawet poda­jnikowe jak w kotłowni kop­ciły i sadze pro­dukowały tak „eko­log­iczną„ sadze pro­duku­ją i kopcą „eko­log­icznym dymem„ no bo kocioł musi być 20 kw bo Panie zamarzniesz w ter­mosie o powierzch­ni 100m2 , a pro­du­cent mniejszych nie pro­duku­je bo po co jak duże się sprzeda­ją i jeszcze podob­no trud­niej spełnić 5 klase w małym kotle?
    Ciekawe niby dla czego?

    Odpowiedz
    1. karol

      Od razu pro­ponu­ję zamon­tować piec klasy 8 — wrzu­casz 10 kg węgla, po 12 godz­i­nach wyj­mu­jesz 20 kg, w domu masz przy okazji 23 stop­nie, a i komin niepotrzeb­ny, bo nic nie leci 🙂 To jedyny, słuszny piec, który zostanie uznany przez smogoter­ro­rys­tów 🙂

      Odpowiedz
      1. karol

        No jak nie zostanie, jak wkładam 10 kg węgla, a po 12 godz­i­nach wyciągam 20 kg węgla z pieca bez kom­i­na i w domu mam 23 stop­nie? Toż to per­petu­um mobile w wer­sji 2.0 lub piec klasy ósmej w myśl filo­zofii smogoter­ro­rys­tów! Tego to nawet Fer­dek Kiep­s­ki nie przewidzi­ał w swej pomysłowoś­ci, a tego smogoter­ro­ryś­ci oczeku­ją 🙂
        https://www.ipla.tv/Swiat-wedlug-kiepskich-odcinek-31/vod-24178

  3. karol

    To niech wprowadzą spec­jal­ną taryfę ener­gety­czną, dedykowaną do celów grzew­czych i będziemy grzać się “prun­dem”, bo zaraz i gaz zacznie przeszkadzać. Albo w lewo, albo w pra­wo, a nie jakieś stanie w rozkroku, wymyślanie chorych norm i prz­erzu­canie kosztów na oby­wa­teli. Kilo­waty to kilo­waty, nieza­leżnie od sposobu ich uzyska­nia, tylko niech koszt będzie porówny­wal­ny z węglem. Zakazać spala­nia węgla w ogóle, ale wprowadz­ić dedykowaną taryfę i po prob­lemie. Kopal­nia ma pracę, elek­trow­n­ia ma pracę, wszyscy mają czyste powi­etrze. Szczegól­nie, że marzą im się samo­chody elek­tryczne, a jakoś nie marzą o elek­trycznych piecach CO.

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      A wiesz, że zuży­cie węgla i drew­na przelicza­jąc na węgiel to jakieś 16 mln ton rocznie? Żeby dostar­czyć ekwi­wa­lent w prądzie, trze­ba by zbu­dować 2–4 nowych elek­trowni wielkoś­ci Bełcha­towa (zależy czy jedziemy na grza­łkach, czy raczej na pom­pach ciepła). A potem rozbu­dować sieć przesyłową od elek­trowni do najm­niejszej dzi­ury żeby to wszys­tko udźwignęła. A potem sprzedawać ten prąd poniżej kosztów pro­dukcji (a gdzie kosz­ty budowy elek­trowni i sieci?) – bo (nieste­ty lin­ka zgu­biłem, ale) jak pisali gdzieś parę tygod­ni temu, według firm ener­gety­cznych wszys­tko, co miało­by być tańsze od obec­nej noc­nej tary­fy, będzie dla nich stratą, czyli ktoś musi­ał­by dokładać do intere­su.

      Odpowiedz
      1. karol

        Wiem o tym, ale kto bogatym wyz­naw­com czys­tego powi­etrza zabroni, praw­da? Antys­mogow­cy się zrzucą i zapłacą, bo pom­pę ciepła staw­ia­ją jako wzór o zerowej emisji(ciekawe skąd się bierze prąd do jej zasi­la­nia). Co do zuży­cia — wg statystyk w 2015 na domowe cele grzew­cze poszło 9099 tys. ton paliw stałych, co przekła­da się na 232477 TJ co przekła­da się na 64,5 TWh. Bełchatów rocznie pro­duku­je 27–28 TWh, no ale grze­je­my tylko przez pół roku, więc półrocznie pro­duku­ją ok. 14 TWh, co oznacza konieczność wybu­dowa­nia 4 elek­trowni by zapewnić zapotrze­bowanie, a już ter­az Pol­s­ka ma z tym prob­lem z tego co w telewiz­orni mówią. No tak ori­en­ta­cyjnie i na kolanie licząc.

        Więc może antys­mogow­cy niech usiądą na d… i się uspoko­ją, bo nie od razu da się rozwiązać ten prob­lem, nie każdego też stać na takie zmi­any, szczegól­nie, że niek­tórych nawet na węgiel nie stać, a jak czy­tam ten ich por­tal to oni najchęt­niej zakaza­l­i­by pieców, samo­chodów ben­zynowych, pale­nia papierosów, a elek­trown­ie węglowe i elek­tro­ciepłown­ie poza­mykać.
        To, co mogli­by zro­bić na już i ter­az to wspier­ać Two­ją kam­panię pale­nia od góry, bo to naprawdę dzi­ała i widzę to na swo­jej uli­cy, z cza­sem nastąpi wymi­ana pieców na lepsze(przecież kop­ci­uch musi się kiedyś pop­suć), gazo­ciąg zacznie docier­ać do więk­szej iloś­ci odbior­ców, pow­sta­ją różne pomysły na elek­tro­fil­try mon­towane na komin — może i w tej dziedzinie nastąpi postęp.

  4. Jack

    Głównym źródłem smogu na naszej planecie są izo­pren i ter­pe­ny emi­towane przez drze­wa, trawy, zboża i inne rośliny. Na jed­ną cząsteczkę smogu pochodzącego z dzi­ałal­noś­ci człowieka na Zie­mi przy­pa­da 10 cząsteczek smogu pochodzącego z emisji węglowodor­ów przez rośliny. Warto zapamię­tać ten sto­sunek — 1:10.
    Rośliny emi­tu­ją 1150 Tg węgla rocznie w postaci BVOC (bio­genic volatile organ­ic com­pounds), z czego 35% przy­pa­da na izo­pren. Cała dzi­ałal­ność człowieka odpowia­da za emisję 1/10 tej iloś­ci, czyli tzw. VOC — volatile organ­ic com­pounds (ben­zy­na, formalde­hyd, elek­trown­ie na pali­wa kopalne, mag­a­zynowanie paliw, roz­puszczal­ni­ki itp.). Mikroskopi­jny udzi­ał w tej 1/10 przy­pa­da na kotły na pali­wa stałe. Takie są fak­ty i nie da się przed nimi uciec opowiada­jąc ludziom kłamst­wa o szczegól­nej i istot­nej roli kotłów c.o. w emisji smogu.

    Sharkey, TD, Wiber­ley, AE & Dono­hue, AR 2008, ‘Iso­prene emis­sion from plants: why and how’, Annals of Botany
    https://academic.oup.com/aob/article/101/1/5/91716

    Esti­mates of glob­al ter­res­tri­al iso­prene emis­sions using MEGAN (Mod­el of Emis­sions of Gas­es and Aerosols from Nature) A. Guenther1, T. Karl1, P. Harley1, C. Wiedinmyer1, P. I. Palmer2, and C. Geron3
    https://www.atmos-chem-phys.net/6/3181/2006/

    Grace, F 2003, Here we go again!, CBS News, Viewed 2 Octo­ber 2016, http://www.cbsnews.com/news/here-we-go-again-544188/.

    Har­ling, A, Mil­ton, M, Brookes, C, Cor­bel, M 2015, Mea­sur­ing the impact of trace emis­sions from trees on air qual­i­ty and cli­mate, Nation­al Phys­i­cal Lab­o­ra­to­ry, Viewed 2 Octo­ber 2016, http://www.npl.co.uk/upload/pdf/measuring_harling.pdf.

    Jenkin, ME & Clemit­shaw, KC 2000, ‘Ozone and oth­er sec­ondary pho­to­chem­i­cal pol­lu­tants: chem­i­cal process­es gov­ern­ing their for­ma­tion in the plan­e­tary bound­ary lay­er’, Atmos­pher­ic Envi­ron­ment, vol. 34, pp. 2499–2527.

    Pio, CA & Valente, AA 1998, ‘Atmos­pher­ic flux­es and con­cen­tra­tions of monoter­penes in resin-tapped pine forests’, Atmos­pher­ic Envi­ron­ment, vol. 32, pp. 683–691.

    Odpowiedz
  5. ciuset

    Czy kotły stałopalne zgodne z dyrek­ty­wą eko­pro­jek­tu kopcą?
    Czy w dalekiej przyszłoś­ci prob­lem niskiej emisji się poprawi poprzez wymi­anę zep­su­tych kotłów na kotły zgodne z ecode­sign?

    Odpowiedz
    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      Praw­idłowo użytkowane – nijak nie powin­ny.
      Poprawi się tylko jeśli pojaw­ią się takie sporo tańsze niż 10 tys. lub zarob­ki dorów­na­ją do takich cen.

      Odpowiedz
      1. ciuset

        A dotac­je nie wystar­czą? (Za wyjątkiem skra­jnego ubóst­wa ener­gety­cznego.)
        Np. z Urzę­du Marsza­łkowskiego w Małopolsce:
        Dofi­nan­sowanie do nowych urządzeń grzew­czych będzie wynosiło:

        550 zł/kW dla zapotrze­bowa­nia do 10 kW (łącznie) mocy wyz­nac­zonej w wyniku przeprowad­zonej oce­ny ener­gety­cznej;
        500 zł/kW dla zapotrze­bowa­nia powyżej 10 kW do 15 kW (łącznie) mocy wyz­nac­zonej w wyniku przeprowad­zonej oce­ny ener­gety­cznej;
        450 zł/kW dla zapotrze­bowa­nia powyżej 15 kW do 20 kW (łącznie) mocy wyz­nac­zonej w wyniku przeprowad­zonej oce­ny ener­gety­cznej;
        400 zł/kW dla zapotrze­bowa­nia powyżej 20 kW mocy wyz­nac­zonej w wyniku przeprowad­zonej oce­ny ener­gety­cznej.
        Możli­wa wysokość dofi­nan­sowa­nia:

        nie więcej niż 8 tys. zł/kocioł w przy­pad­ku budynku jed­norodzin­nego;
        nie więcej niż 10 tys. zł/kocioł w przy­pad­ku budynku wielorodzin­nego, dla którego jest wprowadzane wspólne źródło ciepła dla więcej niż jed­nego lokalu.
        W przy­pad­ku koniecznoś­ci poniesienia kosztów na insta­lac­je wewnętrzną niezbęd­ną do praw­idłowego funkcjonowa­nia urządzenia ist­nieje możli­wość zwięk­szenia lim­i­tu środ­ków dofi­nan­sowa­nia:

        maksy­mal­nie do 6 tys. zł w przy­pad­ku budynku jed­norodzin­nego;
        do wielokrot­noś­ci 6 tys. zł zgod­nej z liczbą odręb­nych lokali mieszkalnych w budynku wielorodzin­nym i nie więcej niż 80 zł/m2 ogrze­wanej powierzchn

      2. Wojciech Treter Autor wpisu

        To może zrób­my eko-chleb za 50zł i dotac­je na 85% kosztów eko-chle­ba?

        Nie, nie wystar­czą, bo… ich nie wystar­cza, to jest lis­tek figowy, bo gdy­by chcieć tak wszys­tkim spon­sorować, to się budżet każdego jed­nego św. Mikoła­ja wysyp­ie.
        Poza tym sam sobie przeczy­taj: max. 8 tys na kocioł to od biedy pokry­wa koszt samego kotła a mod­ern­iza­c­ja kom­i­na to dal­sze przy­na­jm­niej kil­ka tysię­cy. I nie trze­ba “skra­jnego ubóst­wa ener­gety­cznego” żeby nie mieć kilku tysię­cy luźnych. Naj­gorzej gdy dotac­ja jest w sys­temie “zapłać a potem ci zwrócimy”.

      3. ciuset

        Fakt nie star­czy dla wszys­t­kich (500 000 kotłów do wymi­any w Małopolsce), ale te kil­ka tysię­cy i tak by trze­ba było kiedyś wydać na kocioł, jak się zep­su­je, może mniej (kocioł z rusztem 2500–4000 zł) a z 5000–7000 do prz­eróbek by trze­ba wyłożyć do dos­tosowa­nia kotłowni do nowego kotła ecode­sign.
        Prob­lem będzie i tak, bo nie są już pro­dukowane kotły inne niż obec­na 5 klasa a cena kotła z ecode­sign jest podob­na do 5.
        Co ludzie , jak nie będzie już dotacji? I nie będzie ludzi stać na kocioł choć­by w 5 klasie?
        Jest jakaś alter­naty­wa?
        Edukac­ja ludzi jest waż­na, ale trze­ba sprawę staw­iać jas­no, jesteśmy w UE i obow­iązu­ją dyrek­ty­wy. Ludzie muszą wiedzieć co ich czeka za kil­ka lub kilka­naś­cie lat. Bo nie wierzę że obec­ne kotły wytrzy­ma­ją więcej.

        P.S. Inną sprawą jest, że na tym zaro­bią wszyscy z branży grzew­czej (wykon­aw­cy, sprzedaw­cy, pro­du­cen­ci, audy­torzy, lab­o­ra­to­ria)
        Wszys­tkiemu win­na jest UE, a nie pro­du­cen­ci itp.

      4. Wojciech Treter Autor wpisu

        Alter­naty­wą jest “czarny rynek” czyli obrót garażowy, bo jak nie możesz zaspokoić pod­sta­wowej potrze­by fizjo­log­icznej (ciepło) legal­nie, to i tak sposób zna­jdziesz.
        A praw­idłowo powin­no to wyglą­dać tak, jak już nier­az pisałem: mądry min­is­ter przed wydaniem roz­porządzenia zro­bił­by rozpoz­nanie, jaka będzie jego “siła raże­nia”. Zauważył­by, że ceny kotłów wzros­ną 3–4-krotnie, pon­ad dwie śred­nie kra­jowe. Włosy by mu na głowie dęba stanęły, bo wiedzi­ał­by, co to oznacza. Zle­cił­by opra­cow­anie pro­gra­mu “Kocioł+” podob­ne­go do tego, w ramach którego w lat­ach 90. zaim­por­towano do Pol­s­ki kotły retor­towe. Zapro­jek­toway w ramach tego pro­gra­mu kocioł speł­ni­ał­by 5. klasę i ecode­sign, ale miał­by więk­szość zalet “kop­ci­ucha”: trwałość, tan­iość, uni­w­er­sal­ność paliw – bo został­by opra­cow­any z myślą o coraz trud­niejszych pol­s­kich węglach. Następ­nie pro­jekt został­by upub­liczniony do wyko­rzys­ta­nia dla wszys­t­kich firm kot­lars­kich.

      5. ciuset

        Czarny rynek zostanie zmi­ażdżony przez legal­ną konkurencję jestem tego pewny. Będą kary i nie takie jak ter­az max. 5000 zł dla zwykłego zjadacza chle­ba.
        Prędzej import spoza UE?
        Ma zostać powołany min­is­ter do wal­ki ze smo­giem, nie jestem pewny czy będzie chci­ał coś popraw­ić na przyszłość dla ludzi.
        Tutaj branża na Twój ciekawy pomysł się nie zgodzi. Kasa!

        Pro­gram „Kocioł+” wyobrażam sobie już kon­sul­tac­je społeczne i wysłuchanie pub­liczne na komisji, zaproszeni sami pro­du­cen­ci i eksper­ci prze­ci­wko tej idei

      6. ciuset

        Słysza­łem że pro­du­cen­ci zrezyg­nowali z innego sposobu obe­jś­cia prob­le­mu.
        Np. Kocioł tylko do grza­nia ciepłej wody użytkowej itp.

      7. Wojciech Treter Autor wpisu

        Mech­a­niz­mu nie znam, widzę tylko to, co na stron­ie pro­du­cen­ta jest.

      8. karol

        Pokaż­cie mi dofi­nan­sowanie na Mazowszu 🙂 Poza tym — dosta­niesz jed­no­ra­zową kasę do pieca, a później radź se sam. Potrzeb­na jest edukac­ja w tym zakre­sie, a tego braku­je, bo za kil­ka lat wrócą kop­ci­uchy i opony zaczną płonąć. Nie jest sztuką dofi­nan­sować piec na koszt EU — sztuką jest real­na zmi­ana men­tal­noś­ci w kwestii ogrze­wa­nia, a to nie będzie proste przy tak zaporowych cenach.

    1. Wojciech Treter Autor wpisu

      To jest do pewnego stop­nia klisza. Wiele takich zdjęć ilus­tra­cyjnych jak się chwilę zas­tanow­ić to nie ma sen­su nijak.

      Odpowiedz
  6. Jack

    A dotac­je nie wystar­czą?”

    Fak­ty:
    1) 40%-50% Polaków nie posi­a­da żad­nych oszczęd­noś­ci, a więc dotac­je i dopłaty nie wchodzą w rachubę. Trze­ba ludziom dać pieniądze do ręki na inwest­y­cję i pokrycie wyższych kosztów ogrze­wa­nia.
    2) Medi­ana wyna­grodzenia w Polsce to 2500 zł net­to w sek­torze przed­siębiorstw (bez mikro­przed­siębiorstw, gdzie wyna­grodzenia są niższe ze wzglę­du na niską pro­duk­ty­wność). Dom­i­nan­ta wyna­grodzenia wynosi 1500 zł net­to.
    3) Licz­ba emery­tów i ren­cistów w 2017 wyniosła 9 mln ludzi (30% wybor­ców). Medi­an świad­czenia emery­tal­nego to 1600 zł net­to, dom­i­nan­ta to około 1350 zł net­to. Medi­ana wieku w Polsce w 2017 przekroczyła już 40 lat.
    4) 3,5 mln domów jed­norodzin­nych, czyli 70% wszys­t­kich domów jed­norodzin­nych w Polsce wybu­dowano przed 1989 rok­iem. Domy te nie posi­ada­ją żad­nego lub praw­ie żad­nego ocieple­nia.
    Sza­cu­je się, że mod­ern­iza­c­ja tych domów, ich ocieple­nie i wymi­ana ogrze­wa­nia na kocioł 5 klasy wraz z koniecznym wkła­dem komi­nowym i prze­bu­dową kom­i­na będzie kosz­tować od 50 tys. do 100 tys. zł na dom. Państ­wo musi­ało­by więc wyłożyć 350 mld zło­tych na ogranicze­nie niskiej emisji tylko w domach jed­norodzin­nych. Te 350 mld zł są nie do doby­cia, bo Pola­cy nigdy nie zgodzą się na aż tak wysok­ie pod­wyż­ki podatków.
    5) Pol­s­ka jest szy­bko starze­ją­cym się kra­jem. Licz­ba emery­tów i ren­cistów będzie szy­bko rosła, a ich miesięczne świad­czenia będą maleć i wg anal­iz eko­nom­icznych wyniosą 800‑1000 zł net­to dla więk­szoś­ci emery­tów. Kosz­ty ogrze­wa­nia sieciowego i gazowego będą ros­nąć (do koń­ca 2022 muszą w Polsce zostać uwol­nione ceny gazu dla gospo­darstw domowych, a to spowodu­je znaczny wzrost kosztów ogrze­wa­nia gazowego). Kilka­naś­cie mil­ionów emery­tów i ren­cistów z bie­da świad­czeni­a­mi zacznie szy­bko uciekać od ogrze­wa­nia sieciowego i gazowego i wracać do tanich i wysokoemisyjnych źródeł ogrze­wa­nia (piece kaflowe, tanie kotły, węgiel, drewno, stare meble). Pon­ad­to ta najważniejsza gru­pa wybor­ców nigdy nie zgodzi się, żeby ich podat­ki zami­ast na emery­tu­ry i służbę zdrowia przez­naczane były na dopłaty do zakupu samo­chodów elek­trycznych, dopłaty dla właś­ci­cieli farm wia­trowych, czy dro­gie ogrze­wanie gazowe lub sieciowe. Zmi­any demograficzne w Polsce przekreśla­ją wszelkie możli­woś­ci ograniczenia niskiej emisji.

    Odpowiedz
  7. szamot

    To trze­ba opro­cow­ać kocioł,który czys­to spala opony w 5klasie ecodesing i niech płoną opony a kopce­nia nie będzie.
    Dlaczego nie obra­cow­anego jeszcze taniego kotła 5klasy niewybred­nego w sto­sunku do pali­wa i nie kopcącego?
    Odpowiedź
    Bo chodzi o biznes i pieniądze.

    Odpowiedz
  8. szamot

    Jack pier**lisz od rzeczy.
    Albo jesteś twar­do betownowym dzi­a­dem albo pro­du­cen­tem kop­ci­ucha i cię boli,że nie będziesz mógł pro­dukować kop­cióchów.
    Nawet jak by doszło do tego co mówisz to może wręś­cie ruszyła by pro­dukc­ja kotłów 5 klasy na każdy opał nawet stare meble.

    Odpowiedz
  9. moraviak

    Najnowsze wiado­moś­ci z zagrani­cy ! Chcę tylko powiedzieć że w kra­ju Slezko -Moravskim ( odpowied­nik naszego wojew­ództ­wa ). jest dofi­nan­sowanie do wymi­any kotła na kocioł poda­jnikowy piątej gen­er­acji . Dotac­ja ta wynosi 80- 90 % kosz­tu inwest­y­cji. Wnios­ki o dotację są składane przez inter­net do urzę­du w Ostravie. Brak jakichkol­wiek kole­jek. Wyko­rzys­tano doty­chczas 70% kwoty dotacji. Prosi się o składanie wniosków np. w TV region­al­nej bo zostało jeszcze 30% kwoty dotacji. Kwo­ta dotacji została wyz­nac­zona z budże­tu państ­wa.
    Co na to pol­s­ki rząd? Pewnie kupi nowe armaty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *